Prostytucja jest tu oficjalnie zalegalizowana i opodatkowana; narkomani – w ramach polityki redukcji szkód – dostają od władz medyczną heroinę; społeczność LGBT cieszy się przywilejami, rodowitych Niemców jak na lekarstwo, za to muzułmanów od zatrzęsienia. Największe zaskoczenie z Frankfurtu nad Menem? Totalny spokój i bezpieczeństwo podczas miejskich imprez, na które przychodzą tłumy kulturowo skrajnie różnych od siebie osób.
Równie zaskakująco wypada przylegający do Frankfurtu Offenbach – na mapie wyglądają jak jedna miejscowość. Offenbach nad Menem jest miastem w Niemczech z największym odsetkiem mieszkańców pochodzenia imigracyjnego lub obcokrajowców, zaś rdzennych Niemców pozostało tu niespełna 33 procent.
Jednocześnie, według statystyk, Offenbach jest najbezpieczniejszym miastem Hesji i czwartym pod tym względem w całych Niemczech. Zobaczyłam to bezpieczeństwo i spokój na własne oczy, które nieco szokują, po wcześniejszym wysłuchaniu przekazów medialnych z Polski o strasznych problemach Niemców z imigrantami.
Oba miasta – Frankfurt i Offenbach – łączy nie tylko rzeka Men, ale przede wszystkim dwie słynne żydowskie postacie, które diametralnie zmieniły losy świata, w tym Polski. Czy kiedykolwiek się spotkali i wspólnie knuli? Według oficjalnych informacji nie ma na to potwierdzenia. Jednak moim zdaniem jest coś na rzeczy, skoro pokrywają się daty i pewien modus operandi.
ZWROT W HISTORII ŚWIATA
W Offenbachu spędził ostatnie lata i dokończył żywota Jakub Frank (1726-1791) – założyciel i guru żydowskiej sekty frankistów. Jej członkowie podstępem przyjęli chrzest w Kościele katolickim w Polsce i po zmianie nazwisk przeniknęli do polskiej szlachty i duchowieństwa, dokonując swoistej podmiany polskich elit. Dzisiaj sterują Polską ich potomkowie.
Nad Menem twórca sekty prowadził wystawny, quasi-dworski tryb życia jako „Baron von Frank”. W Offenbachu dzierżawił Zamek Isenburski, gdzie otoczony tłumem wyznawców (i sponsorów) przybyłych z Europy Środkowej i Wschodniej, kontynuował działalność o charakterze mesjanistycznym.
Działalność Franka zdecydowanie wykroczyła poza granice Rzeczypospolitej. Niektórzy frankiści zaangażowali się w rewolucję francuską oraz radykalne nurty oświeceniowe i wolnomularskie w Europie Zachodniej, widząc w burzeniu starego ładu politycznego realizację mesjańskiego planu.
Z Frankfurtu wywodzi się Mayer Amschel Rothschild (1744–1812), nestor słynnej żydowskiej rodziny, która z kolei podmieniła elity na świecie. Po dokonaniu się rewolucji we Francji (1789–1799) Rothschild na zgliszczach zburzonego świata zaczął budować nowy porządek.
U szczytu możliwości i przy najbardziej sprzyjającej koniunkturze „ojciec finansów międzynarodowych” – jak go określił magazyn „Forbes” – posłał swoich pięciu synów w świat. Ekspansję rozpoczęli kolejno: Nathan Mayer (Londyn), Jacob (Paryż), Salomon (Wiedeń), Kalman (Neapol) i Amschel Mayer (Frankfurt nad Menem).
Od tamtej pory międzynarodowa finansjera nieprzerwanie sprawuje władzę nad ziemskim światem. Obecnie aż 190 państw jest poddanymi Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którego główna siedziba znajduje się w Waszyngtonie. Dawniej imperiami rządzili cezarowie, królowie, sułtani itp. Współczesnymi władcami są właściciele banków, a ich namiestnikami i marionetkami – politycy, jakich znamy z telewizji.
WYMOWNA SYMBOLIKA
Według najnowszych danych dotyczących centrum finansowego Frankfurtu, opublikowanych w marcu 2026 roku przez Frankfurt Main Finance we współpracy z heskim Ministerstwem Gospodarki, Frankfurt pozostaje największym ośrodkiem bankowym w Niemczech. W 2025 roku w mieście siedzibę miały 54 instytucje bankowe, a ponadto działało 28 oddziałów zagranicznych banków, 55 innych placówek zagranicznych oraz 17 przedstawicielstw.
Liczba instytucji finansowych zarejestrowanych we Frankfurcie dla celów nadzoru bankowego wynosiła natomiast w kwietniu 2025 roku nieco ponad 330. Z kolei według danych Helaba w połowie 2025 roku frankfurcki sektor bankowy zatrudniał około 74 200 osób, a szeroko rozumiany sektor finansowy – obejmujący również m.in. ubezpieczenia, firmy inwestycyjne i zarządzanie funduszami – prawie 89 400 osób.
Siedziby związane z sektorem finansowym mieszczą się najczęściej w stalowo-szklanych drapaczach chmur, które – wraz z nieprzypadkową symboliką – współtworzą charakterystyczny krajobraz Frankfurtu.
Wystarczy wspomnieć dach wieżowca Trianon w kształcie odwróconej, trójściennej piramidy – symbolu w okultyzmie, ezoteryce i świętej geometrii, który oznacza m.in. zejście ducha w materię. Z kolei wieżowiec Messeturm ma na dachu potężną piramidę skierowaną w górę, zaś przed wejściem do budynku znajduje się charakterystyczny „Młotkujący człowiek” („Hammering Man”) – monumentalna, ruchoma rzeźba autorstwa Jonathana Borofsky’ego.
W masonerii piramida symbolizuje dążenie człowieka do doskonałości duchowej, mądrość oraz Wielkiego Architekta Wszechświata. Natomiast młot – który trzyma w ręce postać z rzeźby – to w wolnomularstwie symbol pracy, siły woli oraz władzy i porządku w loży.
Frankfurt ma niezwykle bogatą historię wolnomularską. Kluczowym punktem na mapie miasta jest założona w 1742 roku loża „Zur Einigkeit” (Pod Jednością), jedna z najstarszych i najważniejszych lóż w całych Niemczech. Jej zabytkowa siedziba, Logenhaus zur Einigkeit przy Kaiserstrasse, do dziś stanowi ważny punkt kulturalny miasta.
Najsłynniejszy i najbardziej znaczący mason pochodzący z Frankfurtu nad Menem to Johann Wolfgang von Goethe (1749–1832), niemiecki poeta uznawany za najwybitniejszego przedstawiciela literatury niemieckiej, a także za jednego z najbardziej znaczących w skali światowej. Z jego rodzinnego domu uczyniono muzealną atrakcję dla turystów.
DROGA DO PROFANACJI
Przy tematyce muzeów warto na chwilę się zatrzymać, gdyż sztuka jest odzwierciedleniem duszy. We Frankfurcie nad Menem obiektów muzealnych jest około 60, jednak mnie szczególnie utkwiły dwa z nich, które odwiedziłam tego samego dnia, jedno po drugim.
Najpierw obejrzałam zbiory Städel Museum, nazwanego tak na cześć bankiera, który powołał obiekt. W jego wnętrzach znajdują się tysiące obrazów z wielu epok, w tym malarstwo religijne w sekcji Dawnych Mistrzów (Old Masters), obejmujące okres od XIV do XVIII wieku. Znajdują się tu arcydzieła takich malarzy jak Jan van Eyck, Sandro Botticelli, Rembrandt van Rijn czy Johannes Vermeer.
Moją uwagę przykuło to, że na niektórych płótnach postacie świętych, a nawet Syn Boży, są półnagie lub całkiem nagie. Przykładem jest „Madonna z Lukki” autorstwa niderlandzkiego malarza Jana van Eycka. Obraz, namalowany między 1435 a 1437 rokiem, ukazuje Dzieciątko Jezus zupełnie na golasa, zaś Maryja szeroko odsłania dekolt, wystawiając do karmienia obnażoną pierś.
Kolejnym przykładem jest obraz „Święty Hieronim”, namalowany w 1874 roku przez francuskiego artystę Jeana-Léona Gérôme’a. Przedstawia on świętego odpoczywającego w skalistej pustelni, w towarzystwie lwa. Dzieło robi ogromne wrażenie swoim realizmem, m.in. dokładnym odwzorowaniem budowy anatomicznej ciała. Problem w tym, że ciało świętego jest nagie, a genitalia przykrywa jedynie skrawek płótna.
Być może dla polskich odbiorców to nic strasznego, wszak sztuka katolicka od pewnego momentu często i celowo zaczęła pokazywać odsłonięte ciała świętych. Tymczasem w tradycji chrześcijańskiej na Wschodzie jest to niedopuszczalne świętokradztwo. Ikony prawosławne nie pokazują nagości, ponieważ ludzkie ciało jest świątynią Ducha Świętego.
W ten sposób przechodzę do drugiego punktu czyli frankfurckiego Muzeum Ikon, które mieści się w dawnym refektarzu klasztoru zakonów krzyżackich. Kolekcja prezentuje około 130 starannie wyselekcjonowanych prawosławnych ikon i przedmiotów liturgicznych z Rosji, Grecji, Rumunii, Egiptu, Syrii i Etiopii. Wizerunki świętych ukazują z godnością, w szatach całkowicie okrywających ciała.
Nawiązuję do tego nieprzypadkowo. W otoczeniu ikon odczuwa się bliskość Sacrum. Natomiast zachodnia sztuka zebrana m.in. we wspomnianym Städel Museum otwiera się na profanację. Ten kontrast szczególnie mocno uderza po zejściu do podziemi budynku, gdzie mieści się szokująca wystawa sztuki nowoczesnej. Wśród eksponatów krzyż – najważniejszy dla chrześcijan symbol – zmontowany z lepu na owady i zdechłych much.
Muzealne doświadczenia skłoniły mnie do pogłębienia refleksji, kiedy zobaczyłam na ulicach Frankfurtu uczestników parady LGBT. Wielu z nich bezwstydnie obnażyło swoje ciała, najczęściej oszpecone okropnymi tatuażami i szkaradnymi kolczykami. Zwykli mieszkańcy pozostali bierni wobec tego publicznego bezeceństwa, ociekającego wulgarną golizną.
Tymczasem badania opinii społecznej, w tym długofalowe analizy instytutu Pew Research Center, jednoznacznie wskazują, że w krajach z dominacją prawosławia opór wobec postulatów ruchu osób LGBT+ (w tym organizowania tzw. parad równości) jest statystycznie wyższy niż w krajach o tradycji katolickiej czy protestanckiej.
ZE SKRAJNOŚCI W SKRAJNOŚĆ
Masowe imprezy pod otwartym niebem to popularna rozrywka mieszkańców Frankfurtu. Niektóre z nich na pierwszy rzut oka wyglądają całkiem normalnie. Dla przykładu, doroczna główna parada karnawałowa (Frankfurter Fastnachtszug) odbywa się tradycyjnie w niedzielę poprzedzającą Wielki Post. Jest kolorowo, gra muzyka, a do wesołego tłumu rzucane są tony cukierków. Brakuje tylko zadumy nad zbliżającym się postem, którego najwyraźniej nikt tu nie przestrzega.
W środku lata, w rejonie nabrzeża i Starego Miasta, odbywa się tradycyjny festyn ludowy nad Menem, z wesołym miasteczkiem, stoiskami z jedzeniem i napojami, koncertami oraz pokazem sztucznych ogni. Mainfest jest związany z Menem i wielowiekową tradycją frankfurckich rybaków. Rybołówstwo we Frankfurcie ma ponad tysiącletnią tradycję i jest najstarszym udokumentowanym cechem w mieście.
Pod koniec lata odbywa się Festiwal Nabrzeża Muzeów (Museumsuferfest), rozciągający się wzdłuż obu brzegów Menu. W ciągu dnia muzea organizują specjalne wystawy, oprowadzania, warsztaty i inne wydarzenia, a wieczorami odbywają się imprezy plenerowe, w tym liczne koncerty z szerokim wyborem muzyki.
Uwagę przykuwają stoiska gastronomiczne z tradycyjnymi specjałami licznych narodowości pochodzących z różnych kontynentów. Zapachy rozmaitych potraw przyćmiewa często charakterystyczna woń marihuany, którą można posiadać i palić na legalu, z czego najwyraźniej obficie korzystają mieszkańcy Niemiec.
Wbrew obiegowej opinii, liczni przybysze z islamskich krajów nie robią większych problemów, tylko grzecznie się dostosowali. Większość z nich po prostu woli korzystać z przywilejów gospodarczo rozwiniętego państwa, niż komplikować sobie życie angażowaniem się w ideologiczną działalność ekstremistycznych grup.
Plenerowe imprezy uświadamiają, jak bardzo różnorodne stały się Niemcy. W tłumie dominują osoby o śniadej karnacji; rodziny z dziećmi to najczęściej muzułmanie, zaś przedstawiciele narodu niemieckiego – często już siwogłowi – wydają się być w mniejszości. Wygląda na to, że kraj ten przy bierności samych Niemców został wynarodowiony i przekształcony w jakąś wielką międzynarodową korporację.
Taki model wypracowali przedstawiciele szkoły frankfurckiej – twórcy teorii krytycznej, tacy jak Max Horkheimer, Theodor W. Adorno czy Erich Fromm – którzy postrzegali tradycyjnie rozumiany naród oraz nacjonalizm jako jedną z głównych barier dla emancypacji i rozwoju ludzkości, ponieważ upatrywali w nich źródła autorytaryzmu, regresu społecznego oraz mechanizmu podziału utrudniającego globalną solidarność.
Według oficjalnej wersji ich perspektywa ukształtowała się pod wpływem doświadczeń wzrostu faszyzmu i nazizmu w Europie, z której wielu z nich musiało uciekać ze względu na swoje żydowskie pochodzenie.
W ten oto sposób Niemcy odrzuciły jedną skrajność na rzecz drugiej. W minionych dekadach niemieckie społeczeństwo przekształciło się w niezwykle tolerancyjne i otwarte na innych. To z kolei sprawiło, że niektórzy zaczęli mieć tego dosyć, stąd obserwowany w ostatnim czasie gwałtowny wzrost poparcia dla skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD).
Można odnieść wrażenie, że Niemcy nie potrafią być po prostu patriotami kochającymi ojczyznę – bez jednoczesnych uprzedzeń i niechęci wobec innych nacji albo, przeciwnie, bezmyślnej tolerancji wobec wszystkich, która usypia czujność przed utratą własnej narodowej tożsamości.
SYJONIŚCI ROZDAJĄ KARTY
Oficjalnie w Niemczech istnieje wolność wyrażania poglądów. Widziałam jak na głównym rynku przed frankfurckim ratuszem, pod flagami Izraela, protestowali syjoniści oburzeni skalą rzekomego antysemityzmu w Niemczech. Na popularnym deptaku cierpliwy Indianin godzinami grał na flecie, by przykuć uwagę do transparentów krytykujących agresję USA i NATO. Nieopodal grupa Irańczyków wyrażała poparcie dla Rezy Pahlawiego, marionetki CIA i Mossadu.
W centrum miasta regularnie zbiera się niewielka propalestyńska manifestacja – złożona w znacznej części ze Słowian – której atrakcją jest zdjęcie Benjamina Netanjahu, służące przechodniom jako wycieraczka do butów.
Od znajomych Palestyńczyków słyszałam natomiast, że kiedy ich rodacy organizują w Niemczech większe antyizraelskie protesty, wyrażające sprzeciw wobec ludobójstwa w Gazie, niemiecka policja najczęściej pałuje uczestników i rozpędza demonstracje.
Obecnym burmistrzem Frankfurtu Nad Menem jest Mike Josef (SPD), który urodził się w Syrii i oficjalnie pochodzi z chrześcijańskiej rodziny. Naiwny jest jednak ten, kto pomyślał, że potępił on izraelską okupację arabskiego ludu Palestyny. Włodarz Frankfurtu jest proizraelski w kwestii bezpieczeństwa Izraela, jego prawa do istnienia i ochrony mieszkańców Izraela.
Frankfurt nad Menem jest największym miastem kraju związkowego Hesji, ale jego stolica znajduje się w Wiesbaden. Tam też obraduje heski rząd, który przygotował w ostatnim czasie kontrowersyjną inicjatywę ustawodawczą. Zakłada ona wprowadzenie do niemieckiego kodeksu karnego nowego czynu zabronionego dotyczącego publicznego negowania prawa Izraela do istnienia oraz wzywania do likwidacji państwa Izrael.
10 lipca 2026 r. Bundesrat poparł projekt Hesji i skierował go do dalszej procedury legislacyjnej. 27 sierpnia projekt został formalnie przedłożony Bundestagowi jako druk nr 21/7733.
Jeśli ustawa zostanie uchwalona przez niemiecki parlament w obecnym brzmieniu, będzie można trafić za kratki za publiczne wypowiedzi, które zostaną uznane za negowanie prawa Izraela do istnienia lub wzywanie do likwidacji tego państwa.
Wygląda to na akcję syjonistycznego lobby, które szuka sposobu na zakneblowanie osób publicznie wyrażających następującą kwestię: „Syjoniści ukradli i zajęli ziemię Palestyńczyków. Izrael brutalnie okupuje Palestynę, dokonując zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. To bezprawie i cierpienie podbitego narodu musi się wreszcie skończyć”.
Trzeba przyznać, mają tupet!
Agnieszka Piwar

Agnieszka Piwar – ur. w 1982 r. w Pyskowicach. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Podyplomowego Studium Dziennikarskiego PAT w Krakowie. Przez lata związana z kwartalnikiem „Opcja na Prawo” i tygodnikiem „Myśl Polska”, publicystka w „Bibuła – pismo niezależne”. Autorka dwóch filmów dokumentalnych o Międzynarodowym Motocyklowym Rajdzie Katyńskim. Autorka książek: „Widziane z Moskwy i nie tylko”, zawierającej zbiór reportaży z Federacji Rosyjskiej i wywiadów z osobami publicznymi w Rosji oraz „Holokaust Palestyńczyków”; współautor książek: „Białoruś. Anatomia kryzysu”, „Ukraina w ogniu – komu potrzebna jest ta wojna?” (Wyd. Biblioteczka Myśli Polskiej) oraz „Przegrana wojna. Konflikt na Ukrainie, beneficjenci i bankruci” (Wyd. Wektory). Kontakt: [email protected]
Źródło: piwar.info
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze