Nie stawiam sobie za cel narzucenia komuś moich poglądów. Z góry zakładam, że istnieją niewątpliwie poważne argumenty, mogące podważyć nie jeden z moich własnych. Natomiast przekonany jestem głęboko, że emigracja polska – jak każda zresztą emigracja spod komunistycznego panowania – ma do spełnienia i spełnić może pewne ważne posłannictwo. A mianowicie: po utracie suwerenności państwa – ratować suwerenność myśli.
Uroczystymi uchwałami, postulatami, patriotycznymi dezyderatami, a tym mniej sloganami i zakazami, suwerennej myśli się nie ratuje.
Całkowitej prawdy nie zna żaden człowiek na tym świecie. To co my, ludzie, nazywamy „prawdą” jest zaledwie jej szukaniem. Szukanie prawdy jest tylko możliwe w wolnej dyskusji. Dlatego ustrój komunistyczny, który tego zakazuje, musi być siłą rzeczy – wielką nieprawdą. Znalazłszy się tedy w świecie uznającym wolność jednostki i wolność myśli, winniśmy czynić wszystko aby nie zacieśniać horyzontуw myślowych, ale rozszerzać; nie zacieśniać dyskusji, a ją poszerzać. Jeżeli zatem książka moja w najskromniejszym chociażby stopniu przyczyni się do tego poszerzenia, cel jej będę uważał za osiągnięty.
Przyznać należy, że środek XX wieku nie stwarza pomyślnej po temu koniunktury, nawet w świecie wolnym od komunizmu. Świat ten, od roku 1914, dokonał wielkich przeobrażeń i osiągnął dużo. Między innymi zlikwidował większość krуlуw, cesarzy i carуw, a powołał na tron zasadę totalnej Demokracji. Czy to jednak dlatego, że ten nowy władca występuje właśnie tak totalnie, czy też dlatego że nastawiony jest na człowieka masowego, dość że sprzyja wytwarzaniu ubocznego produktu, który by nazwać można: kolektywnym sposobem myślenia. Stary, wybujały indywidualizm wyszedł z mody. Jak każda rzecz staromodna, poddany został gruntownemu przefasonowaniu, w niektórych wypadkach zbyt może radykalnemu. Niestety, dzieje się to właśnie w epoce, gdy zarówno totalny jak totalitarny komunizm światowy, skolektywizowaną myśl ludzką podniósł do godności sztandaru. Wiele wskazuje na to, że po drugiej wojnie światowej, demokracje zachodnie skłonne są nie tyle komunizm zwalczać, ile raczej z nim konkurować. Rodzi się z tego tendencja do jednostronności, prawie niezaprzeczalnej jednostajności.
Kiedyś, papież Leon XIII, przyjmując na audiencji kanclerza Niemiec von Bulova, wyraził przekonanie, że złem najgorszym jest socjalizm i demokracja. Były to więc czasy, które słusznie zaliczyć możemy do reakcyjnych. Jednocześnie jednak nasuwają się pewne porównania. Między innymi, że nieraz łatwiej było w czasach cesarzy i królów być rewolucjonista niż dziś kontrrewolucjonistą; socjalista niż dziś antysocjalistą z przekonań. Lenin, twórca największej niewoli w dziejach ludzkich i największy wróg starego świata, gdy został w tamtych czasach zesłany na Sybir, to w porównaniu do dzisiejszych, w warunkach, które ktoś dowcipnie określił „Wiśniowym Sadem”.
Porуwnanie innych swobуd ludzkich nie zawsze wypada na korzyść ustawionych dziś przez demokracje. Weźmy na przykład stosunek do wojny. Każda wojna, nie tylko dziś, ale zawsze, uważana była za nieszczęście. O konieczności pokoju mówiono nie mniej w czasach minionych. Podobnie zwoływano konferencje i obmyślano sposoby utrzymania pokoju. Tak pierwsza haska konferencja pokojowa, zwołana z inicjatywy cesarza Mikołaja II w sprawie ograniczenia zbrojeń, zgromadziła w roku 1899 26 państw: druga, w roku 1907 już 44 państw, które uchwaliły szereg ważnych dla utrzymania pokoju konwencji. Słowo „pokój” było na ustach wszystkich; tym niemniej wolno było o wojnach wyzwoleńczych nie tylko mówić i pisać, ale je rуwnież gloryfikować. Rzućmy okiem po miastach Europy, a dostrzeżemy w nich masę pomników postawionych wyzwoleńczą. Turysta we Włoszech nieomal w każdym miasteczku, które siebie ceni, zastanie pomnik Garibaldiego, z szablą w ręku, lub ze sztandarem porywającym ludzi do wojny. Niektóre z tych pomników są jeszcze wcale świeżej daty. Gdy się wszakże porówna tyranię dawnej Austrii, przeciwko której Garibaldi porywał ludzi do wojny, z dzisiejszą tyranią Związku Radzieckiego, przeciwko której nie wolno porywać ludzi do wojny, myślący człowiek odczuje pewne zakłopotanie. Narzucić się musi pytanie: jak to się stało, że dziś, gdy zaistniała największa w dziejach tyrania, która ujarzmiła setki milionów ludzi, słowo „wojna” jest w praktyce nieomal policyjne zakazane przez demokratyczną opinię publiczną? A każdy, kto je ośmieli się wypowiedzieć, piętnowany jest mianem „zbrodniarza” lub „szaleńca”. Nb. przy absolutnej zgodności tej opinii od Watykanu po zwolennika ateizmu.
W rzeczywistości sprawa przedstawia się jeszcze bardziej jednostronnie, niż to pozornie mogłoby się wydawać. Albowiem dziś nie każda „wojna wyzwoleńcza” jest w równym stopniu potępiana, a jedynie wojna o wyzwolenie ludów spod panowania sowieckiego. Nie każda też rewolucja jest potępiana; czasem przeciwnie – odkąd słowo „rewolucja” pod wpływem Ameryki, uznane zostało za pojęcie pozytywne, rewolucje np. Przeciwko państwom kolonialnym, cieszą się nawet sympatią. Potępiana jest tylko (kontr-)rewolucja przeciwko komunizmowi. I dzieje się to w chwili, gdy ten sam komunizm rozszerzając swe podboje, jawnie i na oczach wszystkich, może sobie pozwolić na gloryfikowanie ich pod obłudnym mianem „rewolucji”, lub „wojny wyzwoleńczej”. Prawda, że wielu ludzi się na to zżyma, ale nikt z tego powodu Związku Radzieckiego nie przezywa: „szaleńcem”!
Słowo to naprowadza nas ubocznie na inny fenomen dzisiejszych czasów, a mianowicie na stanowisko jakie zajmują obecnie tzw. Sfery intelektualne prawie całego świata, sfery artystyczne, literackie, młodzież uniwersytecka etc. W dawnych czasach, właśnie spośród tych sfer rekrutował się największy procent „szalonych głów”, szokujących swymi wywrotnymi ideami solidnych obywateli istniejącego układu rzeczy. Nagle te zapaleńcze głowy gdzieś zniknęły. Gdzie się podzieli ci indywidualiści starych czasów, ci rozczochrańcy ideowi wzywający do czynów niemożliwych? Wprawdzie po wszystkich bulwarach wielkomiejskich spotykamy dziś nie mniej, a więcej rozczochranych egzystencjonalistów, ale nie stanowią już typu indywidualnego, a raczej kolektywny; nie reprezentują zwolenników obalania tyranii, a przeważnie zwolenników zgodnego współżycia z tą tyranią. Mamy więc do czynienia z niezwykłym paradoksem:
Gwałt fizyczny i masowe zbrodnie, nie stanowią jakościowo charakterystycznej cechy ustroju komunistycznego. Hitleryzm potrafił w licznych wypadkach przelicytować te zbrodnie pospolite. Najcharakterystyczniejszą cechą systemu komunistycznego jest natomiast totalna niewola ludzkiego ducha, zniewolenie ludzkiej myśli, ludzkiego intelektu. Zdawałoby się więc, że największych wrogów tego systemu należałoby szukać nie tyle wśród robotników, chłopów, rzemieślników, burżujów i szarego tłumu ulicznego, co właśnie wśród sfer tzw. Postępowych, które ideał wolnej myśli tradycyjnie wygestykulowywały ponad tłum; które sprawę ducha, wynosiły ponad sprawę chleba powszedniego. Logicznie spodziewać by się należało, że właśnie sfery intelektualne wszystkich krajów staną się awangardą walki z komunizmem. Nic podobnego nie zaszło. Stało się wbrew logicznym przewidywaniom: ci, którzy się buntują, okrzyczani zostali „reakcjonistami”; ci zaś którzy posłusznie wkładają szyję w obrożę komunistycznej tyranii, mianują siebie „progresistami”.
Józef Mackiewicz

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze