Biorąc pod uwagę historię, Węgrzy to nasi bratankowie. Więzi łączące nasze narody przetrwały 1000 lat i przetrwają kolejne. Dlatego tak ważna jest współpraca nacjonalistów i tradycjonalistów z obu krajów. W ramach prezentacji zbliżonych ideowo zagranicznych organizacji publikujemy tłumaczenie wywiadu, jaki przeprowadzili nasi przyjaciele z belgijskiego ruchu Nation.
Hatvannégy Vármegye Ifjúsági Mozgalom – Magyar Ellenállás (Ruch Młodych 64 Komitaty – Węgierski Ruch Oporu) to jeden z najciekawszych ruchów politycznych działających na Węgrzech. Prowadzone przez niego działania na gruncie metapolityki są prawdziwym wzorem do naśladowania, zaś pismo „Duo Gladii” to odpowiednik wychodzącego w Polsce od 1991 roku „Szczerbca”.
*
Czy mógłbyś się przedstawić?
Nazywam się László Kolonits i jestem członkiem zarządu HVIM – Węgierskiego Ruchu Oporu. Pełniąc tę funkcję, sprawuję stanowisko redaktora naczelnego „DuoGladii – Czasopisma Duchowego Oporu”, wydawanego wyłącznie w wersji drukowanej czasopisma poświęconego światopoglądowi, publikowanego przez Ruch. Koordynuję również stosunki międzynarodowe Ruchu. Uważam za ważne podkreślenie, że oprócz pełnienia innych funkcji regularnie występuję jako prelegent podczas naszych wydarzeń edukacyjnych dla młodzieży.
Jeśli chodzi o moje kwalifikacje zawodowe, jestem historykiem, menedżerem kultury oraz archeologiem specjalizującym się w archeologii prehistorycznej i klasycznej. W dziedzinie archeologii pracuję od ponad dwudziestu lat. Obecnie pełnię funkcję zastępcy kierownika działu archeologii w muzeum, kuratora zbiorów prehistorycznych oraz eksperta ds. dziedzictwa kulturowego.
Czy mógłbyś opowiedzieć nam o swoim ruchu, jego historii i ideologii?
Ruch HVIM powstał dokładnie dwadzieścia pięć lat temu, z oburzenia wywołanego niesprawiedliwością wynikającą z traktatu z Trianon z 1920 roku oraz traktatów pokojowych z Paryża podpisanych w 1947 roku. Traktaty te pozbawiły Królestwo Węgier sześćdziesięciu procent ludności i ponad dwóch trzecich terytorium, w tym regionów, które należały do serca węgierskiej kultury.
Bezpośrednim kontekstem powstania Ruchu w 2001 roku był fakt, że w czasach komunizmu nie można było otwarcie mówić o tej narodowej traumie, która rozdarła tysiącletnie, organicznie ukształtowane imperium i zrujnowała życie milionów ludzi. Niestety, te stare, negatywne odruchy nie zniknęły po zmianie reżimu w 1989 roku. W rezultacie Trianon pozostawał tematem tabu przez kolejne półtorej dekady.
Od momentu powstania nasze priorytety uległy zmianie. Czasy wymagają, byśmy jeszcze zdecydowanie bardziej skupili naszą uwagę na siłach destrukcji. Znaczną część naszej energii poświęcamy dziś na przeciwstawianie się lewicowym, liberalnym, materialistycznym i ateistycznym siłom wywrotowym, ideologii „woke” oraz lokalnym agentom lobby LGBTQ. Chociaż nasza rola w innych obszarach pozostaje znacząca we współczesnych Węgrzech, odgrywamy kluczową rolę w przeciwstawianiu się lobby genderowemu, które postrzegamy jako awangardę wywrotowości.
Niemniej jednak nasze działania wykraczają daleko poza zwykły, reaktywny sprzeciw wobec szatańskich tendencji naszych czasów, czy to w formie aktywizmu ulicznego, czy w innej. Prowadzimy szereg instytucji. Oprócz naszych internetowych platform medialnych wydajemy dwumiesięcznik zatytułowany „DuoGladii”. Organizujemy uroczystości upamiętniające wydarzenia historyczne oraz serię wycieczek pieszych. Posiadamy również oddział o nazwie Farkasok (Wilki), który uczy i praktykuje sztuki walki oraz umiejętności przetrwania w naturze.
Być może naszym najważniejszym obszarem działalności jest edukacja młodzieży. W tym ramach organizujemy obozy dla dzieci i młodzieży, a także weekendy edukacyjne i szkoleniowe. W efekcie szkolimy własnych rekrutów. Staramy się ożywić tradycyjne ideały wśród młodych ludzi, którzy do nas przychodzą, a jednym z naszych głównych celów jest wychowanie nowej elity intelektualnej.
Pod względem ideologicznym dążymy do odrodzenia czystej, tradycyjnej polityki prawicowej – światopoglądu, który przed rewolucją francuską był całkowicie powszechny w Europie i znacznej części świata. Jak stwierdził Julius Evola: „Moje zasady to tylko te, które przed rewolucją francuską każda osoba z dobrego domu uważała za rozsądne i normalne”. Uważamy się za duchowych spadkobierców Rzymu i stepów, a także za strażników imperium św. Stefana.
Jednym z głównych wzorów do naśladowania dla naszej organizacji są Templariusze, ale czerpiemy również z tradycji białej kontrrewolucji oraz dziedzictwa roku 1956. Spośród współczesnych ruchów politycznych najbliższe nam są prawdopodobnie falangizm, konserwatywna rewolucja oraz duch legionowy. Nie naśladujemy jednak żadnego z nich. Naszym celem nie jest anachroniczne wskrzeszanie minionych epok. Nie podążamy za naszymi przodkami samymi w sobie, ale raczej za tym, za czym podążali nasi przodkowie.
Nasz duch jest zakorzeniony w Tradycji i opiera się na żywym, średniowiecznym, wojowniczym chrześcijaństwie. HVIM – Węgierski Ruch Oporu jest monarchistyczny; uważamy demokrację za pozbawioną ducha i antyduchową, dlatego ją odrzucamy. Cenimy myśl teistyczną, szacunek dla rytuału, męskie cnoty, zachowanie męskości, bojowego ducha kṣatriya oraz szacunek dla hierarchii. Naszym ideałem jest ustanowienie systemu rządów najlepszych (aristoi), wybranych na zasadach merytokracji.
Jakie jest Wasze stanowisko w sprawie sytuacji politycznej na Węgrzech? Co Pan sądzi o Orbánie?
Viktor Orbán jest niezwykle utalentowanym politykiem. Jestem przekonany, że techniki sprawowania władzy oraz system polityczny, które stworzył i który prowadzi od ponad dekady, wkrótce będą przedmiotem nauczania na większości wydziałów politologii. Jednak jego intencje nie są czyste, a partia Fidesz, którą kontroluje żelazną ręką, boryka się z licznymi problemami.
Organizacja ta powstała w czysto liberalnym duchu przed zmianą reżimu w 1989 roku, ciesząc się szerokim poparciem fundacji Sorosa, a następnie nagle skręciła w prawo, podczas gdy jej kierownictwo i trzon członkowski pozostały niemal niezmienione. Przyczyna tej zmiany jest oczywista: Orbán wyczuł zmieniający się klimat, dostrzegł okazję i postanowił, że zamiast pozostać kolejnym przywódcą partii liberalnej, pozycjonuje się jako centralna postać ówczesnej, wciąż jeszcze peryferyjnej europejskiej prawicy. Zmianę tę należy zatem rozumieć nie jako szczere nawrócenie, ale jako oportunizm.
Pomimo swoich niezaprzeczalnych zalet i pewnych trendów, które można uznać za pozytywne w porównaniu z wydarzeniami w świecie zachodnim, Fidesz przywłaszcza sobie popularne prawicowe hasła, ale realizuje je jedynie powierzchownie, w formie, która pozostaje atrakcyjna dla celów propagandowych. W ten sposób buduje prawicową wioskę potiomkinowską.
Proces ten pozbawia wiele ważnych kwestii ich istoty i zaślepia masy, które nie są zainteresowane głębszym zrozumieniem i dlatego wierzą, że wszystko jest w porządku – podczas gdy w rzeczywistości wiele spraw tak nie wygląda.
Oficjalnie na Węgrzech nie ma obecnie imigracji, a jednak ulice są pełne pracowników przyjezdnych z Filipin, Kenii, Mongolii i innych krajów. Mówi się nam, że wrócą do domu, ale widzimy niewielkie szanse, by tak się stało. Im dłużej tu pozostają, tym mniej prawdopodobne staje się ich wyjazdy.
Naszym zdaniem jeszcze bardziej niebezpieczne jest to, że partia Fidesz zawarła pakt z kręgami atlantystyczno-syjonistycznymi. Utrzymują oni braterskie stosunki z izraelską partią Likud i konsekwentnie głosują w ONZ jako najbardziej lojalni i bezwarunkowi zwolennicy Izraela, obok Stanów Zjednoczonych. Są oni również osadzeni w sieci zorganizowanej wokół CPAC, do której symbolicznych postaci należą Donald Trump (i Jared Kushner), Benjamin Netanjahu, Jair Messias Bolsonaro, Javier Milei, Marine Le Pen i Giorgia Meloni, a także Orbán. Ponadto na Węgrzech pojawiła się żydowska sekta Chabad–Lubawicz, która jest ściśle powiązana z partią Fidesz.
W perspektywie wyborów parlamentarnych zaplanowanych na 12 kwietnia 2026 r. partia Fidesz po raz pierwszy od wielu lat zmierzy się z bardzo silnym konkurentem – popieranym przez ultraliberalnych przedstawicieli globalistycznego wielkiego kapitału, dążących do odzyskania kontroli nad Węgrami. Naszym zdaniem jedynym dobrym wyborem jest partia „Mi Hazánk” (Nasza Ojczyzna), która szczerze reprezentuje interes narodowy i – biorąc pod uwagę obecny układ sił – jest jedyną partią poza dwoma głównymi blokami, która ma szansę wejść do węgierskiego parlamentu.
Wasza organizacja jest członkiem międzynarodowego stowarzyszenia o nazwie Międzynarodowa Liga Suwerenistów. Dlaczego do niego przystąpiliście?
Chociaż impreza „Magyar Sziget” (Wyspa Węgierska), organizowana przez nasz Ruch rok po roku od wielu lat, odegrała rolę katalizatora w odrodzeniu węgierskiej – a w pewnym stopniu także europejskiej – prawicy, przez pewien czas mogliśmy poświęcać stosunkom zagranicznym jedynie ograniczoną uwagę. W końcu jednak zdaliśmy sobie sprawę, że obok walk toczonych na terenie Węgier niezbędne jest budowanie sieci ponadnarodowych. Bez międzynarodowych sieci w ramach samego państwa narodowego można osiągnąć jedynie ograniczone wyniki.
W 2022 roku wzięliśmy udział w konferencji zorganizowanej w Rzymie przez włoską organizację Militia Christi. Wśród kilku innych organizacji przedstawiciel ds. zagranicznych rosyjskiego Bractwa Akademików wygłosił prezentację online poruszającą ówczesną sytuację na świecie. Następnie nawiązaliśmy kontakt i odkryliśmy, że dzielimy bardzo podobny światopogląd. Monarchizm, przywiązanie do białych tradycji kontrrewolucyjnych oraz oparcie na chrześcijaństwie stanowiły wspólną płaszczyznę ideologiczną. Kilka lat później rozpoczęły się rozmowy na temat utworzenia międzynarodowego sojuszu, co ostatecznie doprowadziło do powstania Międzynarodowa Liga Suwerenistów „Paladyni”.
Czy nie jest trudno uczestniczyć w tej Lidze u boku rosyjskich nacjonalistów, biorąc pod uwagę pamięć o wydarzeniach z 1956 roku i represje wobec narodu węgierskiego ze strony Armii Czerwonej?
Uważamy, że okupacja Węgier w latach 1944–1945 oraz stłumienie rewolucji z 1956 roku nie wynikały z natury narodu rosyjskiego ani z jego naturalnych ambicji imperialnych, ale raczej z działań bezpaństwowych komunistów radzieckich, którzy myśleli w kategoriach rewolucji światowej. Intelektualni poprzednicy naszych rosyjskich sojuszników, Bractwo Akademików, byli represjonowani przez system komunistyczny tak samo jak naród węgierski. Pod tym względem uważamy się również za braci. Nie ma bezpośredniej równoważności między Związkiem Radzieckim a dzisiejszą Rosją. Oczywiście potępiamy nostalgię za komunizmem, która pojawia się w niektórych rosyjskich kręgach, ale nasi rosyjscy sojusznicy podzielają nasze stanowisko w tej kwestii. W związku z tym nie widzimy tu żadnej sprzeczności, która wymagałaby rozwiązania.
Czy masz jakąś wiadomość dla naszych czytelników w Belgii?
Nasze najważniejsze przesłanie do narodu belgijskiego – i do wszystkich narodów europejskich – brzmi: odważcie się stanąć w obronie prawdy! Bardzo często samo manifestowanie wartości może wywołać skutki, które popchną szersze trendy w pozytywnym kierunku. Stanowi to również przykład dla mas, które w przeciwnym razie mogłyby w milczeniu cierpieć z powodu procesów, które są im wrogie. Jak stwierdza Księga Objawienia (3:15–16): „Chciałbym, żebyście byli albo zimni, albo gorący. Ponieważ jednak jesteście letni, ani gorący, ani zimni, wypluję was z moich ust”. Nie poddawajmy się chaosowi ogarniającemu tradycyjny świat! Nie bądźmy letni!
Tłumaczenie dla portalu Nacjonalista.pl: Wojciech Trojanowski, zastępca redaktora naczelnego pisma „Szczerbiec”.
Przedruk wyłącznie po uzyskaniu zgody redakcji.

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze