Adam Gmurczyk: Symbol a Idea

Dwa zszyte ze sobą kawałki materiału, biały i czerwony, nie czynią z tak przygotowanej płachty narodowego sztandaru. Tak samo, jak stadionowa przyśpiewka „Do boju, biało-czerwoni” nie jest wyartykułowaniem polskiego ducha narodowego czy zapowiedzią ofensywy niepodległościowej. Sprowadzenie szeroko rozumianej symboliki narodowej czy ideowej (znaki, barwy, postacie i wydarzenia historyczne) do elementu zdobniczego nie uświęca tegoż – jedynie deprecjonuje, a w przypadkach skrajnych po prostu niszczy jego źródłowe znaczenie.

Symbol to – najogólniej mówiąc – skrót werbalny/niewerbalny treści głębszej. Jednak we współczesnych czasach praktycznie wszystko ulega komercjalizacji. Szeroko pojęta ideowa marksowska i postmarksowska lewica poległa wraz z pierwszą seryjną produkcją koszulek z wizerunkiem Che Guevary, wydzierganym złota nicią, a zbuntowany anarchizm poniósł dotkliwe i zabójcze straty w starciu z wielkimi domami mody, które na odzieży dla średnio klasowej bourgeois umieściły „anarchię” z błyszczących cekinów. Słabe idee nie wytrzymały konfrontacji z wszechobecną komercją.

Tak dla porównania, jedynie katolicyzm, mimo usilnych wysiłków szukających nowości twórców marketingowych strategii, wyszedł z podobnych zmagań obronną ręką. Ani wyjący na scenie podstarzały babol pseudo „Madonna”, ani masówka biżuterii użytkowej z symbolami wiary czy także wykorzystująca elementy religijne odzież dla high class nie zaszkodziły istocie chrześcijaństwa. I jeśli mówimy dziś o kryzysie w Kościele, to dlatego, że jest celem świadomego i zorganizowanego ataku obcych mu i wrogich zasad. Ale to już odrębny temat.

W skali regionalnej, komercjalizacji wartości wyższych nie uniknęła i Polska. Niemile dotąd widziane symbole weszły nie tyle na salony, co do obrotu masowego (oczywiście symbole oderwane od tego, co określają). Zjawisko jest widoczne, budzi niesmak, szczególnie u tych, którzy idei, a nie gadżetom, poświęcają swoje życie. Nie to jednak jest zasadniczym problemem. Tak naprawdę można, nomen omen, machnąć ręką na popularność biało-czerwonych majtek czy poduszek „Wielka Polska” u idiotów, których rajcują po prostu gatki, pościel i ciuchy „we fajne wzorki”. Nie zmienimy ludzkiej mentalności. Festyniarze zawsze byli, są i zawsze będą.

To, co jest w tym momencie zagadnieniem istotnym, to masowość owej mody. Bo nie jest ona ani powszechnym obudzeniem wartości narodowych, tryskającym na pustyni magicznym źródełkiem czy splotem bliżej nieokreślonych przypadków. Mamy do czynienia z pewnym procesem, rozpędzonym świadomą wolą wykorzystania tej symboliki dla bardzo konkretnych, wyjątkowo brudnych celów politycznych.

Ściany z biało-czerwonych flag, gęby co minutę pełne „Polski”, wizytówki z nadrukiem orła, koniecznie w koronie, i, oczywiście, Żołnierze Niezłomni (sorry, „Wyklęci”). Zawsze, wszędzie. Telewizja, radio, internet, placówki Poczty Polskiej, szkoły, przedszkola, urzędy i tak dalej, i tak dalej. A w tym pięknym opakowaniu – to samo łajno, co dotąd. Bo symbol to, powtórzę, wizualizacja konkretnej idei. A symbole, jak słowa, mają swoje konkretne znaczenie. „Tak” nie oznacza „sałatka z pomidorów”, a „Niepodległość” – „w służbie obcych”.

Dzisiejszy reżim dużo wysiłku poświęca jednak temu, by ważnej narodowej symbolice zmienić znaczenie – na przeciwstawne. Oczywiście, nie byłoby to proste zadanie, gdyby polski patriotyzm był silnym, żywym zjawiskiem, a nie tylko jarmarczną pokazówką. W obśmiewanych w polskich wydawnictwach za polityczną degrengoladę krajach Europy Zachodniej tamtejsze demoliberalne rządy bronią się przed narodowymi skrótami symbolicznymi, bo nie udało się tam ich do końca zdeprecjonować.

W naszym kraju władza nie ma z tym problemu, bo typowy „patriota” Kowalski nadaje się co najwyżej do Klubu Niedzielnych Czirliderów – regularnie, parę razy do roku, pomacha biało-czerwoną flagą i poćwiczy gardło w „narodowych” zawołaniach. I starczy. Na tym jego związek z Polską się kończy. Takimi kukiełkami łatwo sterować.

Niektórzy z wyznawców owego „patriotyzmu flagowego” oburzają się na takie słowa, bo oni wszak kochają Polskę i są dla niej gotowi zginąć. Puste deklaracje, bo przecież nadal żyją, i nadal padają na kolana przed swoimi „przywódcami narodu”, sługami obcych stolic, prowadzącymi Polskę na całkowite zatracenie. I do umierania, mimo że właśnie w takiej sytuacji powinni, jakoś się nie kwapią.

*

Dla nas, nacjonalistów, sprawa jest prosta. Kiedy mówimy, że „nie ma przyjaciół na prawicy i lewicy”, kierujemy się prostą i klarowną zasadą, że różnić można się w drugorzędnych szczegółach, ale nie w kwestiach podstawowych. Pod tym względem (pod innymi również, ale o tym może innym razem) jesteśmy nieodrodnymi potomkami bojowników antykomunistycznego podziemia, którzy paląc komendy Milicji Obywatelskiej i strzelając w łeb funkcjonariuszom „władzy ludowej”, kompletnie nie przejmowali się tym, że posterunki MO poobwieszane były w ilości targowej właśnie biało-czerwonymi flagami, a krajowi przedstawiciele sowieckiej kolonii za każdym razem, kiedy otwierali usta, wyrzucali z nich słowa „Polska”, „Niepodległość”, „Dobro Narodu”, „Sojusznicy”. Zdrada jest zdradą, bez względu na to, w co ją się opakuje i jakim symbolem opieczętuje. A w takim przypadku owo „patriotyczne” znakowanie znaczy tyle, co nic. A nawet jeszcze mniej.

Taka właśnie postawa winna być wyznacznikiem naszego postępowania dzisiaj. Stanie w jednym szeregu (dosłownie i w przenośni) z tymi, którzy (świadomie lub nie) akceptują narodową zdradę, zadawanie się z nimi tylko dlatego, że dzierżą w dłoniach flagę, z grubsza przypominającą narodową, a czasem coś nawet „patriotycznie” zakrzykną, znieważa nie tylko nas samych, ale przede wszystkim Polskę, której służymy. Nie tylko brudzimy się ich głupotą czy świadomym zaprzaństwem, ale, co gorsza, autoryzujemy pseudopatriotyzm w jego najgorszej postaci.

Nie wahajmy się więc nazywać rzeczy po imieniu, nie bójmy się konsekwentnie postępować w stosunku do tych, co Polskę rozmienili na drobne. Nasza Polska to nie kreowana przez reżim brukselsko-waszyngtońska Pipidówka; nasz Naród to nie formowana w kotle demokracji bezmózga masa; a nasze symbole – są nasze. I zawsze stawać będziemy w kontrze przeciwko każdej fali zdrady, nieważne, jak poprzebieranej. Będziemy stawać pod barwami i symbolami naszego Kraju i pod sztandarami i znakami naszego Ruchu. Zawsze z uniesioną ku górze w rzymskim geście dłonią. I zawsze z jasno zadeklarowanym symbolicznie wyzwaniem: Chwała Wielkiej Polsce! Śmierć wrogom Ojczyzny!

Adam Gmurczyk

Tekst ukazał się w 156. numerze magazynu „Szczerbiec”. Szczegóły wydawnictwa TUTAJ.

Przedruk całości lub części wyłącznie po uzyskaniu zgody redakcji. Wszelkie prawa zastrzeżone.

salu2

 

Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.



Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom
Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:

  • 26 sierpnia 2017 -- Przemysław Jaszke: Nacjonalistyczny Czas Przełomu
    Jesteśmy nacjonalistami, co oznacza po prostu czynne umiłowanie Narodu — ze wszystkimi tego konsekwencjami. Lecz tych, którzy poświęcają swe życie dla Narodu i Polski wciąż jest ga...
  • 3 lipca 2017 -- Adam Gmurczyk: Bezhołowie
    Jest taka książka, do której wracam dość często. Nie po to, by szukać odpowiedzi na pytania dręczące Ludzkość, Kosmos czy kogokolwiek – i gdziekolwiek. I nie zaglądam do niej równi...
  • 29 września 2012 -- Każda broń w prowadzonej walce z Systemem jest dobra – wywiad z prezesem NOP
    Adam Gmurczyk (rocznik 1964) – jeden z twórców Narodowego Odrodzenia Polski, pierwszej formacji nacjonalistycznej w powojennej Polsce, redaktor podziemnego pisma „Jestem Polakiem”....
  • 27 sierpnia 2012 -- Adam Gmurczyk: Alternatywa narodowo-radykalna
    Jesteśmy nieodrodnymi dziećmi idealizmu – wierzymy w ostateczny sukces. Lecz mylą się ci, którzy twierdzą, że nie ma dziś na ziemi miejsca dla tych, co kierują się niezłomnymi zasa...
  • 29 grudnia 2010 -- AR: Czym Narodowy Radykalizm nie jest?
    Jako iż wielu ludzi nadal ma dziwną awersję do książek i innych wydawnictw, poniżej chciałbym zaprezentować prosty i czytelny schemat ("NR w pigułce") tego, czym według mnie pols...

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*