Popiersie robotnika ‒ rzeźba Xawerego Dunikowskiego herbu Abdank z 1948 r. ‒ podczas wrocławskiej Wystawy Ziem Odzyskanych miało symbolizować, jak głosił katalog, a za nim podaje współczesna informacja muzealna, rzeczywistego pana tych ziem. Dziś jednak, kiedy jesienią 2025 r. dzieło zostało ponownie wystawione na widok publiczny w Pawilonie Czterech Kopuł, widzimy, że w tym popiersiu nie ma nic władczego, a każdy jego szczegół przeczy komunistycznej propagandzie.
Kogóż bowiem kontemplują zwiedzający? Herosa? Króla? Mędrca? Zdobywcę? Nie, po wejściu w głąb pawilonu stajemy przed potwornie okaleczonym inwalidą, niemym oskarżeniem niewolniczego systemu, w którym podstawowymi narzędziami pracy fizycznej były łopaty i taczki, a niekiedy tylko nieosłonięte dłonie. Widzimy skrzywioną sylwetkę, poszarpane ramiona, urwane w czeluściach fabryki, wyżej zaś dostrzegamy niewidzące oczy i głębokie bruzdy na twarzy. Nikt nie dbał o tego człowieka, gdyż nie obchodził nikogo z wykorzystujących jego udrękę. Skóra jest wręcz popękana, zachowując ślady okaleczeń doznanych u nich, na mrozie, włosy zaś układają się w palce nadzorcy, przyciskające głowę ofiary. Dzisiejszy gospodarz tej ziemi (jedynie z ironią można cytować słowa Ksawerego Pruszyńskiego) był tylko anonimowym, łatwym do wymiany dodatkiem do maszyny i planu. Popiersie robotnika równie celnie mogłoby zostać nazwane Popiersiem żebraka.
Monument góruje nad zwiedzającymi, lecz taki obiekt łatwo obalić i potłuc. Jest bowiem oderwany od rzeczywistości i nie znajduje zakorzenienia. Kruchy jak totalitarna propaganda w zderzeniu z prawdą.
W poszukiwaniu tej ostatniej wzrok kierujemy ku rzeźbom Jarosława Vonki, tym razem udając się do Gmachu Głównego wrocławskiego Muzeum Narodowego. Jakaż godność i siła jest w niewielkiej przecież figurze znanej jako Ogrodnik lub Drzewo życia. Rzeźba powstała kilkanaście lat przed monumentem Dunikowskiego – prace różni właściwie wszystko. Pozornie mogłoby je łączyć odwołanie do aktywności fizycznej, lecz i to skojarzenie zawodzi, gdyż jest przepaść między uświęcającym sensem ludzkiego trudu i bezsensem. Kilkanaście lat, lecz w gruncie rzeczy cała epoka (formacja duchowa), oddziela iście królewską świadomość twórcy od pracy na wyniszczenie, a odpowiedzialność za dzieło Boże od utopii. Można nawet zaryzykować domniemanie, że Ogrodnik mógł powstać tylko w tych warunkach, które stworzyło wprowadzenie do kalendarza liturgicznego święta Chrystusa Króla.
Proporcjonalna sylwetka, zindywidualizowany, szlachetny wyraz twarzy, nagi tors, podwinięte spodnie, zraniony bok, a obok drzewo życia, symbol doskonale znany z mitologii ‒ w tej rzeźbie ulegający chrystianizacji. Tytułowy ogrodnik stoi bowiem na kuli, prawdopodobnym symbolu globu, którego mieszkańców nasz Pan Jezus Chrystus odkupił i nabył na własność Przenajdroższą Krwią. I oto w rzeźbie splatają się dwa wątki: Odkupiciela i odkupionego, jedynozbawczości i współpracy w dziele zbawienia (niewykluczone, że nawet poświadczonej męczeństwem, lecz już z całą pewnością udowodnionej codziennym wysiłkiem, gdyż bez niego ogród nie mógłby funkcjonować). Kula w tym kontekście jest także atrybutem królewskim, fundamentem, poza którym żaden ogród nie mógłby powstać.
Ład przeciwko rozpaczy, współpraca przeciwko niewolnictwu, osoba przeciwko „mówiącemu narzędziu”, życie przeciwko uzurpacji.
Adrian Nikiel
Zdjęcie: zrzut ekranu facebook

Źródło: legitymizm.org
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze