Jednym z kapłanów, którzy ukochali Boga ponad wszystko i pozostali wierny tej miłości aż do końca swoich dni, bez wątpienia jest błogosławiony ks. Stefan Wincenty Frelichowski. Poprzez uwielbienie dla Chrystusa miłował otaczający go świat i ludzi. Z powodu tej miłości był w stanie podjąć ryzyko, aby realizować swą posługę i pomagać chorym w obozowej rzeczywistości. Poprzez swoje poświęcenie i duchową dojrzałość doczekał się z czasem beatyfikacji. Współcześnie jego historia jest kompasem, który powinien ukazywać nam słuszną drogę.
Historia błogosławionego Stefana rozpoczyna się w Chełmży. Aktualnie jest to miejscowość leżąca na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Przyszły Sługa Boży przychodzi na świat dnia 22 stycznia 1913 roku. Rodzice jego to z pozoru przeciętni ludzie (ojciec Stefana jest piekarzem, a matka zajmuje się ogniskiem domowym), lecz wyjątkowo ciepli i religijni. W wieku sześciu lat Stefan rozpoczyna naukę w szkole powszechnej w Chełmży. Po jej ukończeniu trafia do gimnazjum humanistycznego, gdzie kontynuuje edukację. W dniu 26 czerwca 1931 roku przyszły męczennik otrzymuje świadectwo dojrzałości. Jesienią tegoż samego roku wstępuje do Wyższego Seminarium Duchowego w Pelplinie, gdzie zostaje członkiem Harcerskiego Kręgu Kleryckiego. Swą przygodę z harcerstwem rozpoczął już w 1927 roku, wstępując do szkolnej drużyny harcerskiej.
Zapewne nie był to łatwy czas w życiu błogosławionego. Natłok nauki, tęsknota za rodziną i ciągłe wątpliwości to elementy klerykatu, które wielu by odwiodły od podążania drogą kapłaństwa. Tym niemniej Stefan nie załamywał rąk. Oczywiście miał wątpliwości, tak jak wielu przed nim, lecz czuł, że posługa Bogu to cel jego życia. W czasie nauki w seminarium zaczynają dotykać Frelichowskiego wątpliwości co do stanu posługi kapłańskiej, niesionej przez duchownych. Pisze na kartach pamiętnika:
„Czasami czuję wstręt do kapłaństwa, czuję, że ta praca nie przynosi właściwego owocu. Że praca obecna to tylko praca z obowiązku, ale nie z ideału. Są kapłani dzielni. Kapłani Chrystusowi. Ale większość pojmuje kapłaństwo jako zawód, jako środek, gdzie za cenę wyrzeczenia się, można pędzić słodkie, ciche życie. Nie mówię, by ono było bez pracy. Nie, ale praca ta, jak zaznaczyłem, staje się przeważnie tylko pracą zawodową. (…) Smutna to rzeczywistość. Smutno na duszy, gdy z jednej strony czuje się idealny pociąg do kapłaństwa, a z drugiej zaś strony widzi smutną rzeczywistość.”
Obok głębokiej troski o sprawy duchowe Stefan również dba o swoją aktywność harcerską. Już od pierwszego roku studiów udziela się w Kręgu Staroharcerskich Kleryków. Mimo wielu zobowiązań związanych z nauką Frelichowski znajduje czas także na tę misję. W końcu nachodzi dzień, który zdecyduje o wszystkim. Dnia 14 marca 1937 roku z rąk biskupa Stanisława Wojciecha Okoniewskiego młody Stefan otrzymuje święcenia kapłańskie. W lipcu roku 1938 zostaje wikariuszem przy kościele Mariackim w Toruniu. Nie dane jest mu jednak cieszyć się zbyt długo życiem parafialnym.
Nadchidzi bezlitosna wojna. Niemcy zaraz po wkroczeniu do Torunia rozpoczynają masowe aresztowania osób duchownych. Ich uwagę zwraca również ksiądz Stefan, z powodu swojej działalności harcerskiej. Trafia do fortu siódmego w Toruniu, następnie przechodzi przez system obozów koncentracyjnych, aż w końcu trafia do Dachau. W tym ostatnim obozie ksiądz Frelichowski działa prężnie, nie zważając na ryzyko. Widuje się z chorymi, odprawia msze, pociesza tych, którzy tego wymagają. Zawsze realizuje swą posługę z uśmiechem. Kiedy jednak nadchodzi listopad 1944 roku, jego sytuacja poważnie się komplikuje. Na terenie Dachau wybucha epidemia tyfusu. Chorzy są zamykani w odizolowanych strefach. Wydaje się, że nie ma komu nieść im pomocy i słowa Bożego. Dla młodego księdza z Polski nie na jednak rzeczy niemożliwych. Frelichowski mimo ryzyka decyduje się pomóc współosadzonym. Z czasem sam ulega zarażeniu tyfusem. Umiera 23 lutego 1945 roku. Z relacji świadków wiemy, że ciało Stefana zostało umieszczone w drewnianej skrzyni. Znalazły się nawet kwiaty, którymi udekorowano trumnę. Na pożegnaniu Stefana zjawiło się wielu więźniów, pamiętających dobroć młodego Polaka.
Warto pamiętać o życiu i dziele księdza Stefana Wincentego Frelichowskiego. Odważna postawa tego młodego kapłana, który nawet w trudnych warunkach obozowych dał się prowadzić Bogu i wzorowo wypełniał swoją posługę, niech będzie dla nas wzorem.
Błogosławiony Księże Frelichowski, módl się za nami!
Krystian Parzątka
Autor jest działaczem Narodowego Odrodzenia Polski.

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze