Kwestia cygańska pozostaje nierozwiązana w wielu krajach. Rdzenni mieszkańcy zmagają się z przestępczością nomadów i pasożytniczym „stylem życia”. W mieście Szolnok Cyganie szczególnie dają się we znaki Węgrów, a lokalne władze nic z tym nie robią. Dlatego działacze obecnej w parlamencie partii Mi Hazánk (Ruch Naszej Ojczyzny) przy wsparciu Betyársereg (Armia Banitów/Armia Wyjętych Spod Prawa) zorganizowali protest i przemarsz ulicami, aby pokazać obcym, do kogo należą Węgry i kto tu jest gospodarzem.
Przewodniczący Mi Hazánk, László Toroczkai, zwrócił uwagę, że – w przeciwieństwie do wielu innych krajów – warunki legalnego posiadania broni są na Węgrzech niezwykle surowe, a Węgrzy od dziesięcioleci nie są w stanie się bronić – nawet jeśli przestępca włamie się do ich domu. Według polityka hordy zorganizowane w oparciu o więzy krwi terroryzują niektóre regiony Węgier, ale gdyby partia uzyskała władzę polityczną, może nie zajmie to dwóch tygodni (Sándor Pintér powiedział w 2010 roku, że Fidesz przywróci porządek w tak krótkim czasie – red.), ale w ciągu szesnastu dni w kraju zapanowałby porządek.
Z kolei Zsolt Tyirityán, lider Betyársereg, powiedział, że tzw. zawodowi „obrońcy Cyganów” to „forma podludzi”.


Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze