I znowu rzesza „prawdziwych polskich patriotów” nabrała się na tanią sztuczkę Karola Nawrockiego. Tym razem odebrał on Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. A przynajmniej próbował to zrobić, bo nazajutrz po szumnej zapowiedzi prezydenta Polski, prezydent Ukrainy odesłał odznaczenie kurierem.
Dyżurna aktorka od ogłaszania publicznych ściem, Joanna Szczepkowska, spuentowała na Facebooku szybką reakcję Zełenskiego słowami: „Szach i mat”. Kobieta utyskiwała na decyzję Nawrockiego, twierdząc, że Putin ma teraz „ubaw”, i ubolewała nad zwracaniem kolejnych medali przez stronę ukraińską.
Od siebie dodam, że wielka szkoda, iż przy tej okazji nie zwracają pieniędzy i innej pomocy, jaką otrzymali z Polski.
Tymczasem polska scena polityczna znowu ma pole do popisu, by udawać podzieloną. Politycy PO chcąc przykryć aferę z Warszawskiego Szpitala Południowego, krytykują na całego najnowszą decyzję prezydenta namaszczonego przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Tego samego prezesa, który wcześniej namaścił na prezydenta Andrzeja Dudę. To właśnie Duda w 2023 roku wręczył Zełenskiemu Order Orła Białego.
HIMALAJE HIPOKRYZJI
Nawrocki – który słucha rozkazów swoich mocodawców – uzasadnia odebranie orderu Zełenskiemu tym, że ten zatwierdził nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”. Gdy Duda – wykonując rozkazy tych samych mocodawców – przyznawał Zełenskiemu najwyższe odznaczenie państwowe Rzeczypospolitej Polskiej, udawał, że nie widzi tego, co dzieje się na Ukrainie w kontekście odradzania kultu morderców Polaków.
Przecież to za prezydentury Zełenskiego nasiliły się procesy upamiętniania OUN i UPA oraz ich przywódców (m.in. Stepana Bandery i Romana Szuchewycza). Przejawiało się to wzrostem liczby ulic i innych obiektów noszących ich imiona – zwłaszcza w zachodniej i centralnej części Ukrainy – stawianiem i renowacją pomników, organizowaniem corocznych marszów z okazji urodzin Bandery (1 stycznia) oraz coraz większą obecnością symboliki OUN i UPA w przestrzeni publicznej i kulturze pamięci.
Po tym, jak w geście solidarności z Zełenskim kolejni przedstawiciele Ukrainy zaczęli zwracać polskie odznaczenia, Kaczyński zapowiedział zwrot ukraińskiego orderu, który otrzymał w 2022 r. (Orderu Księcia Jarosława Mądrego II klasy). W ślad za nim również inni politycy związani z PiS zdecydowali się oddać ukraińskie odznaczenia, wśród nich Marek Kuchciński, Mariusz Błaszczak, Adam Bielan i Zbigniew Rau.
„Z szacunku dla ofiar zbrodni wołyńskiej i lojalności wobec prezydenta Karola Nawrockiego, a także jako wyraz sprzeciwu wobec eskalacji konfliktu przez ukraińskie elity polityczne zwracamy otrzymane odznaczenia ukraińskie” – poinformował w mediach społecznościowych doradca prezydenta do spraw europejskich Jacek Saryusz-Wolski.
Obłuda polega na tym, że wszyscy oni przyjmowali wcześniej ordery od państwa, w którym od dawna upamiętnia się dowódców i członków OUN-UPA oraz blokuje ekshumację ofiar rzezi wołyńskiej. Dlatego niektórzy komentatorzy sugerują, że obecna akcja Nawrockiego i spółki, to nic innego jak pijar środowiska PiS przed wyborami parlamentarnymi.
Osobiście uważam jednak, że kryje się za tym coś znacznie mocniejszego, gdyż o wynikach wyborów w tym kraju nie decydują przecież wyborcy.
PO JEDNYCH PIENIĄDZACH
Ciekawi mnie przy okazji, czy na fali tych wydarzeń swój medal odda również naczelny propagandysta PiS Tomasz Sakiewicz. Przypominam, że redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i TV Republika został odznaczony medalem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) w 2014 roku. Tymczasem polskie służby, nawet za rządów PO, nie robią porządku z obywatelem RP, którego „za zasługi” odznaczyła bezpieka obcego państwa.
Bezmyślny jest ten, kto sądzi, że PiS i PO mają rozbieżne scenariusze dla polskiej polityki. Oba środowiska wywodzą się z tego samego układu, w sprawach kluczowych realizują te same cele, a jedynie dla zmyłki polaryzują się wzajemnie, dając Polakom złudne poczucie wyboru. Ugrupowania Kaczyńskiego i Tuska realizują także ten sam scenariusz wobec wschodnich sąsiadów.
Politycy obu partii (i ich przystawki) od początku śpiewali jednym głosem w sprawie wspierania Ukrainy w wojnie z Rosją. Co znamienne – i godne potępienia – nikt z nich nie apelował o podjęcie rozmów pokojowych. Polskojęzyczne rządy przyczyniały się wręcz do eskalowania konfliktu (m.in. poprzez dostarczanie kolejnych dostaw broni), zamiast podejmować próbę zażegnania tragedii za wschodnią granicą.
Podczas gdy polska opinia publiczna, podkręcona przez polskojęzycznych polityków, rozgrzała temat z odebraniem orderu Zełenskiemu, w Gdańsku odbyła się w najlepsze międzynarodowa Konferencja na rzecz odbudowy Ukrainy (25–26 czerwca).
W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele ok. 70 państw, instytucji UE (m.in. Komisji Europejskiej), rządów państw europejskich, organizacji międzynarodowych (banków rozwojowych), a także liderzy biznesu i samorządów. Wśród kluczowych gości byli m.in. Ursula von der Leyen, zastępczyni sekretarza generalnego NATO Radmila Shekerinska,przedstawiciele rządów państw UE, premier Ukrainy Julija Swyrydenko oraz premier Polski Donald Tusk.
W postanowieniach końcowych i efektach konferencji wskazano przede wszystkim mobilizację inwestycji i podpisanie ok. 160–200 porozumień o łącznej wartości ok. 10 mld euro, obejmujących odbudowę infrastruktury, energetyki i logistyki Ukrainy oraz rozwój projektów inwestycyjnych z udziałem sektora prywatnego. Podkreślono także włączenie nowego komponentu bezpieczeństwa i obronności, obejmującego współpracę przemysłów zbrojeniowych oraz dalsze wsparcie Ukrainy w procesie integracji z UE.
W tym kontekście należy przypomnieć, że na początku 2023 roku, były szef NATO promował w europejskich stolicach dokument dotyczący przyszłych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Anders Fogh Rasmussen powiedział wtedy wprost, że jego założeniem jest przekształcenie Ukrainy „we wschodnioeuropejski Izrael”.
Chodzi o koncepcję, w której Ukraina – zamiast pełnego członkostwa w NATO – miałaby otrzymać długoterminowe, stałe gwarancje bezpieczeństwa wzorowane na relacjach USA–Izrael. W praktyce oznaczałoby to intensywne i systematyczne uzbrajanie Ukrainy, szkolenia wojskowe, wymianę technologii oraz szeroką pomoc wywiadowczą i finansową od USA, Wielkiej Brytanii, Francji oraz wybranych państw europejskich, które aktywnie wspierają Kijów, m.in. Niemiec i Polski.
PODKRĘCANIE KONFLIKTU
No dobrze, ale po co w tym wszystkim ta cała hucpa z odbieraniem i zwracaniem orderów? Chodzi o realizację scenariusza, przed którym ostrzegam od kilku lat. Kolejnym punktem rozpisanym dla naszych narodów jest bowiem napuszczenie przeciwko sobie Ukraińców i Polaków.
Odpalam Wirtualną Polskę, a tam główny nagłówek: „Groził prezydentowi. Ukrainiec stanie przed prokuratorem”. Z treści artykułu wynika, że policjanci z Zielonej Góry zatrzymali 36-letniego obywatela Ukrainy, który na opublikowanym w sieci nagraniu groził pozbawieniem życia prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Ma on odpowiedzieć za znieważenie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej. Polski internet rozpala się do czerwoności.
Zaglądam na Onet, a tam szczegółowa rozpiska słownej naparzanki między Jarosławem Kaczyńskim i merem Lwowa, do której włączył się Mateusz Morawiecki. Prezes PiS nazwał Andrija Sadowego banderowcem; zarzucił mu, że jako mer Lwowa nie zapłacił polskiej firmie za wykonane prace budowlane; uznał, że sama obecność Sadowego w kontekście konferencji w Gdańsku jest sygnałem pokazującym stosunek władz Ukrainy do Polski.
W odpowiedzi Sadowy oświadczył, że: nie uczestniczył w konferencji w Gdańsku (przebywał wówczas w Düsseldorfie); Lwów zapłacił ponad 30 mln euro za wykonane prace; nie zapłacił jedynie za prace, które – według władz miasta – nie zostały wykonane. Po czym zapowiedział możliwość skierowania sprawy do sądu po wypowiedzi Kaczyńskiego.
Wtedy do akcji wkroczył Morawiecki. „Co to ma znaczyć? Mer Lwowa straszy procesem sądowym Jarosława Kaczyńskiego, lidera Prawa i Sprawiedliwości, który w najtrudniejszym momencie wojny stał po stronie Ukrainy, a nie po stronie kalkulacji i tchórzostwa? To hańba. To jest skandal” – grzmiał były premier rządu PiS w wideo opublikowanym na X.
Ponadto Morawiecki zarzucił Sadowemu promowanie banderyzmu i stwierdził, że „kiedy mer Lwowa sławi morderców z UPA, kiedy broni symboli banderyzmu, uderza nie tylko w pamięć, ale także w relacje polsko-ukraińskie”.
To zdumiewające, że ten sam Morawiecki, jako premier Polski jeździł reglanie na Ukrainę, w tym do Lwowa, gdzie z pieniędzy wydartych z kieszeni polskiego podatnika hojnie obdarowywał władze Ukrainy. Przecież w czasach rządów Morawieckiego ten sam banderowiec Sadowy również był burmistrzem Lwowa. Wtedy to nie przeszkadzało?
POTĘŻNE ZAGROŻENIE
Dla ścisłości przypomnę, że za kadencji Morawieckiego Polska należała do największych darczyńców Ukrainy. Pomoc obejmowała m.in.: czołgi T-72 i PT-91 Twardy, Leopard 2A4, armatohaubice Krab, transportery opancerzone, systemy przeciwlotnicze Piorun, moździerze, amunicję, drony rozpoznawcze, ogromną pomoc humanitarną (żywność, leki, agregaty, środki medyczne), utworzenie głównego hubu logistycznego dla zachodniej pomocy wojskowej, przyjęcie milionów uchodźców z Ukrainy.
Jarosław Kaczyński i jego świta – a także wierchuszka „konkurencyjnej” Platformy Obywatelskiej, z Donaldem Tuskiem na czele – ramię w ramię otwarcie wspierali Euromajdan na Ukrainie, który był firmowany w znacznej części przez banderowców. Czy liczą teraz na krótką pamięć Polaków?
Trzeba jasno nazywać sprawy po imieniu. Ani żyd Zełenski i jego sponsorzy nie reprezentują interesów Ukraińców, ani polskojęzyczne rządy III RP nie działają w interesie narodu polskiego. W związku z tym po przywódcach tych państw możemy spodziewać się najgorszego.
Trzeba to sobie uświadomić, że obecna sztuczna akcja z odbieraniem i zwracaniem orderów nie ma na celu poprawienia pijaru, jak się niektórym wydaje. Przecież gdyby polskojęzycznym politykom przeszkadzał banderyzm, to nie byłoby wcześniejszego wzajemnego obdarowywania się orderami.
Wschodnia Ukraina (tereny dawnego Kaganatu Chazarskiego) już została oczyszczona ze Słowian pod nowe zasiedlenie (Niebiańska Jerozolima). Stało się tak, bo zewnętrzni intryganci napuścili na siebie Rosjan i Ukraińców.
Czyżby właśnie nadszedł czas na czyszczenie gruntów pod budowę „UkroPolinu”? Czy przesadzę, jeśli stwierdzę, że liczni obywatele Izraela – którzy na przestrzeni ostatnich lat otrzymali polskie paszporty – tylko na to czekają? W myśl zasady: „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”.
Apeluję do Polaków, by nie dawali się nabierać na tanie sztuczki polskojęzycznych polityków. Tymczasem jako naród musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, by zapobiec Wołyniowi 2.0.
Agnieszka Piwar
Zdjęcie: Wikimedia Commons

Agnieszka Piwar – ur. w 1982 r. w Pyskowicach. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Podyplomowego Studium Dziennikarskiego PAT w Krakowie. Przez lata związana z kwartalnikiem „Opcja na Prawo” i tygodnikiem „Myśl Polska”, publicystka w „Bibuła – pismo niezależne”. Autorka dwóch filmów dokumentalnych o Międzynarodowym Motocyklowym Rajdzie Katyńskim. Autorka książek: „Widziane z Moskwy i nie tylko”, zawierającej zbiór reportaży z Federacji Rosyjskiej i wywiadów z osobami publicznymi w Rosji oraz „Holokaust Palestyńczyków”; współautor książek: „Białoruś. Anatomia kryzysu”, „Ukraina w ogniu – komu potrzebna jest ta wojna?” (Wyd. Biblioteczka Myśli Polskiej) oraz „Przegrana wojna. Konflikt na Ukrainie, beneficjenci i bankruci” (Wyd. Wektory). Kontakt: [email protected]
Źródło: piwar.info
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze