life on top s01e01 sister act hd full episode https://anyxvideos.com xxx school girls porno fututa de nu hot sexo con https://www.xnxxflex.com rani hot bangali heroine xvideos-in.com sex cinema bhavana

Georges Sorel: Walka klasowa i przemoc

Promuj nasz portal - udostępnij wpis!

I Walka biednych z bogatymi. – Sprzeciw demokracji wobec podziału na klasy społeczne. – Sposoby kupowania spokoju społecznego. – Duch zbiorowości.

Każdy powie, że dyskusje na temat socjalizmu są nader niejasne. Niejasność ta spowodowana jest w znacznym stopniu tym, że współcześni socjaliści posługują się terminologią, która już nie opisuje dokładnie ich poglądów. Najsłynniejsi z tak zwanych reformistów nie chcą uchodzić za tych, którzy porzucają pewne ukute terminy przez lata funkcjonujące w literaturze socjalistycznej. Kiedy Bernstein, zauważywszy niezwykłą sprzeczność pomiędzy językiem socjaldemokracji i prawdziwą naturą jej działań, przekonał swoich niemieckich towarzyszy do odważnego pokazania, kim są w rzeczywistości[1] i do zrewidowania doktryny, która okazała się błędna, rozległo się powszechne oburzenie na jego zuchwałość. A reformiści wcale nie byli skłonni do obrony starych wzorów. Pamiętam wypowiedzi znanych francuskich socjalistów, którzy twierdzili, że łatwiej było im zaakceptować taktykę Milleranda[A], niż tezy Bernsteina.

Takie przypochlebianie się odgrywa znaczącą rolę w historii wszystkich ideologii. Zachowanie marksistowskiej terminologii przez ludzi, którzy odseparowali się od poglądów Marksa, jest niezwykle niepomyślne dla socjalizmu. Na przykład określenie „walka klasowa” stosowane jest w najbardziej nieodpowiedni sposób. I dopóki nie nadamy mu precyzyjnego znaczenia, musimy wyzbyć się nadziei na to, że socjalizm będzie właściwie oceniany.

A – Dla większości ludzi walka klasowa stanowi element taktyki socjalistycznej. Oznacza to, że partia socjalistyczna opiera swoje sukcesy wyborcze na konflikcie interesów istniejącym w zaostrzonej formie pomiędzy określonymi grupami, i że, w razie potrzeby, podejmie kroki w celu pogłębienia tej wrogości. Jej kandydaci proszą najliczniejsze i najbiedniejsze klasy, żeby uważały się za korporację i proponują, że będą rzecznikami tej korporacji. Za wpływy, jakie zyskają będąc przedstawicielami takiej grupy, obiecują poprawę doli pokrzywdzonych. A zatem nie odbiegamy daleko od tego, co wydarzyło się w greckich państwach-miastach – socjaliści zasiadający w parlamencie przypominają demagogów, którzy nieustannie wzywali do anulowania długów i podziału własności ziemskich, i którzy nałożyli na bogatych wszelkie podatki publiczne oraz wymyślili spiski w celu skonfiskowania dużych majątków. W demokracjach, w których masy ludowe samowolnie stanowią o prawach – mówi Arystoteles – demagogowie, walcząc z bogatymi, ustawicznie rozszczepiają państwo na dwie części. (…). Przysięga składana przez oligarchów powinna by też brzmieć przeciwnie aniżeli obecna. Teraz bowiem w niektórych oligarchiach przysięgają: „do ludu wrogo się będę odnosić i ku szkodzie jego doradzać, co zdołam”.[2] Tu rzeczywiście występuje walka pomiędzy dwiema klasami, która jest tak jasno zdefiniowana, jak to możliwe. Jednak zakładanie, że Marks właśnie tak rozumiał walkę, która stanowiła dla niego istotę socjalizmu, wydaje mi się absurdalne.

Wierzę, że twórcy francuskiego prawa z 11 sierpnia 1848 r. mieli głowy pełne tych wielkich cytatów, kiedy zarządzili kary dla tych, którzy, poprzez przemowy i artykuły w gazetach, dążyli do „zakłócania spokoju publicznego poprzez wzniecanie pogardy i nienawiści wśród obywateli”. Było już po groźnym powstaniu czerwcowym i mocno wierzono w to, że zwycięstwo paryskich robotników spowoduje jeśli nie próbę wprowadzenia komunizmu, to przynajmniej przejmowanie majątków bogatych na potrzeby biednych. Uważano, że można położyć kres wojnom domowym przez utrudnienie propagowania doktryny nienawiści, zdolnej podburzyć proletariat przeciwko burżuazji.

W dzisiejszych czasach zasiadający w parlamencie socjaliści nie wierzą już w powstania. Jeśli czasem o nich wspominają to tylko po to, żeby wzbudzić zainteresowanie swoją osobą. Pouczają, że urna wyborcza zastąpiła broń, jednak mógł zmienić się tylko sposób zdobycia władzy, a nie stosunek do niej. Literatura dotycząca wyborów wydaje się inspirowana najczystszymi doktrynami demagogicznymi – socjalizm przemawia do wszystkich niezadowolonych, nie interesując się miejscem, jakie zajmują oni w świecie produkcji. W społeczeństwach tak złożonych, jak nasze, i tak silnie zależnych od zmian w gospodarce, musi istnieć ogromna liczba niezadowolonych ludzi we wszystkich klasach społecznych – i właśnie dlatego socjaliści często pojawiają się w miejscach, w których nie spodziewalibyśmy się ich znaleźć. Socjalizm parlamentarny przemawia tyloma językami, ilu ma potencjalnych zwolenników. Zwraca się do robotników, drobnych przedsiębiorców, chłopów, jak również, mimo poglądów Engelsa, do rolników[3]. Raz nawołuje do patriotyzmu, innym razem rzuca gromy na wojsko. Żadne sprzeczności nie są zbyt wielkie – z doświadczenia wiemy, że w trakcie kampanii wyborczej możliwe jest zgromadzenie po jednej stronie sił, które normalnie, zgodnie z założeniami marksizmu, powinny stać po przeciwnych stronach barykady. Poza tym, czy poseł nie może być przydatny wyborcom w każdej sytuacji gospodarczej?

W końcu termin „proletariat” zaczyna oznaczać lud uciskany, a uciskani są we wszystkich klasach[4] – niemieccy socjaliści bardzo interesowali się nawet księżniczką z Koburgów[5]. Jeden z najbardziej zasłużonych reformatorów, Henri Turot, długoletni wydawca „La Petite République”[6] i radny miejski Paryża, napisał książkę o „proletariuszach miłości”, a określeniem tym nazwał najgorszej klasy prostytutki. Jeśli któregoś dnia kobiety otrzymają prawo głosu, zostanie on niewątpliwie wezwany do przedstawienia założeń tego wyjątkowego proletariatu.

B. – Współczesna demokracja we Francji wydaje się nieco skonsternowana taktyką walki klasowej. To tłumaczy, dlaczego socjalizm parlamentarny nie łączy się z głównym ugrupowaniem partii skrajnej lewicy.

Żeby zrozumieć tę sytuację, musimy pamiętać o istotnej roli, jaką rewolucje odegrały w naszej historii. Ogromna liczba koncepcji politycznych zrodziła się z wojen. Wojna zakłada zjednoczenie sił państwowych przeciwko wrogowi i nasi francuscy historycy zawsze ostro krytykowali te powstania, które utrudniały obronę ojczyzny. Wygląda na to, że nasza demokracja jest bardziej surowa dla swoich powstańców niż monarchie – Wandejczyków[B] do dziś określa się mianem haniebnych zdrajców. Wszystkie artykuły publikowane przez Clemenceau[C] w celu zwalczania idei głoszonych przez Hervé’a[D], również inspirowane były nieskażoną tradycją rewolucyjną, i sam wyraźnie to przyznaje: popieram i zawsze będę popierał staroświecki patriotyzm naszych ojców Rewolucji, i drwi z ludzi, którzy zdławiliby wojny narodowe, żeby oddać się w spokoju rozkoszom wojny domowej („L’Aurore”, 12 maja 1905 r.).

Przez długi czas republikanie zaprzeczali, jakoby Francja była miejscem walk klasowych. Przeżyli taką grozę w czasach rewolty, że nie chcieli dostrzec faktów. Oceniając sytuację z dość abstrakcyjnego punktu widzenia Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela stwierdzili, że prawodawstwo z 1789 r. zostało ustanowione w celu zniesienia wszelkich różnic klasowych w świetle prawa – to z tego powodu sprzeciwiali się propozycjom wprowadzenia przepisów socjalnych, które prawie zawsze przywracały pojęcie klas i wyróżniały pewne grupy obywateli niepasujące do wizji wolności. Rewolucja miała zlikwidować podział na klasy – pisał zasmucony Joseph Reinach w gazecie „Le Matin” z 19 kwietnia 1895 r. – ale pojawiają się znowu na każdym kroku… Trzeba koniecznie zwrócić uwagę na te agresywne przejawy powracającej przeszłości i nie można pozwolić im przejść bezkarnie. Trzeba im stawić opór.[7]

Działania wyborcze uświadomiły republikanom, że socjaliści osiągają znaczne sukcesy dzięki wykorzystaniu istniejących na świecie pokładów zazdrości, zakłamania i nienawiści. Później zauważyli oni, że klasy społeczne walczą ze sobą i wielu z nich przejęło żargon parlamentarnych socjalistów – tak narodziła się Partia Radykalno-Socjalistyczna. Clémenceau zapewnia nawet, że zna umiarkowanych republikanów, którzy stali się socjalistami z dnia na dzień. We Francji – mówi – znani mi[8] socjaliści są znakomitymi radykałami, którzy, niezadowoleni z tempa, w jakim reformy społeczne wchodzą w życie, uznali, że dobrą taktyką jest żądać więcej, żeby otrzymać mniej. Ileż nazwisk mógłbym wymienić i ile sekretnych deklaracji zacytować na potwierdzenie moich słów! Ale byłoby to zbyteczne, gdyż nie ma nic mniej tajemniczego („L’Aurore”, 14 sierpnia 1905 r.).

Léon Bourgeois[E] – który nie chciał całkowicie zaakceptować nowych metod i, może z tego powodu, odszedł z Izby Deputowanych do Senatu – powiedział w czasie zgromadzenia swojej partii w czerwcu 1905 r.: Walka klasowa jest faktem, ale faktem okrutnym. Nie wierzę, że przeciąganie tego problemu pomoże w jego rozwiązaniu. Uważam, że rozwiązaniem jest powstrzymanie walki klasowej poprzez przekonanie wszystkich ludzi, żeby traktowali się wzajemnie jak partnerzy w jednej pracy. Powstałaby wtedy kwestia utrzymania pokoju w społeczeństwie dzięki odpowiedniemu ustawodawstwu, czyli pokazanie biednym, że poprawa ich losu jest priorytetem dla rządu, oraz poprzez nakazanie bogatym wyrzeczenia się, w imię zrównoważenia klas, części majątków, które uznane zostaną za zbyt duże.

Społeczeństwo kapitalistyczne jest tak bogate i widzi przyszłość w tak optymistycznych barwach, że największe obciążenia znosi bez zbytniego narzekania – w Ameryce politycy bezwstydnie marnują znaczne ilości pieniędzy podatników, w Europie przysposobienie wojskowe pochłania coraz większe sumy[9], pokój w społeczeństwie można równie dobrze okupić kilkoma dodatkowymi wyrzeczeniami[10]. Z doświadczenia wynika, że burżuazja dosyć łatwo pozwala się ograbiać pod warunkiem, że wywrze się na niej odrobinę presji i zastraszy wizją rewolucji – wygra ta partia, która najzręczniej to zrobi. Partia Radykalna zaczyna tę zasadę pojmować. Jednak nawet posiadając w swoich szeregach najzmyślniejszych błaznów, może mieć trudności ze znalezieniem kogoś, kto byłby w stanie przekonać do siebie żydowskich bankierów tak dobrze, jak uczynił to Jaurès i jego przyjaciele.

C. – Dla organizacji związkowych walka klasowa ma dodatkowe znaczenie. W każdej gałęzi przemysłu pracodawcy i pracownicy tworzą dwie antagonistyczne grupy, które nieustannie ze sobą dyskutują, negocjują i zawierają umowy. Socjalizm niesie ze sobą swoją terminologię problemów społecznych, tym samym komplikując spory, które mogłyby w innym razie pozostać w sferze nieoficjalnej. W ten sposób grupowy ekskluzywizm, który tak przypomina przynależność lokalną lub rasową, umacnia się, a ci, którzy go reprezentują, lubią myśleć, że spełniają wyższy nakaz i wykonują świetną pracę dla socjalizmu.

Powszechnie znany jest fakt, że osoba będąca stroną w procesie, która nie pochodzi z danego miasta, zazwyczaj jest bardzo źle traktowana przez sędziów sądów handlowych, ponieważ przeważnie wydają oni orzeczenia na korzyść mieszkańców swojego miasta. Spółki kolejowe płacą niebywałe ceny za ziemie, których wartość wyceniła ława przysięgłych złożona z pochodzących z okolicy właścicieli ziemskich. Widziałem włoskich marynarzy uginających się pod ciężarem kar za rzekome naruszenie praw lokalnych rybaków, z którymi chcieli konkurować na mocy starych paktów. Tak samo wielu pracowników jest skłonnych twierdzić, że we wszystkich sporach z pracodawcami to pracownik ma moralne prawo i sprawiedliwość po swojej stronie. Sam słyszałem wypowiedź sekretarza związku zawodowego, fanatycznego reformisty, twierdzącego, że Guesde[F] nie miał talentu oratorskiego, w której wyznał, że nikt nie ma tak rozwiniętego poczucia przynależności klasowej jak on – a argumentował w sposób wcześniej przeze mnie ukazany – i stwierdził na końcu, że rewolucjoniści nie posiedli monopolu na właściwą koncepcję walki klasowej.

To zrozumiałe, że wiele osób uznało tego ducha zbiorowości za rodzaj ciasnoty umysłowej i że podjęli oni próby zniszczenia go, używając sposobów bardzo podobnych do tych, które tak osłabiły zawiść kwitnącą kiedyś pomiędzy francuskimi prowincjami. Bardziej uniwersalna kultura i obcowanie z ludźmi z innych regionów nagle spowodowały zanik prowincjonalizmu – czy dzięki częstemu kontaktowi ważnych osób ze związków zawodowych z pracodawcami i umożliwianiu im udziału w komisjach mieszanych prowadzących dyskusje natury ogólnej, będzie możliwe zlikwidowanie poczucia przynależności do grupy? Historia dowodzi, że tak.

II Złudzenia związane z zanikiem przemocy. – Mechanizmy pojednania i śmiałość, jaką pojednanie wzbudza w strajkujących. – Wpływ strachu na przepisy socjalne i tego konsekwencje.

Wysiłki podjęte w celu usunięcia przyczyn wrogości panującej w nowoczesnym społeczeństwie niewątpliwie przyniosły pewne efekty – chociaż ci, którzy starali się zaprowadzić pokój, mogą łudzić się co do stopnia swoich zasług. Dzięki udowodnieniu kilku działaczom ze związków zawodowych, że członkowie burżuazji nie są tak źli, jak im się wydawało, dzięki zaskoczeniu ich uprzejmym potraktowaniem w komisjach utworzonych w biurach poselskich lub w Musée Social, oraz dzięki wywołaniu wrażenia, że ponad klasowymi uprzedzeniami i nienawiścią istnieje naturalna republikańska równość, udało się zmienić nastawienie kilku rewolucjonistów[11]. W szeregach klas pracujących zapanowała wielka konsternacja po przemianie, jaka zaszła u paru ich przywódców. Poprzedni entuzjazm grupy socjalistów ustąpił miejsca zniechęceniu. Wielu robotników zaczęło zastanawiać się, czy instytucja związków zawodowych nie staje się zagrywką polityczną, sposobem na osobisty awans.

Jednak równocześnie z tym postępem, który napełnił serca bojowników o pokój radością, w dużej grupie proletariatu powrócił duch rewolucji. Odkąd rządzący Republiką i dobroczyńcy postawili sobie za cel wytępienie socjalizmu poprzez ustanowienie przepisów socjalnych i uspokojenie strajkujących robotników, parokrotnie zaobserwowano, że spory stały się ostrzejsze niż w przeszłości[12]. Często tłumaczy się to tym, że jest to tylko przypadek wynikający ze starych nawyków. Ludzie lubią łudzić się nadzieją, że wszystko będzie dobrze z chwilą, gdy przedsiębiorcy pojmą naturę spokoju społecznego[13]. Z drugiej strony wierzę, że jesteśmy świadkami zjawiska naturalnie wynikającego z warunków, w których ta rzekoma pacyfikacja jest przeprowadzana.

Obserwuję przede wszystkim, że teorie i działania walczących o pokój opierają się na pojęciu obowiązku i że ten obowiązek jest czymś zupełnie nieokreślonym – podczas gdy prawo dąży do stałych definicji. Różnica ta spowodowana jest faktem, że ostatnie bazuje na ekonomice produkcji, natomiast pierwsze opiera się na uczuciu rezygnacji, na dobroci i poświęceniu – a kto potrafi ocenić, czy ktoś wypełniający obowiązek jest wystarczająco zrezygnowany, dobry, i zdolny do poświęceń? Chrześcijanin jest przekonany, że nigdy nie zdoła wypełnić nakazów Ewangelii. Kiedy jest wolny od wszelkich materialnych więzi (w klasztorze), wynajduje najróżniejsze pobożne obietnice, jakie mogą przybliżyć go do Chrystusa, który tak ukochał człowieka, że uwierzył w możliwość jego odkupienia.

W świecie gospodarki wszyscy ograniczają swoje obowiązki zależnie od tego, z jakich korzyści są w stanie zrezygnować. Jeśli pracodawca jest przekonany, że zawsze wypełnia swoje obowiązki, robotnik będzie przeciwnego zdania i żadna dyskusja nie rozwiąże sprawy – pierwszy będzie uważał się za bohatera, a drugi uzna to rzekome bohaterstwo za haniebny wyzysk.

Dla naszych najwyższych kapłanów obowiązku podpisanie umowy w sprawie pracy nie jest formą sprzedaży. Nie ma nic prostszego niż sprzedaż. Nikt nie zastanawia się, kto ma rację – czy właściciel sklepu spożywczego, czy klient, kiedy uzgadnia cenę sera. Klient idzie tam, gdzie ser może kupić taniej, a sprzedawca jest zmuszony do obniżenia ceny, gdy traci klientów. Natomiast kiedy dochodzi do strajku, to już jest zupełnie inna sytuacja – wszyscy ludzie dobrej woli, ludzie postępowi i przyjaciele Republiki, zaczynają zastanawiać się, która z dwóch stron ma słuszność – a ten ma słuszność, kto wypełnił wszystkie swoje społeczne obowiązki. Le Play podzielił się wieloma spostrzeżeniami na temat sposobów organizacji pracy z myślą o ścisłym przestrzeganiu obowiązków. Ale nie potrafił ustalić zakresu obustronnych obserwacji, które były wymagane. Postanowił zaufać ocenie każdej ze stron, właściwemu wyczuciu miejsca w hierarchii społecznej oraz mądrości pracodawców w szacowaniu prawdziwych potrzeb robotników[14].

Pracodawcy zazwyczaj zgadzają się omawiać spory na takich zasadach. Na żądania robotników odpowiadają, że już przekroczyli granicę możliwych ustępstw – podczas gdy ludzie dobrej woli zastanawiają się, czy cena sprzedaży nie pozwoli na niewielki wzrost wynagrodzeń. Taka dyskusja z góry zakłada, że można ustalić dokładny zakres obowiązków społecznych i rodzaj ustępstw, na jakie pracodawca musi przystać, żeby zachować swoją pozycję, a ponieważ takie wyjście z sytuacji nie istnieje, mędrcy sugerują polubowne rozwiązywanie sporów. Rabelais[G] zaproponowałby rzucanie kostką. Kiedy strajk jest poważny, posłowie głośno nawołują do sprawdzenia, czy czołowi przedsiębiorcy właściwie wypełniają obowiązki dobrych pracodawców.

Otrzymuje się w ten sposób wyniki, które jednak wydają się absurdalne, ponieważ, z jednej strony, poważni przedsiębiorcy wynieśli z domu pewne wartości obywatelskie i religijne[15], a z drugiej strony, ponieważ nie mogą uparcie trwać przy swoim, gdy ludzie zajmujący wysokie stanowiska w państwie żądają określonych działań. Rozjemcy ryzykują swą dumę, starając się odnieść sukces, i czuliby się dotkliwie urażeni, gdyby czołowi przedsiębiorcy powstrzymywali ich przed zaprowadzeniem pokoju w społeczeństwie. Robotnicy znajdują się w lepszej sytuacji, ponieważ wśród nich działacze na rzecz pokoju nie cieszą się aż takim poważaniem, jak wśród kapitalistów – dlatego też ci ostatni ustępują pola ludziom dobrej woli znacznie szybciej niż robotnicy i pozwalają im zebrać pochwały za zakończenie konfliktu. Wyraźnie widać, że te metody rzadko są skuteczne, gdy sprawa znajduje się w rękach byłych robotników, którzy się wzbogacili. Względy moralne czy socjologiczne mają niewielkie znaczenie dla ludzi spoza sfer burżuazji.

Ludzie wzywani do rozstrzygania sporów są w ten sposób wprowadzani w błąd przez to, czego dowiedzieli się o pewnych sekretarzach związków zawodowych, a których uznali za znacznie mniej nieprzejednanych, niż myśleli i którzy wydają im się gotowi zrozumieć ideę spokoju społecznego. W trakcie postępowania pojednawczego niejeden rewolucjonista udowodnił, że dąży do zostania członkiem niższej warstwy klasy średniej, a wielu inteligentnych ludzi wierzy w to, że idee socjalistyczne i rewolucyjne są jedynie przypadkiem, którego możemy uniknąć budując lepsze relacje pomiędzy klasami. Uważają oni, że klasa robotnicza patrzy na gospodarkę wyłącznie z punktu widzenia obowiązku i jest przekonana, że zgodę można osiągnąć dzięki zapewnieniu obywatelom lepszej edukacji społecznej.

Popatrzmy, jakie czynniki kryją się za kolejnym mechanizmem, który zaostrza konflikty.

Robotnicy szybko zauważają, że działania pojednawcze i rozjemcze nie zależą od podstaw ekonomiczno-prawnych i stosują taktykę – może instynktownie – zgodnie z tą wiedzą. Skoro w grę wchodzą odczucia i, przede wszystkim, duma działaczy pokojowych, trzeba silnie przemówić do ich wyobraźni i przekonać ich, że mają do wykonania tytaniczne zadanie. Żądania rosną, liczby ustala się na chybił trafił i nikt nie przejmuje się popadaniem w przesadę. Często sukces strajku zależy od pomysłowości, z jaką działacz związku zawodowego (doskonale rozumiejący ducha społecznej dyplomacji) przedstawia żądania, które same w sobie mało znaczą, ale dzięki którym może pokazać, że pracodawcy nie spełniają swojego społecznego obowiązku. Wielokrotnie pisarze zainteresowani tymi problemami wyrażali swoje zdumienie faktem, że kilka dni zajmuje strajkującym ustalenie żądań i że w końcu przedstawiają oni takie, o których nie było mowy w poprzednich dyskusjach. Łatwo to zrozumieć, kiedy weźmiemy pod uwagę, w jak dziwacznych warunkach dyskutują strony sporu.

Zadziwia mnie to, że nie ma zawodowych obserwatorów strajków, którzy nie podjęliby się sporządzenia listy żądań robotników. Osiągnęliby znacznie więcej sukcesów w postępowaniach pojednawczych, gdyby nie dali się oszołomić pięknymi słówkami tak szybko, jak delegaci robotników[16].

Kiedy jest po wszystkim, więcej niż kilku robotników pamięta o deklaracjach pracodawców, że nie pójdą na jakiekolwiek ustępstwa – i dlatego zaczynają uznawać pracodawców za ignorantów lub kłamców. To nie są konsekwencje sprzyjające osiągnięciu spokoju społecznego!

Dopóki robotnicy z własnej woli podporządkowywali się władzy pracodawców, wierzyli, że wola ich panów jest całkowicie zdominowana przez potrzeby gospodarki. Po pierwszych strajkach zrozumieli, że te potrzeby nie są aż tak ważne, i że jeśli zastosuje się energiczne naciski z dołu, żeby wpłynąć na wolę pana, znajdą się drogi ucieczki od fałszywych więzów gospodarki. Dlatego też (w granicach rozsądku) kapitalizm wydaje się robotnikom nieskrępowany i myślą, że o to w całej sprawie chodzi. W ich oczach wolność tę ogranicza nie potrzeba powstała ze współzawodnictwa, ale ignorancja właścicieli przedsiębiorstw. W ten sposób zostaje wprowadzone pojęcie niewyczerpanej produkcji, które jest jednym z aksjomatów teorii walki klasowej w socjalizmie Marksa[17].

Dlaczego więc mówimy o społecznym obowiązku? Obowiązek ma znaczenie w społeczeństwie, którego wszystkie warstwy są ściśle ze sobą powiązane. Ale jeśli kapitalizm jest niewyczerpany, to solidarność już nie opiera się na gospodarce, a robotnicy sądzą, że byliby frajerami, gdyby nie żądali wszystkiego, co mogą otrzymać. Traktują pracodawcę jak przeciwnika, z którym można się pogodzić po wojnie. Obowiązek społeczny istnieje w stopniu nie większym niż obowiązek międzynarodowy.

Przyznaję, że te pojęcia mieszają się w wielu umysłach, ale są istotniejsze, niż wydają się zwolennikom spokoju społecznego. Ci ostatni zadowalają się pozorami i nigdy nie próbują dotrzeć do ukrytych korzeni, z których wyrastają współczesne tendencje socjalistyczne.

Zanim przejdziemy do kolejnych rozważań, musimy odnotować, że kraje Europy Łacińskiej stanowią nie lada przeszkodę dla budowania spokoju społecznego – tam klasy wyraźniej się od siebie różnią cechami zewnętrznymi niż w krajach germańskich. Te różnice wprowadzają w wielkie zakłopotanie przywódców związków zawodowych, kiedy porzucają oni swoje przekonania i zajmują stanowiska w oficjalnym lub filantropijnym świecie[18]. Ten świat witał ich z wielką przyjemnością od czasu, gdy zrozumiano, że taktyka stopniowego przekształcania działaczy związków w obywateli klasy średniej przynosi znakomite rezultaty, ale ich towarzysze przestawali im ufać. We Francji ten brak zaufania pogłębił się, od kiedy znaczna liczba anarchistów zasiliła ruch związkowców, ponieważ anarchista odczuwa wstręt do wszystkiego, co przypomina działania polityków – trawiony pragnieniem wejścia do wyższych klas społeczeństwa i, będąc wciąż biednym, czujący ducha kapitalizmu[19].

Polityka socjalna wprowadziła nowe elementy, które musimy teraz rozważyć. Przede wszystkim widzimy, że dzisiaj robotnicy liczą się w świecie tak samo, jak różne grupy wytwórców, które żądają ochrony – muszą być traktowani z taką samą uwagą, jak producenci win czy przetwórcy cukru[20]. Nic nie jest trwałe, jeśli chodzi o protekcjonizm. Należności celne są ustalone tak, żeby zadowolić bardzo wpływowych ludzi pragnących zwiększyć swoje dochody. Podobnie działa polityka socjalna. Protekcjonistyczny rząd twierdzi, że posiada wiedzę, która pozwala mu ocenić, jakie sumy należy przyznać każdej z grup, by ochronić producentów, jednocześnie nie krzywdząc konsumentów. W podobny sposób deklaruje się, że polityka socjalna weźmie pod uwagę interesy zarówno pracodawców, jak i robotników.

Mało osób, spoza wydziałów prawa, jest tak naiwnych, żeby wierzyć w możliwość przeprowadzenia przez państwo takiego programu. W rzeczywistości członkowie parlamentu uchwalają ustawy częściowo po to, by usatysfakcjonować ludzi mających największy wpływ na wyniki wyborów, bez wywoływania zbyt głośnych protestów ze strony pokrzywdzonych. Nie ma innej kwestii poza prawdziwą czy domniemaną korzyścią wyborców – codziennie komisja do spraw ceł zmienia swoje taryfy i oświadcza, że nie przestanie ich zmieniać, dopóki nie zdoła zapewnić cen, które uzna za korzystne dla ludzi będących częściowo pod jej ochroną. Bacznie przygląda się działaniom importerów. Każda obniżka cen przyciąga jej uwagę i pociąga za sobą dochodzenie mające stwierdzić, czy możliwe jest sztuczne podniesienie wartości. Polityka socjalna działa w identyczny sposób. 25 czerwca 1905 r. wnioskujący o wprowadzenie prawa regulującego godziny pracy w kopalniach oznajmił Izbie Deputowanych: Jeśli wejście w życie prawa wzbudzi rozczarowanie wśród robotników, podejmujemy się niezwłocznie uchwalić nową ustawę. Ten zacny człowiek przemawiał dokładnie tak, jak wnioskujący o przyjęcie ustawy o taryfie celnej towarów importowanych.

Jest wielu pracujących ludzi, którzy doskonale rozumieją, że bzdury wypowiadane przez posłów służą jedynie do odkrycia prawdziwych motywów kierujących rządem. Zwolennicy protekcjonizmu osiągają cel poprzez dotowanie kilku ważnych liderów partii lub poprzez finansowanie gazet popierających politykę tych liderów. Robotnicy nie mają pieniędzy, ale dysponują znacznie skuteczniejszymi sposobami działania – mogą wywołać strach i przez kilka lat nie wypierali się korzystania z tego środka.

W czasie dyskusji na temat prawa regulującego pracę w kopalniach, wypłynęło kilkakrotnie pytanie dotyczące gróźb kierowanych pod adresem rządu. 5 lutego 1902 r. przewodniczący komisji oznajmił Izbie, że ludzie u władzy uważnie wysłuchali głośnych protestów z zewnątrz, [że byli] przepełnieni życzliwą wspaniałomyślnością i dali się poruszyć, pomimo tonu, w jakim zostały wypowiedziane, prośbom robotników i krzykiem cierpienia ze strony górników. Chwilę później dodał: Osiągnęliśmy sprawiedliwość społeczną… zrobiliśmy też dobry uczynek wychodząc naprzeciw tym, którzy trudzą się i cierpią jak przyjaciele pragnący jedynie pracować w spokoju i w zacnych warunkach, i nie możemy, przez brutalną i zbyt egoistyczną odmowę, pozwolić im działać pod wpływem impulsów, które, choć nie byłyby prawdziwymi rewoltami, pochłonęłyby równie wiele ofiar. Wszystkie te chaotyczne zdania miały na celu ukrycie potwornego strachu, który zawładnął groteskowym posłem[21]. Na posiedzeniu Senatu, 6 listopada 1905 r., minister ogłosił, że rząd nie ma zamiaru ustąpić przed groźbami, ale jednocześnie koniecznie należy otworzyć nie tylko umysły, ale także serca przed pełnymi szacunku żądaniami (!). Wiele wody upłynęło od dnia, w którym rząd obiecał uchwalić ustawę pod groźbą wybuchu strajku generalnego[22].

Mógłbym wybrać inne przykłady, by pokazać, że czynnikiem decydującym w polityce socjalnej jest tchórzostwo rządu. Zostało to pokazane w najprostszy z możliwych sposobów w ostatnich dyskusjach dotyczących zamknięcia biur pośrednictwa pracy i prawa, na mocy którego odesłano do sądów cywilnych odwołania od decyzji sędziów polubownych w sporach pracowniczych. Prawie każdy przewodniczący związków zawodowych wie, jak dobrze wykorzystać tchórzostwo burżuazji w celu narzucenia woli proletariatu. Istnieje zbyt wiele dowodów skuteczności takiej taktyki, żeby nie weszła ona na stałe do świata klasy pracującej.

Odnoszę wrażenie, że jedną z rzeczy, które najbardziej zadziwiły robotników w ostatnich kilku latach, była bojaźliwość służb prawa i porządku w obliczu buntu. Sędziowie, którzy maja prawo żądać usług żołnierzy, nie śmieją użyć swojej władzy w najwyższej konieczności, podczas gdy oficerowie pozwalają się znieważać z cierpliwością dotąd nieznaną. Każdego dnia staje się dla nas bardziej oczywiste, że przemoc, stosowana przez klasę pracującą w czasie strajków, jest niezwykle skuteczna. Naczelnicy policji, w obawie przed koniecznością użycia mocy prawnej przeciwko powstańczej przemocy, wywierają presję na pracodawców, żeby zmusić ich do ustępstw. Bezpieczeństwo fabryk jest traktowane jak przywilej, którym naczelnik może dysponować wedle własnego uznania. W rezultacie w taki sposób dysponuje swoją policją, żeby zastraszyć obie strony i umiejętnie doprowadzić je do zgody.

Przywódcy związków zawodowych nie potrzebowali dużo czasu, żeby zrozumieć tę sytuację i trzeba przyznać, że umiejętnie wykorzystali broń podaną im do ręki. Podejmują próby zastraszenia naczelników policji powszechnymi demonstracjami, które mogą zakończyć się poważnym konfliktem z policją, zalecają gwałtowne zachowanie jako najskuteczniejszy sposób osiągania celu. Rzadko się zdarza, by po pewnym czasie zaniepokojone i zastraszone władze nie starały się wpłynąć na czołowych przedsiębiorców i narzucić im zawarcie ugody, co stanowi zachętę dla propagatorów przemocy.

Nieważne czy poprzemy, czy potępimy tę tak zwaną bezpośrednią i rewolucyjną metodę – z pewnością ona nie zniknie. Kraj tak wojowniczy, jak Francja znalazłby wystarczające powody, by zapewnić tej metodzie sporą popularność, nawet jeśli jej niezwykła skuteczność nie znalazła odzwierciedlenia w zbyt wielu przypadkach. Jest to ważny fakt dzisiejszych czasów i musimy dążyć do jego zrozumienia.

Nie mogę powstrzymać się od przytoczenia tu spostrzeżenia Clemenceau dotyczącego naszych stosunków z Niemcami, które równie dobrze pasuje do konfliktów społecznych z przejawami przemocy (coraz bardziej powszechnymi wraz z kontynuowaniem przez tchórzliwą burżuazję pogoni za snem o spokoju społecznym): Nie ma lepszego sposobu – powiedział – [niż polityka ciągłych ustępstw] żeby zachęcić przeciwną stronę do występowania z coraz większymi żądaniami. Każdy człowiek i każda władza, których działania polegają wyłącznie na poddawaniu się, muszą ulec samozagładzie. Wszystko, co żyje, stawia opór. To, co oporu nie stawia, pozwala się pokroić na kawałki („L’Aurore”, 15 sierpnia 1905 r.).

Polityka społeczna oparta na tchórzostwie burżuazji, która polega na ciągłym kapitulowaniu jeszcze przed wystąpieniem groźby użycia przemocy, nie może nie zrodzić myśli, że burżuazja jest skazana na klęskę i jej zniknięcie jest tylko kwestią czasu. Zatem każdy konflikt rodzący przemoc staje się wstępem do walki i nikt nie jest w stanie przewidzieć, co wyniknie z takich potyczek. Wielka bitwa nigdy nie następuje, ale za każdym razem, kiedy przychodzi do walki, strajkujący mają nadzieję na kolejną napoleońską bitwę, która ostatecznie zmiażdży pokonanych. W ten sposób metoda strajków rodzi ideę katastrofalnej w skutkach rewolucji.

Bystry obserwator współczesnego ruchu klasy robotniczej wyraził taką samą opinię: Oni, tak jak ich przodkowie [francuscy rewolucjoniści], są za walką, za zdobywaniem. Poprzez użycie siły pragną dokonać wielkich czynów. Ale nie interesuje ich już wojna zdobywcza. Zamiast rozmyślania o bitwach, myślą teraz o strajkach. Celem ich nie jest już bitwa z wojskami Europy, ale strajk generalny, który zniszczy reżim kapitalistyczny.[23]

Teoretycy spokoju społecznego przymykają oczy na te żenujące fakty. Bez wątpienia wstydzą się przyznać do swojego tchórzostwa, tak jak rząd wstydzi się przyznać, że jego polityka socjalna prowadzona jest pod groźbą zamieszek. To ciekawe, że ludzie szczycący się znajomością artykułów Le Play’a nie zauważyli, jak bardzo jego koncepcja spokoju społecznego różni się od koncepcji jego głupich następców. Zakładał on, że istnieje burżuazja o silnych nawykach moralnych, przepojona poczuciem własnej wartości i posiadająca energię potrzebną do rządzenia krajem bez uciekania się do starej, tradycyjnej biurokracji. Tych mężczyzn, posiadających zarówno bogactwo jak i władzę, pragnął uczyć społecznego obowiązku względem ich poddanych. Jego system zakładał istnienie niekwestionowanej władzy. Wszyscy wiedzą, że potępił swobodę prasy za czasów panowania Napoleona III, uznając ją za skandaliczną i niebezpieczną. Jego opinie na ten temat mogą wydawać się nieco zabawne tym, którzy porównują gazety w tamtych czasach do tych współczesnych[24]. W jego czasach nikt by nie uwierzył, że duży kraj może zaakceptować pokój za wszelką cenę. Jego pogląd na tę sprawę nie różni się bardzo od poglądu Clemenceau. Nigdy by nie przyznał, że można być tak słabym i pełnym hipokryzji, żeby ukryć tchórzostwo burżuazji niezdolnej do obrony w imię spokoju społecznego.

Tchórzostwo burżuazji bardzo przypomina zachowanie angielskiej Partii Liberalnej, która nieustannie ogłasza, iż wierzy w pojednanie narodów – a pojednanie prawie zawsze jest dla Anglii fatalne w skutkach[25]. Jednakże ci mędrcy wolą narazić na szwank przyszłość swojego kraju, niż stanąć w obliczu okropności wojny. Angielska Partia Liberalna zawsze ma na ustach słowo sprawiedliwość, tak jak nasza burżuazja. Równie dobrze możemy zadać sobie pytanie, czy cała ta wspaniała moralność naszych wielkich współczesnych myślicieli nie opiera się na degradacji pojęcia honoru.

Georges Sorel

sorel

Przypisy:

1. Bernstein narzeka na krętactwo i hipokryzję panujące wśród socjaldemokratów: E[duard] Bernstein, Socialisme théorique et social-démocratie pratique [Paryż, Stock, 1900], s. 277. Kieruje te zaczerpnięte od Schillera słowa do socjaldemokracji: Niech ośmieli się pokazać, czym jest (s. 238).

A. Etienne-Alexandre Millerand (1859-1943); deputowany partii socjalistycznej i prezydent Republiki Francuskiej od 1920 do 1924 r.; wiodący orędownik socjalizmu reformistycznego w połowie lat dziewięćdziesiątych XIX wieku, zanim w 1899 r. dołączył do rządu „obrony republiki” premiera Waldeck-Rousseau jako minister handlu. Pierwszy socjalista, który wszedł do „burżuazyjnego” rządu, co stało się przedmiotem kontrowersji w całej Europie, zwłaszcza po tym, jak minister obrony narodowej, Galliffet, uczestniczył w tłumieniu Komuny Paryskiej. „Ministerializm” został wkrótce potępiony przez Drugą Międzynarodówkę i Milleranda wydalono z partii socjalistycznej.

2. Arystoteles, Polityka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, ks. V, rozdz. 7, s. 155.

3. F[riedrich] Engels, La Question agraire et le socialisme, przekład w „Le Mouvement socialiste” [44], 15 października 1900 r., s. 453. Często zauważano, że niektórzy kandydaci partii socjalistycznych mieli osobne plakaty reklamowe dla miast i dla wsi.

4. Część maklerów Giełdy Papierów Wartościowych, ograniczana przez monopol dyplomowanych maklerów, stanowi finansowy proletariat, można między nimi znaleźć co najmniej kilku socjalistów podziwiających Jaurèsa.

5. Deputowany partii socjalistycznej, Sudekum, najlepiej ubrany mężczyzna w Berlinie, odegrał znaczną rolę w uprowadzeniu księżniczki z Koburgów. Miejmy nadzieję, że nie miał z tego korzyści finansowych.

6 H[enri] Turot był przez długi czas jednym z wydawców nacjonalistycznej gazety „L’Eclair” oraz, jednocześnie, „La Petite République”. Kiedy [Ernest] Judet [1851-1943] przejął kierowanie gazetą „L’Eclair”, odprawił swojego socjalistycznego współpracownika.

7. J[oseph] Reinach, Démagogues et Socialistes [Paryż, Chailley, 1896], s. 198.

8. Clemenceau bardzo dobrze zna wszystkich socjalistów w parlamencie, i to z długiego doświadczenia.

B. Kontrrewolucyjny bunt w Wandei, który rozpoczął się w marcu 1793 r., stanowił najważniejszą z międzynarodowych rewolt skierowanych przeciwko Rewolucji. Jego stłumienie znamionowała masowa rzeź populacji regionu.

C. Georges Clemenceau (1841-1929); deputowany Partii Radykalno-Socjalistycznej i dziennikarz; jeden z najważniejszych polityków Trzeciej Republiki Francuskiej. Znany ze stwierdzenia, że „Rewolucja jest całością”. Clemenceau prowadził również kampanię publicystyczną mającą na celu uwolnienie Dreyfusa. Później, w czasie I wojny światowej, był premierem.

D. Gustave Hervé (1871-1944); wiodący działacz antywojenny przed 1914 r. Jego podburzające artykuły przywiodły go do procesu w 1901 r., znanego jako l’affaire Hervé. Został uniewinniony, w 1905 r. jednak trafił na 4 lata do więzienia za rozprowadzanie antywojennych materiałów między poborowymi. Rok po opuszczeniu więzienia założył „La Guerre sociale”, stając się jeszcze bardziej popularnym w ruchu socjalistycznym. Pomimo tego w 1914 r. powrócił do obrony Republiki i natychmiast przemianował swoją gazetę na „La Victoire”.

E. Léon Bourgeois (1851-1925); polityk i premier w latach 1895-1896. W swojej La Solidarité (1896) przedstawił doktrynę znaną jako solidaryzm, która podkreślała społeczne zobowiązania bogatych względem biednych i tym samym popierała program reform społecznych i progresywne opodatkowanie.

9. Na konferencji w Hadze niemiecki delegat oświadczył, że jego kraj z łatwością zniósł wydatki na zbrojny pokój. Léon Bourgeois utrzymywał, że Francja zniosła równie lekko zobowiązania personalne i finansowe, które Ministerstwo Obrony Narodowej nałożyło na swoich obywateli. Ch[arles] Guieysse, który cytuje tę przemowę, uważa, że car poprosił o ograniczenie wydatków na wojsko, ponieważ Rosja nie jest jeszcze wystarczająco bogata, by utrzymać się na poziomie wspaniałych kapitalistycznych krajów – La France et la paix armée [Paryż, Pages Libres, 1905], s. 45.

10. Z tego powodu Briand powiedział swoim wyborcom w Saint-Etienne 9 czerwca 1907 r., że Republika złożyła robotnikom święte przyrzeczenie w sprawie emerytur.

11. Kiedy mowa o społecznej bufonadzie, niewiele jest nowych rzeczy do powiedzenia. Arystoteles ustanowił już dawno zasady spokoju społecznego. Powiedział, że demagogowie powinni by stwarzać wrażenie, że przemawiają za sprawą bogatych. Podobnie w oligarchiach rzecznicy rządu oligarchicznego winni udawać, że walczą o prawa ludu [Arystoteles, Polityka, ks. V, rozdz. 7]. Ten tekst powinien zostać umieszczony na drzwiach biur Direction du Travail.

12. Patrz G[eorges] Sorel, Insegnamenti sociale [dell’economia contemporanea (Palermo, Sandron, 1907)], s. 343.

F. Mathieu Bazile („Jules”) Guesde (1845-1922); zwolennik marksizmu i założyciel Parti Ouvrier Français; zapalony działacz na rzecz socjalizmu, słynął ze swoich umiejętności oratorskich zarówno w parlamencie, jak i w całym kraju, odbywając regularne podróże po Francji i przemawiając do szerokiej publiczności.

13. W swojej przemowie z 11 maja 1907 r. Jaurès powiedział, że nigdzie nie użyto takiej przemocy jak w Anglii w czasach, gdy zarówno pracodawcy, jak i rząd odmówili uznania związków zawodowych: Ustąpili. Teraz przeprowadzana jest tam żywa i silna akcja, jednocześnie zgodna z prawem, stanowcza i mądra.

14. F[réderic] Le Play, L’Organisation du travail [Paryż, Dentu, 1870], rozdział II, [par.] 21, [s. 143-5].

15. O siłach, które utrzymują poczucie umiaru, patrz [Sorel,] Insegnamenti sociali, część 3, rozdział V.

G. François Rabelais (c. 1494-1553); pisarz; najbardziej znany z Gargantui i Pantagruela.

16. Wydaje się, że francuska ustawa z 27 grudnia 1892 r. przewidziała taką możliwość. Zastrzega ona, że delegaci w komisjach pojednawczych powinni być wybierani spośród zainteresowanych stron. W ten sposób trzyma z daleka te osoby, których obecność podważa prestiż władz i filantropów.

17. Sorel, Insegnamenti sociali, s. 390.

18. Tego, kto kiedykolwiek widział z bliska przywódców związków zawodowych, uderza niezwykła różnica pomiędzy Francją a Anglią pod tym względem. Przywódcy angielskich związków zawodowych nagle stają się dżentelmenami i nikt ich za to nie wini (P[aul] de Rousiers, Le Trade-unionisme en Angleterre [Paryż, Colin, 1897], s. 309 i 322). W trakcie sprawdzania tych dowodów przeczytałem artykuł Jacquesa Bardaux, w którym zauważył on, że z cieśli i górnika Edward VII uczynił rycerzy („Les Débats”, 16 grudnia 1907 r.).

19. Kilka lat temu Arsène Dumont wymyślił określenie „społeczna kapilarność,” wyrażające powolne wznoszenie się klas. Gdyby syndykalizm kierował się wskazówkami walczących o pokój, byłby potężnym czynnikiem społecznej kapilarności.

20. Często zauważano, że organizacja robotnicza w Anglii to proste połączenie interesów dla natychmiastowych korzyści materialnych. Niektórzy pisarze są bardzo zadowoleni z tej sytuacji, ponieważ uważają ją, i całkiem słusznie, za przeszkodę dla socjalistycznej propagandy. Irytowanie socjalistów, nawet kosztem postępu gospodarczego i bezpieczeństwa kultury przyszłości, stanowi wspaniały cel pewnych wielkich idealistów pochodzących z filantropijnej burżuazji.

21. Ten imbecyl został ministrem handlu. Wszystkie jego wypowiedzi na ten temat są pełne nonsensów. Leczył on obłąkanych i pewnie znalazł się pod pływem rozumowania i języka swoich klientów.

22. Minister oświadczył, że tworzył prawdziwą demokrację i że demagogią było ustąpienie zewnętrznym naciskom, aroganckim wezwaniom, które w większości są tylko wyższymi ofertami i przynętami skierowanymi do naiwnych ludzi mających ciężkie życie.

23. Guieysse, [La France] s. 125.

24. Mówiąc o wyborach z 1869 r. stwierdził, że była tam gwałtowność języka, jakiej Francja jeszcze nie słyszała, nawet w czasie najgorszych dni Rewolucji (L’Organisation du travail [Paryż, Dentu, 1871], 3 ed., s. 340). Oczywiście miał na myśli Rewolucję w 1848 r. W 1873 r. oświadczył, że cesarz nie może pogratulować sobie zniesienia systemu ograniczania prasy zanim nie uzdrowi moralności kraju (La Réforme sociale en France [Tours, Mame, 1874], 5 ed., III s. 356).

25. [Sir Henry] Sumner Maine [1822-1888] zaobserwował dawno temu, że Anglii sądzone jest mieć orędowników, którzy nie wzbudzają poczucia solidarności (Le Droit international, przekład francuski, [Paryż, Thorin, 1890], s. 279). Wielu Anglików uważa, że poprzez upokarzanie swojego kraju wzbudzą więcej współczucia dla siebie – nie ma na to dowodów.

*

Przypisy oznaczone liczbami pochodzą od autora, przypisy oznaczone literami – od tłumacza.

Źródło: Xportal.press


Promuj nasz portal - udostępnij wpis!
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 5)

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)
Tagi: ,

Podobne wpisy:

  • 18 grudnia 2015 -- Koło Proudhonistów – francuski duch przewrotu
    Rébellion: Jak doszło do spotkania młodych działaczy Akcji Francuskiej z elementami pochodzącymi z nurtu rewolucyjnego syndykalizmu i do utworzenia "Koła Proudhonistów" (Cercle Pro...
  • 4 maja 2026 -- Aleksandr Dugin: Cywilizacja przeciwko sobie
    Walka ewangelikalnych dyspensacjonalistów (administracji Trumpa) z Kościołem katolickim to końcowy etap radykalnej reformy. Wiele nierozwiązanych w XVII wieku zagadek powraca teraz...
  • 30 kwietnia 2026 -- Adam Danek: Rewolucyjna prawica i Lenin
    Skrajne ruchy polityczne i intelektualne XX wieku, z natury opozycyjne wobec ugrupowań głównego nurtu, zwykły były znajdować inspirację dla swej aktywności w nietypowych miejscach....
  • 23 kwietnia 2026 -- Adam Danek: Heroizm pesymistów, nadzieja epigonów
    (…) podróżowałem z monarchią legalną, mieszczącą się w moim tobołku, podczas gdy monarchia rzeczywista rozkładała swoje świecidełka w Tuilleriach. Franciszek René de Chateaubriand...
  • 22 kwietnia 2026 -- Liberalne (i nie tylko) brednie środowiska Grzegorza Brauna
    Choć uznajemy sukces wyborczy Grzegorza Brauna za szansę dla ruchu nacjonalistycznego, jednoczenie zastrzegamy sobie prawo do krytyki jego środowiska tym bardziej, że często można ...
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 6)
Subscribe to Comments RSS Feed in this post

2 Komentarzy

  1. Thule pisze:

    Georges Eugene Sorel (ur. 2 listopada 1847 w Cherbourgu, zm. 29 sierpnia 1922 w Boulogne-sur-Seine) – francuski myśliciel społeczny, socjolog, początkowo zwolennik syndykalizmu, następnie teoretyk narodowego syndykalizmu.
    .
    Po strajku generalnym we Francji w 1909 roku, Sorel i jego zwolennicy z pozycji lewicowych przeszli na pozycje skrajnej prawicy, starając się łączyć poglądy syndykalistyczne z francuskim patriotyzmem i wojującym katolicyzmem. W tym samym roku w pracy Iluzja Postępu potępił demokrację. W 1910 roku Sorel ostatecznie ogłosił że zrywa z socjalizmem a cztery lata później odwołując się do Benedetto Croce, stwierdził że socjalizm jest martwy, a rozkład marksizmu już nastąpił.
    .
    W 1910 roku stał się zwolennikiem Charlesa Maurrasa.

  2. Nazbol pisze:

    Walka klasowa – sprawa narodowa!

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*