Nie tylko z prezydentem Trumpem – ale również z naszym Kukuńkiem nie będziemy się nudzili. Nawet nie chodzi o to, że od pewnego czasu ozdabia się on osobliwą dekoracją, na którą składa się wizerunek Matki Boskiej, ukraińska flaga oraz ułożony sylabami napis „Konstytucja”, w którym szczególnie wyeksponowana została sylaba: „JA”. Najwyraźniej dekoracja ta wyraża credo Kukuńkowe, pokazujące, jak łatwo dawne kulty łączą się z kultami nowymi. Wspominał o tym jeszcze za pierwszej komuny Antoni Słonimski, pisząc, jak to jego służebnica domowa „w czynie społecznym”, a może nawet „partyjnym” przyozdobiła kwiatami figurę Matki Boskiej. A skoro już o Matce Boskiej mowa, to pojawiły się fałszywe pogłoski, że Ona na swoim błękitnym płaszczu umieściła również wizerunek Kukuńka.
Nie chodzi jednak ani o tę dekorację, ani o te fałszywe pogłoski, tylko o deklarację Kukuńka, który wyraził żal, że nie jest Żydem, chociaż sprawdzał swoje drzewo ginekologiczne co najmniej tak starannie, jak Wielce Czcigodny Roman Giertych. W przypadku Wielce Czcigodnego pojawiły się fałszywe pogłoski, że pochodzi on w linii prostej od tego rzymskiego senatora, którego do Senatu wprowadził cesarz Kaligula. Ten senator nazywał się Incitatus, a cesarz za towarzyszkę życia przydzielił mu klacz Penelopę, z którą mógł dochować się potomstwa. Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie musi być ani słowa prawdy, chociaż z drugiej strony pewne podobieństwo Wielce Czcigodnego do Incitatusa wprost rzuca się w oczy. Jeśli chodzi o Kukuńka, to nie ma on rysów semickich, jak na przykład mój nieżyjący przyjaciel Aleksander Rozenfeld, ale to o niczym nie świadczy, bo semickich rysów nie miał też korespondent „Najwyższego Czasu!” w Tel Aviwie, Kataw Zar, którego pewnie z tego powodu autorzy demaskatorskiej książki „Zamiast procesu”, zdemaskowali jako antysemitnika, podobnie jak prymasa Józefa Glempa i niżej podpisanego. Podobnie semickich rysów nie mieli bracia Kaczyńscy, a mimo to na mieście krążyły fałszywe pogłoski, że jeden z nich jest Żydem, tylko nie wiadomo który.
Tymczasem Kukuniek z ubolewaniem stwierdza, że Żydem nie jest. To by się zgadzało, bo żyją ludzie pamiętający, jak to Kukuniek wywodził swój rodowód od cesarza Walensa, chociaż z drugiej strony książę Aleksander Gorczakow, minister spraw zagranicznych cesarza Aleksandra II mawiał, że nie wierzy informacjom nie zdementowanym. Skoro tedy Kukuniek energicznie dementuje pogłoski o swoim żydowskich pochodzeniu, to w wielu podejrzliwcach rodzą się straszliwe podejrzenia, podobne do podejrzeń o agenturalną przeszłość byłego prezydenta naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju. Sam Kukuniek przez dłuższy czas nie mógł się zdecydować, jaką „koncepcję” w tej kwestii przyjąć, więc miotał się od ściany do ściany, od kategorycznych zaprzeczeń, aż do sugestii, że to nie bezpieka z nim, tylko on z bezpieką prowadził grę, dzięki której komunizm w naszym nieszczęśliwym kraju został obalony. Ten natłok „koncepcji” został ustabilizowany 11 sierpnia 2000 roku, kiedy to Sąd Apelacyjny w Warszawie, V Wydział Lustracyjny w składzie: SSO Paweł Rysiński, jako przewodniczący oraz sędziowie SSO Krystyna Sergiej i SSO Zbigniew Kapiński, rada w radę uradzili, że oświadczenie lustracyjne Kukuńka, w którym zaprzecza on współpracy z SB, jest zgodne z prawdą. A prawda – zdaniem Sądu – wyglądała tak, że SB „preparowała” kompromaty na Kukuńka, żeby go zdyffamować zarówno w naszym nieszczęśliwym kraju, jak i na szerokim świecie. Krótko mówiąc – niezawisły Sąd Okręgowy zaordynował Kukuńkowi prawdziwą kurację oczyszczającą, po której jego wizerunek stał się bielszy od śniegu, jakby ktoś skropił go hyzopem. Zwraca uwagę data wyroku, bo w roku 2000 nie było jeszcze żadnych „neosędziów”, tylko starzy, poczciwi „paleosędziowie”, co to pamiętali jeśli nawet nie Józefa Stalina, to z pewnością – pana generała Czesława Kiszczaka – w związku z czym powinność swej służby rozumieli. Cóż jednak z tego, skoro w roku 2016 wdowa po generale Kiszczaku, pani Maria Kiszczakowa, ostentacyjnie przekazała do IPN dokumenty, wśród których była teczka personalna Kukuńka, pokwitowania i tak dalej, słowem – same oryginały – co jest o tyle osobliwe, że zgodnie z jedną z wcześniejszych „koncepcji” Kukuniek utrzymywał, że same „oryginały”, to on sobie „kupił”. Wprawdzie były prezydent groził pani Marii Kiszczakowej, że zaciągnie ją przez nienawistny sąd, ale ona odparła, że się go nie boi, a papiery przekazała IPN-owi w obawie o własne życie. Co tu dużo gadać; generał Kiszczazk coś tam musiał wiedzieć o funkcjonowaniu naszego państwa, więc prawdopodobnie w ostatnich słowach powiedział żonie: Marysiu, jak chcesz umrzeć śmiercią naturalną, to przekaż te papiery z sejfu do IPN – ale tak, żeby cała Polska widziała, że to zrobiłaś, bo inaczej będą kłopoty. No a potem te wszystkie papiery zaczął przeglądać dr Sławomir Cenckiewicz, z tego powodu awansując na najgorszego wroga Kukuńka, który nigdy nie jest pewien, jaką kontrkoncepcję przygotować na jego rewelacje.
Co innego, gdyby Kukuniek był Żydem. Wtedy oskarżyłby doktora Cenckiewicza o antysemityzm i przy pomocy Judenratu „Gazety Wyborczej” sprawa zostałaby załatwiona. Jednak Kukuniek Żydem nie jest – i co z tym fantem zrobić? Najgorsze są nieproszone rady, ale w czynie społecznym proponuję, by Kukuniek został Żydem honoris causa. Ale nie byle jakim Żydem, tylko – Żydem Polarnym. Sprzyja temu okoliczność, że po raz pierwszy Żyd Polarny został wykryty w roku 1968 w osobie literata Czesława Centkiewicza, którego nazwisko jest podobne do nazwiska pana dra Sławomira Cenckiewicza, że czasami nawet Kukuniek się myli. A w ogóle to koncepcja Żyda Polarnego może oddać nieocenione usługi w polityce globalnej. Na przykład zamiast wysyłać jakieś wojska na Grenlandię, wystarczyłoby wyekspediować tam kontyngent Żydów Polarnych. Zaraz oskarżyliby oni Eskimosów o antysemityzm, a bezcenny Izrael przeprowadziłby tam ostateczne rozwiązanie kwestii eskimoskiej i wszystkie problemy przestałyby istnieć.
Wreszcie, w obliczu prawdopodobnej ewakuacji amerykańskich wojsk z Europy Zachodniej, czas podjąć decyzję o przyłączeniu Polski do USA, Skoro 40 tys. żołnierzy amerykańskich ma trafić do nas, to nie ma nad czym rozmyślać, tylko podpisać unię z Ameryką. To nas uchroni nie tylko przed skutkami SAFE, ale również – następstwami „sprawiedliwego pokoju” na Ukrainie, ewentualnym dokończeniem procesu zjednoczenia Niemiec, no i realizacją żydowskich roszczeń majątkowych – bo z terytorium Stanów Zjednoczonych Żydowie, nawet Polarni, żadnych roszczeń dochodzić nie mogą. A z Honolulu do Waszyngtonu jest 9,3 tys kilometrów, podczas gdy z Warszawy – tylko 7,1 tysiąca, więc zdecydowanie bliżej.
Stanisław Michalkiewicz
Zdjęcie: zrzut ekranu CNN

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!”. Źródło: michalkiewicz.pl
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze