Trumpizm jest próbą odnowienia jankeskiej prawicy, której dotychczasowa formuła, w obecnej sytuacji światowej wyczerpała swoje możliwości. Wróg trumpizmu jest „wewnątrz” USA i jest to liberalizm i jego przepis na społeczeństwo oraz porządek światowy, które wydrążyły Stany Zjednoczone od środka. Trumpiści nie wierzą w globalizację, chcą zatem zbudować fundamenty dominacji Waszyngtonu w świecie policentrycznym. Ich zdaniem, stary system, oparty na przewagach technologiczno-finansowych Stanów i międzynarodowej legitymizacji ich „przywództwa” w światowym marszu ku globalnej liberalnej wiosce, zawiódł. Chcą więc zbudować nowy.
Założenia koncepcyjne
Tu pojawia się Ameryka Środkowa, Karaiby i Ameryka Południowa. Nowa jankeska Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, stwierdza że USA pozbawią podmioty spoza zachodniej hemisfery możliwości rozmieszczania w niej sił lub innych środków stwarzających zagrożenie dla gwiazd i pasów, oraz kontrolowania znaczących zasobów tych trzech regionów. Te cele strategiczne mają zostać osiągnięte przez zrealizowanie celów operacyjnych w postaci pogłębionego zaangażowania w relacje z dotychczasowymi „partnerami” oraz rozwijanie „nowych partnerstw” – ofiarą tego ostatniego padła właśnie Wenezuela.
Jeśli dokument administracji Trumpa nawiązuje do jakiegoś elementu historycznej już Doktryny Monroe, to do „uzupełnienia Rooseveltowskiego” sformułowanego w orędziu prezydenckim z 6 grudnia 1904 roku. „Teddy” groził w nim „narodom i krajom” zachodniej półkuli, które „w sprawach społecznych i politycznych” wykazują „systematyczną złą wolę i nieudolność”, prowadzące do „rozluźnienia więzów z cywilizowanym społeczeństwem” (czyli światem Zachodu). „God Emperor” stawia z kolei warunek „dostatecznej stabilności” i „dobrego zarządzania”, wystarczających by zneutralizować zagrożenia masową imigracją do Stanów, zorganizowaną przestępczością, „ingerencjami” spoza hemisfery, a także zabezpieczyć łańcuchy dostaw i strategiczne węzły istotne dla funkcjonowania USA.
Możemy zatem w najnowszej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego gwiazd i pasów wskazać trzy priorytety w stosunkach Waszyngtonu z krajami Karaibów, Ameryki Środkowej i Ameryki Południowej: 1) pokrewieństwo lub przynajmniej neutralność ideologiczną; 2) zabezpieczenie „wąskich gardeł” dostaw i handlu; 3) dostęp USA do zasobów naturalnych koniecznych do napędzania rewolucji technologiczno-przemysłowej opartej na półprzewodnikach. Priorytetom tym odpowiadają kolejno: 1) rozbudowa relacji z podobnie myślącymi rządami w Argentynie, Salwadorze, Peru, Chile i Paragwaju, neutralizacja nieliberalnych demokracji w Wenezueli, na Kubie i w Nikaragui oraz socjaldemokracji w Meksyku, Kolumbii i Brazylii; 2) kontrola nad Kanałem Panamskim i objęcie kontroli nad Haiti przez jankeskich najemników; 3) porozumienie o eksploatacji metali ziem rzadkich z Republiką Dominikany, kontrola nad Grenlandią i Kanadą z ich złożami.
Wenezuelskie wyzwanie
Boliwariańska Wenezuela jest główną przeszkodą dla realizacji tej koncepcji. Stany Zjednoczone przekonane, że kluczem do zwycięstwa w rywalizacji z innymi mocarstwami jest niekończąca się presja na rywali w Eurazji mogły lekceważyć Wenezuelę. Identyfikując kontrolę nad zachodnią półkulą jako warunek swego przetrwania, gwiazdy i paski nie mogą sobie dłużej pozwolić na ten luksus. Cel w postaci kontroli nad zachodnią półkulą skutecznie zjednoczył tradycyjnych, imperialistycznych Republikanów i bazę wyborczą Potentata w postaci ruchu MAGA. Tych pierwszych reprezentuje urodzony na Kubie konserwatywny mesjanista Marco Rubio, który stał się twarzą polityki wobec Caracas. Tych drugich reprezentuje Stephen Miller, nacjonalista i architekt polityki migracyjnej Numeru Jeden, tak bardzo wobec niego lojalny, że nazwał swój instytut „America First”. Dopełnieniem sojuszu są nadzieje lobby naftowego, symbolizowane wyraźną obsesją Potentata na tle wenezuelskiej ropy.
Cele Waszyngtonu wobec Wenezueli wymienił Rubio: transformacja rządu, wykorzystanie dochodów z ropy dla rozbudowy rynku wewnętrznego („dla dobra społeczeństwa”), powstrzymanie handlu narkotykami (skierowany był głównie na Europę), usunięcie z kraju kolumbijskich partyzantek komunistycznych oraz emisariuszy Teheranu i libańskiego Hezbollahu. Środkiem nacisku na Caracas ma być dalsza blokada morska, embargo na ropę dopóki do jej eksploatacji nie zostaną dopuszczone jankeskie trusty oraz groźba „drugiej fali ataków wojskowych”.
Usunięto tymczasem Maduro, lecz nie jego reżym. U władzy pozostają wiceprezydent Delcy Rodriguez, minister spraw wewnętrznych Diosdado Cabello Rondón, minister obrony narodowej Vladimir Padrino López, szefowa Trybunału Konstytucyjnego Caryslia Rodríguez. Po usunięciu głowy państwa, jego organizm pozostaje nienaruszony. Niewykluczone nawet, że reżym poświęcił prezydenta w porozumieniu z Waszyngtonem. Dla gwiazdek i pasków liczą się rozstrzygnięcia strategiczno-geopolityczne a nie ustrój polityczny. To tylko naiwne polskie prawactwo PiS-owskiego chowu cieszy się że „porwano komunistę”. Reżym Wenezueli pozostaje jednak nienaruszony, jego upadek po ponad ćwierćwieczu rządzenia groziłby bowiem rozpadem instytucji państwowych, co z kolei doprowadziłoby do chaosu i niestabilności, zaprzeczających celom operacyjnym USA.
Wenezuela jako układanka
Wenezuela nie jest krajem jednolitym etnicznie a jej społeczeństwo nie tworzy spójnego narodu. Około 70% populacji tego 31-milionowego kraju stanowią Kolorowi: Metysi, Mulaci, Murzyni i Zambosi. Narodzili się oni jako „odpad” procesu kolonizacji i do 1999 roku de facto nie uczestniczyli we wspólnocie narodowej, będąc wykluczonymi z obiegu polityczno-kulturowo-cywilizacyjnego i tworząc gigantyczną „podklasę”. Pozostałe 30% populacji to Kreole pochodzenia iberyjskiego lub włoskiego. To dwa równoległe i niekomunikujące się ze sobą światy, co widać na przykładzie Caracas, gdzie dzielnice biedoty – takie jak położone na wschodnich obrzeżach Petare, kontrastują z chronionymi barierami elektronicznymi i drutem kolczastym luksusowymi osiedlami w stylu Miami, zamieszkałymi przez elitę o jasnym odcieniu skóry.
Kreole uważają się za architektów modernizacji kraju, dokonywanej pod skrzydłami północnoatlantyckich mocarstw, jak za rządów uważanych przez nich za bohaterów a sterowanych przez CIA prezydentów Marcosa Péreza Jiméneza (1952-1958) i Carlosa Andrésa Péreza (1974-1979, 1989-1993). Ciemnoskóra podklasa identyfikuje jako autorów swej emancypacji społecznej czawistów, którzy po raz pierwszy w historii Wenezueli włączyli większość jej nominalnych obywateli funkcjonalnie do narodu. 70% populacji Wenezueli utożsamia się z czawizmem, białą elitę oskarżając o eksploatację i kompradorską zależność od globalnej Północy. Ta biała elita, podobnie jak w RPA czy w Zimbabwe, w większości w ostatnich latach wyemigrowała z kraju, zrażona represjami i nieudolnymi rządami Kolorowych. To właśnie przedstawiciele tej ośmiomilionowej emigracji organizują dziś antymadurowskie demonstracje w Miami, w Panamie czy w Chile.
Waszyngton nie może oprzeć się na kurczącej się białej mniejszości w Wenezueli, stąd też Numer Jeden powiedział na konferencji prasowej że reprezentująca tą społeczność María Corina Machado to „porządna kobieta”, brakuje jej jednak poparcia w kraju, by mogła rządzić Wenezuelą. Waszyngton stawia na porozumienie z rzekomo bardziej oportunistycznym skrzydłem reżymu, którego twarzą ma być Delcy Rodriguez, a nadzorować ze strony jankeskiej ma je Marco Rubio. Gdyby negocjacje z reżymem się załamały, odium za eskalację konfliktu w Wenezueli (lub upokarzające wycofanie się z niej) Trump ma nadzieję zrzucić na Rubio, pozbywając się w ten sposób kłopotliwego pretendenta do politycznej schedy po nim, który, jako konserwatywny mesjanista, skierowałby Partię Republikańską ponownie na tory globalizmu.
„Doktryna Donroe”
Póki co jednak, to sam „God Emperor”zdradza ideały MAGA, dziedzictwo prezydentów Jamesa Monroe’go (1817-1825) i Johna Quincy’ego Adamsa (1825-1829). Ten pierwszy w swoim orędziu z 2 grudnia 1823 roku odrzucił możliwość ingerencji USA poza zachodnią hemisferą (chodziło wtedy głównie o powstanie w Grecji) i ingerencji państw spoza zachodniej hemisfery w Ameryce (spekulowano wtedy na temat możliwości kolonizacji dawnych posiadłości hiszpańskich przez Francję). Ten drugi, jeszcze gdy był sekretarzem stanu, 4 lipca 1821 roku wygłosił przemówienie, w którym przestrzegł by Ameryka „nie szła za granicę, w poszukiwaniu potworów do zniszczenia”. Tymczasem Trump, już w pierwszym roku urzędowania wydał rozkazy ataków od Iranu po Jemen, od Nigerii po Wenezuelę, od Syrii po Somalię. Wbrew oczekiwaniom MAGA, który pod przewodnictwem wiceprezydenta J. D. Vance’a, domaga się rozwiązania problemów wewnętrznych Republiki.
Jest więc warunek powodzenia akcji w Wenezueli: użycie siły musi być chirurgiczne, błyskawiczne, ogłoszone już po zakończeniu misji. By nie pozostawić pola do dyskusji, w której mogłyby pojawić się głosy wskazujące na rosnące koszty życia białych jankesów, w sprawie czego Trump nic nie robi, bombardując za to na prawo i lewo. Również by skompromitować Putina, który już czwarty rok bez widocznego skutku mieli na Ukrainie krwawą „maszynką do mięsa”. Celem USA nie będzie już „nation building” ale przejęcie największych na świecie złóż ropy, a także zasobów litu, złota i diamentów z tego Eldorado tuż za progiem imperialnej metropolii. Jankeskie trusty energetyczne mają więc wrócić do Wenezueli. Usunięte mają zaś z niej zostać Rosja, Chiny, Iran i Hezbollah oraz kartele narkotykowe.
Światowe echa
Chin utrata Wenezueli szczególnie nie dotknie; jedynie 4% importowanej przez nie ropy pochodzi z Republiki Boliwariańskiej – dopóki Rosja jest na pokładzie, władze w Pekinie nie mają się czego obawiać. Rozliczanie handlu „czarnym złotem” między Pekinem i Caracas w renminbi na dzień dzisiejszy nie zagrażało pozycji dolara USA ze względu na niewielki wolumen tego handlu, choć w przypadku odblokowania wenezuelskich złóż, w perspektywie mniej więcej dekady, mogłoby zagrozić. Atakując Wenezuelę, a w zasadzie popełniając wobec niej akt piractwa – bo tak chyba należałoby zakwalifikować porwanie prezydenta tego państwa, Potentat próbuje zatem zabezpieczyć walutowe podstawy dla światowej dominacji gwiazd i pasów.
W 1974 roku Henry Kissinger podpisał w imieniu gwiazd i pasów porozumienie z Rijadem, oferując Saudom ochronę ich władzy, w zamian za rozliczanie przez Arabię wszystkich transakcji sprzedaży ropy w dolarach USA. Dzięki temu popyt na jankeskiego dolara wzrósł daleko ponad poziom uzasadniany rzeczywistą wartością gospodarki Stanów. Republika uzyskała więc dodatkową linię finansowania swego globalizmu. Gdy Saddam Husajn w 2000 roku ogłosił, że będzie rozliczał sprzedaż ropy w euro a nie w dolarach USA, w 2003 roku Stany przeprowadziły inwazję na Irak i pozbawiły go władzy. Po tym jak w 2009 roku Muammar Kaddafi zapowiedział rozliczanie sprzedaży ropy w złotym dinarze a nie w dolarach USA, w 2011 roku NATO przeprowadziło bombardowania Libii i obaliło jego reżym. Teraz przyszła pora na Maduro, który ma pięć razy więcej ropy niż Husajn i Kaddafi razem wzięci.
Administracja Trumpa ma też nadzieję doprowadzić do upadku reżymu na Kubie, który 25% swojego zapotrzebowania na ropę zaspokajał w Wenezueli, a także w Nikaragui korzystającej z dotacji Caracas. Obserwuje też reakcje władz w Ciudad de México, Brasílii i Bogocie, do których Rubio skierował pogróżkę „zobaczcie, to się właśnie dzieje, gdy ktoś nie gra z nami”. Niektórzy dopatrują się też w słowach sekretarza stanu zachęty dla państwa żydowskiego, by z błogosławieństwem Waszyngtonu zadało ostateczny cios trapionemu ulicznymi wystąpieniami Iranowi. Ponowna koncentracja USA na zachodniej półkuli to też sygnał dla Moskwy i Pekinu, że mogą wyodrębnić swoje strefy wpływów, o ile nie zagrożą w nich interesom USA. Problemem dla Rosji jest w tym kontekście, że jankesi uzyskali od władz w Kijowie ogromne koncesje na eksploatację kopalin i ziem uprawnych na terytorium Ukrainy, 80% tego znajduje się zaś poza kontrolą Moskwy – Waszyngton zatem już ich Rosjanom nie odda.
Pułapka lekceważenia soft power
Trump wyraźnie wzoruje się w polityce na Theodorze Roosevelcie, który skądinąd w 1906 roku otrzymał pokojową Nagrodę Nobla – wyróżnienie, którego Narcyz bardzo zazdrości Maríi Corinie Machado, uważając że to jemu się ono należało. „Teddy” zwykł był mawiać, że powinno się „przemawiać łagodnie i nosić ze sobą duży kij”. Donald stosuje się do drugiej części tej maksymy, zapomina jednak o pierwszej. Jeszcze nie zdążył ujarzmić Wenezueli, a grozi już Grenlandii i Iranowi. Nie sięga do „soft power”, która w drugiej połowie XX i na początku XXI wieku dała legitymizację globalnemu panowaniu Waszyngtonu.
Wenezuelczycy, którym obiecano by liberalną demokrację i „prawa człowieka”, być może wylegliby na ulice i domagali się ingerencji USA przeciwko władzom swego kraju. Trudno jednak wyobrazić sobie, by demonstrowali w imię przejęcia przez jankeskie trusty wenezuelskiej ropy i przekształcenia swojej ojczyzny w ręcznie zarządzaną kolonię gwiazd i pasów. W Kolumbii, Meksyku, Brazylii i innych zagrożonych krajach też może wystąpić „efekt flagi”, czyli gromadzenia się wokół rządu w obliczu zewnętrznej presji.
Otwarcie kolonialna retoryka w informacyjnie hiperłączonym świecie może skutkować akceleracją antyjankesizmu – w Wenezueli i gdzie indziej. A wtedy ściślejsza kontrola nad choćby tylko panregionalną hemisferyczną podstawą imperium – od Ziemi Ognistej rządzonej przez ideologicznego przyjaciela Javiera Mileia po Grenlandię – w sytuacji gdy ideologiczna legitymizacja tego imperium kwestionowana jest nieustannie również przez samego imperatora, może wymagać więcej zasobów niż można pozyskać z metropolii i niż zdoła zorganizować imperialna władza.
Nawet w odniesieniu do samej Wenezueli, sięgający ponad 20 tysięcy żołnierzy potencjał jaki zgromadziły USA w basenie Morza Karaibskiego, nie wystarczyłby do okupacji całego tego kraju, a nawet jego stolicy, z wysoce zorganizowanymi dzielnicowymi i osiedlowymi colectivos. Reżym boliwariański ma do dyspozycji armię, milicję, colectivos i zaprzyjaźnione partyzantki komunistyczne, większość kraju zaś to nie dająca się okupować bezludna tropikalna dżungla. W sąsiedniej Kolumbii partyzantki działały bez żadnej pomocy z zewnątrz przez ponad pół wieku. Jeśli choć część sił boliwariańskich zdecyduje się na opór, USA wplączą się w konflikt nie mający perspektyw zakończenia. A to byłby początek końca Donalda Trumpa.
Ronald Lasecki

Źródło: https://ronald-lasecki.blogspot.com
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Pamiętam jak lata temu Ronek zachwycał się „antyglobalistą” Maduro jakim to on nie będzie wyzwaniem dla „systemu” ( z którym „bohatersko” walczył jak jego „wielki” poprzednik… aż do ostatniej rolki, XD), a tu bach, wystarczyło paru komandosów i już mieszany rasowo komuszek i narkogangsta siedzi za kratkami 🙂
Nie rozumiem tak wogóle całych tych zachwytów na jakimiś jeśli nie kolorowymi to na pewno mieszańcami rasowymi jak Maduro i Chamenei. Co oni mają wspólnego z Białym Nacjonalizmem, żeby ich popierać? Pierwszy to komuch i narkogansta (jakom napisał), drugi muzułmanin, który nie widzi świata poza koranem. Co oni mają wspólnego ze mną – Białym Człowiekiem, którego nie obchodzą żadne żydy, kolorowe, mieszańce rasowe, (((Marksy))) i Mahomety tylko Przetrwanie (Moje i Mojej Rasy)?
A co wspólnego z białym nacjonalizmem ma współczesny biały zachód? Nic poza kolorem skóry. Biały człowiek został kompletnie wykastrowany i nie jest w stanie sprzeciwić się NWO w żadnej formie. Obrażaj sobie dalej Trzeci Świat, który w przeciwieństwie do nas walczy o swoją wolność i przyszłość z dala od globalistycznego pseudo-imperializmu, ale przypominam ci, że my również byliśmy uznawani za jego część dopóki nie sprzedaliśmy się „amerykańskim” bankierom po upadku komuny.
„Obrażaj sobie dalej Trzeci Świat, który w przeciwieństwie do nas walczy o swoją wolność i przyszłość z dala od globalistycznego pseudo-imperializmu, ale przypominam ci, że my również byliśmy uznawani za jego część dopóki nie sprzedaliśmy się „amerykańskim” bankierom po upadku komuny.”
Ten tzw. trzeci świat sam jest pod butem swoich lokalnych watażków więc o jaką „wolność” niby miałby walczyć. To taki sam debilizm jak twierdzenie, że III Rzesza walczyła o całą białą rasę, a nie tylko o swoje interesy.
Dużo łatwiej zmienić źle działający ale suwerenny rząd, niż wyzwolić się spod banksterskiej okupacji (zresztą, wiele z tych „watażków” funkcjonowało by dużo lepiej gdyby byli na równych zasadach dopuszczeni do globalnej gospodarki, a zamiast tego są niszczeni przez atlantyckie cła bo mają czelność sprzeciwiać się syjonistycznemu pseudo-imperializmowi). Jakakolwiek forma walki z atlantyzmem jest w interesie nas wszystkich. I nie wiem po co tu wtrącasz III Rzeszę.
„zresztą, wiele z tych „watażków” funkcjonowało by dużo lepiej gdyby byli na równych zasadach dopuszczeni do globalnej gospodarki, a zamiast tego są niszczeni przez atlantyckie cła bo mają czelność sprzeciwiać się syjonistycznemu pseudo-imperializmow”
Gdyby nie mieli ceł to po prostu sami by się bogacili, a społeczeństwo nadal trzymali pod butem. A dywagowanie o „wyzwoleniu” jest już totalnym absurdem gdy porównuje się niewolnictwo wobec banksterów do niewolnictwa wobec trzecioświatowych bandytów trzymających swoich ludzi pod lufą.
Powiem tak: wolę już żeby antysystemowcy jarali się lepiej nie mówić którą rzeszą (z pierwszej połowy jej istnienia oczywiście, a jeszcze lepiej jej sojusznikami także tymi niedoszłymi by tak rzec i sympatykami), niż widzieli wzór antysystemu w takiej np. Korei Północnej… Najlepiej oczywiście nie żyć za bardzo przeszłością (albo marzeniami o przyszłości), tylko skupić się na dziś. Ale dziś tutaj, na problemach swoich i ludzi wkoło, a nie geopolityce i co tam robią tera te wszystkie Chiny czy putiny.
„Gdyby nie mieli ceł to po prostu sami by się bogacili, a społeczeństwo nadal trzymali pod butem.”
Tia, bo w d***kracji to politycy rządzą dla dobra społeczeństw, nie żeby żerować na zwykłych ludziach i zarabiać krocie zerowym wysiłkiem.
Żałosne jest mówienie takich rzeczy, gdy spojrzy się na Libię Kadaffiego, czy Chiny, które wyciągnęły z biedy największą liczbę ludzi w historii świata. Nie przeszkodziło to syjonistycznej banksterce brutalnie zamordować Kadaffiego jak jakąś świnię i nie przeszkadza im to zwalczać Chin. Ich celem jest podporządkowanie sobie suwerennych narodów i to tyle. Ludzie nie mają znaczenia.
„Żałosne jest mówienie takich rzeczy, gdy spojrzy się na Libię Kadaffiego, czy Chiny, które wyciągnęły z biedy największą liczbę ludzi w historii świata”
Za Kadafiego dobrze żyło się jego sojuszniczym klanom, a resztę trzymał pod butem. Tak jak w Arabii Saudyjskiej. A powoływanie się na Chiny, które korzystają z niewolniczej pracy zamkniętych w obozach koncentracyjnych laogai to ponury żart.
Będę się powoływał na Chiny bo nie szukam jakiegoś abstrakcyjnego ideału państwa, nie szukam idealnych rządów i wiem, że każdy, nawet najlepszy system ma wady, wynika to w oczywisty sposób z grzesznej natury ludzkiej. Błędy Chin w żaden sposób nie umniejszają ich osiągnięciom, to samo tyczy się innych państw. Zresztą, Zachód robił dokładnie to samo „swoim” tubylcom i to jeszcze bardzo niedawno. Nie mam zamiaru o to płakać.
Ale w tych całych Chinach nie ma się czym podniecać, bo wykorzystanie na samym początku masy taniej siły roboczej za miskę ryżu, żeby zarobić kasę, a potem danie tej kasy co inteligentniejszym, żeby ukradli innym państwom technologie to żadna sztuka. Dokładnie tym samym szlakiem teraz idą Indie. To nie jest za przeproszeniem Izrael, gdzie owszem, Żydzi dostają kupę kasy od Zachodu, ale coś muszą ruszyć głową i wymyśleć jakąś innowację. Tam parę procent faktycznej części to rdzennie chińska myśl techniczna. Whataboutyzmu na samym końcu już nawet nie komentuję. To nie jest sztuka wykorzystać fakt, że się ma duże państwo i kupę ludzi i przebić to w sukces. Bo faktycznie gdyby ChRL była wielkości Polski to nic by nie osiągnęła. Tylko mieć małe państwo z ograniczonym potencjałem demograficznym i zbudować siłę. To już Tajwan pod tym kątem lepiej wypada.
Swoją drogą żelazna logika zaprzeczania samemu sobie. Pisanie pod innym postem, że Ameryka to największe zagrożenie i zachwycanie się nad Chinami, które dorobiły się na tym, że Ameryka im pomogła. Jakby nie zaczęła się dyplomacja Nixona to Chiny by do dzisiaj zdychały z głodu pod rządami następców wiekopomnego Mao.
co za stek bzdur! czym jest ta słynna „kradzież technologii?” tworzeniem lepszych, tańszych odpowiedników istniejących już na rynku rozwiązań? innowacje nie biorą się z próżni tylko powstają na bazie istniejących już opcji. dobrze, że większość nie podziela twoich koncepcji bo nigdy nie wyszlibyśmy z jaskiń 😉 zresztą, chińska gospodarka jest jedną z najbardziej innowacyjnych na świecie według tych samych opracowań które pochwalają twój ukochany izrael, więc mam nadzieję, że będziesz uczciwy intelektualnie i przestaniesz temu zaprzeczać!
a co do whataboutismu — żałosne jest zarzucanie mi go w sytuacji, kiedy samemu się go uprawia! napisałem o chińczykach wyzwalających ludzi spod biedy, a ty coś piszesz coś o obozach. to tak jakbym ja na twoją uwagę o innowacyjnym izraelu odpowiedział, że popełniają ludobójstwo w gazie 😉
„…które dorobiły się na tym, że Ameryka im pomogła.” — niesamowite, handel sprawia, że państwa się bogacą, co za odkrycie! przecież napisałem wcześniej, że jestem zwolennikiem handlu na zdrowych zasadach, do którego nie są dopuszczane państwa nieliberalne, więc nie wiem, co mi tu próbujesz zarzucać. natomiast sprowadzanie wszystkiego do „pomocy ameryki” to już nawet nie brak wiedzy (bo tę na ten temat można choć pobieżnie poszerzyć w bardzo krótkim czasie) ale już chyba głupota. to, jak obecnie wyglądają chiny jest przede wszystkim zasługą odpowiedniej polityki gospodarczej i społecznej, handel na pewno w tym nie zaszkodził, wręcz przeciwnie, ale nikt normalny nie twierdzi, że jest inaczej. i tak, usa są największym zagrożeniem dla suwerenności narodów i pokoju na świecie, ale co to ma do handlu? moja wizja świata to nie wojna komicznie złych z perfekcyjnie dobrymi, nie twierdzę, że literalnie wszystko co robią stany to przywoływanie antychrysta.
„co za stek bzdur! czym jest ta słynna „kradzież technologii?” tworzeniem lepszych, tańszych odpowiedników istniejących już na rynku rozwiązań? innowacje nie biorą się z próżni tylko powstają na bazie istniejących już opcji”
Nie innowacje tylko po prostu kradzież technologii. Praktycznie wszystkie auta zachodnie, czy japońskie zostały przez nich skopiowane. I nie tylko auta. A że to złodziejstwo obnaża prawdę, że nie tworzą nic z siebie tak jak na przykład Tajwan, Korea Południowa, czy Japonia udowadnia stan ich techniki wojskowej. Ich technika wojskowa to jedno wielkie gówno. Czołgi raz za razem to praktycznie kopiowanie tego, co ruscy wymyślili, a ruscy jedyne co dobrego opracowali to słynnego kałacha, bo co innego te naprane od wódy tępaki mogą wymyśleć. Lotniskowców naprali, a ostatecznie okazały się chłamem. Tak jak ruscy próbują walić ściemę jakimiś wunderwaffe, to hipersoniczny DF-ZF, to chiński myśliwiec-potiomkinowka J-36.
„zresztą, chińska gospodarka jest jedną z najbardziej innowacyjnych na świecie według tych samych opracowań które pochwalają twój ukochany izrael, więc mam nadzieję, że będziesz uczciwy intelektualnie i przestaniesz temu zaprzeczać!”
Gdyby nie pomoc jankesów to by zdechli z głodu pod wodzą następców towarzysza Mao.
„a co do whataboutismu — żałosne jest zarzucanie mi go w sytuacji, kiedy samemu się go uprawia! napisałem o chińczykach wyzwalających ludzi spod biedy, a ty coś piszesz coś o obozach. to tak jakbym ja na twoją uwagę o innowacyjnym izraelu odpowiedział, że popełniają ludobójstwo w gazie”
Ale ty chyba dyskutujesz ze swoimi argumentami, bo nigdzie nie zaprzeczyłem, że Izrael dopuszcza się zbrodni na Arabach. Faktycznie Chiny po prostu jadą na wykorzystywaniu różnych grup ludności, czy to mniejszości etnicznych, czy marginesu i wrogów politycznych w obozach, czy nawet murzynów w swoich afrykańskich zakładach. Po internecie krążą filmiki jak ich chińscy szefowie za uchybienia robią im chłostę. Praktycznie robią ten sam kolonializm i można tylko domniemywać z dużym prawdopodobieństwem, że jeśli pozwoli im się za dużo to taki sam kolonializm zastosują wobec nas. Trzeba być głupim, żeby tego nie zauważać. Sami Chińczycy już coraz częściej idą w wygodę, a żeby jednym zapewnić tę wygodę to inni muszą na nią robić, taka jest już kolej rzeczy.
„i tak, usa są największym zagrożeniem dla suwerenności narodów i pokoju na świecie”
To jest tylko subiektywna opinia i mogę tylko powiedzieć tyle, że te twoje ukochane Chiny w rzeczywistości w ogóle nie myślą takimi kategoriami. Zapewniam cię, że puchatek i jego świta partyjna na politykę międzynarodową patrzą przez pryzmat szachownicy, na której inne państwa są po prostu poszczególnymi polami ich i ich rywali gry. W ogóle nie patrzą na świat przez taki moralizatorski ton. Co najwyżej go stosują w propagandzie na boku się z niego śmiejąc. I w zasadzie pod tym względem Trump zachowuje się dokładnie tak samo.
dalej czekam na wyjaśnienie tej słynnej kradzieży. chińczycy zakradają się nocami do zagranicznych fabryk i zaklęciami transportują sprzęt do siebie?
„… naprane od wódy tępaki mogą wymyśleć” niesamowity komentarz xD skoro ruski to tępaki, to zakładam, że praktycznie identyczni genetycznie do nich i również nie stroniący od alkoholu Polacy również? kolega jest pewnie jedynym oświeconym wśród polackiej tępoty 😉
cytujesz mój tekst o innowacyjności gospodarki po czym w ogóle się do niego nie odnosisz, tylko znowu powtarzasz te swoje idiotyczne stwierdzenie, do którego też się przecież odniosłem. ciekawe!
„Ale ty chyba dyskutujesz ze swoimi argumentami, bo nigdzie nie zaprzeczyłem, że Izrael dopuszcza się zbrodni na Arabach.” ja również niczemu nie zaprzeczyłem, natomiast rozmowa była kompletnie o czymś innym.
„można tylko domniemywać z dużym prawdopodobieństwem, że jeśli pozwoli im się za dużo to taki sam kolonializm zastosują wobec nas.” XD tak będzie, zostało mi to objawione we śnie. zresztą, nawet jeśli tak by miało być, to ja przecież nigdzie nie postuluję tu uzależniania się od chin (byłoby to absurdalne w sytuacji, w której jestem przeciwnikiem kolonizacji amerykańskiej). jedyne co mówiłem to to, że sprowadzanie wszystkich nieliberalnych systemów do jakichś złodziejskich watażków to głupota. a ty masz jakąś wręcz schizofreniczną manię, żeby podważać wszystkie osiągnięcia takich systemów i jednocześnie polerować berło ameryce xD
„te twoje ukochane Chiny” nie mam żadnych ukochanych chin, po prostu nie jestem ślepy i tępy żeby wszystko co dobre sprowadzać do ameryki a wszystko co złe do chin (i co strasznie zabawne — ty stosujesz ten tok myślenia nawet co do samych chin: wszystko co tam dobre zawdzięczają innym, a wszystko co złe to te parszywe komuchy)
„W ogóle nie patrzą na świat przez taki moralizatorski ton” fajnie, tylko co to ma do mnie? ewidentnie przez moją serię komentarzy widać, że mam inne zdanie, a ty mi tu wyjeżdżasz z czymś takim xD
kolega cały czas odpisuje, tworzy iluzję dyskusji ale wcale nie odnosi się do sedna sprawy i ciągle przesuwa „linię mety”:
– kiedy napisałem coś pozytywnego o systemach nieliberalnych to byli to watażkowie
– kiedy napisałem, że są tłamszeni przez zmowę antyhandlowych sił atlantyckich to okazuje się, że to dobrze bo bez tego byli by złodziejami
– kiedy pokazałem, że wiele państw nieliberalnych wyciąga ludzi z biedy, daje im godność, tworzy stabilne państwo to nagle wszystko to przekreślamy przez błędy tych państw na innych polach
– kiedy pokazałem, że ukochane usa i Europa robiły to samo to zmieniamy temat
– kiedy pokazałem, że chiny to innowacyjna gospodarka to okazuje się, że są złodziejami i nic nigdy nie wymyślili a tak w ogóle to bez usa by ich nie było.
xD z całym szacunkiem dla kolegi, ale to przypomina rozmowę z jakimś kretynem.
W sumie to już nie chce mi się odpowiadać na komentarz w dyskusji, którą uznałem za zamkniętą, tym bardziej że sądząc po treści sugeruję, że dopadła cię frustracja, bo „obrażają” kraje, do których czujesz (zapewne bez konkretnego powodu) sentyment 🙂
Być może takie zachwyty wynikają ze złudzenia, że są oni jakąś alternatywą dla Jew World Order. Przypomniał mi się tekst Danka łudzącego (siebie i czytelników) przed laty, że alternatywą dla wahabizmu jest arabski nacjonalizm. Błąd. )))Imperium((( jeśli powstanie to TYLKO z Naszej (Aryjskiej) Krwi. Żaden Maduro, żaden Chamenei, żaden szyizm, żadne świeckie arabskie nacjonalizmy NIE pomogą nam zniszczyć światowej tyranii żyda ani jego sunnickich piesków. Zrobić to może Biały Człowiek i TYLKO Biały Człowiek, o własnych siłach, bez żadnej zewnętrznej pomocy.
NRTZNZZTŚ – ,,…Imperium jeśli powstanie to tylko z naszej aryjskiej krwi. ( nikt i nic ) nie pomogą nam zniszczyć światowej tyranii żyda ani jego sunnickich piesków. Zrobić to może biały człowiek i tylko biały człowiek o własnych siłach bez żadnej zewnętrznej pomocy. Nie rozumiem tak wogóle całych tych zachwytów na jakimiś mieszańcami. Co oni mają wspólnego z białym nacjonalizmem żeby ich popierać ? Co oni mają wspólnego ze mną – białym człowiekiem którego nie obchodzą żadne żydy , kolorowe , mieszańce rasowe , Marksy i Mahomety tylko przetrwanie moje i mojej rasy ?…”. Pisząc te komentarze w takim tonie bezsprzecznie udowodniłeś że kompletnie nie rozumiesz istoty problemu trapiącego i nas i świat i dróg do jego rozwiązania. Sanhedryn byłby dumny z twoich emocjonalnych przemyśleń tak samo jak jest dumny i rozweselony z podniecania się drugiej strony barykady Putinami , Łukaszenkami , Orbanami , Madurami , Ajatollahami czy innymi podobnymi. SyjonWorldOrder kieruje się jasną zasadą – Solve & Coagula. I antysystem w 100 % podąża tą ścieżką. Albo jak Ty żyjąc ułudą że my sami sami sami bo wszyscy wkoło to …uje! albo jak Danki , Rękasy czy Laseckie – że gołodupce bez planu i wspólnego punktu zaczepienia hop do kupy i z kijem na judeoczołg a potem się okazuje że żadnej kupy nie ma. Obie drogi to drogi do katastrofy ale nie mam już sił tłumaczyć ludziom że żeby podjąć walkę trzeba czterech rzeczy – planu , pokory , niezłomności oraz jednomyślności. W antysystemie tych cech nie ma. Tu jest planistyczna anarchia , buta i arogancja , skłonności do zdrady oraz konfliktowość i emocjonalność. I wszystkie te sprzeczności przez Sanhedryn rozgrywane są przeciw sobie perfekcyjnie. Bo niby i czemu nie skoro i w I i w II wojnie wypaliło a druga strona w żaden sposób nie chce uczyć się na błędach…
„Pisząc te komentarze w takim tonie bezsprzecznie udowodniłeś że kompletnie nie rozumiesz istoty problemu trapiącego i nas i świat i dróg do jego rozwiązania. Sanhedryn byłby dumny z twoich emocjonalnych przemyśleń tak samo jak jest dumny i rozweselony z podniecania się drugiej strony barykady Putinami , Łukaszenkami , Orbanami , Madurami , Ajatollahami czy innymi podobnymi. SyjonWorldOrder kieruje się jasną zasadą – Solve & Coagula. I antysystem w 100 % podąża tą ścieżką. Albo jak Ty żyjąc ułudą że my sami sami sami bo wszyscy wkoło to …uje! albo jak Danki , Rękasy czy Laseckie – że gołodupce bez planu i wspólnego punktu zaczepienia hop do kupy i z kijem na judeoczołg a potem się okazuje że żadnej kupy nie ma. Obie drogi to drogi do katastrofy ale nie mam już sił tłumaczyć ludziom że żeby podjąć walkę trzeba czterech rzeczy – planu , pokory , niezłomności oraz jednomyślności. W antysystemie tych cech nie ma. Tu jest planistyczna anarchia , buta i arogancja , skłonności do zdrady oraz konfliktowość i emocjonalność. I wszystkie te sprzeczności przez Sanhedryn rozgrywane są przeciw sobie perfekcyjnie. Bo niby i czemu nie skoro i w I i w II wojnie wypaliło a druga strona w żaden sposób nie chce uczyć się na błędach…”
Ten komentarz jest tak absurdalny, że nie wiem co powiedzieć. Najwięcej absurdu widzę w tym, że od x czasu przelano na podobnych portalach jak ten tysiące słów na temat tego „antysystemu” i rozprawialiście o sprawach wagi całego świata (czy choćby tej 'białej rasy’), a nie zauważacie najbardziej widocznego gołym okiem draństwa. Nie obchodzą mnie żadne antysystemy kiedy nie mam wpływu na to, żeby zaszkodzić nawet lokalnym zdegenerowanym urzędasom i prywaciarzom okradającym społeczeństwo przez odpisywanie sobie wszystkiego od podatku. Tymczasem te wszystkie Brauny zamiast w pierwszej kolejności wbić kija w to kurestwo to chce mu jeszcze pomagać, likwidować płacę minimalną itd. Dlatego mam dość wszelkiego dotychczasowego politykierstwa, które uważam za zdegenerowane. I zaliczam do tego powyższe komentarze (choć co do zachwycania się tymi wszystkimi Maduro i szyizmami, niemającymi nic wspólnego z realnymi problemami Polaków takich jak ja zgadzam się).
„…rozprawialiście o sprawach wagi całego świata (…) a nie zauważacie najbardziej widocznego gołym okiem draństwa. Nie obchodzą mnie żadne antysystemy kiedy nie mam wpływu na to, żeby zaszkodzić nawet lokalnym zdegenerowanym urzędasom i prywaciarzom okradającym społeczeństwo”
Ale kolega wie, że na stronie jest archiwum tekstów i wystarczy parę sekund, żeby przekonać się, że nie ma racji? Od początku jej istnienia strona piętnuje różne patologie społeczne widoczne każdego dnia w III RP a grupy nacjonalistyczne i antysystemowe są bardzo aktywne jeśli chodzi o protesty etc. Wiadomo, skala jest taka na jaką pozwala liczebność tych grup i całkowicie oddolny charakter tych działań, ale zarzucanie antysytemowcom, że nie zajmują się polskimi sprawami jest skrajnie absurdalne.
„Ale kolega wie, że na stronie jest archiwum tekstów i wystarczy parę sekund, żeby przekonać się, że nie ma racji”
No właśnie. Archiwum. Wtedy, kiedy jeszcze na tym portalu pisano o czymś realnym. A nie jak teraz jakieś gejopolityczne bzdury pisane z pozycji niemających nic wspólnego z realną rzeczywistością. Czyli przedruki tych wszystkich LOLandów, Duginów itd.
Na tym portalu od samego początku były teksty formacyjne, przedruki z klasyków radykalnej myśli etc. Uprawiasz rewizjonizm i to taki w najdziwniejszej postaci bo tak jak mówię – wystarczy kliknąć w archiwum żeby przekonać się, że nie masz racji.
@kropka
Akurat artykuły Ronalda Laseckiego i Aleksandra Dugina to najwartościowsze z publikacji ostatnimi czasy ukazujących się na tym zasłużonym Portalu.
Hmm, uprawiam rewizjonizm. A możesz człowieku mówić normalnie? Efekt tego czytania Laseckich, Duginów i innych przeintelektualizowanych „metapolityków” jest taki, że zaczyna się bujać w obłokach. A na sam koniec zostaje puste pieprzenie od rzeczy. Ja nie widzę nic wartościowego w dorabianiu idei do krwawych watażków. Wszyscy ci pseudointelektualiści polityczni to po prostu agitatorzy zwykłych zbrodniczych dyktatur.
Mam na myśli, że próbujesz konstruować fałszywą rzeczywistość, jakoby obecny stan portalu to był efekt jakiegoś wykolejenia, zboczenia z drogi, gdzie to po prostu nieprawda. „Takie” teksty pojawiały się tutaj od zawsze. Nie mam problemu z krytyką (zresztą wspomniany Lasecki sam niejednokrotnie krytykował Dugina), po prostu dziwi mnie to święte oburzenie.
To nie jest żadne oburzenie, tylko raczej jeśli już to zażenowanie. Owszem, wcześniej były wpisy o jakichś Libiach, Syriach, tylko że poza tym były wpisy o czymś konkretnym w skali wewnętrznej, wewnątrzpaństwowej. A teraz tylko jakaś geopolityka i to w najbardziej odklejonej wersji, albo powtarzanie po raz nty o jakichś postaciach.