life on top s01e01 sister act hd full episode https://anyxvideos.com xxx school girls porno fututa de nu hot sexo con https://www.xnxxflex.com rani hot bangali heroine xvideos-in.com sex cinema bhavana

Tusk oddaje szpitale zagranicznym funduszom

Promuj nasz portal - udostępnij wpis!

Polskie szpitale toną w długach, a zagraniczni „inwestorzy” coraz śmielej wchodzą na rynek ochrony zdrowia. W tej sytuacji nawet „Gazeta Wyborcza” ośmieliła się opublikować tekst o funduszach, które mogą przejmować zadłużone szpitale powiatowe. Wystarczy, że placówka zostanie przekształcona w spółkę. Ministerstwo Zdrowia nie widzi podstaw, by dyskryminować inwestorów ze względu na strukturę własności. A pacjent? Pacjent może się tylko zastanawiać, czy za chwilę o jego dostępie do leczenia będzie decydować konkretna potrzeba medyczna, czy zysk prywatnego właściciela.

Tusk oddaje polskie szpitale w ręce zagranicznych funduszy. Nie, to nie żart ani złośliwe, teoretyczne rozważania. Zagraniczny kapitał już jest obecny w polskiej ochronie zdrowia. Kanadyjska firma InterHealth Canada uczestniczyła w budowie szpitala w Żywcu, a fundusze takie jak Penta Investments, Enterprise Investors czy Spire Capital Partners inwestują w placówki medyczne, przychodnie i szpitale. Grupa Penta prowadzi w Polsce rozbudowaną sieć placówek, a jej spółki uzyskują znaczną część przychodów z kontraktów Narodowego Funduszu Zdrowia.

Mamy więc już dziś do czynienia z sytuacją, w której prywatny kapitał z zagranicy zarabia na świadczeniach finansowanych z polskich pieniędzy publicznych. Sam udział zagranicznego inwestora nie musi oczywiście oznaczać katastrofy. Prywatne pieniądze mogą pomóc w modernizacji budynków, zakupie sprzętu i poprawie zarządzania. Problem pojawia się wtedy, gdy państwo nie potrafi zapewnić stabilnego finansowania szpitali, a zadłużone placówki zaczynają szukać ratunku u podmiotów, których podstawowym celem jest pomnażanie kapitału.

Fundusz inwestycyjny nie jest bowiem organizacją charytatywną dokładającą się do ratowania zdrowia Polaków, jak zapewne myśli Donald Tusk. Kupuje daną placówkę po to, by zwiększyć jej wartość, a następnie wypracować zysk, zarabiając na pacjentach. Przedstawiciele branży otwarcie mówią, że typowy horyzont inwestycji wynosi pięć–siedem lat.

Tymczasem szpitale powiatowe nie są zwykłymi przedsiębiorstwami, jak w dowolnej innej branży. Nie można ich oceniać wyłącznie przez pryzmat rentowności. Placówki muszą zapewniać mieszkańcom dostęp do świadczeń również wtedy, gdy utrzymywanie konkretnego oddziału jest kosztowne. Prywatny właściciel z kolei uznaje, że nierentowna działalność wymaga ograniczenia lub likwidacji. Dla funduszu będzie to racjonalna decyzja biznesowa. Dla mieszkańców powiatu może oznaczać konieczność pokonywania dziesiątek kilometrów i czekania w wieloletnich kolejkach, by uzyskać pomoc na niezbyt dochodowym oddziale.

Kiedy lokalny szpital znajdzie się w rękach dużej grupy inwestycyjnej, jego przyszłość będzie zależeć nie tylko od potrzeb mieszkańców, ale również od strategii właściciela. A gdy dojdzie do kolejnych przejęć, odwrócenie tego procesu może okazać się trudne i kosztowne. Rząd może oczywiście opowiadać, że przekształcenia i konsolidacja mają poprawić efektywność placówek. Tyle że efektywność nie jest w tym przypadku najwyższą wartością.

Jeżeli poprawa wyników finansowych będzie oznaczała ograniczenie dostępności leczenia określonych schorzeń, zamykanie nierentownych oddziałów i podporządkowanie lokalnej infrastruktury interesom inwestora, pacjenci zapłacą za te zmiany najwyższą cenę w postaci kalectwa i śmierci.

Warto też spojrzeć na tę sprawę szerzej. Państwo to nie tylko granice, wojsko i urzędy. To również infrastruktura, bez której społeczeństwo nie może normalnie funkcjonować: energetyka, transport, zasoby wodne i ochrona zdrowia. Jeżeli kolejne obszary życia publicznego stają się przedmiotem transakcji, a władza ogranicza się do zapewniania, że wszyscy inwestorzy muszą być traktowani jednakowo, trzeba zapytać, gdzie w tym wszystkim jest długofalowy interes narodowy i po co nam właściwie państwo, które spogląda na nas jak dojne krowy, które w zamian za przymusowe składki mają się zadowolić podgniłym sianem.

Donald Tusk powoli wyprzedaje państwo — a przynajmniej pozwala na rozwój procesów, które stopniowo odbierają Polakom kontrolę nad kolejnymi ważnymi obszarami życia. Nie trzeba przy tym ogłaszać, że zapadła decyzja o sprzedaży wszystkich szpitali. Wystarczy stworzyć warunki, w których publiczne placówki, doprowadzone do trudnej sytuacji finansowej, będą coraz bardziej uzależnione od prywatnego kapitału.

To właśnie dlatego zadłużenie szpitali powinno być traktowane jako problem strategiczny, a nie wyłącznie księgowy. Państwo musi mieć narzędzia pozwalające ratować placówki bez automatycznego uzależniania ich przyszłości od interesów inwestorów. Powinno też wiedzieć, kto kontroluje infrastrukturę medyczną, jak zmienia się koncentracja rynku i jakie zabezpieczenia chronią pacjentów przed skutkami czysto biznesowych decyzji.

Jeśli szpital ma przede wszystkim zarabiać, a państwo nie potrafi zagwarantować, że mieszkańcy zachowają dostęp do niezbędnego leczenia, to coś zostało postawione na głowie. Służba zdrowia nie może być traktowana jak kolejny rynek do podziału między fundusze inwestycyjne.

NASZ KOMENTARZ: Alternatywa dla polskiej służby zdrowia jest prosta – albo w pełni państwowe/samorządowe szpitale, albo ich pełna prywatyzacja. Nie można reformować złego systemu na pół gwizdka, jak to robi Tusk. Czas najwyższy na koniec tych gierek. Nie może być tak, że ludzie przymusowo płacą składki zdrowotne, a gdy zachorują na coś więcej niż przeziębienie, muszą i tak płacić za leczenie prywatne, bo czekanie w kolejce na łaskawą usługę z NFZ, zrujnuje ich zdrowie.

Za: magnapolonia.pl

Zdjęcie: pixabay.com


Promuj nasz portal - udostępnij wpis!
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 5)

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)
Tagi: ,

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 6)

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*