life on top s01e01 sister act hd full episode https://anyxvideos.com xxx school girls porno fututa de nu hot sexo con https://www.xnxxflex.com rani hot bangali heroine xvideos-in.com sex cinema bhavana

Tora! Tora! Tora!

Promuj nasz portal - udostępnij wpis!

7 grudnia 1941 roku jedyny azjatycki naród zachwycony muzyką Chopina rzucił wyzwanie Molochowi. Dzień ten był zarazem początkiem końca świata Tradycji i utorowaniem drogi do hegemonii najpierw dwóch bloków niszczących narody, a obecnie walca globalizmu pochłaniającego wszystko. Jednak 7 grudnia to także symbol starcia światła z ciemnością, ducha z materią, heroizmu z utylitaryzmem, jakości z ilością. Tora! Tora! Tora!


Promuj nasz portal - udostępnij wpis!
Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.

Tagi: , , , , , ,

Podobne wpisy:

Subscribe to Comments RSS Feed in this post

13 Komentarzy

  1. To na poważnie ?
    Japonia dla Azji była mniej więcej tym, czym Niemcy dla Europy. Wystarczy zapytać Chińczyków, co myślą o tym starciu światła z ciemnością.

  2. Owszem, na poważnie. Owszem, Japonia dla Azji była – mniej więcej :-) – tym, czym Niemcy dla Europy, czyli przede wszystkim geopolitycznym liderem. Warto dodać, że w Strefie Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Azji Wschodniej (ludzie, dłużej się nie dało??) osiedlali się nawet Żydzi z Rosji i Japonia stanowczo odmawiała wydania ich Niemcom. Poza tym Japończycy wspierali polskie podziemie, dostarczając mu informacji wywiadowczych odnośnie ZSRR. Można by wymieniać. Oczywiście Japończycy nie byli święci, zwłaszcza wobec Chińczyków… ale nawet jeśli liczba 400 tysięcy ofiar jednej masakry z linka, który podałeś nie jest wyolbrzymiona, to i tak dosyć niewiele w porównaniu do 30-40 milionów, które ukatrupił Mao i pozostali komunistyczni wyzwoliciele spod władzy japońskiego pan-azjatyzmu.
    Japończycy powołali z tuzin marionetkowych państw, ale trudno mi cokolwiek na ich temat powiedzieć. Oczywiście wikipedia rzecze, że było tam źle, że Japończycy tak naprawdę tylko kolonizowali, wywłaszczali, mordowali, a państwa były tylko na papierze… i oczywiście jestem jakoś tak nieufny wobec tych informacji. Skoro cały świat raczony jest bajką o 6 milionach, to jakoś wątpię, żeby na temat Japonii nie wyprodukowano stosu kłamstw, choć jak mówię – za małą mam wiedzę, by tu oceniać.
    Zresztą chodzi przede wszystkim o sam motyw walki Japonii z USA, a tu nie ma wątpliwości, kto stał po jasnej, a kto po ciemnej stronie, począwszy od terroryzmu gospodarczego, który doprowadził do Pearl Harbor, skończywszy na Hiroszimie.

  3. Wyostrzę nieco pierwszą część Twojej wypowiedzi : rozumiem, że status „geopolitycznego lidera” uprawnia każdego do działań jakich dopuszczała się Tysiącletnia Rzesza i Cesarstwo Japonii. Reszta ma położyć głowę po katanę. Jak u Dostojewskiego – są „napoleonowie” i są wszy. Chyba muszę zrewidować swoje zapyziałe średniowieczne poglądy o wojnie sprawiedliwej i moralności w polityce.

    Co do starcia z Amerykanami, to ja też jeżeli mam do wyboru kodeks Bushido albo gumę balonową to też wybieram to pierwsze. Mam jednak świadomość, że ani jedno ani drugie nie ma nic wspólnego z cywilizacją łacińską. Kulturowo Japończycy w porównaniu z jankesami nieśli za sobą jakieś wartości, nie były to jednak wartości chrześciajańskie, tylko mieszanina rodzimej tradycji i niemieckiego romantyzmu/idealizmu, którym fascynowali się japońscy inteligenccy kandydaci na kamikadze.

    Wojna na pacyfiku to starcie dwóch imperializmów, z których jeden okazał się dużo silniejszy. Jedna barbaria uderzyła na drugą. Przedstawianie tej wojny w wymiarze eschatologicznego starcia jest według mnie dalekie od zdrowego rozsądku.

  4. 300 000 ofiar w Nankinie to taka sama opowieść jak 5 mln ofiar Auschwitz. I tu i tam mamy do czynienia z komunistyczną wiarygodnością, która wciąż jeszcze za Katyń obwinia Niemców :) Oczywiście sami Japończycy nie negują faktu, iż po zdobyciu Nankinu dochodziło do mordów i gwałtów, ale w świetle chociażby badań obrazujących populację miasta w okresie grudzień 1937 – marzec 1938, liczby prezentowane przez Kuomintang, a następnie przejęte przez KPCh są tak samo prawdziwe, jak to, iż Ukraińcy sami się zagłodzili w czasie Wielkiego Głodu. Chińczycy dokonujący ludobójstwa w Tybecie i prześladujący na masową skalę Ujgurów potrzebowali czegoś „mocnego”. Nankin jest idealny, bo przy okazji ogrzali się przy tym inni i można było „Japońców” ukazać jako barbarzyńców zasługujących na karę.
    Co ciekawe w czasie II wojny Japonia nie przyjęła wypowiedzenia wojny przez emigracyjny rząd polski, a nasze wywiady współpracowały i wymieniały się informacjami. Niestety zwycięzcy (formalni lub aspirujący) piszą historię i wciąż dominuje jednostronny obraz Japończyków i Japonii tego okresu.

  5. @Aguirre
    „(…)rozumiem, że status „geopolitycznego lidera” uprawnia każdego do działań jakich dopuszczała się Tysiącletnia Rzesza i Cesarstwo Japonii. ”
    Nie, ale uprawnia do ubiegania się o geopolityczną dominację, przynajmniej w wymiarze regionalnym. Jednocześnie dominant nie powinien wpadać w pułapkę szowinizmu, która w ostatecznym rozrachunku obróci się przeciw niemu i zniszczy go – III Rzesza jest tu doskonałym przykładem. Niemców nie zgubił Stalingrad, ani nieudana bitwa pod Moskwą (oczywiście z militarnego punktu widzenia te wydarzenia miały ogromny wpływ), tylko ich niechrześcijańska polityka względem narodów okupowanych, a przez to – zmarnowanie ogromnego potencjału, zwłaszcza wśród narodów Europy wschodniej, wyzwolonych na krótko od sowieckiego piekła i gotowych w 1941r. iść z Hitlerem choćby na Chiny. I uwierz mi – gdyby Hitler potraktował ich przyzwoicie, to później nie mieliby żadnego problemu z tym, że Niemcy to geopolityczny gigant. Szczególnie gdyby otrzymali w prezencie autostrady, pełen dostęp do gazu i elektryfikację, czego nawet w obecnej Rosji w niektórych regionach wciąż brakuje.
    Teraz odnośnie tej wojny sprawiedliwej, etc. Czy takowa zawsze musi zacząć się od militarnego uderzenia na nas, czy może być sprowokowana np. działaniami ekonomicznymi o charakterze agresywnym i inwazyjnym? Amerykanie dusili Japonię ekonomicznie, robiąc WSZYSTKO, by zmusić ją do podjęcia walki, następnie zrzucili bombę na dwa najbardziej katolickie miasta, potem męczyli i mordowali Japończyków w specjalnych obozach śmierci (o tym jakoś cicho), etc, etc, etc.
    I druga rzecz, która mi nie daje spokoju – mianowicie kwestia tzw. uderzenia prewencyjnego. Wiem, że dziś ten termin obrzydza nam Izrael, który zawsze „uderza prewencyjnie”, jednak czasem rzeczywiście jest tak, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zostaniemy zaatakowani. I teraz pytanie – czy w myśl katolickiej wojny sprawiedliwej mamy koniecznie przyjmować pierwszy cios na klatę, pozwolić wrogowi przejąć na samym początku inicjatywę, pozwolić mu rozpieprzać naszą infrastrukturę i mordować naszych cywilów na naszym terytorium? Czy może jednak (jeśli mamy stuprocentową pewność, że zostaniemy zaatakowani) możemy uderzyć pierwsi, ochronić w ten sposób ludność cywilną i wyjść z konfliktu obronną ręką pokonując wroga na jego własnym terenie?

  6. Nie wiem, czy oficjalne dane o liczbie ofiar w Nankinie są wiarygodne, nikt jednak nie powie, że atak na Chiny był pokojowym przemarszem bratniej armii. Tak jak kwestionowanie 6 milionów nie zaprzecza temu, że Niemcy podczas okupacji dopuszczali się barbarzyństwa. O tym jeszcze 10-15 lat temu mogła zaświadczyć każda babcia spotkana w warzywniaku.

    Napad na Chiny był motywowany ekspansją terytorialną. Oprócz rozlicznych okrucieństw w stosunku do cywilów jego skutkiem było przetrwanie i ugruntowanie pozycji komunistów. Czang Kaj Szek nie wydusił komuny, mając na głowie inne problemy, w dodatku Mao wspierany przez ZSRR sam uwiarygadniał się walką z okupantem. Podobnie zresztą jak Hitler, Japończycy spełnili rolę utrwalaczy władzy ludowej.

    Co do USA nie mam żadnych złudzeń i być może Pearl Harbour był ze strony Japonii rozpaczliwym atakiem prewencyjnym. Co nie zmienia faktu, że ocena Japonii jest co najmniej ambiwalentna.

  7. Co ataku wyprzedzającego, trzeba by chyba dokonywać scholastycznych rozróżnień – mianowicie w jakich warunkach atakujący jest rzeczywiście „zmuszony” do podjęcia działań wojennych. Granica jest płynna a pole do nadużyć rozległe. Barbarossa był ewidentnie atakiem wyprzedzającym. Ale wszczęcie wojny przez Niemcy usprawiedliwiane było już nitscheańskimi bredniami o Lebensraum, odzyskaniem rzekomo rdzennie niemieckich ziem no i oczywiście dywersją Żydów, którzy jak „wiadomo” stoją za każdą wojną.

  8. Oglądałem kiedyś reportarz o grupie kilku japońskich wojskowych, 80-letnich panów, których po latach ruszyło sumienie i opowiadają o swoich chińskich „dokonaniach”. Gwałty, ściananie głów mieczem, kłucie bagnetem, sprawdzanie czy ciosy karate mogą zabić etc. Nie wiem czy jakaś odgórna propaganda jest wytłumaczeniem publicznej ekspiacji tych ludzi. W końcu nikt nie mógł kazać dziadkowi by nagle opowiadał przed kamerą, jak to 50 lat temu okrutnie zamordował ileś tam -set osób. Było to dosyć wstrząsające, może dlatego jednostronne spojrzenie jak w artykule budzi we mnie wątpliwości. Pozdrawiam

  9. Nie no to oczywiste, że Japończycy byli zdolni do okropieństw, a tym bardziej Niemcy i w przypadku tych drugich my wiemy to najlepiej – my, a nie np. Duńczycy, którzy tej „okupacji” prawie w ogóle nie odczuli (i dlatego też nie da się porównać Rzeszy do ZSRR, bo to drugie państwo wszędzie niosło orgię gwałtów i mordów na bagnetach swych żołnierzy – nie robiąc wyjątku dla sojuszniczej, antyniemieckiej Polski). Z tego też biorą się nieporozumienia w rozmowach z nacjonalistami europejskimi, może jedynie Serbowie mają podobne doświadczenia, choć nawet tam jakiś odsetek szedł z Niemcami, było też marionetkowe państewko, etc.
    To nie zmienia faktu, że Niemcy przysłużyliby się całej ludzkości, gdyby rozwalili ZSRR. Byłby to też paradoks na wielką skalę (naród kierujący się szowinizmem w roli faktycznego wybawiciela). W porozumieniu z Polską udałoby im się to, no ale tu znowu wracamy do katastrofalnego roku 1939. Później zaś i tak nie byliby zdolni zarządzać tak ogromnymi połaciami terenu, nawet gdyby zaprosili do kolonizacji wszystkich sojuszników oraz germańskich bauerów z Holandii, Danii, Skandynawii, etc. Na najmniej atrakcyjnych pod względem ekonomicznym terenach musiałby powstać co najmniej jakiś duży protektorat rosyjski pod wodzą białych + małe państwa innych nacji b.ZSRR, współpracujące z Reichem, Japonią i Polską. W innym wypadku mieliby kilkanaście wojen partyzanckich naraz (co zresztą i tak by ich całkowicie nie ominęło).
    Natomiast co do Czang Kaj Szeka- jeśli nie mylę faktów, to przegrał, bo w krytycznym momencie USA wycofały wsparcie finansowe i logistyczne dla jego armii. To było jak cios w serducho dla jego wysiłków wojennych i przypieczętowanie komunistycznej wiktorii.

  10. 7 grudnia 1941 jak 22 czerwca 1941: Wolność przeciw ZOG.

  11. Bushido to epicki zespół, szkoda, że gówno rozumiem, mam nadzieję, że kiedyś będę.

    • Tzn. oczywiście chciałem napisać: Skoll to epicki zespół, Bushido to tylko tytuł piosenki :)

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*