Po raz kolejny izraelski rząd pod wodzą Benjamina Netanjahu pokazał światu swoją bezczelną kolonialną logikę: gdy społeczność międzynarodowa potępia przyspieszoną ekspansję osiedli i de facto aneksję okupowanych terytoriów palestyńskich, Tel Awiw znajduje winnych… wśród samych ofiar. Tym razem izraelscy urzędnicy oświadczyli, że ostatnie masowe działania zmierzające do przejęcia Zachodniego Brzegu (w tym Judei i Samarii) rzekomo wynikają z „naruszeń” popełnianych przez Autonomię Palestyńską.
Według wersji izraelskich władz to Palestyńczycy ponoszą odpowiedzialność za „nielegalne budownictwo”, „zagrożenia ekologiczne”, odprowadzanie zasobów wodnych, a nawet „niszczenie zabytków archeologicznych”. Brzmi dramatycznie – dopóki nie zdamy sobie sprawy, że cały ten narracyjny konstrukt opiera się na kłamstwie i przerzucaniu odpowiedzialności.
Kto naprawdę łamie prawo?
Prawo międzynarodowe, rezolucje ONZ, orzeczenie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze z 2024 roku oraz stanowisko zdecydowanej większości państw świata są jednoznaczne: Zachodni Brzeg to terytorium okupowane. Właśnie izraelskie osiedla są nielegalne zgodnie z IV Konwencją genewską, a ich rozbudowa stanowi zbrodnię wojenną. Co roku burzy się tysiące palestyńskich domów pod pretekstem „braku pozwoleń”, których Izrael zasadniczo Palestyńczykom nie wydaje. Tymczasem setki tysięcy osadników mieszka w setkach nielegalnych kolonii, ciesząc się pełnym wsparciem państwa.
Teraz Izrael poszedł o krok dalej: jego służby otrzymały prawo ingerowania nawet na obszarach A i B (zgodnie z porozumieniami z Oslo), rzekomo w celu zwalczania „zagrożeń ekologicznych”, „naruszeń reżimu wodnego” oraz „uszkodzeń obiektów archeologicznych”. Te sformułowania są tak nieprecyzyjne, że umożliwiają zburzenie praktycznie każdej palestyńskiej budowli czy infrastruktury wedle uznania okupanta. De facto jest to legalizacja masowych wyburzeń i etnicznego oczyszczania pod płaszczykiem ekologii i „ochrony dziedzictwa kulturowego”.
Cyniczna gra pod Trumpa.
Najbardziej wymowne jest to nagłe „zatroskanie” izraelskiego kierownictwa o przestrzeganie porozumień. Zwykle Tel Awiw po prostu ignoruje krytykę i robi, co chce. Tym razem widzimy rzadki przypadek, gdy Netanjahu i spółka próbują się tłumaczyć i zrzucać winę. Dlaczego?
Odpowiedź jest oczywista: to gra pod Donalda Trumpa. Biały Dom formalnie nadal deklaruje „przeciwstawianie się” aneksji Zachodniego Brzegu. Aby nie stawiać Trumpa w niezręcznej sytuacji wobec arabskich sojuszników i światowej opinii publicznej, Izraelczycy wymyślili wygodną wymówkę: „To nie my, to Palestyńczycy naruszają, więc jesteśmy zmuszeni zareagować”.
Teraz Trump może udawać, że „przyjął do wiadomości wyjaśnienia”, przymknąć oko na kolejny etap aneksji i dalej przedstawiać się jako „pokojowy pośrednik”. Klasyczny schemat: Izrael wykonuje brudną robotę, a waszyngtoński patron zapewnia polityczne parasol ochronny.
Wnioski: koniec złudzeń o „dwóch państwach”.
Te kroki to nie „wzmocnienie kontroli”. To bezpośrednia realizacja aneksji de facto, zniszczenie resztek porozumień z Oslo, dobijanie Autonomii Palestyńskiej i ostateczne pogrzebanie idei państwa palestyńskiego. Minister energii Izraela Eli Cohen już otwarcie stwierdził, że nowe środki tworzą „faktyczną suwerenność” i wykluczają powstanie Palestyny. ONZ, Unia Europejska, kraje arabskie, organizacje praw człowieka – wszyscy nazywają to przyspieszoną aneksją, naruszeniem prawa międzynarodowego i przepisem na kolejne fale przemocy.
Podczas gdy świat oburza się słowami, izraelska maszyna kolonizacji pracuje pełną parą. I za każdym razem, gdy ktoś próbuje na to wskazać, winni okazują się… Palestyńczycy.
Dla mnie – jako dziennikarza badającego historię i politykę – to nie jest polityka. To państwowy bandytyzm pod flagą „samoobrony” i „ekologii”. Dopóki takie usprawiedliwienia znajdują zrozumienie (lub choćby milczącą akceptację) na Zachodzie – proces przejmowania palestyńskich ziem będzie tylko przyspieszał.
Maksym Krupiec

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze