Przekroczenie progu wyborczego (5%) i wprowadzenie przez NPD 5 posłów do Landtagu w Schwerinie najwyraźniej rozjątrzyło niemieckie salony polityczne i prasowe.
Przewodniczący rady Landtagu w Meklemburgii, Erwin Sellering z Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) wyraził swoje 'rozczarowanie’ wynikiem NPD. „To wstyd, że znowu im się udało i bardzo godne pożałowania.” – stwierdził, przyznając tym samym porażkę swojego własnego „frontu przeciwko nazizmowi”. Następnie zaś konkludował w duchu czysto demokratycznym: „Bardzo ważnym znakiem wsparcia byłoby, gdyby zachodnie niemieckie Landy pomogły zdelegalizować NPD.”
Po raz pierwszy NPD usiłowano delegalizować w roku 2001, pod zarzutem sprzeczności programu partii z niemiecką konstytucją. W trakcie procesu okazało się jednak, że wiele prominentnych stanowisk w tym ruchu piastowali agenci lub informatorzy służb specjalnych, których rząd nie chciał zdemaskować – wobec czego przerwane zostało postępowanie procesowe, aby nie wyszło na jaw, które z akcji NPD były rezultatem prowokacji bezpieki, które miały na celu przyspieszyć delegalizację tej partii.
NPD otrzymała wprawdzie o 1,3% mniej głosów niż w 2005r., jednak nie ulega wątpliwości iż od tamtego czasu medialno-polityczna nagonka „frontu” znacznie się zintensyfikowała w związku z wkroczeniem tej partii na salony. Jednocześnie wybory w Meklemburgii były w tym roku największą przegraną centro-prawicowej, demoliberalnej CDU, która osiągnęła w nich najgorszy wynik od czasu zjednoczenia Niemiec.
Politykom lewicy i prawicy wtórowały media: dziennik Der Tagesspiegel ostrzega przed tzw. skrajnie prawicowym ekstremizmem NPD, podkreślając, iż kraj związkowy żyjący z turystyki nie może sobie pozwolić na 'nienawiść do obcych’. Tymczasem NPD podczas kampanii wyborczej kolportowała m.in. plakaty z hasłem „Turyści – witamy; azylanci – won!”.
Określająca się jako „centro-lewicowa” gazeta Süddeutsche Zeitung uznała wynik wyborów w północno-wschodnim regionie Niemiec za niepokojący:
„Problem tego, w jaki sposób podminować poparcie dla tej partii pozostaje nieuchwytny. Posiada ona silny rdzeń wyborców – jest to widoczny problem w Meklemburgii i Saksonii, gdzie wygrała stanowiska po raz drugi z rzędu. Nawet spadające bezrobocie nie pomogło. Jest coś naprawdę złego w społeczeństwie, w którym NPD osiąga większy sukces w wyborach związkowych niż FDP.”
na podstawie: bnp.org.uk
Komentarz: Demoliberalne gęganie o potrzebie delegalizacji NPD to w Republice Federalnej Niemiec nic nowego – za każdym razem, gdy pomimo medialnego bombardowania ze wszystkich stron, przedstawiciele tej partii przekraczają próg wyborczy w którymś z Landów, wówczas wyznawcy demokratury sięgają po ten „argument”, potwierdzający zresztą ich własną porażkę. Natomiast wypada się odnieść do ostatniego zdania z artykułu SZ: otóż liberalna FDP (Wolna Partia Demokratyczna), beniaminek niemieckiego systemu politycznego i odwieczny języczek u wagi w rządzie federalnym, nie odniosła w Meklemburgii żadnego sukcesu – tylko sromotną przegraną, uzyskując 2 razy mniej głosów niż wspomniana wyżej NPD i pozostając poza progiem. Doprawdy, coś jest złego w niemieckim społeczeństwie, gdzie problemy takie jak masowa imigracja i jej rozliczne skutki, aborcja, dekadencja społeczna, propaganda dewiacji i wiele innych są zamiatane pod dywan bądź przedstawiane jako „cywilizacyjne zdobycze” (sic!), natomiast za głównie 'zagrożenie’ uznaje się nacjonalistów.
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)






Najnowsze komentarze