W dniu 14 marca 2026 roku Narodowe Odrodzenie Polski, w ramach projektu Konfrateria Idei AXIS po raz kolejny zorganizowało spotkanie z naszym narodowym Bohaterem – Januszem Walusiem. Tym razem miejscem spotkania była Warszawa.
Nasz gość, działacz opozycyjny i polityczny, w kwietniu 1993 roku wziął we własne ręce losy swojej drugiej po Polsce ojczyzny – Republiki Południowej Afryki – i dokonał egzekucji politycznej na komunistycznym terroryście Chrisie Hanim. W następstwie pokazowego procesu został skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywotnie pozbawienie wolności. Odsiedział kilkadziesiąt lat w trudnych warunkach w zakładzie karnym. W roku 2022, w wyniku wieloletnich wysiłków polskich nacjonalistów, został warunkowo zwolniony z więzienia. Dwa lata później, po zakończeniu okresu warunkowego zwolnienia, wrócił do Polski.
Dyskusja podczas spotkania okazała się niezwykle owocną. Uczestnicy, w tym naukowcy i badacze historii, zadawali wiele dociekliwych pytań. Janusz Waluś opowiadał o swoich doświadczeniach, o trudnej sytuacji społeczno-kulturowej i gospodarczej w RPA, o działalności i politycznych powiązaniach miejscowych komunistów. Dowiedzieliśmy się m.in., dlaczego RPA nie przystąpiła do paktu ws. rzeki Zambezi z Rodezją i Mozambikiem; dlaczego musiał zginąć wybitny południowoafrykański polityk dr Hendrik Verwoerd, zamordowany 6 września 1966 roku na sali parlamentu RPA, i z jakich powodów afrykanerski działacz Eugene Terre-Blanche nie budzi zaufania. Uczestnicy debatowali także nad koncepcją utworzenia w RPA dwóch osobnych państw dla czarnych i białych mieszkańców, która finalnie została odrzucona przez władze. Kluczową uwagą, która wzbudziła poruszenie wśród publiczności, była deklaracja Janusza Walusia (w kontekście pytania o atak nożownika w więzieniu), że lęk przed śmiercią jest niepotrzebny, bo w istocie niewiele zmienia w sytuacji osoby w danym momencie jej życia.
Ale odważne decyzje sprzed lat przyiosły też czystp ludzkie konsekwencje. Janusz Waluś wciąż potrzebuje nie tylko naszej modlitwy, ale również finansowej pomocy. Zmaga się z problemami zdrowotnymi, które uniemożliwiają mu podjęcie stałej pracy. Pan Janusz jest jednak gotów dzielić się swoją historią wszędzie tam, gdzie znajdą się chętni gotowi go wysłuchać i wesprzeć. Jeśli chcecie zorganizować spotkanie, jesteśmy gotowi pomóc Wam organizacyjnie – piszcie na adres: [email protected]. Jeśli nie czujecie się na siłach, przynajmniej wejdźcie na stronę pana Janusza i zadeklarujcie zakres comiesięcznej wpłaty: januszwalus.pl. Nie zwlekajcie! Chrońmy polskich bohaterów! Bo kto, jeśli nie my?

Wstąp do NOP – wypełnij formularz rekrutacyjny (kliknij!)
Wesprzyj finansowo działania nacjonalistyczne (kliknij!)
Konfrateria Idei „Axis” – wspólny projekt nacjonalistów i tradycjonalistów
Spotkanie z Nacjonalizmem – kampania NOP i Nacjonalista.pl
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Pisanie o „drugiej ojczyźnie” to semicki bełkot, nie można mieć drugiej ojczyzny tak jak nie ma się dwóch ojców.
Semickim bełkotem jest raczej narracja, że ojczyznę można mieć wszędzie tam, gdzie akurat się przebywa czy mieszka. Czym innym jest zresztą tożsamość narodowa, a czym innym wspieranie w walce przedstawicieli innego narodu, skrajna solidarność zakładająca istnienie silnych więzi kulturowych. Ten ostatni przypadek bezpośrednio dotyczy postawy Janusza Walusia i w niej właśnie wyczerpuje się mówienie o drugiej ojczyźnie – w mocno metaforycznym ujęciu ;). Tymczasem wielu rzekomo prawdziwych Polaków nie wspiera JW właśnie dlatego, że on sam nazywał RPA swoją drugą ojczyzną. Takie osoby to modelowe, muzealne dzbany.
Janusz Waluś uważa RPA za swój kraj. Burowie, przynajmniej ci patriotyczni, nie zaczadzeni lewicowymi utopiami uważają go za swojego. Pouczanie kogoś w sprawie, która pouczającego nie dotyczy jest absurdalne.
Zresztą to, co wypisuje EWR, ale też Wariatka NR nie ma nic wspólnego z realnym życiem ludzi pokroju Walusia. To są czysto zero-jedynkowe teorie spłyconego, rozumianego bardzo prostacko „nacjonalizmu” kompletnie oderwanego od psychologii i socjologii takich ludzi. Akurat rozumiem psychologię takich ludzi i mówienie o „drugiej ojczyźnie” to nie jest wcale żadna metafora sugerująca, że tu chodzi tylko o jakieś „popieranie”, a nie identyfikowanie się z danym krajem i narodem, bo sam mam doświadczenie „oswojenia się” z pewnym krajem. A moje doświadczenie to tylko 1% tego doświadczenia, które ma JW. Dlatego choćby czysto etniczny nacjonalizm w bardzo zwulgaryzowanej wersji jest absurdalny, bo doprowadziłby do uznania za „swojego” Ericha von den Bacha-Zelewskiego, czy takiego Mansteina za „swojego”, bo mieli polskie pochodzenie, a admirała Józefa Unruga za „obcego”, bo był Niemcem z pochodzenia i lepiej mówił po niemiecku niż po polsku. Inna sprawa, że drugą skrajnością jest całkowite zanegowanie tożsamości opartej na krwi i pochodzeniu, jak to robią różnej maści „obywatelscy” lub „kulturowi” nacjonaliści lub tacy dla których „etniczność” nie ma nic wspólnego z biologią. Bo taki punkt widzenia to nawet sam JW zanegował.
@.
Przeczytaj raz jeszcze to co napisałam, a nie nakręcasz się bez sensu. Żeby ktoś był w stanie podjął tak fundamentalne i brzemienne w skutki decyzje, jak JW, musi w przynajmniej podstawowym zakresie identyfikować się z wartościami wspólnoty, której służy. Tak mniej więcej działa ten proces na gruncie psychologii społecznej. To jest akt woli i rozumu, który jednak nie czyni z JW potomka Burów w sensie biologicznym, bo byłby to swoisty absurd. W istocie dynamika życia wspólnot wymyka się zero-jedynkowym kategoryzacjom, i tu się z Tobą zgadzam. No ale Ty „wiesz lepiej”, bo kiedyś tam „oswoiłeś się” z jakąś wspólnotą, a w ogóle rozumiesz JW lepiej i głębiej niż reszta pospólstwa ;)… Bez komentarza 🙂
Dobra, inaczej. JW identyfikuje się z RPA, tą afrykanerską oczywiście nie „ze względu na idee”, tylko dlatego, że on uważa ten kraj za swój, identyfikuje się z nim. Tak jak my identyfikujemy się z Polską. Żył tam latami, wchodził w znajomości z Afrykanerami, żył z nimi. I Afrykanerzy też go uznają za swojego. On się po prostu identyfikuje z afrykanerskością jako swoją tożsamością i z RPA jako swoim krajem. To zupełnie inna kategoria niż utożsamianie się tylko z wartościami danego narodu. Jakbym się utożsamiał z wartościami chińskimi, z konfucjanizmem to w oczach Chińczyków nie czyniłoby mnie swojego, a Chiny nie stałyby się przez to swoim krajem. A Afrykanerzy uznają JW za swojego człowieka.
@.
Wyrażasz otwarte drzwi. Za każdą decyzją stoi określona idea, określony zestaw wartości, przekute następnie w ideologię jako możliwość praktycznej realizacji idei i wartości w konkretnych uwarunkowaniach. Te postawy JW i innych jednostek w kontakcie z wspólnotą o innej tożsamości, o których piszesz, to po prostu pewne przejawy strategii na pograniczu inkulturacji i akulturacji. W kontekście JW znacznie ważniejsze niż spory o terminologię jest organizowanie spotkań z jego udziałem, by miał z czego żyć.
W przypadku JW najpierw była integracja z RPA, potem dopiero aktywizm polityczny. Zanim apartheid zaczął być demontowany to JW bodajże ponad 10 lat tam mieszkał.
„W kontekście JW znacznie ważniejsze niż spory o terminologię jest organizowanie spotkań z jego udziałem, by miał z czego żyć.”
Ale to nie są moje dygresje do artykułu tylko odpowiadam na komentarz EWR.
Dopisujecie uzasadnienie tylko dlatego że człowiek mówiący o drugiej ojczyźnie to Janusz Waluś. Gdy to mowil Gaweł to już byłby bełkot (zresztą chyba tak mówi odkąd dał nogę do Norwegii). Przypominam, że w 1968 pewna mniejszość upierała się, że można mieć dwie ojczyzny .
Nie, ja osobiście nie dopisuję żadnego uzasadnienia, tylko moje własne zdanie, wzięte zresztą z mojego osobistego doświadczenia. Nie identyfikuję się z czystym etnicznym nacjonalizmem redukującym wszystko do czystości krwi. Krew ma jakieś znaczenie, tym bardziej etniczność ale to jest coś dużo bardziej złożonego. Zresztą gdybym był Afrykanerem to prawdopodobnie nie zgadzałbym się całkowicie z poglądami JW i AWB na tematy etniczne. Koloredzi na przykład zazwyczaj są w jednej niszy społecznej z Afrykanerami, a nie z czarnymi. Jest nawet grupa 100 czarnych rodzin mieszkających w Onverwacht identyfikujących się jako Afrykanerzy wywodzących się od grup uwolnionych niewolników żyjących razem ze społecznościami Vortrekkerów. Więc rzeczywistość tam nie jest taka czarno-biała.
Nie ma znaczenia kto to powiedział. To jest po prostu prawda. I nie ma tu żadnej sprzeczności z głębiej pojętym nacjonalizmem.
Tak człowiek o wielkim sercu może mieć dwie ojczyzny. Kraj urodzenia i kraj drugi który wybrał bądź z którym złączył go los.
A człowiek o małym sercu może nie mieć żadnej.
Większość zlewaczałych liberalnych „metrykalnych Polaków” nie ma żadnej ojczyzny bo nie utożsamiają się w Polską i jej tradycją. I nie są gotowi do żadnych poświęceń dla niej.
A są wybitne jednostki, które potrafią się poświęcić także dla dobra drugiego kraju.
To nie jest opcja zero-jedynkowa jak napisano wyżej. Ważne by interes tego kraju nie stał w sprzeczności z interesem Polski.
Nie ma to nic wspólnego z popieraniem kolorowej migracji czy „ojczyzną” plemienia handlowego.
„Nie ma to nic wspólnego z popieraniem kolorowej migracji czy „ojczyzną” plemienia handlowego”
Otóż to. Czym innym jest nieutożsamianie się z definicją narodowości sprowadzoną do samych kryteriów markerów genetycznych, a czym innym jest popieranie negryzacji, azjatyzacji i semityzacji Europy. To, że ktoś nie przyjmuje takich prostackich kryteriów „rasowości” nie znaczy, że popiera to drugie.
Dodając jeszcze gdyby mi ktoś zarzucił, że moje zdanie nie jest „nacjonalistyczne”. Nacjonalizm to tylko etykieta. Liczy się tylko to, czy się jest po stronie interesu swoich społeczności narodowych, religijnych, regionalnych, czy nawet też rasowych ale jeśli mądrze potrafi ten interes rozumieć. Czy to będzie nacjonalizm, czy coś innego to kwestia czysto techniczna. Polityka ogólnie nie jest dla wszystkich, jest dla ludzi mądrze do niej podchodzących. A nie zaczadzonych utartymi hasłami, często wyjętymi z właściwego kontekstu. Tak samo jest zresztą też z religią.
Pisanie o Bachu-Zalewskkm albo Unrugu to już odlot. Któryś z nich mówił że ma dwie ojczyzny? To ludzie urodzeni w kraju którremu służyli, nierzadko od pokoleń. Jeżeli Janusz Walus może mieć dwie ojczyzny i jest pełnoprawnym Burem, to dlaczego taki Izu Unogh czy jak mu tam nie może być Polakiem?
Dywagacje o tym kim jest Izu i tym podobne statystycznie nieistotne przypadki jest całkowicie pozbawione znaczenia. Mniej więcej od 2017 roku, gdy zaczęła się ta cała gównoburza o etnonacjonalizm obie strony spierały się o jakiegoś Izu, Bawera i inne całkowicie nieistotne bzdury gdy sami nie potrafią mieć kontroli nad realną masową imigracją obcych rasowo ludzi, która już jest dobrze widoczna nie tylko w większych, ale też nawet w powiatowych miastach. Ale dobra, zakładając, że ten cały twój Izu ma taką istotną rolę dla naszej „kwestii rasowej”. I tak wolałbym takiego zintegrowanego typa, nawet jeśli jest murzynem niż kogoś kompletnie obcego, po którym niewiadomo czego się spodziewać, nawet jeśli by był tym „lepiej ocenianym” Azjatą. Choćby z praktycznych względów bezpieczeństwa. Ale i tak ten Izu nie jest dla mnie kimś, żebym o nim myślał dzień i noc. Faktycznie gdyby nie to, że masowa imigracja obecnie statystycznie rozmywa udział Polaków w tym państwie to by mnie on i tym podobne marginalne przypadki w ogóle nie obchodził.
Generalnie ten Izu to taki typowy temat zastępczy w sporach wewnętrznych między nacjolami.
Jest wiele przykładów osób które kochały Polskę i były jej patriotami będąc świadomi swego dodatkowo obcego pochodzenia.
Mamy dwie mniejszości narodowe o niepolskim pochodzeniu będące częścią Narodu Polskiego czy polskich Ormian i Tatarów.
Są też przykłady bardzo dobrze zintegrowanych imigrantów/uchodźców z innych krajów którzy z takich bądź innych przyczyn w „drugiej ojczyźnie” jaką stała się dla nich Polska przyjęli polskie poglądy nacjonalistyczne – wspaniałym przykładem był Syryjczyk, arabski nacjonalista Nabil Al Malazi.
Takie osoby są zawsze bardzo cenne służąc jako pomosty między Polską a innymi krajami.
Mówimy oczywiście o szczegółowych grupach bądź wybitnych jednostkach a nie masowej migracji.
Odpowiedzią na „obywatelską” koncepcję narodu (na zasadzie mieszkasz pracujesz to dostajesz obywatelstwo i „jesteś Polakiem”) nie musi być koncepcja rasowo-etniczna ograniczająca wszelką możliwość zintegrowania się konkretnego człowieka. To też byłby absurd.
Mi najbliższy jest nacjonalizm kulturowy uwzględniający (ale nie absolutyzujący) kwestii rasowych.
Nabila Malaziego nie uznaję za dobry przykład, bo nie uważam za moralne, przynajmniej według kryteriów katolickiej teologii moralnej popieranie takich reżimów jak Assad. Ale mniejsza o to, to taka moja dygresja. Generalnie nie da się stworzyć jednej koncepcji narodu, bo to jest rzeczywistość, która sama się w jakiś sposób reguluje. To trochę działa jak inteligencja roju. Mówienie, że obywatelska definicja jest niewłaściwa to bzdura. Bo obywatelska definicja skupia się na państwie. Oczywiście, że państwo jest ważne dla narodu. Państwo to ciało narodu, przynajmniej administracyjne. Bez państwa nie ma nowoczesnego wojska potrzebnego do obrony terytorium i przestrzeni życiowej narodu, nie ma prawa potrzebnego do regulowania swojego życia, a co za tym idzie nie ma choćby minimum autonomii gospodarczej. No i bez czynnika państwowo-obywatelskiego wszelka kontrola nad imigracją współcześnie jest czystą fikcją. Nie ma bramek na lotniskach, posterunków granicznych. To są najbardziej podstawowe funkcje biologiczne każdego życia na Ziemi. Naród bez państwa to jak człowiek na wózku inwalidzkim. Dobrze ten tragiczny stan pokazuje przykład Kurdów chociażby. Krew oczywiście, że jest ważna, bo jak miałaby być wymiana pokoleniowa bez ciągłości krwi? Ale zawsze będzie jakiś punkt styczności z innymi narodami. Kultura oczywiście, że jest też ważna, bo jak społeczeństwo ma być zespolone bez swojego kodu kulturowego? Nawet język przekazuje pewien sposób myślenia zrozumiały dla jego użytkowników. Gdyby dzisiaj każdy mówił swoim językiem to powodzenia życzę w przetrwaniu jednego społeczeństwa. Wszystko to ma jakąś rolę.
Świetne spotkanie, a internetowym durniom że znudzenia przypier….o pierdoły kij w oko 😉