life on top s01e01 sister act hd full episode https://anyxvideos.com xxx school girls porno fututa de nu hot sexo con https://www.xnxxflex.com rani hot bangali heroine xvideos-in.com sex cinema bhavana

Stanisław Michalkiewicz: Potrójne wnioski

Promuj nasz portal - udostępnij wpis!

Jakie wniosku możemy wyciągnąć z wyborów parlamentarnych na Węgrzech? Po pierwsze – że Niemcy, mimo rozmaitych głupstw, które w tak zwanym międzyczasie popełniają – są państwem poważnym. Przypomnę jaka jest definicja państwa poważnego o czym różni się ono od państw – nazwijmy je łagodnie – pozostałych. Państwo poważne potrafi zdefiniować swój interes państwowy – a skoro już to zrobi, to realizuje go bez względu na okoliczności zewnętrzne i wewnętrzne. Państwo pozostałe, albo tego nie potrafi, albo jeśli nawet potrafi, to natychmiast o tym zapomina i zatacza się od ściany do ściany, w zależności od tego, kto je w jakim kierunku popchnie. Otóż Niemcy, od swego zjednoczenia przez pruskiego kanclerza Ottona Bismarcka uznały, że w ich państwowym interesie jest przewodzenie Europie. I kiedy raz wpadły na ten pomysł, już nigdy nie porzuciły tego celu, a jeśli nawet pozornie od niego odstępowały, to była tylko kwestia taktyki. W niemieckim podejściu można bowiem wyróżnić dwie linie; Pierwsza, to linia kanclerza Bismarcka. Sprowadza się ona, w pewnym uproszczeniu, do tego, że Niemcy – owszem – zarządzają Europą – ale w porozumieniu z Rosją. Od tej linii odstąpił najpierw impulsywny cesarz Wilhelm II, a dwadzieścia lat po fiasku eksperymentu Wilhelma II – na ten sam szlak wstąpił wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. Jego – jak powiedziałby Kukuniek – „koncepcja” też się zawaliła i to nawet z większym trzaskiem, niż eksperyment Wilhelma II – bo po I wojnie Niemcy jednak przetrwały i to jako państwo jednolite – to po II wojnie początkowo zostały zlikwidowane. Swoją odbudowę polityczną zawdzięczają – paradoksalnie – Rosji, która pod przewodnictwem Stalina próbowała wywierać presję na Europę Zachodnią – by również i ją skomunizować – co przekonało Amerykanów do potrzeby nie tylko odbudowania państwa niemieckiego, jako zapory przez Sowietami, ale również do i jego remilitaryzacji w roku 1955. Ponieważ przywódca odbudowanych Niemiec, kanclerz Adenauer nie mógł nawet marzyć o powtórce z rozrywki, ani też powtórki tej nie chciał, skierował Niemcy na drogę, która też miała je zaprowadzić do kierowania Europą – ale nie poprzez militarny podbój, tylko – pokojowe jednoczenie. Polegało ono na stworzeniu systemu korumpowania biurokratycznych gangów okupujących poszczególne państwa europejskie – bo na tym właśnie polega istota Unii Europejskiej. I kiedy Niemcy odzyskały swobodę ruchów w Europie, to znaczy – od 12 września 1990 roku, kiedy to w Moskwie podpisany został traktat o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec, zwany potocznie „traktatem 2 plus 4” (dwa państwa niemieckie plus cztery mocarstwa poczdamskie), który położył kres okupacji Niemiec przez aliantów – nawróciły się na linię polityczną kanclerza Bismarcka, czego zewnętrznym wyrazem było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. Zostało ono zatwierdzone jako najtwardsze jądro porządku lizbońskiego, który został proklamowany 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie. Najważniejszymi postanowieniami porządku lizbońskiego było proklamowanie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja, którego najtwardszym jądrem było właśnie strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a kamieniem węgielnym – podział Europy na strefę rosyjską i strefę niemiecką. Wprawdzie prezydent Obama w roku 2014 wysadził ten porządek w powietrze, żeby „osłabić Rosję” zanim USA przystąpią do ostatecznego rozwiązania kwestii chińskiej, ale Niemcy początkowo starały się podtrzymać wspomniane strategiczne partnerstwo. Dopiero kiedy zostały wysadzone w powietrze bałtyckie gazociągi Nord Stream i trwała już wojna na Ukrainie, Niemcy odstąpiły od strategicznego partnerstwa z Rosją, za co zostały wynagrodzone przez amerykańskiego prezydenta Józia Bidena pozwoleniem na urządzanie Europy po swojemu. Zaraz potem Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wystąpiła z inicjatywą nowelizacji traktatu lizbońskiego, która już bez specjalnego zachowywania pozorów, ma zmierzać do przekształcenia Unii Europejskiej w IV Rzeszę, w dodatku wychodzącą naprzeciw marzeniom Adolfa Hitlera, który na spotkaniu z gauleiterami w roku 1943 stwierdził m.in. że „małe państwa” nie mają w Europie racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią Europę prawidłowo zorganizować. Wprawdzie traktat lizboński jeszcze formalnie znowelizowany nie został, chociaż Parlament Europejski swoją rekomendacją dla tej nowelizacji, utorował jej drogę, to Niemcy robią co tylko mogą, by – wykorzystując amerykańskie przyzwolenie – przekształcić przynajmniej Europę Środkową stosownie do swoich potrzeb. Polska został spacyfikowana wcześniej, chociaż pacyfikacja nie musiała być gruntowna, bo zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS, stoją na nieubłaganym gruncie uczestnictwa Polski w IV Rzeszy, z tą różnicą, że Volksdeutsche Partei uwodzi swoich wyznawców „nowoczesnością”, podczas gdy PiS pokrywa uległość wobec Niemiec tromtadracką, patriotyczną retoryką. Na Węgrzech sytuacja była inna. Tamtejszy premier Orban kierował się państwowym interesem węgierskim, w związku z czym nie tylko stawał dęba Niemcom, ale w dodatku utrzymywał bezpośrednie stosunki z Rosją, bez oglądania się ani na niemieckie przyzwolenie, ani na niemieckie pośrednictwo. Dlatego w interesie Niemiec należało ugrupowanie Orbana rozgromić, doprowadzając do uzyskania przez partię Tisza konstytucyjnej większości, co umożliwi Piotrowi Magyarowi zafundowanie Węgrom kuracji przeczyszczającej, na którą obywatelu Tusku w Polsce Niemcy nie musiały pozwalać, bo z ich punktu widzenia bezpieczniej jest mieć u nas alternatywę w postaci PiS, które robi to samo, co i Volksdeutsche Partei, tyle, że osłania to patriotyczną retoryką, neutralizując w zarodku ewentualny opór..

Po drugie – wybory na Węgrzech pokazują, że nie tylko dla Polski przeznaczona jest przyszłość Generalnej Guberni, ale i dla całej Europy Środkowej. Wprawdzie przywódca Słowacji Fico, jak i czeski premier Babisz próbowali naśladować Wiktora Orbana, ale teraz już nie będą mieli kogo naśladować, więc Niemcy prędzej czy później i raczej prędzej, niż później poradzą sobie również z nimi. Będzie to pierwszy krok w kierunku realizacji nie tylko gospodarczej, ale również politycznej części niemieckiego projektu „Mitteleuropa” z roku 1915. Przypomnę, że część polityczna przewidywała utworzenie na tym obszarze państw pozornie niepodległych, ale de facto – niemieckich protektoratów. Jeśli zatem nowelizacja traktatu lizbońskiego dojdzie wreszcie do skutku – a po wyborach na Węgrzech to jest tylko kwestia czasu – następnym krokiem będzie przeforsowanie specjalnego statusu krajów Europy Środkowej – właśnie jako takich Generalnych Guberni. Najwyraźniej Niemcy starają się wycisnąć wszystko, co się da z amerykańskiego przyzwolenia na urządzanie Europy po swojemu, jakiego udzielił im prezydent Józio Biden.

I tym właśnie – po trzecie – tłumaczę nieskuteczność amerykańskiego poparcia, jakiego Wiktorowi Orbanowi nie żałował prezydent Donald Trump. Nie tylko zresztą tym – bo po ostatnich wyczynach, czy też – jak chcą inni – objawach zdradzanych przez prezydenta Trumpa, całkiem liczni Węgrzy mogli dojść do wniosku, że bezpieczniej będzie związać się z Niemcami, niż z Amerykanami. Po pierwsze Niemcy są blisko, a Ameryka – daleko. Po drugie – Węgry są dla Niemiec ważne, a dla Ameryki – już niekoniecznie. Po trzecie wreszcie – to tylko kwestia czasu, jak Niemcy będą mogli ponownie wrócić do strategicznego partnerstwa z Rosją i podjąć kolejną próbę zarządzania Europą zgodnie z linią polityczną kanclerza Bismarcka. W takiej sytuacji bezpieczniej jest być z Niemcami, niż kierować się jakimiś egzotycznymi sojuszami z Ameryką. W końcu o Piotrze Magyarze dobrze, jak nic nie wiadomo, poza tym, że będzie się słuchał Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje. Co będzie bowiem robił – tego on sam nie wie – oczywiście poza tym, że podda kraj kuracji przeczyszczającej po Orbanie – bo inne zadania wyznaczać mu będzie wspomniana Reichsfruhrerin. Czy w ramach „sprawiedliwego pokoju” dla Ukrainy, o którego potrzebie gardłuje nasz bufonowaty Książę-Małżonek – Reichsfuhrerin oczywiście za zgodą Naszego Najważniejszego Sojusznika – pozwoli na przyznanie Ukrainie terytorialnej rekompensaty za utracone na rzecz Rosji terytoria kosztem tej części terytorium polskiego, to znaczy – tej części zaboru austriackiego, która w roku 1917 monarchia Austro-Węgierska przydzieliła Ukraińskiej Republice Ludowej? Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych będzie to sprawa bez znaczenia, podobnie, jak z punktu widzenia Niemiec, jeśli tak przesunięta na zachód Ukraina miałaby zostać przyłączona do IV Rzeszy. Myślę, że i Rosja przyjęłaby to ze zrozumieniem, zwłaszcza w sytuacji, gdyby IV Rzesza wróciła do strategicznego z nią partnerstwa.

Stanisław Michalkiewicz

Tekst ukazał się w tygodniku  „Najwyższy Czas!”. Źródło: michalkiewicz.pl


Promuj nasz portal - udostępnij wpis!
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 5)

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)
Tagi: ,

Podobne wpisy:

  • 4 sierpnia 2025 -- Stanisław Michalkiewicz: O wyższości narodowego socjalizmu
    Ledwo francuski prezydent Macron w przemówieniu wygłoszonym 13 lipca do niezwyciężonej armii francuskiej oficjalnie związał los słodkiej Francji z losem Ukrainy, zaraz prezydent Ze...
  • 6 marca 2025 -- Adam Wielomski: Czy Unia Europejska przeżyje Trumpa?
    Wszyscy znaliśmy zapowiedzi Donalda Trumpa, że ma zamiar natychmiast zakończyć toczącą się wojnę ukraińsko-rosyjską, ale chyba nikt nie spodziewał się, że pierwsze spotkanie Rosjan...
  • 3 marca 2025 -- Stanisław Michalkiewicz: Zimny prysznic monachijski
    W niedzielę 16 lutego zakończyła się konferencja bezpieczeństwa w Monachium, poświęcona formalnie zakończeniu wojny na Ukrainie – ale o Ukrainie na tej konferencji wiele nie mówion...
  • 15 kwietnia 2026 -- Ronald Lasecki: Geopolityczne implikacje porażki Orbána
    W sensie geopolitycznym porażka Orbána jest zwycięstwem UE – kolejnym po Mołdowie i Rumunii. Węgry mają to do siebie, że – podobnie jak Słowacja – są krajem zbyt małym, by funkcjon...
  • 31 marca 2026 -- Adam Wielomski: Trump topi trumpizm
    Gdy piszę te słowa, trwa dziewiętnasty dzień trzydniowej izraelsko-amerykańskiej Specjalnej Operacji Demokratycznej przeciwko Iranowi. Oczywiście z przekąsem piszę o „trzech dniach...
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 6)

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*