Przewodnik po najważniejszej z umiejętności
W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez pęd ku wiedzy zewnętrznej i technicznej, książka ks. R. J. Meyera przypomina o istnieniu nauki najszczytniejszej i najbardziej potrzebnej – „umiejętności Świętych”. To dzieło nie jest jedynie suchym traktatem teologicznym, lecz żywym podręcznikiem dla każdego, kto pragnie wznieść się ponad codzienność i zrozumieć sens swojego istnienia.
Fundament: Poznaj samego siebie
Autor wychodzi od starożytnej maksymy „Poznaj sam siebie”, czyniąc z niej fundament wszelkiej prawdy. Przekonuje, że człowiek jest „małym światem”, w którym odbijają się prawa całego wszechświata. Meyer stawia diagnozę współczesnemu człowiekowi: badamy odległe gwiazdy i tajemnice przyrody, pozostając jednocześnie obcymi we własnej „ojczyźnie”, jaką jest nasza dusza. Książka uczy, jak odwrócić ten wzrok i z odwagą zajrzeć do tajników własnego serca.
Pokora jako siła, a nie słabość
Niezwykle cenne są rozdziały poświęcone pokorze. Autor rozprawia się z błędnym mitem, jakoby pokora czyniła nas małodusznymi czy słabymi. Wręcz przeciwnie – ukazuje ją jako podwalinę budowy duchownej, która daje moralną siłę i wielkoduszność. Szczera pokora nie jest zaprzeczeniem prawdy o naszych talentach, lecz uznaniem ich źródła w Bogu.
Sumienie i charakter: Praca rzeźbiarza
Meyer obrazowo porównuje kształtowanie charakteru do pracy rzeźbiarza w marmurze. Każdy z nas posiada określony temperament – nerwowy, flegmatyczny czy sangwiniczny – który jest „klimatem świata ducha”. Autor nie każe nam niszczyć naszej natury, lecz umiejętnie ją „uprawiać”. Poprzez rachunek sumienia, który nazywa „promieniami prześwietlającymi duszę”, uczy nas wykrywać błędy i zastępować je „wonnymi kwiatami cnoty”.
Dlaczego warto przeczytać tę książkę?
- Praktyczność: To nie jest pusta spekulacja, lecz nauka działania i bogobojnego życia.
- Głębia psychologiczna: Autor wykazuje się niezwykłą znajomością ludzkiej psychiki, analizując mechanizmy ułudy, lęku i pychy.
- Nadzieja: Nawet w opisach walki z pokusami i słabościami, Meyer nieustannie zachęca: „W górę więc i naprzód!”.
„Człowiek w całej swej prawdzie” to lektura dla tych, którzy nie boją się stanąć w prawdzie przed samym sobą, by dzięki temu odnaleźć pokój i prawdziwą wolność „dzieci Bożych”. To książka, która pomaga zamienić „pustynię piaszczystą w uśmiechający się ogród”.
ss. 240, format: 145 x 205, oprawa twarda
Człowiek nie ma z natury subtelności ani lotności anioła. Własności te zastrzeżone są na dzień jego zmartwychwstania, kiedy ciało na swój sposób będzie uczestniczyło w przywilejach uwielbionej duszy, kiedy powstanie ciało duchowne, które było wsiane jako ciało cielesne. W obecnym stanie swego bytowania człowiek podlega zwyczajnym prawom materii i, jakkolwiek niebieskie mogą być jego dążenia, stale bywa mu przypominany jego ziemski początek. Ognisty duch chciałby rozwinąć skrzydła do lotu i wzbić się ku niebiosom – atoli ciało, które się kazi, obciąża duszę, a ziemskie mieszkanie tłumi umysł wiele myślący.
Nie koniec na tym. Jako dodatek do naszego ciała musimy dźwigać ciężkie brzemię grzechów osobistych i odziedziczonych, brzemię błędów i niedoskonałości, namiętności i złych skłonności. Tak przytłoczeni i wyczerpani musimy trudzić się, męczyć, wytężać swe siły, piąć się po drabinie mozolnie i powoli, a nie wiadomo jak długo. Tyle tylko wiemy, że nam jeszcze bardzo daleko do szczytu i że musimy wspinać się wyżej, coraz wyżej, im dalej posuwa się nasze życie.
A co zwiększa jeszcze trudność, to pociąg do świata tu na ziemi. Jak silny zdaje się on być czasami! Jak nieomal nieprzeparty! Wtedy to sprawdzamy na sobie w całej ich mocy słowa Zbawiciela: Duch wprawdzie jest ochoczy, ale ciało mdłe. Wtedy też rozumiemy sens głębokiego powiedzenia św. Grzegorza: »Na ziemi ciało jest u siebie, w własnym domu. Gdy Pan nasz zabierze je do nieba, będzie ono, że tak powiem, przeniesione na obce miejsce«. Tak, w istocie, na ziemi ciało obraca się we własnym domu. Tam jego środek ciążenia, do którego wraca tak naturalnie, jak kamień rzucony w powietrze. Wszyscy to czujemy i ustawicznie będziemy odczuwali, aż przyjdzie odmienienie nasze.
Wszelako nie upadajmy z tego powodu na duchu, nie pozwalajmy sercu tracić nadziei. Drabinę, sięgającą od ziemi do nieba, trzyma u szczytu mocno sam Wszechpotężny. On opiera się na niej i daje nam znak, byśmy szli do niego. Czemu wahamy się? Czego się lękamy? Jeśli doznajemy zawrotu głowy na widok wzniosłych wyżyn, na które nas zaprasza, on będzie dłonią swą podtrzymywał nas wspinających się i będzie strofował nas słowami pełnymi zachęty jak te, którymi się ongi odezwał do swego przerażonego apostoła – na wodach galilejskich: Małej wiary, czemuś zwątpił? Rzućmy się więc ku niemu całym pędem płonącej miłości i nie spoczywajmy, póki nas nie zamknie bezpiecznie w swoim objęciu. Gdy raz zostawimy za sobą mętną i przygnębiającą atmosferę tego świata poziomego i zaczniemy oddychać czystszym i lżejszym powietrzem wyżynnym, niezwykła żywotność i moc przeniknie całe nasze jestestwo, taka moc, jakiej doznawał królewski psalmista, kiedy mówił do Pana: Bieżałem drogą mandatów twoich, gdyś rozszerzył serce moje.

Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze