Sukcesy partii Alternatywa dla Niemiec w jednym z niemieckich landów pogłębiła zjawisko szlochów i lamentów nad rzekomą nawałnicą „brunatnych”, którzy chcą przejąć rządy w Niemczech. Płaczą i straszą zarówno w Niemczech, Brukseli jak i w Warszawie. Starszy się nas Polaków stereotypem Niemca nazisty, który tylko czyha ukryty w krzakach na brzegu rzeki Oder, aby przy nadarzającej się sposobności uderzyć na Zachodnie Ziemie Polskie w celu ich ponownego przyłączenia do Niemiec. Stereotypowy przedstawiciel AfD ma dziadka, który był w SS albo w Wermachcie, a on sam zamierza dojść do porozumienia z Rosjanami, aby wspólnymi siłami gnębić Polskę i Polaków. Powielanie tych głupich stereotypów przez szeregowych obywatelki RP uznaję za typowo polskie romantyczne uniesienie, w którym poryw serca bierze górę nad rozumem. Skandalem jest natomiast sytuacja, w której niemieckie wybory w taki sposób komentuje premier RP. Polskie władze państwowe bez względu na swoje ideowe konotacje i bez względu na naród, którego wybory się komentuje, powinny wykazywać daleko idącą wstrzemięźliwość w krytykowaniu wyborów innych narodów. Tak samo jak nie chcielibyśmy, aby ktoś, ingerował w wyniki naszych wyborów i podważał ich sensowność.
Przeanalizujmy sobie zatem te główne zarzuty względem postulatów AfD i samych liderów tego ugrupowania z punktu widzenia nas Polaków. Liderzy AfD, to wnuki żołnierzy i oficerów SS czy Wermachtu, uprzejmie donosi nam Gazeta Wyborcza czy TVN. No cóż, być może rzeczywiście to wnuki Niemców, Niemców nazistów, ale skoro ta sama Gazeta Wyborcza mówi, że wnuki komunistów polskich nie mogą odpowiadać zza decyzje swoich dziadków, to czy mamy prawo osądzać za nie polityków AfD? Swoją drogą to ciekawe, że tym którym przeszkadzają dziś wnuki nazistów w niemieckiej polityce, nie przeszkadzali sami ci naziści, kiedy po wojnie bezkarnie przez całe dekady sprawowali wysokie stanowiska państwowe w Niemczech, przede wszystkim Zachodnich, ale i Wschodnich. Pisałem o tym na łamach „Nowoczesnej Myśli Narodowej” w artykule „Denazyfikacja Niemiec – prawda czy mit?” Nie przeszkadzali sami sprawy, ale przeszkadzają ich wnuki tylko dlatego, że chcą rozebrać ten sztuczny, chory, brukselski twór.
Podkreśla się, że liderzy AfD kwestionują przynależność Szczecina czy Wrocławia jako polskich miast uznając, sugerując, że powinny wrócić do Niemiec. Takie wypowiedzi bulwersują wielu Polaków. Co ciekawe Polakom nie przeszkadza, kiedy to sami Polacy swoją publiczną działalnością prowadzą politykę germanizacji byłych niemieckich miast. Doskonałym przykładem jest Wrocław, w którym od co najmniej dwóch dekad rządzący miastem politycy związani Platformą Obywatelską systematycznie przywracając pamięć o niemieckiej obecności w tym mieście. Jednocześnie liderzy PO w stolicy z zatroskaną miną mówią o tym, jak to niemiecka skrajna prawica chce odebrać Polsce Szczecin czy Wrocław. Mam rozumieć, że germanizacja polskich miast jest o tyle słuszna, o ile prowadzona jest przez PO, natomiast zła, kiedy mówią o jej potrzebie przedstawiciele jednej z niemieckich partii. Ilu tych zatroskanych polskich patriotów wzięło udział w manifestacjach potępiających politykę władz Wrocławia? Swoją drogą to przecież tak naprawdę podobnie o przynależności byłych niemieckich miast do Polski myślą przedstawiciele większości niemieckich ugrupowań, tylko oni w ramach poprawności politycznej nie mówią o tym wprost.
W Polsce pozowała się na swobodne i bezkarne działania niemieckich fundacji powiązanych z niemieckimi ugrupowaniami politycznymi, które prowadzą działania na rzecz Niemiec ze szkodą dla Polski, ale wytyka się Konfederacji współpracę z AFD. Obłudą śmierdzi tu z daleka.
Kiedy obserwuję poczynania niemieckich służb specjalnych względem AfD, którym w sukurs idzie brukselska szajka, to przypomina mi się sytuacja w jakiej znalazła się kiedyś inna niemiecka partia mianowicie Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (NPD), kiedy okazało się, że władze niemieckie w ramach zwalczania tego ugrupowania pozwoliły niemieckim służbom specjalnym na podpalenia domów azylantów w celu zrzucenia odpowiedzialności za te działania na karby członków NPD.
Podkreśla się pozytywny stosunek AfD, względem Izraela. Musimy sobie zdawać sprawę, że w Niemczech najłatwiej byłoby zdelegalizować ugrupowanie, któremu dałoby się przypisać antysemityzm, więc trzeba zrozumieć umiejętną grę AfD, które nie może dać się zaszufladkować. W Polsce w środowiskach konserwatywnych i patriotycznych popularnością cieszył się premier Węgier Wiktor Orban. Jemu jakoś nikt nie wytyka skrajnie proizraelskiej polityki jaką prowadził względem Izraela.
Oczywiście jako Polacy musimy zawsze bacznie obserwować poczynania niemieckie na odcinku polskim. Powiedzmy sobie jednak wprost, że Niemcy w odniesieniu do Polski zrealizowali już zdecydowaną większość swoich celów. Owszem nie mają Szczecina czy Wrocławia. ale i bez tych miast realizują własną skutecznie swoje cele w zakresie oddziaływania ekonomicznego na Polskę i czerpania zysków kosztem Polaków. Wszystko to działo się i dzieje za rządów CDU czy SPD a nie AfD.
Prawda jest taka, że sami jako Polacy nawet, gdyby do władzy w Polsce doszły ugrupowania suwerenistyczne, to i tak sami nie będziemy wstanie doprowadzić do rozpadu brukselskiego kołchozu. Potrzebujemy wsparcia Czechów, Słowaków czy Węgrów, ale przede wszystkim musimy patrzeć na ugrupowania niemieckie i francuskie, które myślą podobnie jak my na kwestię przyszłości Europy. Dlatego my po prostu jesteśmy skazani na takie ugrupowania jak AfD czy francuskie Zjednoczenie Narodowe. Sami Europy nie przemeblujemy. Apeluję więc o czysto pragmatyczne podejście zgodne ze szkołą Dmowskiego, nie stać nas na romantyczne. Sami jesteśmy sobie winni jako całość polskiego społeczeństwa, że naszymi wyborami politycznymi doprowadziliśmy do takiej słabości struktur naszego państwa, że dziś musimy się posiłkować współpracą z takimi ugrupowaniami jak AfD, żeby zmienić cokolwiek w Europie na rzecz zachowania Starego Kontynentu jako ostoi bliskich nam wartości cywilizacyjnych. Niemieckiego ugrupowania nie musimy darzyć szczególną sympatią, wystarczy chłodna kalkulacja. Po raz pierwszy pojawiło się w Niemczech ugrupowanie, które może przełamać dotychczasowy schemat w niemieckiej polityce, który jest niekorzystny zarówno dla Niemców jak i Polaków.
Mamy rocznicę bitwy pod Wiedniem a poseł AfD Tomasz Froelich przygotował rezolucję wzywającą do wzniesienia w Wiedniu pomnika króla Jana III Sobieskiego. Dokument podpisało już 21 parlamentarzystów z siedmiu państw: Niemiec, Polski, Austrii, Słowacji, Słowenii, Węgier i Grecji. Mamy więc konkretne działanie niemieckiego polityka z polskimi korzeniami, które wpisuje się w nasze interesy. Czy AfD podjęła się tej inicjatywy z miłości do Polski? Oczywiście że nie, to czysty pragmatyzm, to potrzeba chwili. Chęć w zamanifestowania gotowość do walki o Europę wolną od islamskiej dominacji. Tak uprawia się racjonalną i pragmatyczną politykę, rozum musi brać górę nad sentymentami. AfD trzeba pokazać, że dużo więcej zyska na dobrej współpracy z polskimi siłami politycznymi chcącymi powrotu Europy opartej na zdrowym rozsądku, niż na próbie kreowania potrzeby odzyskania Szczecina, ponieważ obecnie Niemcy mają problem z utrzymaniem pełni znamion państwowości na tym terytorium, które posiadają. Wykorzystajmy nadarzającą się koniunkturę możliwe w pełni, być może na drugą taką szansę będzie już za późno.
Arkadiusz Miksa

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze