Co się dzieje z tym „Onetem”? Przeglądam go regularnie i coraz częściej natykam się na publikacje już wcześniej na tych łamach opublikowane. A przecież portal chyba nie narzeka na brak dziennikarzy? Ciekawe, że o podobnej sytuacji wspomina Egon Erwin Kisch w swoim „Jarmarku sensacji”. Opisując prasę w Pradze jeszcze przed I wojną światową wspomina, jak to bardzo często – oczywiście „na prośbę Czytelników” – dzienniki publikowały artykuły wstępne z poprzedniego dnia. Czytelnicy mieli te artykuły przed sobą – ale widocznie tak im się podobały, że chcieli je przeczytać również w następnym numerze gazety. Inaczej zachowywała się pewna dziennikarka francuska, która opatrywała swoje publikacje tytułami, będącymi wariantami trzech słów: szansa, wybór i droga. Ciekawe, ile kombinacji można stworzyć z tych trzech słów – wydawać by się mogło, że nie tak znowu wiele – ale ona podobno świetnie sobie z tym radziła. No a teraz mamy aferę dziennikarską z prezydentem Trumpem w roli głównej, Jak wiadomo, zabronił on wstępu do Białego Domu przedstawicielom redakcji, których publikacje mu się nie podobały. Wprawdzie niezawisły sąd podobno nakazał mu znowu ich wpuszczać, ale jeśli nawet prezydent Trump ugnie się przed niezawisłym sądem i do Białego Domu ich wpuści, to przecież żadna siła nie zmusi go, by odpowiadał takim dziennikarzom na ich pytania. Gdyby do Białego Domu przedostała się nasza resortowa „Stokrotka”, albo pani red. Gozdyra, to co innego. Zamiast pytać prezydenta Trumpa o cokolwiek, obsztorcowałyby go, że udziela niewłaściwych odpowiedzi i w ogóle – zachowuje się nie na poziomie. Prawdziwe dziennikarstwo nie polega bowiem na relacjonowaniu o wydarzeniach, tylko na ich stwarzaniu, a w każdym razie – na ich interpretowaniu. Na przykład teraz jest rozkaz, że tylko patrzeć, jak wybuchnie wojna z Rosją, to znaczy – tylko patrzeć, jak Rosja zaatakuje. Od miesięcy ostrzega przed tym nie tylko obywatel Tusk Donald, nie tylko Książę-Małżonek, nie tylko Władysław Kosiniak-Kamysz, ale również niezależne media głównego nurtu. Co w tej sytuacji może zrobić zimny ruski czekista Putin? Czy może zawieźć te oczekiwania? Nie chodzi już nawet o prezydenta Żełeńskiego, dla którego rozlanie się wojny na Europę Środkową jest od samego początku marzeniem numer jeden – ale również dla obywatela Tuska Donalda, który już sam nie wie, co robić z państwem, z medycyną, a zwłaszcza – z pieniędzmi, których mu chronicznie brakuje, podczas gdy taki NBP skupuje złoto. Już podobno nakupił go ponad 640 ton, a tymczasem budżet tonie w deficycie, a koszt obsługi długu publicznego przekroczył już podobno 111 miliardów złotych? W takiej sytuacji wszystko można by ukryć pod gruzami – ale czy zimny ruski czekista Putin pójdzie obywatelu Tusku Donaldu na rękę? Specjalnie może unikać wojny, bo wiadomo, że to złośliwa bestia, więc vaginet nie będzie miał innego wyjścia, jak drenować kierowców cenami paliw. Wiadomo, że jak takiego jednego z drugim kierowcę stać na samochód, to i za paliwo zapłaci, ile tam mu policzą. W takiej Syrii, jak paliwo drożeje, to zaraz ludność pali na ulicach opony, ale u nas nic z tych rzeczy. Niby wszyscy narzekają, ale w gruncie rzeczy odczuwają dumę, że oto chociaż w taki sposób partycypują w wielkiej polityce światowej, więc gdzieżby tam wychodzili na ulicę? Zresztą – po co – skoro przecież wiadomo, że to jest haracz, jaki cały świat płaci za to, iż premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela „czuje się związany” ideą „Wielkiego Izraela”, rozciągającego się „od wielkiej rzeki egipskiej, do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”?
Sytuacja może wyglądałaby na beznadziejną, gdyby nie to, że niezależna prokuratura niedawno po raz kolejny udowodniła, że jest zdolna do wszystkiego. Oto pan prokurator Sitek „umorzył” postępowanie przeciwko Kukuńkowi o fałszywe zeznania w sprawie kwitów, które pani Maria Kiszczakowa dostarczyła do IPN, uzasadniając swoje postanowienie tym, że Kukuniek zapadł na „wtórny analfabetyzm”, to znaczy – odzwyczaił się od czytania i pisania, więc w tym stanie rzeczy żadnych donosów pisać nie mógł, ani nawet nie mógł podpisywać pokwitowań pieniężnych. Ciekawe, że Kukuniek skwapliwie się z tą diagnozą zgodził, więc nie ma rady; musimy uznać, że miał niebywałe szczęście w totolotka, skoro ilekroć tylko miał pieniężną potrzebę, to zaraz odpowiednią kwotę wygrywał. Oczywiście ludzie podejrzliwi, których nigdzie przecież nie brakuje, zaraz powiedzą, że naturalnie, jakże by inaczej – stare kiejkuty za pośrednictwem sztucznej półinteligencji tak manipulują grami liczbowymi, że zawsze wygrywa ten, co ma wygrywać i tyle. Coś może być na rzeczy, bo pamiętamy, że podczas apogeum afery hazardowej, stare kiejkuty surowo przykazały obywatelu Tusku, żeby w tempie stachanowskim przeforsował w Sejmie ustawę hazardową – a dopiero później Nasza Złota Pani załatwiła mu, w którym z zagadkowych przyczyn sobie upodobała, nagrodę im. Karola Wielkiego, co było taką aluzją, że kto odtąd podniesie na obywatela Tuska rękę, to władza ludowa natychmiast mu ją odrąbie. Tedy obywatel Tusk do dzisiaj korzysta z tego immunitetu, ale w obliczu piętrzących się trudności wzrostu, chciałby jeszcze skorzystać z wojny, która jednak bez Putina może nie wybuchnąć. I co wtedy?
Wracając zaś do Kukuńka, to wprawdzie skwapliwie zgodził się on z diagnozą o wtórnym analfabetyzmie, ale do żywego musiały go dotknąć drwiny, od jakich zaroiło się w związku z tym w mediach społecznościowych. Zareagował na nie w ten sposób, że prześmiewców nazwał „głupcami”. „Gdybyście mieli za grosz mądrości, to byście zauważyli, że ubliżacie sobie, a nie mnie” – napisał w specjalnym oświadczeniu. Wprawdzie wielokrotnie mówiłem i pisałem, że kto słucha Lecha Wałęsy, ten sam sobie szkodzi – ale w tym przypadku wyjątkowo przyznaję mu rację. Rzeczywiście, Kukuniek sam siebie nie wybrał na prezydenta. Wybrali go obywatele, którzy albo wcześniej się z niego naigrawali, albo robią to teraz. Co gorsza – ci sami obywatele potem na swego prezydenta wybrali Aleksandra Kwaśniewskiego i to aż na dwie kadencje. O ile jednak wystawienie kandydatury Kukuńka uważam za kpinę z Polaków ze strony generała Kiszczaka; skoro nie chcecie mieć za prezydenta generała Jaruzelskiego, to będziecie mieli Kukuńka – to prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego była już ważnym elementem budowania w naszym nieszczęśliwym kraju przez starych kiejkutów kapitalizmu kompradorskiego, który funkcjonuje u nas do dnia dzisiejszego i prawdopodobnie będzie nam towarzyszył jeszcze długo.
Stanisław Michalkiewicz

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!”. Źródło: michalkiewicz.pl
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze