„Podobne się stało królestwo niebieskie człowiekowi, który posiał dobre nasienie na roli swojej. A gdy ludzie spali, przyszedł nieprzyjaciel jego i nasiał kąkolu między pszenicą i odszedł. A gdy urosła trawa i owoc uczyniła, tedy się pokazał i kąkol. A przystąpiwszy słudzy gospodarscy rzekli mu: Panie, izaliś nie posiał dobrego nasienia na roli twojej? Skąd tedy wziął się kąkol? I rzekł im: Nieprzyjazny człowiek to uczynił. A słudzy rzekli mu: Chcesz, iż pójdziemy i zbierzemy go? I rzekł: Nie, byście snadź, zbierając kąkol, nie wykorzenili wraz z nim i pszenicy. Dopuśćcie obojgu róść aż do żniwa, a czasu żniwa rzeknę żeńcom: Zbierzcie pierwej kąkol, a zwiążcie go w snopki ku spaleniu, a pszenicę zgromadźcie do gumna mojego. Ten, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. A rola jest świat; a dobre nasienie, ci są synowie królestwa; a kąkol są synowie złego. A nieprzyjaciel, który go nasiał jest diabeł; a żniwo jest dokonanie świata; a żeńcy są Aniołowie. Jako tedy kąkol zbierają i palą ogniem, tak będzie w dokonaniu świata: pośle Syn Człowieczy Anioły swoje, a zbiorą z królestwa jego wszystkie zgorszenia i tych, którzy czynią nieprawość, i wrzucą ich w piec ognisty. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Tedy sprawiedliwi świecić będą, jako słońce w królestwie Ojca ich” (Mt. 13, 24-30. 37-43).
Bacznego tu oka potrzeba, by siewcę kąkolu podpatrzeć. Przeczysz – to i z trudem rozróżnić ci przyjdzie między kąkolem i ziarnem.
Kąkol dopiero, gdy urośnie, widocznym się staje.
Jego period współpożycia z ziarnem upodabnia się na zewnątrz z dobrem.
Jest w tym właśnie arcymistrzostwo złego, że się zapożycza w formy dobrego, że rośnie, czerpiąc ze skarbu dobra. Nie poznać więc łacno różnicy między złem a dobrem, kąkolem a pszenicą.
Tak jest z kąkolem w duszy; tak w życiu społecznym. Principiis obsta – oto rada stara dla duszy…. Ale gdy dusza stanie na innej zasadzie, gdy nazbyt siebie pewna, przypuści złe, niebaczna – staje się jego pastwą.
Złe, wdzierające się do duszy, zyskuje w rywalu sprzymierzeńca. W tym sercu właśnie, które miało być twierdzą i warownią przeciw niemu, otwierają mu się na oścież bramy. Nie od razu co prawda; z początku straż zapuszcza się tylko w niebezpieczną gawędkę z wrogiem, ale kluczy oddać nie myśli. Zaczyna się przytępiać uczucie wrogie.
Ten początek właśnie zwiastuje przegraną.
Złe wdziera się głębiej i dalej.
Już to poczyna być duszy widocznym, że poszła w ustępstwach za daleko.
A jednak jest jeszcze możliwość odwrotu.
Ale najczęściej dusza poczyna wtedy fałszować głos sumienia. Poczyna wchodzić z nim w układy.
Z początku mówiło się: to niewielkie nieszczęście, to nic… Teraz się mówi: to jeszcze wolno… granica złego nie jest ostatecznie zniszczona.
I złe obejmuje już w posiadłość samo sumienie.
Dotąd kryło się pod skrzydła wrażliwości, fantazji, teraz poszło dalej. Już krok tylko stąd do zupełnej ruiny.
Oto skutki nie opatrzenia się i niebaczności.
Stoi więc dusza karnością wnętrzną, która złe odpiera od razu.
Jakże to nieraz historia życia zmarnowanego albo upadłego poczyna się od jakiejś chwili niebacznej, w której się pierwszy posiew kąkolu dopuściło.
Nieraz, by uratować duszę, trzeba zmienić taktykę. Inną wprost postawić trzeba zasadę.
Niedbalstwu i niebaczności, która wpuszcza złe w nadziei, że je wyrzuci, trzeba przeciwstawić nieprzejednanie i czujność sumienia.
A im wrażliwsza jest dusza, im bardziej niebezpieczne dla niej kokietowanie ze złem, tym łacniej uchroni się wszystkiego przez odrzucenie złego z góry.
Są dusze, które żyją upodobaniami i nienawiściami bardziej, niż zasadami; dla takich szczególniej ratunek zasady idzie przez serce – przez miłość, czy nienawiść.
Cóż mnie ma czujnym uczynić, o Panie?
Miłość Twoja, o Jezu!
Ona mnie uczyni jedynie przemyślnym i czujnym.
Ona wreszcie sprawi, że w dobrym działaniu będę naśladował tych, co sieją kąkol.
Jak oni kąkol wsiewają w pszenicę, tak dusza, Tobie oddana, wsiewa pszenicę w kąkol.
Parabola ta to jedno wejrzenie Jezusa w dzieje ludzkości, w dzieje Kościoła i duszy. Jakież to wejrzenie proste, a jakie potężne! Proste, bo osnute na tak zwyczajnej kanwie, jak rośnięcie kąkolu obok pszenicy, jak dzieje ziarna i kąkolu, tak powszednie, tak znane w najuboższym gospodarstwie rolnika Galilei; potężne, bo tajemnica serca Bożego w losach Kościoła, bo ostateczna rozegrana dziejów roztacza się w tej paraboli przed naszymi oczyma.
W sercu Bożym są dwa rysy: wrażliwość na złe, rozliczanie skutków kąkolu i załatwienie się ostateczne z kąkolem; a drugi rys, to mądra, uzasadniona najpoważniejszymi względami cierpliwość, która dozwala, ku zgorszeniu służby, rosnąć kąkolowi obok pszenicy.
Jakże mi wiele tłumaczy takie wejrzenie Jezusa i w dusze i w dzieje!
Rozumiem teraz, o Jezu, Twoją dziwną cierpliwość wobec złego, która nieraz jest tak tajemniczą, tak, dla gorączki ludzkiego serca, niezrozumiałą, że aż Cię pomawiają o obojętność na złe, które się pleni.
Rozumiem, lecz i drżę na myśl, że w tym wejrzeniu cierpliwym tkwi jednak groza ostatecznej rozprawy i sądu.
Z wejrzenia Twojego miłosierdzia wzeszło życie mej duszy, bo gdzie bym ja dziś był, gdybyś Ty, o Panie, chciał plenić zaraz kąkol, skoro tylko ten wschodzić począł na roli Twojej. W wejrzeniu Twojej sprawiedliwości niechaj czerpię tę święta obawę, jaką mi nakazuje Apostoł, gdy mówi: „Ze drżeniem sprawujcie zbawienie wasze”.
I jakżebym pragnął, o Jezu, patrzeć Twoim wzrokiem i w losy Kościoła i w losy ojczyzny, budzącej się do życia. Miłość moja dla Twej świętej sprawy tak jest zmieszana z gorliwością fałszywą, nie miłosną, z bólem, tak na wskroś ziemskim i ludzkim. W Twoim wejrzeniu zdobędę jeszcze większą czułość i wrażliwość na grzech i złe, już oczyszczoną z ludzkiej przymieszki, ale też i posiądę w nim tę świętą cierpliwość, jaka płynie z ukochania dobrej sprawy w Tobie.
abp Józef Teodorowicz

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Józef Teofil Teodorowicz urodził się 25 VII 1864 r. w Żywaczowie na Pokuciu w ormiańskiej rodzinie szlacheckiej. Po ukończeniu gimnazjum w Stanisławowie rozpoczął studia w Czerniowcach, podczas których przeżył kryzys wiary, zakończony wstąpieniem do seminarium duchownego we Lwowie. 2 stycznia 1887 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa ormiańskokatolickiego Izaaka Isakowicza. Został proboszczem w Brzeżanach i otrzymał tytuł kanonika gremialnego we Lwowie. Po śmierci Isakowicza w 1901 r. papież mianował go nowym arcybiskupem lwowskim obrządku ormiańskiego. 2 lutego 1902 r. odbyła się uroczysta konsekracja. Dokonał jej biskup krakowski Jan kardynał Puzyna w asyście arcybiskupów – łacińskiego Józefa Bilczewskiego i greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego.
Teodorowicz rozpoczął wówczas ożywioną działalność społeczną i polityczną. W 1902 r. został po raz pierwszy wybrany do Sejmu Krajowego, a następnie cesarz powołał go do Izby Panów w Wiedniu. W 1905 r. wystąpił z obroną polskich dzieci z Wrześni.
.
W czasie I wojny światowej, łącząc siły z metropolitą obrządku łacińskiego Józefem Bilczewskim, zajmował się pomocą cierpiącym z powodu działań zbrojnych. W 1917 r. w wiedeńskim parlamencie przyznał, że celem Polaków w tej wojnie jest restytucja integralnej Polski. Jego oddanie sprawie narodowej było szeroko znane i doceniane. To on 10 lutego 1919 r. wygłosił płomienne kazanie w katedrze św. Jana w Warszawie z okazji otwarcia obrad Sejmu Ustawodawczego. Był również posłem na ten sejm oraz wiceprzewodniczącym Związku Ludowo-Narodowego. W 1920 r. udał się wraz z księciem biskupem krakowskim Adamem Sapiehą do Rzymu, by tam bronić polskiego Śląska. W 1922 r. wybrano go na senatora Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego, rok później jednak na żądanie papieskie zrzekł się mandatu. W 1924 r. odznaczono go Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.
.
Teodorowicz był również zaangażowanym duszpasterzem. Dbał o nowe powołania kapłańskie i popierał odnowienie liturgii ormiańskiej w jej pierwotnym kształcie. W latach 1908–1930 nadzorował renowację katedry ormiańskiej we Lwowie. W 1937 r. uroczyście koronował obraz Matki Boskiej Łaskawej z kościoła parafialnego w Stanisławowie – najważniejszego sanktuarium maryjnego polskich Ormian.
.
Arcybiskup zmarł 4 grudnia 1938 r. we Lwowie. Ogłoszono wówczas żałobę narodową. Pochowano go na Cmentarzu Obrońców Lwowa, skąd podczas okupacji sowieckiej musiano go przenieść do grobu prywatnego na pobliskim cmentarzu Łyczakowskim. 7 czerwca 2011 r. szczątki ks. arcybiskupa Józefa Teodorowicza zostały z powrotem przeniesione do grobu na Cmentarzu Orląt Lwowskich.