life on top s01e01 sister act hd full episode https://anyxvideos.com xxx school girls porno fututa de nu hot sexo con https://www.xnxxflex.com rani hot bangali heroine xvideos-in.com sex cinema bhavana

Ronald Lasecki: Geopolityczne implikacje porażki Orbána

Promuj nasz portal - udostępnij wpis!

W sensie geopolitycznym porażka Orbána jest zwycięstwem UE – kolejnym po Mołdowie i Rumunii. Węgry mają to do siebie, że – podobnie jak Słowacja – są krajem zbyt małym, by funkcjonować bez zewnętrznych zastrzyków kapitału (ich największy historycznie rozwój gospodarczy i cywilizacyjny dokonał się w drugiej połowie XIX wieku dzięki żydowskiemu kapitałowi i niemieckiej administracji).

Głównym dostarczycielem kapitału na Węgry jest obecnie UE, która jednak w pakiecie wmusza liberalną agendę cywilizacyjną i ideologiczną. Orbán, słusznie chcąc odrzucić tę agendę, próbował w różnych okresach szukać zewnętrznych źródeł oparcia a to w Rosji, a to w Chinach, a to w USA, a to w Turcji, a to w Izraelu. Żaden z tych by-passów nie zadziałał.

Rosja nie ma kapitału na eksport, poza sektorami wojskowym, nuklearnym i gazowym. Z dwóch ostatnich Orbán skorzystał. Interwencję na Ukrainie Rosja jednak spartaczyła, wojny zaś dotychczas nie wygrała i nie zanosi się by w najbliższej przyszłości miała szansę podporządkować sobie Ukrainę, więc Budapeszt nie uzyskał bezpośredniego połączenia terytorialnego z (potencjalnym) imperium rosyjskim i (potencjalnym) blokiem kontynentalnym, co pozwoliłoby mu ewentualnie budować realną alternatywę dla UE.

Chiński projekt 16+1 został dekadę temu zablokowany przez USA rękami Polski, toteż Pekin stracił zainteresowanie Europą Wschodnią. Najbardziej uderzyło to w Białoruś, która na koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku opierała swoją strategię rozwojową. Legły też jednak w gruzach perspektywy emancypacji Węgier.

Turcja jest raczej mocarstwem aspirującym niż faktyczną siłą formacyjną na Bałkanach i dotychczas można mówić co najwyżej o „tureckiej penetracji” regionu niż o występowaniu przez Türkiye w roli wiarygodnego dostarczyciela jakichkolwiek dóbr dla krajów bałkańskich. Z kolei Izrael funkcjonuje w ramach globalizmu USA i zainteresowany jest głównie wspieraniem przyjaznych sobie rządów w świecie arabskim i w Afryce, w Europie polegając na hegemonii Waszyngtonu który występuje na tym kontynencie jako strażnik interesów Tel Awiwu – państwo żydowskie zatem „bierze” (poparcie dyplomatyczne, polityczne, wywiadowcze itd.) ale nie daje nic w zamian.

To właśnie jednak dla USA porażka Orbána jest największą klęską. Oto bowiem gwiazdki i paski zaangażowały się bezpośrednio we wsparcie Węgier… wyłącznie werbalnie. Orbán jeździł do Waszyngtonu i spotykał się z tamtejszym kierownictwem politycznym, chcąc wynegocjować wejście jankeskiego kapitału na Węgry, by zrównoważyć presję Brukseli. Jankesi mu w zasadzie nic konkretnego nie powiedzieli, aczkolwiek coś tam obiecali. Obiecali i się nie wywiązali. Orbán wykoleił się, bo z USA nie dostał nic poza poklepywaniem po plecach.

Kilka lat temu Rosja ograniczyła dla Białorusi przywileje cenowe w sprzedaży gazu, co oczywiście odbiło się na możliwościach finansowania tamtejszego państwa opiekuńczego i zaowocowało kryzysem na Białorusi w 2020 roku. Słusznie wtedy zwracano uwagę, że jeśli chce się mieć imperium, to trzeba ponosić koszty.

Trump, w sumie, polemizował w czasie kampanii z ideą globalnego imperium USA, przeciwstawiając im zasadę „America First”. Realizował to jednak połowicznie, biorąc pod uwagę słowa i gesty, gwiazdy i pasy ingerowały bowiem za jego władzy częściej i więcej niż za władzy poprzedników – wsparły prawicę w Niemczech i UK, białą mniejszość w RPA, chrześcijan w Nigerii, odgrażały się komunistom na Kubie, gangom w Meksyku i na Haiti itd. Zawsze jednak USA zastrzegały, że nie zamierzają płacić – więcej, próbowały ściągać pieniądze z reszty świata: z Kanału Panamskiego, z europejskich wasali wciskając im swój gaz łupkowy i sprzęt wojskowy (entuzjastycznie łyknęła to tylko Polska), z Grenlandii i Kanady, z Wenezueli itd.

Orbán zatem nic konkretnego z USA nie dostał i przez to padł. To jest realny sygnał, że globalne imperium Waszyngtonu się zwija. Nie jakieś rojenia ruskich onuc że Rosja zaraz pokona USA i całe NATO na Ukrainie albo wręcz już je tam pokonała. Nie rojenia fantastów od „BRICS”, że Chiny które mają gospodarkę mniej więcej wielkości 2/3 USA już „prześcignęły” Waszyngton. Realnym przejawem końca globalizmu USA jest, że gwiazdki i paski nie są już w stanie gwarantować wolności mórz (Cieśnina Ormuz zablokowana przez irańskie motorówki) ani że nie pompują już kapitału w kraje które szukają w nich oparcia. Gdyby nie Izrael, to zapewne los Orbána dawno temu podzieliłby już gen. as-Sisi w Egipcie. Gdyby nie UE, to pewnie już kilka miesięcy temu upadłby prozachodni rząd na Ukrainie.

Zatem, USA nie pompują już swoich (potencjalnych) klientów jak Węgry czy Ukraina. USA nie gwarantują „wolności mórz”. USA nie są w stanie „zmienić reżymu” w Iranie. USA nie są w stanie mobilizować swoich europejskich wasali (odmowa Europy udziału w napaści na Iran) tak jak same są „mobilizowane” przez Izrael. USA nie są też w stanie dowolnie anektować terytoriów na które mają ochotę (Kanał Panamski, Grenlandia, Kanada). To są realne symptomy, że choć materialnie USA wciąż są tak duże, że nie mieszczą się w normalnej lidze graczy geopolitycznych, to ich „soft power” – wewnętrzna (chęć finansowania globalnego imperium) i zewnętrzna (przychylność reszty świata) – skurczyła się tak bardzo, że za chwilę będą cieniem globalnego hegemona, bo nikt już nie będzie chciał na nich polegać.

Ronald Lasecki

Zdjęcie: Wikimedia Commons

Źródło: facebook.com


Promuj nasz portal - udostępnij wpis!
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 5)

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)
Tagi: 

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 6)

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*