Masowa propaganda przedefiniowała słowa, tworząc nowe ich znaczenia, zmieniając ich treść tak, aby wszyscy czuli się zagubieni i nikt nie wiedział, o czym mówi. Pojęciu nacjonalizmu nadano w tej wojnie informacyjnej znaczenie odpowiadające wcześniej pojęciu szowinizmu. Szowinizm to nienawiść do innych narodów. Szowinizm prowadzi do imperializmu. Z kolei pojęcie imperializmu właściwie znikło ze słownika propagandy. Zastępuje je obecnie pojęcie globalizmu, któremu nadano pozytywny wydźwięk. To ma być taka powszechna troska o dobro naszej planety.
W politycznej historii ludzkości ścierają ze sobą dwie zasady relacji między narodami: pionowa i pozioma. Pierwsza zasada zakłada nierówność między narodami. Tylko wybrane narody są przeznaczone do rządzenia. Narody wyższe mają rządzić niższymi. Te szowinistyczne narody prowadzą agresywną politykę polegającą na podbojach kolonialnych, dążeniu do podporządkowania sobie innych krajów i militaryzmie. To jest imperializm. Imperialiści zmierzają do rozszerzenia swoich wpływów politycznych, militarnych, gospodarczych i kulturalnych na obszary do nich nienależące. Zdobywają rynki zbytu i źródła surowców. Wyzyskują inne narody.
Zasada pozioma oznacza równość wszystkich narodów, poszanowanie praw innych narodów i partnerską wzajemnie korzystną współpracę między narodami dla wspólnego dobra. To jest właśnie nacjonalizm. Ideałem nacjonalizmu jest suwerenne państwo narodowe oparte na silnej klasie średniej, marginalizujące wpływy wielkiego kapitału i najemnego proletariatu. Naród jest ukształtowaną w naturalny sposób przez historię organiczną wspólnotą ludzką zdolną do samodzielnego istnienia. Nacjonaliści nazywani po polsku narodowcami są przywiązani do swojego narodu, do jego historii i kultury. Szanują inne narody.
Wielka polityka dotycząca wojny i pokoju na świecie wynika z konfrontacji tych dwóch krzyżujących się zasad. Siły charakteryzujące się globalnymi aspiracjami walczą z rzekomo szalejącym nacjonalizmem dążąc do budowy światowego imperium zorganizowanego na kształt piramidy. Chcą one zniszczyć państwa narodowe. W imperialistycznej propagandzie doszło do tego, że nacjonalizm obarcza się odpowiedzialnością nie tylko za wybuch obydwu wojen światowych, ale za wszelkie inne konflikty między narodami i konflikty społeczne. Nasuwa mi się wiele efektownych porównań opisujących to odwracanie kota ogonem. Podam tylko jedno z nich, takie mniej dosadne, a bardziej umiarkowane. To jest zupełnie tak, jakby oskarżać kogoś o spowodowanie kradzieży z tego powodu, że nie chciał oddać pieniędzy dobrowolnie i stawiając opór wymusił popełnienie przestępstwa. To przecież imperialiści są jastrzębiami wojny, a nacjonaliści są gołębiami pokoju.
Z nacjonalizmu zrobiono przeciwieństwo patriotyzmu. Różnica między patriotyzmem a nacjonalizmem jest w istocie taka, że patriotyzm to miłość do ojczyzny, a nacjonalizm to myśl o ojczyźnie. Nacjonalizm jest przeciwieństwem szowinizmu, a nie patriotyzmu. No więc nic dziwnego, że w wyniku takich śmiałych manipulacji na podstawowych pojęciach ukształtowanych w długim procesie historycznym ludzie nie mogą ze sobą kulturalnie rozmawiać o polityce, bo przestają siebie rozumieć. A tak by się chciało, żeby przynajmniej te pojęcia były krystalicznie klarowne. Tymczasem masowe media nie tylko nie objaśniają, ale ściemniają nam ogląd rzeczywistości.
Stanisław Tujaka

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Sprawa jest prosta – albo jest się katolikiem, albo nacjonalistą. Nacjonalizm to miłość do narodu. Ale nie chodzi tu o naród jako ogół tylko naród w określonej formie, istniejący na określonych zasadach. Zasady te formułują rozmaici myśliciele, z reguły będący jednocześnie wodzami organizacji, które miały być awangardą wprowadzającą myśl swego wodza w czyn. Innymi słowy jest to miłość do narodu, który dopiero ma nadejść, powstać poprzez odpowiednią organizację i hodowlę (no bo czym była np. eugenika stosowana w różnych krajach na mniejszą bądź większą skalę jak nie przejawem hodowli?). Można więc dojść do wniosku, że nacjonalizm to miłość do czegoś, co jeszcze nie istnieje połączona z wiarą, że to coś nadejdzie tylko pod określonym dowództwem realizującym konkretny plan BUDOWY NOWEGO NARODU a co za tym idzie nowego państwa i nowej ojczyzny. A to z pojęciem patriotyzmu nie ma nic wspólnego. Przynajmniej z patriotyzmem w katolickim ujęciu.
Bzdura do kwadratu. Polski nacjonalizm jest komplementarny z katolicyzm, co udowodniła historia, a nie opinie internetowych „mędrców”.
Ktoś chyba za dużo czytał masona Lipskiego.
Tą logiką idąc. Nacjonalizm według tego opisu jest ideą, która chce wprowadzić określony ład polityczny, który ma dopiero nadejść. [Dalszą część mojego komentarza piszę z pełną świadomością, że sam jestem katolikiem, w dodatku sympatyzującym z szeroko pojętym tradycjonalizmem katolickim, w tym tzw „lefebryzmem” i sedewkantyzmem]. Ale przecież katolicyzm to jest dokładnie to samo. To jest idea, która chce wprowadzić określony ład moralny, który ma dopiero nadejść. Nieważne, czy mówimy o tym tradycyjnym, tomistycznym katolicyzmie przedsoborowym, czy o „katolicyzmie” posoborowym (a właściwie to podróbie katolicyzmu z czasem coraz bardziej nędznej). Nie wiem, czy autor komentarza na serio wierzy w to, że katolicyzm istniejący w realnej rzeczywistości tej doczesnej to (patrząc funkcjonalnie, nie ontologicznie) katolicyzm z czystej teorii. W rzeczywistości nadprzyrodzonej oczywiście. Ale w naszej namacalnej rzeczywistości żadna teoria, jaką człowiek wymyślił nie pokrywa się z praktyczną rzeczywistością. To naiwność. Oczywiście, że każda teoria mająca w założeniu oddziaływać na społeczeństwo będzie zakładać plan budowy nowego narodu, czy przynajmniej nowego społeczeństwa. Nawet katolicyzm. Choćby dlatego, że katolicyzm nigdy się nie zgodzi z takim konstruktem jak naród nieżyjący na zasadach katolickich. Czyli praktycznie budowa nowego narodu! Sugerowanie, że tak nie jest, że katolicyzm zakłada dobra dobra, róbta co chceta, my tylko jesteśmy od Mszy w kościele to nie katolicyzm tylko relatywizm. Dlatego konstrukt, który w umyśle autora nazywa się „patriotyzm w katolickim ujęciu” w praktycznej, namacalnej rzeczywistości po prostu nie istnieje… Jeśli autor chce być taki konsekwentny to albo musi się stać całkowicie apolityczny, aideologiczny i wręcz areligijny, albo schować swoje przekonania do własnej prywatnej szuflady. Albo odrzucić zastaną rzeczywistość, czyli zaprzeczyć treści swojego komentarza.
Żeby nie było. Napisałem swoją obronę stanowiska nacjonalistycznego, bo ten argument przeciwny nacjonalizmowi z pozycji takiej filozoficznej, jaką przedstawiłem jest łatwy do obalenia. Sam mam bardzo pragmatyczne podejście do samego słowa „nacjonalizm”, które w kontekście polskim jest zdartą płytą i najchętniej zastąpiłbym je jakimś terminem eufemistycznym, bardziej chwytliwym dla polskiego ucha. Tak jak Złoty Świt często używa terminu „hellenizm”, które dla Greka jest w 100% czytelne i trafiające do niego.