Henry Ford: Historyczne podstawy żydowskiego imperializmu

Od chwili rozpoczęcia niniejszego cyklu artykułów nastąpiło u nas wielkie rozwiązanie języków na temat kwestii żydowskiej i żydowskiego programu owładnięcia światem. Obecnie można już wymówić słowo „Żyd” w zupełnie poważnej dyskusji bez nieśmiałości i bez obawy. Dotychczas uważane to było za specjalny przywilej publicystów żydowskich; używali oni tej nazwy wyłącznie w dobrze zorganizowanej i przychylnej propagandzie. Im wolno zabraniać pewnych ustępów z Szekspira w szkołach publicznych na tej podstawie, że obrażają Żydów; wolno im żądać usunięcia z biblioteki w Bostonie obrazu Sargenta, ponieważ przedstawia synagogę w upadku. Lecz jeśli ze strony nieżydów pojawi się jakiś fakt, który wskazuje, że i nie-Żydzi również wiedzą coś o Żydach, wówczas niezwłocznie i bardzo energicznie wysuwają oni zarzut uprzedzenia. Wynikiem tego w naszym kraju było takie skrępowanie słowa, jakie nie ma sobie równego w naszych dziejach. Niedawno, podczas jakiegoś bankietu, jeden z mówców użył terminu „Żyd” dla oznaczenia działalności pewnej grupy bankierów żydowskich. Jeden z gości, Żyd, zerwał się niezwłocznie z miejsca, żądając wyjaśnienia, czy mówca uważa, że to jest `po amerykańsku” nazywanie w ten sposób jakiegoś plemienia. Mówca odparł: „Tak jest, panie”, i wszyscy zebrani go poparli. W tej części kraju języki ludzkie były skrępowane od szeregu lat przez niepisane prawo, że Żydów nie wolno nigdy nazywać Żydami.

Rok temu nikt by nie był przewidział, że takie pismo jak chicagowska „Tribune” dojdzie do przekonania, iż nowoczesna polityka dziennikarska pozwala na wydrukowanie w pierwszej kolumnie na pierwszej stronicy zastrzeżonego co do prawa przedruku artykułu o żydowskim programie rządzenia światem, przy czym wyraz „Żyd” wydrukuje w nagłówku wielkimi literami i wstrzyma się od redaktorskiej korekty słowa „Żyd” w samej treści artykułu. Zazwyczaj postępuje się u nas za przykładem pewnego dziennika wschodnioamerykańskiego, który traktował tę kwestię w ten sposób: gdziekolwiek w artykule użyty był termin „Żyd międzynarodowy”, wszędzie poprawiono go na „finansista”.

Tymczasem chicagowska „Tribune” w sobotę dnia 19-go czerwca 1919 roku wydrukowała w pierwszej kolumnie na pierwszej stronie kablogram Johna Clayton, swego specjalnego korespondenta, pod tytułem: „Trocki prowadzi Żydów radykałów do rządów świata. Bolszewizm jest jedynie narzędziem jego planu”.

Pierwszy ustęp brzmi, jak następuje:

W ciągu dwu lat ostatnich funkcjonariusze oddziałów wywiadowczych, członkowie różnych tajnych organizacji wywiadowczych Ententy, donosili w raportach o wszechświatowym ruchu rewolucyjnym, odmiennym od bolszewizmu. Pierwotnie raporty te utożsamiały oba te prądy, od niedawna jednak odrębność kierunków, w których się one rozwijają, zaczęła się zaznaczać coraz wyraźniej.

Jak stwierdziliśmy poprzednio w „Dearborn Independent”, nasza własna służba wywiadowcza również do nich należała, choć są powody do przypuszczania, że wpływ Żydów na rząd dokazał tego, iż badania te nie były prowadzone z wytrwałością, jaką w danym wypadku zastosować należało. Mimo to, wiemy ze źródeł żydowskich, nie mówiąc już o innych, że departament sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych był w pewnej chwili o tyle daną sprawą zainteresowany, że przystąpił do jej zbadania.

W powyższym ustępie korespondent „Tribune” mówi, że sfery urzędowe Ententy są tą sprawą zainteresowane od dwóch lat, co winni zapisać sobie w pamięci ludzie, którzy utrzymują, iż cała kwestia powstała z podpuszczenia Niemiec. Pojawienie się kwestii żydowskiej na gruncie amerykańskim spotkało się niezwłocznie z oświadczeniem, pochodzącym ze źródeł żydowskich, „że jest to import niemiecki, i że fala antysemityzmu, która przepłynęła przez Niemcy i spłukała przeważające żydowskie wpływy rewolucyjne z nowego rządu niemieckiego, jest jedynie podstępem mającym na celu zrzucenie winy za klęskę Niemiec na Żydów”. Jest faktem niezaprzeczonym, że każda wojna otwiera na nowo oczy ludów na władzę, jaką w czasie wojny posiadają finansiści żydowscy – i zdaje się, że fakt ten zasługuje na głębsze wyjaśnienie, niż zwykle przytaczany „przesąd”. Tymczasem, jak dowodzi artykuł „Tribune” i jak to potwierdzają fakty, zainteresowanie, wzbudzone tą sprawą nie ogranicza się do Niemiec; co więcej, nie jest ono tam wcale najsilniejsze. Najczynniejsze w danej sprawie były `różne tajne organizacje wywiadowcze Ententy”.

Dalszy ustęp podaje rozróżnienie bolszewizmu i żydowskiego imperializmu:

Bolszewizm ma na celu obalenie istniejącego społeczeństwa i ustanowienie międzynarodowego braterstwa ludzi, rządzących światem. Drugi zaś ruch dąży do ustanowienia panowania jednej rasy. O ile udało się wyśledzić departamentom angielskiemu, francuskiemu i naszemu, „spiritus movens” tego drugiego kierunku są żydowscy radykałowie.

W łonie komunizmu istnieje grupa tego kierunku, ale nie poprzestaje ona na nim. Dla jej przywódców komunizm jest jedynie przypadkiem.

(Przywodzi to na pamięć oświadczenie lorda Eustace Percy, przytoczone poprzednio z kanadyjskiej „Jewish Chronicle” – Nie dlatego, by Żydom zależało na pozytywnej stronie filozofii radykalnej, nie dlatego, by pragnęli uczestniczyć w nieżydowskim nacjonalizmie lub nieżydowskiej demokracji, lecz ponieważ każdy istniejący system rządu nieżydowskiego budzi w nich tylko odrazę´).

Gotowi są wyzyskać dla swego celu bunt Islamu, nienawiść państw centralnych do Anglii, japońskie plany co do Indii i współzawodnictwo handlowe pomiędzy Ameryką i Japonią.

Jak to być musi w każdym ruchu rewolucji światowej, – jest on z pochodzenia anty-anglosaski.

Organizacja wszechświatowego ruchu żydowsko-radykalnego została już ukończona prawie we wszystkich krajach.

Cele partii żydowsko-radykalnej nie mają żadnego podłoża altruistycznego poza wyzwoleniem własnej rasy.

Należy przyznać, że są to wstrząsające odkrycia. Gdyby je pomieścił jakiś nieodpowiedzialny świstek agitacyjny, przeciętny czytelnik pominąłby je jako niedorzeczne, wiedząc tak niewiele o tajnych wpływach, które kształtują życie i formułują jego zagadnienia. Ale ponieważ ukazują się w wielkim dzienniku, należy je ocenić inaczej.

„Tribune” nie poprzestała na tym artykule informacyjnym. 21 czerwca 1920 roku pojawił się artykuł redakcyjny pod tytułem: „Nieszczęście świata”. Artykuł ten zmierza najwidoczniej do usunięcia możliwych nieporozumień co do treści poprzedniego artykułu informacyjnego.

Ruch ten – mówi on – dąży do nowego panowania jednej rasy nad światem…

„Tribune” powiada dalej, że jakkolwiek jest to może naturalnym u Żydów w innych krajach, iż należą do tego `nieszczęścia świata”, to jednak Żydzi w Anglii i w Stanach Zjednoczonych `są lojalnymi nacjonalistami i konserwatywnymi podporami tradycji narodowych”. Byłoby to bardzo dobre, gdyby było prawdziwe. Może się to da zastosować do dziesiątków tysięcy Żydów, jako do jednostek; ale nie jest to na pewno prawdą w stosunku do internacjonalistów, którzy trzymają w swoim ręku nici ukrytej maszynerii wszystkich rządów i którzy w ciągu ostatnich tragicznych lat sześciu mieszali się do spraw wszechświatowych, co się niebawem ujawni. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności Żydzi amerykańscy i angielscy muszą przejściowo być narażeni na przykrości, których każdy pragnąłby im oszczędzić, ale które są nieuniknione dopóki wszystko się nie ujawni i dopóki ogół żydowski sam nie wyłączy spośród siebie jednostek, cieszących się wśród nich obecnie najgłębszym poważaniem.

Dość obserwować różnice i podobieństwa w zachowaniu się Żydów i nie-Żydów w stosunku do danej kwestii, aby stwierdzić istnienie wszechświatowego imperializmu żydowskiego. Publicyści żydowscy przede wszystkim zaprzeczają bez zastrzeżeń jego istnieniu. „Wszystko jest fałszem, wszystko jest kłamstwem, wymyślonym przez wrogów Żydów celem podżegania do mordów i nienawiści”. Gdy gromadzą się dowody, Żydzi zmieniają ton: „Dobrze, przypuśćmy, że to prawda”, – mówią ich publicyści: „czy to co dziwnego, że biedny uciśniony Żyd, doprowadzony przez cierpienia do szaleństwa, marzy o obaleniu władzy wroga i zajęciu jego miejsca?”

Umysł nieżydowski, skonfrontowany z odnośnymi faktami, rozumuje: `Tak, ale to są Żydzi rosyjscy. Mniejsza o nich. Amerykańscy Żydzi są w porządku. Nie można im dowieść niczego podobnego”. Pogłębiając ten przedmiot, umysł nieżydowski zmuszony jest przyznać istnienie jakiegoś wywrotowego ruchu wszechświatowego, który daje się odczuwać nawet u nas, oraz stwierdzić, że sprężyną wprawiającą go w ruch – są Żydzi-rewolucjoniści. A wyszedłszy z tego punktu, trzeba przyjąć jedną z dwóch teorii: albo ruch ten jest z pochodzenia swego, agitacji, wykonania i celu – żydowskim, albo jest to `prąd wszechświatowy”, lecz jedynie przypadkowo żydowski. Wnioskiem zarówno rozumowania żydowskiego jak nieżydowskiego jest przyznanie, że coś w rodzaju omawianego ruchu istotnie w chwili obecnej istnieje.

Na przykład „Christian Science Monitor”, którego stanowiska, jako czasopisma, nikt nie kwestionuje, w długim artykule o tej sprawie pisze:

Pomimo tego, byłoby straszliwym błędem wnioskować, że niebezpieczeństwo żydowskie pod inną nazwą i w innej atmosferze nie istnieje wcale. Co więcej, może być ono nazwane, według jednej z największych ksiąg Starego Testamentu `strachem nocnym´, gdyż do tej właśnie koncepcji Psalmisty odnośnie do duchowych złych mocy zdąża świadomie czy też nieświadomie profesor Nilus. Innymi słowy, dla człowieka umiejącego czytać w znamionach czasu, jest rzeczą niewątpliwą, że istnieje tajna organizacja działająca nieustannie za pośrednictwem swego biura psychologicznego, jakkolwiek ludzkość, która powinna to wiedzieć, jest zupełnie na to ślepa.

„Monitor” ostrzega przed uprzedzeniem i lekceważeniem prawa oczywistości dowodów, co jest bardzo słuszne i co jest głębokim pragnieniem każdego, kto przedsiębierze badanie tego przedmiotu, ale najczęściej bruździ w tym wypadku nie lekceważenie dowodów, lecz lekceważenie faktów. Można śmiało powiedzieć, że dziś uprzedzenia występują głównie przeciwko faktom, i nie zostały bynajmniej przez fakty wywołane.

Przystępując do badania odnośnej kwestii, należy się wystrzegać dwojakiego uprzedzenia. Pierwszym z nich jest pogląd, że żydowski program imperialistyczny, jeżeli w ogóle istnieje, datuje od niedawna. Na wspomnienie o takim programie nie-Żydzi gotowi pomyśleć, że skrystalizował się on przed tygodniem, przed rokiem albo w ostatnich czasach. Niekoniecznie tak być musi, a jeśli idzie o sprawy żydowskie, to prawdopodobnie tak nie jest. Bardzo łatwo się przekonać, że gdyby program ten miał być sformułowany dzisiaj, byłby on zgoła odmienny od programu, o którym mowa. Program, który winien być opracowany obecnie, istnieje również, ale co do rozległości i głębi nie może się równać z programem, istniejącym od dawna. Doskonała organizacja niewidzialnych rządów nie jest tworem tajnych konwencji; jest ona owocem myśli i doświadczenia, zgromadzonego przez wieki. Nadto, bez względu na to, że pokolenie współczesne może być skłonne do lekceważenia tych rzeczy, sam fakt, że żyją one jako tajny ideał rasowy od szeregu stuleci, jest silnym argumentem za ich uszanowaniem i przyjęciem, jeśli nie za ich czynnym wykonaniem przez pokolenie obecne. Nie ma w judaizmie głębiej zakorzenionej idei, – niż przeświadczenie, że Żydzi są narodem wybranym i że ich przyszłość będzie jeszcze świetniejsza niż przeszłość. Znaczna część społeczeństwa chrześcijańskiego zgadza się z tym, niestety, również, przypuśćmy że jest to może i prawdą, ale w świecie moralnym nie da się to osiągnąć za pośrednictwem metod, które były i są stosowane dotychczas.

Mówiąc choćby tylko o starożytnym pochodzeniu idei narodu wybranego, łatwo dojść do zrozumienia, że z wszystkich programów, jakie mogły się skupić dokoła niej dla jej pełnego historycznego urzeczywistnienia, istnieje jeden program, bardzo dawny, do którego najtęższe umysły w Izraelu wniosły najdoskonalsze myśli i uczucia, dla zapewnienia jej triumfu. W istnienie takiego planu wierzyło bardzo wielu poważnych badaczy tajemnych dziejów świata. Ludzie, których wiedza nie podlega wątpliwości, żywią przekonanie, że według tego planu odbywają się co czas pewien, że się tak wyrazimy, próby generalne na ograniczonej scenie, jak gdyby dla przygotowania wielkiego przedstawienia na widowni wszechświatowej.

Tak więc mamy, być może do czynienia z czymś, za co Żydzi współcześni, nawet najzaciętsi międzynarodowcy, nie ponoszą odpowiedzialności. Mogło to przejść na nich jako część starożytnego żydowskiego dziedzictwa. Zapewne, gdyby to była rzecz współczesna, obmyślona pospiesznie i sklecona na współczesny sposób, można by się spodziewać, że zniknie w tej samej epoce, która ją zrodziła.

Drugim uprzedzeniem, którego się wystrzegać należy, jest przekonanie, że każdy Żyd wie o tym tajnym programie. Tak nie jest. Każdy Żyd, który nie zerwał kontaktu ze swym narodem, podziela ogólną ideę o ostatecznym triumfie Izraela, tak jak uczy ich religia, ale o specjalnych planach, które w skrystalizowanej formie istniały od wieków dla osiągnięcia tego triumfu, zwykły Żyd wie nie więcej, niż każdy przeciętny obywatel, i nie więcej, niż wie zwykły Niemiec o tajnych planach partii pangermanistycznej, której zasady zrodziły wojnę światową i kierowały jej przebiegiem. Zwykły Żyd za wyjątkiem wybranych jednostek, wchodzi do tego planu w bardzo nieznacznej mierze, a mianowicie: jest zupełnie zrozumiałym, że osiągnięcie triumfu Izraela nie będzie niemiłe żadnemu Żydowi, i jeśli metody, stosowane ku temu celowi, są nieco gwałtowne, to każdy Żyd uważa to za bardzo niedostateczny odwet względem nie-Żydów za cierpienia, jakie zadawano synom Judy od szeregu wieków…

Jednakże, nawet wystrzegając się tych uprzedzeń, nie możemy nie dojść do wniosku, że jeśli taki program żydowskiego imperializmu wszechświatowego istnieje, istnieć on musi z wiedzą i za czynnym poparciem pewnych jednostek, i że grupy tych jednostek muszą gdzieś mieć swego kierownika.

W tym punkcie zatrzymuje się wielu badaczy odnośnej kwestii. Idea żydowskiego samowładcy jest zbyt dziwna dla umysłu, który nie miał kontaktu z tą kwestią. A jednak nie ma narodu, który by bardziej pożądał i czcił wysokie stanowisko, niż Żydzi. Ich poczucie wartości i znaczenia stanowiska tłumaczy ogólny kierunek ich działalności. Żyd jest z natury groszorobem, ponieważ dotychczas pieniądz jest jedynym znanym mu sposobem osiągnięcia stanowiska. Żydów, którzy by doszli do stanowiska za pomocą jakiegokolwiek innego środka, jest stosunkowo niewielu. Nie są to żadne żarty; jest to pogląd angielskiego Żyda, słynnego lekarza, dr. Bernarda von Oven, który pisze: „Wszystkie inne drogi odznaczenia są przed nim zamknięte; musi wznieść się przez bogactwo, albo wcale´. A ponieważ, jak mu to doskonale wiadomo, zdobyć bogactwo znaczy to samo, co zdobyć stanowisko, szacunek i względy społeczeństwa, i w tym względzie kto zasługuje na potępienie: Żyd, co usiłuje zdobyć bogactwo dla stanowiska, które ono zapewnia, czy też społeczeństwo, co z taką gotowością uderza czołem przed ołtarzem Mamony?”

Żyd nie żywi niechęci do królów, lecz do stanu rzeczy, który nie pozwala na panowanie żydowskiego króla. Przyszłym samowładcą świata ma być król żydowski, który zasiądzie na tronie Dawida, wedle zgodnego świadectwa starożytnych proroctw i dokumentów programu imperialistycznego.

Czy jest taki król obecnie? Jeżeli nie, to są ludzie, którzy by mogli wybrać króla. Nie było króla żydowskiego od czasów poprzedzających erę chrześcijańską, ale mniej więcej aż do wieku jedenastego byli tak zwani książęta wygnania, którzy stanowili władzę naczelną Żydów, rozproszonych po świecie. Byli oni i są dotychczas nazywani „exilarchami”, czyli książętami wygnania. Byli otoczeni mędrcami Izraela, utrzymywali dwór, wydawali prawa dla swego ludu. Przebywali zagranicą zależnie od okoliczności w krajach chrześcijańskich lub mahometańskich. Czy godność ta zniknęła wraz z ostatnim publicznie znanym exilarchą, czy też została starta jedynie z powierzchni jawnych dziejów? Czy nie istnieje dziś wcale, czy też może przybrała inną formę – oto pytania, na które jeszcze nie posiadamy odpowiedzi. Wiadomo dobrze, że istnieją urzędy jurysdykcji światowej, wykonywanej przez Żydów. Wiadomo dobrze, że istnieje wszechświatowa jedność w pewnych sferach działalności żydowskiej, zaczepnej i obronnej. Ani w sytuacji ani w przekonaniach Żydów nie ma nic, co by przeszkadzało dziś istnieniu exilarchy; co więcej, myśl ta byłaby dla nich bardzo krzepiąca.

Encyklopedia żydowska czyni uwagę: „Ciekawym jest, że o exilarchach wspomina jeszcze nabożeństwo sobotnie rytuału Ashkenazim. Żydzi rytuału Sephardic nie zachowali tego anachronizmu, podobnie jak większość synagog reformowanych wieku dziewiętnastego”.

Czy istnieje Sanhedryn, żydowski organ rządzący lub doradczy, złożony z Żydów, stojący na straży spraw swego ludu na całym świecie?

Sanhedryn żydowski był nader ciekawą instytucją. Jego pochodzenie i metody konstytucji są niejasne. Składał się on z 71 członków z przewodniczącym na czele i sprawował funkcje senatu politycznego. Nic nie wskazuje na to, skąd Sanhedryn czerpał swoją władzę. Nie było to ciało wybieralne. Nie było ono demokratyczne. Nie było odpowiedzialne przed narodem. W tych swoich właściwościach Sanhedryn był typowo żydowski. Sanhedryn był wybierany przez księcia lub kapłana, nie w celu obrony interesów narodu, lecz do pomocy panującemu w dziele administracji. Był tedy zwoływany doraźnie lub też sam utrwalał swoje istnienie przez zwoływanie swych członków. Urządzenie to pozwalało utrzymać się u steru władzy arystokracji bez względu na polityczny ustrój państwa. Encyklopedia żydowska mówi: „Sanhedryn, który był z charakteru swego wybitnie arystokratyczny, prawdopodobnie sam nadawał sobie władzę, ponieważ składał się z członków najwybitniejszych rodzin arystokratycznych i kapłańskich”.

Obok tego ciała istniało drugie, podobne, które zarządzało sprawami religijnymi, przy czym jego członkowie pochodzili prawdopodobnie z warstw bardziej zbliżonych do ludu prostego.

Sanhedryn sprawował władzę nie tylko nad Żydami w Palestynie, ale także nad Żydami, rozproszonymi po świecie. Jako senat, wykonujący bezpośrednią władzę polityczną, przestał istnieć wraz z upadkiem państwa żydowskiego w roku 70; są jednak fakty wskazujące, że egzystował on w dalszym ciągu jako organ doradczy aż do czwartego wieku.

W roku 1806 dla zaspokojenia ciekawości Napoleona co do pewnej kwestii dotyczącej Żydów, zwołane zostało zgromadzenie notablów, składające się z najwybitniejszych Żydów francuskich. Ci zaś, dla usankcjonowania odpowiedzi, jakich mieli udzielić Napoleonowi, zwołali od siebie Sanhedryn. Sanhedryn ten zebrał się w Paryżu dnia 9 lutego 1807 roku. Zachował on przepisane formy starożytne; składał się z Żydów, ze wszystkich części Europy; zebrał się dla poparcia – całą władzą żydostwa – wszelkiej umowy, jaką by Żydom francuskim udało się zawrzeć z Napoleonem.

Wydając swe postanowienia, ten Sanhedryn z roku 1807 oświadczył, że jest we wszystkim podobny do Sanhedrynu starożytnego, że jest `zgromadzeniem legalnym, obleczonym władzą wydawania praw dla przysporzenia pomyślności Izraela´. Znaczenie tych faktów jest następujące: Cokolwiek uczynią obecnie przywódcy żydowscy ku zachowaniu polityki i ustroju Izraela, nie będzie stanowiło nic nowego. Nie będzie to oznaczało nowego stanowiska. Nie będzie dowodem nowego planu.

Wobec tego, czym jest solidarność żydowska, byłoby zupełnie naturalnym, jeśliby Sanhedryn istniał w dalszym ciągu. Starożytny Sanhedryn posiadał, jak się zdaje, grupę dziesięciu członków, którzy odgrywali ważniejszą od pozostałych rolę; byłoby zupełnie naturalnym, gdyby przywódcy żydowscy byli dziś podzieleni na komitety, zależnie od kraju lub od zakresu spraw, którymi kierują.

Z dawien dawna odbywały się i odbywają wszechświatowe zjazdy wybitniejszych Żydów ze wszystkich krajów. Zbierają się oni na wezwanie, bez względu na wszystko. Wielcy sędziowie trybunałów najwyższych różnych krajów, międzynarodowi finansiści, działacze żydowscy `typu liberalnego”, którzy mają posłuch u nie-Żydów, politycy wszystkich partii, reprezentowanych w świecie, zbierają się, gdzie zechcą, a treść ich narad jest ogłaszana tylko w tej mierze, w jakiej uważają to oni za pożądane. Nie należy przypuszczać, że uczestnicy tych zjazdów należą do wewnętrznego koła członków. Listy delegatów zamieszczają nazwiska osób, z którymi nikt nie połączy nazwisk lorda Readinga lub sędziego Brandeisa. Jeśli zbiera się współczesny Sanhedryn, a byłoby to rzeczą najnaturalniejszą w świecie, możemy być przekonani, że zbiera się on w zamkniętym kole osób, zatwierdzonych przez żydowską arystokrację umysłu i arystokrację władzy.

Maszyneria żydowskiego rządu wszechświatowego jest zupełnie gotowa. Żyd jest przekonany, że posiada najlepszą religię, najwyższą moralność, najdoskonalszą metodę wychowawczą, najcelniejsze hasła społeczne, najszczytniejszy ideał rządu. Nie chciałby wcale wychodzić poza sferę tego, co uważa za najlepsze, dla zdobycia czegokolwiek, co uważa za potrzebne do osiągnięcia pomyślności swego narodu, lub do wykonania jakiegokolwiek programu, odnoszącego się do świata zewnętrznego.

Do działalności swej, której ułamki dozwala widzieć innym, Żyd międzynarodowy posługuje się starożytną maszynerią. Odbywają się zjazdy głównych finansowych, politycznych i intelektualnych przywódców żydowskich. Zebrania te mają ten lub inny cel jawny – niekiedy. Niekiedy zaś odbywają się w stolicach świata zjazdy Żydów bez żadnego jawnego celu. Zbierają się oni wszyscy w pewnym mieście, naradzają się i rozjeżdżają.

Czy w tym wszystkim istnieje jakaś władza naczelna – dotychczas nie wiadomo. Nie może być jednak wątpliwości co do istnienia tego, co możemy nazwać `polityką zagraniczną”, istnieje bowiem określony pogląd i plan działania w stosunku do świata nieżydowskiego. Żyd czuje, że znajduje się wśród nieprzyjaciół, ale czuje także, że jest członkiem narodu, – „jednego narodu”. Musi mieć jakąś politykę w stosunku do świata zewnętrznego. Nie może on nie uwzględniać panujących stosunków, nie może on ich uwzględniać, nie będąc pobudzonym do spekulowania na nieunikniony rezultat, nie może spekulować na ten rezultat, nie starając się do pewnego stopnia wpłynąć na to, aby odpowiadał jego pragnieniom.

Toteż niewidzialny rząd żydowski, jego stanowisko wobec nieżydowskiego świata, jego polityka w stosunku do przyszłości, nie są rzeczami tak nienormalnymi, za jakie niektórzy chcieliby je przedstawić. Wobec położenia Żydów – są to rzeczy zupełnie naturalne. Położenie Żydów nie sprzyja nastrojowi sennej błogości; przeciwnie, pobudza on ich do organizowania się na podstawie programów, które mogą te wypadki ukształtować ku pożytkowi ich narodu. Nie jest też dziwacznym ani niedorzecznym przypuszczenie, że może istnieć Sanhedryn żydowski, organ wszechświatowy, złożony z najwybitniejszych Żydów wszystkich krajów, że może istnieć nawet exilarcha, widzialna i uznana głowa Sanhedrynu, mistyczny poprzednik mającego przyjść autokraty, że może istnieć nawet i wszechświatowy program żydowski, na wzór polityki zagranicznej w rządach obecnych. Wszystko to mogło wyrosnąć normalnie na podłożu samego układu stosunków.

A także jest naturalnym, że nie każdy Żyd wie o tym. Sanhedryn stanowił z dawna arystokrację i stanowi ją dzisiaj. Gdy rabini głoszą ze swoich katedr, że nic o tym nie wiedzą, mówią niewątpliwie prawdę. Żyd międzynarodowy jest przekonany, że każdy Żyd zgodzi się na to, co przysporzy potęgi i władzy jego narodowi. W każdym razie jest rzeczą wiadomą, że jakkolwiek zwykły działacz żydowski może wiedzieć bardzo niewiele o programie wszechświatowym, odnosi się jednak z największym szacunkiem i zaufaniem do ludzi, którzy przeprowadzają ten program.

Dwudziesty czwarty protokół mędrców Syjonu mówi, co następuje:

Przejdę obecnie do sprawy umocnienia podstaw dynastii króla Dawida, które będzie polegało na tym przede wszystkim, co zawierało w sobie siłę niezbędną do utrzymania przez mędrców naszych kierownictwa spraw wszechświatowych, do kierowania urabianiem myśli ludzkości całej.

Jeśli można na tym polegać, znaczyłoby to, że jak mówi w dalszym ciągu protokół, samowładca jeszcze się nie pojawił, ale dynastia, czyli ród Dawida, z którego musi się zrodzić, powierzył misję jego przysposobienia mędrcom Syjonu. Ci mędrcy mają przysposabiać nie tylko tych, którzy rządzą sprawami Izraela, ale także kształtują i urabiają myśl ludzkości w kierunku sprzyjającym odnośnym planom. Plan sam może być tajny, ale pewnym jest, że wykonanie go lub skutki jego wykonania nie mogą być ukryte. Dlatego też możliwym jest wyśledzenie nici, które, sprowadzone do swego źródła, zdradzają istnienie programu. Cele tego programu – złe czy dobre dla ludzkości, winny być ogólnie wiadome.

Henry Ford

Fragment głośnej książki „Międzynarodowy Żyd” autorstwa twórcy koncernu Ford.

henry_ford_1

Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.



Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom
Tagi: , , , , , , ,

Podobne wpisy:

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*