life on top s01e01 sister act hd full episode https://anyxvideos.com xxx school girls porno fututa de nu hot sexo con https://www.xnxxflex.com rani hot bangali heroine xvideos-in.com sex cinema bhavana

Nowy Wspaniały Świat: Epidemia jako okazja do totalnej inwigilacji

Promuj nasz portal - udostępnij wpis!

Nowy Wspaniały Świat w praktyce. Edward Snowden uważa, że coraz większe ograniczenia nakładane przez rządy krajów, w związku z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2, doprowadzą nie tylko do największego w historii ataku na nasze swobody obywatelskie, ale również nie skończą się wraz z wygaśnięciem pandemii koronawirusa i pozostaną z nami na zawsze.

Były pracownik Amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa ostrzega, że rządy praktycznie wszystkich krajów na świecie wykorzystają tę sytuację na swoją korzyść i przyzwyczają nas do życia w realiach nowych, zaawansowanych technik inwigilacyjnych, które będą miały za zadanie skutecznie pomóc nam walczyć z pandemią. Snowden podkreślił, że już teraz rządy Stanów Zjednoczonych czy Unii Europejskiej po cichu dogadują się z największymi na naszej planecie koncernami technologicznymi, które prężnie rozwijają się w globalnej sieci i każdego dnia obsługują miliardy ludzi. Według niego, zagrożenie dla naszej wolności jest tak poważne, jak jeszcze nigdy wcześniej i jeśli nic z tym nie zrobimy, to staniemy się niewolnikami.

Facebook, Google, Amazon, Microsoft, Twitter, Instagram, AOL i niezliczone firmy z nimi współpracujące, będą nie tylko udostępniać rządowi nasze dane o lokalizacji i zniosą szyfrowanie w transferze danych, ale również powstaną specjalne narzędzia do represji niepokornych ludzi, którzy nie stosują się do restrykcji narzucanych przez władze. Techniki inwigilacyjne w Stanach Zjednoczonych i Europie mają stać się w najbliższych miesiącach kopiami tych, które do tej pory były wprowadzane w Chinach. Były pracownik Amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa ostrzega, że rządy mogą wprowadzić podobny do chińskiego System Oceny Obywateli.

Polska była jednym z pierwszych krajów zaawansowanego demoliberalizmu, który opracował aplikację na smartfony, gromadzącą w ramach walki z pandemią ogromne ilości danych osobowych, w tym informacje o położeniu ludzi i zdjęcia.

Realnymi skutkami „totalnej wojny z koronawirusem” bedą ogromna inwigilacja i kryzys gospodarczy na wielką skalę.

Na podstawie: geekweek.pl/nacjonalista.pl

totalnakontrola

 


Promuj nasz portal - udostępnij wpis!
Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.

Tagi: , , , , , ,

Podobne wpisy:

Subscribe to Comments RSS Feed in this post

5 Komentarzy

  1. Niedługo może okazać się, że zostanie już tylko korzystanie z
    https://www.torproject.org/

    i tym podobnych

    • A mnie tak szczerze nie poruszają jakoś mocno te ostrzeżenia o inwigilacji w necie, bo w rzeczywistości każdą stronę można inwigilować, każdy zakątek internetu. Nawet sieć deep web, zwłaszcza Tor – tam połowa stron jest inwigilowanych. Ile to postapokaliptycznych infoanarchistów zwiastowało pełną kontrolę w sieci, a jednak taki portal nacjonalista.pl jak działał, tak i dalej działa.
      Jeśli chodzi o sam infoanarchizm to jest taki libertynizm, w którym za antysystemowe uchodzi nie to, co powinno uchodzić (opór przeciwko demoliberalizmowi), tylko uchodzi jakiś abstrakcyjny wolny dostęp do internetu.
      Problemem nie jest sama inwigilacja, problemem jest uzależnienie ludzi od wirtualnej „rzeczywistości” (bardziej adekwatnym jest określemie wirtualnej ułudy rzeczywistości, bo tym właśnie jest współczesne życie cyfrowe). Popatrzmy na przeszłość. Uważa się, że ten cały internet, portale „społecznościowe” to wielki postęp w dziedzinie relacji społecznych, możliwość szybkiego porozumiewania się z ludźmi z innego zakątka świata, generalnie przedstawia się to jako rewolucję. A w rzeczywistości jest to gwóźdź do trumny ludzkości, jest to regres. Coraz więcej ludzi ma problemy psychiczne, boi się interakcji z drugim człowiekiem, dochodzi do atomizacji społecznej, w skrócie społeczeństwo rozpada się.
      Popatrzmy na to choćby z perspektywy popularności nacjonalizmu. Obecnie mimo, że nacjonaliści dysponują masą środków, które mogą wykorzystać do propagandy, nie są w stanie stworzyć sprawnego i jednolitego ruchu społeczno-politycznego mającego zdolność wpływania na masy polityczne. Zamiast tego nacjonaliści tworzą jakieś dziwaczne hybrydy ideologiczne, albo pogrążają się w subkulturze, albo zajmują się shitpostingiem. Dla kontrastu porównajmy to z okresem przedwojennym, gdy samo radio było uważane za cudo techniki. Ruch Rex, RNR, faszyści, NSDAP itd nie mieli portali społecznościowych do mobilizowania ludzi, a na zwykłych mityngach politycznych, nawet niezwiązanych z wyborami byli w stanie zbierać tyle ludzi, ile uczestniczy w Marszu Niepodległości, który jest uważany za wielki sukces ruchu narodowego w Polsce.
      Sam Leon Degrelle po wojnie, gdy upowszechniły się telewizory dostrzegł ten regres, a wtedy jeszcze nie było internetu, albo był w powijakach. Przed wojną, gdy telewizja nie była tak upowszechniona ludzie potrafili się zbierać i żyli pełnią życia. A jak spopularyzowały się telewizory to ludzie przykłuli się do ekranów, lampili się w nie, głupieli i marnowali czas. I Rex, który nie zdobył przed wojną władzy tylko przez polityczne kurestwo prymasa Belgii, po wojnie nigdy się nie odrodził. Gdyby dzisiaj Degrelle żył i by widział „uroki” cyfryzacji to by się załamał.
      Generalnie nie przejmuję się zwiększeniem kontroli w internecie, bo uważam, że w dużej mierze sam internet jest jednym ze źródeł problemów cywilizacji naszej rasy. To od upowszechnienia się tego typu środków, najpierw telewizora/telewizji, potem internetu społeczeństwa zaczęły zachowywać się nienaturalnie, zaczęły się degenerować i pojawiła się masa dziwolągów, które normalnie nie zaistniałyby, jak subkultura LGBT, incele, jak i pojawiła się masa bezproduktywnych „zajęć” typu influencerzy, którch rady są tak samo bezwartościowe, jak oni sami.
      Gadanie o inwigilacji w sieci to taka sama bzdura i wydmuszka, jak troska o „wolność”, „wolność słowa” i obawa przed totalitaryzmem. Przecież nacjonalizm sam nie jest ideologią „demokratyczną” w powszechnym znaczeniu tego słowa i gdyby nacjonaliści przejęli władzę to nie byłoby miejsca na róbta co chceta i na wolność słowa. Nacjonalizm jest ideologią demokratyczną tylko w tym znaczeniu, że jest ludowy, a demokracja nie muso oznaczać pluralizmu, demokracja też nie musi kłócić się z totalitaryzmem.

    • A jak już wspomniałem o totalitaryzmie.
      Jeśli za totalitaryzm uznaje się prymat kolektywu nad jednostką i jej wolnością, społeczeństwo zorganizowane na określonych zasadach ideowych, brak partyjności, nietolerancję dla ideologii wrogich idei społeczeństwa zorganizowanego na zasadach faszyzmu/NR/NS, przenikanie idei faszystowskiej/NR/NS przez życie zbiorowe całego społeczeństwa, wreczcie – pełną integrację obywateli w życie społeczno-polityczne państwa to ja sam jestem totalitarystą. I Mussoliniemu właśnie o taki totalitaryzm chodziło, nie chodziło o zamordyzm i trzymanie narodu w strachu. A że tępił komuchów, liberałów i „demokratów” – no cóż, nie można mu mieć za złe walki z ideologicznymi ekstremistami podważającymi model społeczeństwa, który zapewniał mu trwanie i rozwój cywilizacyjny.
      W faszystowskim państwie jedyna opozycja, jaka powinna być legalna to tylko opozycja nienegująca fundamentalnych zasad faszyzmu. Tzn liberalizm, bolszewizm i inne ideologie promujące nihilizm, hedonizm, relatywizm, liberalizm, indywidualizm lub kosmopolityzm powinny być zakazane.

  2. Trochę poza tematem – pod artykułem na portalu 3Droga w komentarzach napisałem komentarz, który wklejam tu, w razie gdyby moderacja ocenzurowała mnie:

    „a kryzys gospodarczy był tak dotkliwy, że nie pozostawił głównym mocarstwom innych możliwości, jak tylko wojnę, która mogła rozwiązać ich trudne problemy”
    Nie będzie żadnej powtórki ze scenariusza, który doprowadził do IIWŚ. Nie będzie żadnej IIIWŚ, najwyżej będziemy mieli do czynienia z regionalnymi konfliktami pomiędzy różnymi stronami konfliktu, chociaż to nawet nie jest pewne.
    W Azji Wschodniej po załamaniu się obecności geopolitycznej USA najprawdopodobniej Chińczycy zaproponują swoim sąsiadom (Japonii, Korei Południowej, Filipinom, Malezji, Wietnamowi, Tajlandii i Indonezji) propozycję nie do odrzucenia, że ci przeorientują się geopolitycznie na Chiny tworząc wschodnioazjatycką strefę geopolityczną z chińskim przywództwem na czele, co będzie oznaczać przejście Chin do roli supermocarstwa, a dla państw azjatyckich wokół Chin będzie oznaczać zachowanie stabilności. Rasa żółta, w przeciwieństwie do wielu narodów innych ras w swoim kodzie kulturowym ma wpisany rozsądek. W ramach tego rozsądku Chińczycy nie operują zamordyzmem tam, gdzie nie trzeba i zamiast tego wolą stosować środki dyplomatyczne, które mogą im pozwolić osiaganie upragnionych celów. Podobnie też narody azjatyckie dotychczas rywalizujące z Chinami – nie będą iść na konfrontację z Chinami jeśli wiedzą, że w chwili kryzysu przeorientowanie się na Chiny nie zachwieje ich pozycji i umożliwi dalszy rozwój. Wilk syty i owca cała. A żeby zcementować taki układ stworzy się ogólnożółtą tożsamość rasową, która pozwoli na wypracowanie więzi kulturowej między wschodnioazjatyckimi narodami. Następnie powstanie z tych państw związek (unia) polityczno-gospodarczo-wojskowy, być może nawet walutowy w stylu UE i NATO, z wydzielonymi wschodnioazjatyckimi siłami obejmującymi wszystkie rodzaje SZ.
    -
    Stany Zjednoczone w wyniku kryzysu będą się wycofywać militarnie i politycznie z całego świata, pójdą w izolacjonizm i dalej możliwe są dwa scenariusze. Jeden to taki, że jakimś cudem dojdzie do utrzymania stabilności i gospodarka zostanie odbudowana. Wtedy:
    - w ramach przeorientowania się na odpieranie rosnącej rywalizacji z Chinami powrócą do Manifest Destiny i będą zdobywać wpływy na Pacyfiku i Oceanii lub wręcz będą anektować te obszary. Być może w ramach tego Manifest Destiny kluczowym będzie zacieśnianie relacji z tak samo należącymi do anglosfery, jak USA Australią i Nową Zelandią, być może będziemy mieli do czynienia z jakąś integracją tych państw.
    - być może wraz z Manifestem Destiny USA będą dążyć do panamerykanizmu, ale z racji wyrastania Brazylii na potencjalne supermocarstwo w przyszłości raczej głównie skupią się na Ameryce Północnej. W ramach tej polityki możliwe są następujące scenariusze:
    • zainteresowanie USA zajęciem Grenlandii, by budować i utrwalać wpływy w regionie Arktyki – element rywalizacji arktycznej z Rosją (chociaż raczej uważam, że dojdzie po prostu do porozumienia, w którym zostaną wytyczone strefy wpływów państw arktycznych), co może dać kolejny efekt:
    • zaciskanie amerykańskiej pętli na Kanadzie, co mogłoby potencjalnie doprowadzić do włączenia stanów kanadyjskich do USA
    • zainteresowanie USA aneksją wysp Karaibów i małych państewek położonych na południe od Meksyku w Ameryce Środkowej. Zajęcie tych obszarów byłoby stosunkowo łatwe i mogłoby dać następujący efekt:
    • oplatanie Meksyku amerykańskimi wpływami w celu potencjalnej aneksji Meksyku, stany meksykańskie stałyby się stanami amerykańskimi.
    Generalnie te dwie opcje, zwlaszcza jeśli udałoby się Amerykanom w maksymalnym scenariuszu oplatać wpływami całą Amerykę, włącznie z Południową, Australię i Nową Zelandię, co by Amerykanom pozwoliło na ekspansję wpływów w kierunku Antarktydy (w czasie ocieplenia klimatu na tym kontynencie i wygaśnięcia Traktatu Antarktycznego) – wtedy potęga USA z mocarstwa równoleżnikowego stałaby się mocarstwem południkowym. Niewiadomo, czy hegemonia USA w Europie utrzyma się, raczej USA porzucą Europę na rzecz skupienia się na walce z Chinami, czyli na Pacyfiku i obu Amerykach, a Rosji oddadzą wpływy w Europie i na Bliskim Wschodzie, a w Arktyce jak już wspomniałem podzielą się wpływami. W takim rozrachunku Rosja w rywalizacji chińsko-amerykańskiej będzie stroną neutralną, Chiny będą musiały skupić się na Azji Wschodniej i Południowo-wschodniej, bo wtedy nie będą mogły sobie pozwolić na ekspansję w kierunku zachodnim (Azji Środkowej), więc Nowy Jedwabny Szlak nie będzie głównym elementem chińskiej geopolityki. No chyba, że Chiny przewyższą siłą USA i Rosję razem wziętą, ale to nie będzie takie proste, bo Rosja jest potęgą lądową, a USA potęgą morską. Chociaż ekonomicznymi środkami mogą poluzować rosyjskie wpływy na Bliskim Wschodzie i w Europie. USA wrócą do Europy ewentualnie wtedy, gdy Rosja wewnętrznie zdestabilizuje się, a patrząc na rosyjską demografię i na zacofanie społeczno-cywilizacyjne Rosji jest to raczej nieuniknione, Rosja to kolos na glinianych nogach. Ale wtedy Azja Środkowa będzie chińską strefą wpływów, a Bliski Wschód strefą rywalizacji chińsko-amerykańskiej.
    Drugi scenariusz to wewnętrzna destabilizacja w USA. Być może dojdzie do wybuchu wojny rasowej i czystek etnicznych między białymi, czarnymi, Latynosami i Indianami, a ludność azjatyckiego pochodzenia (mówię tu o wszystkich krajach azjatyckich, nie tylko o „żółtych”) prawdopodobnie ucieknie do krajów azjatyckich, z których pochodzi. Możliwe, że dojdzie też do exodusu Żydów lub nacjonaliści niezależnie jakiej grupy rasowej i inne radykalne grupy (np islamscy radykałowie) będą dokonywali pogromu Żydów z tej prostej przyczyny, że wszystkie te grupy, czy to islamscy radykałowie, czy biali nacjonaliści, czy czarni nacjonaliści i generalnie alt-right w większości utożsamiają znienawidzony przez nich obecny system amerykański z Żydami. Wtedy może dojść do następujących scenariuszów:
    - interwencja zbrojna państw zewnętrznych (mam tu na myśli Chiny, Rosję, ale też Meksyk zainteresowany odzyskaniem ziem zabranych w XIX wieku przez Amerykę, które częściowo zamieszkuja Latynosi). Bardzo prawdopodobny scenariusz, zważywszy na łatwość dobicia głównego rywala i złupienia go. Ale z drugiej strony jest to mało prawdopodobne, bo tego typu działanie groziłoby atakiem nuklearnym z terytorium Ameryki na te państwa. Chociaż z drugiej strony taka interwencja mogłaby być uzasadniona właśnie zabezpieczeniem amerykańskiej broni jądrowej przed dostaniem się w niepowołane ręce.
    - drugim scenariuszem jest brak interwencji zbrojnej zwycięstwo w amerykańskiej wojnie rasowej którejś ze stron (najprawdopodobniej – i mam nadzieję, że biali) i stworzenie z całości, lub części amerykańskiego terytorium białego etnopaństwa. Jednocześnie dokonana zostałaby rewolucja, która zmiotłaby żydowską kryptokrację, liberalne elity, dominację banków i megakorpo. Odbudowę gospodarki zrealizowanoby poprzez nacjonalizację środków, w tym finansowych kontrolowanych przez te kręgi. Oba scenariusze zakończyłyby w USA obecny kapitalizm polegający na dominacji banksterów, megakorpo i innych skorumpowanych i korumpujących miliarderów.
    -
    Na Bliskim Wschodzie przez chwilę Rosja może kontrolować sytuację, ale wraz ze wzrostem siły kraje muzułmańskie (w sensie o większości muzułmańskiej) skupione wokół Iranu będą mogły pozwolić sobie na większą niezależność. Głównym muzułmańskim rywalem Iranu na Bliskim Wschodzie jest Arabia Saudyjska. Albo dojdzie do porozumienia między tymi krajami, albo dojdzie do destabilizacji Arabii Saudyjskiej za pomocą sił odśrodkowych. Ale głównym teatrem działań będzie wojna z Izraelem. Prędzej, czy później Iran rozwinie swe wojska, swój potencjał rakietowy i uzyska broń jądrową i za pomocą części tych środków lub wszystkich tych środków Iran zniszczy Izrael. Albo konwencjonalnie – dla Europejczyków niekorzystne, mielibyśmy uchodźców żydowskich na karku, albo w przypadku użycia przez Żydów broni jądrowej lub bez tego – za pomocą broni jądrowej – eliminowałoby to problem żydowskiej imigracji do Europy.
    -
    Między Pakistanem, a Indiami oraz między Chinami, a Indiami raczej pozostanie sytuacja patowa.
    -
    W Afganistanie, po wycofaniu się Amerykanów wojnę wygrają Talibowie i wojna skończy się. Chyba, że wkroczą na ich miejsce Rosjanie, albo Chińczycy, ale wątpię w to. Z jednej strony mogą dogadać się z Talibami, z drugiej strony istnieje dla nich ryzyko, że zwycięstwo Talibów będzie oznaczało wzrost siły ugrupowań islamskich w Azji Środkowej i w Sinciangu i Rosjanie mogą utracić wpływy w Azji Środkowej, a Chińczycy mogą utracić Sinciang lub może dojść do destabilizacji na tamtym obszarze. Ale z drugiej strony istnieje ryzyko, że wdając się w wojnę z Talibami poniosą zbyt duże koszty, a efekty będą żadne, co pokazała historia interwencji Brytyjczyków, Rosjan/Sowietów i Amerykanów w Afganistanie. W przypadku konfrontacji Talibów z tymi dwoma państwami może dojść do rozjechania się interesów Iranu i Rosji z Chinami. I przy okazji może dojść do zbliżenia między Iranem, a Turcją i być może też krajami arabskimi (w przypadku pojednania szyicko-sunnickiego) – wszystkim tym krajom zależy na wspomaganiu braci muzułmanów, Iranowi zależy na eksporcie rewolucji islamskiej i wzroście wpływów, a Turcji zależy na wspomaganiu turańskich braci w Azji Środkowej i w Sinciangu oraz na budowaniu tam wpływów. A to już zagroziłoby pozycji Rosji i Chin.
    -
    Wracając do Ameryki Południowej tam niby mogłoby dojść do rywalizacji między portugalskojęzyczną Brazylią, a resztą krajów hiszpańskojęzycznych ze względu na stosunkowo silną pozycję Argentyny niejednokrotnie rywalizującej z Brazylią, stosunkowo dobrą sytuację ekonomiczną Chile oraz ze względu na bogactwo paliw kopalnych w Wenezueli oraz ze względu na porównywalną liczbę ludności hiszpańskojęzycznej i portugalskojęzycznej, alw raczej do tego nie dojdzie. Bo tam obecnie podziały polityczne przebiegają nie na podstawie języka, a na podstawie podziału na państwa rządzone przez lewicę oraz państwa rządzone przez prawicę. Mimo, że lewica w przeszłości była najbardziej wiodąca, bo reprezentowała emancypację Ameryki Południowej spod wpływów amerykańskich oraz w niektórych państwach dokonała poprawy poziomu życia, a w Wenezueli doprowadziła do cudu gospodarczego to od ~2014 roku znajduje się ona w odwrocie. O ile w 2010 roku w większości państw południowoamerykańskich dominowała lewica to w wyniku zakończenia dobrej passy, zastoju gospodarczego, a w przypadku Wenezueli kryzysu gospodarczego – wszystko to odbiera perspektywę dalszego postępu pod rządami lewicy, lewica jest skompromitowana. W większości tych państw, gdzie jeszcze rządzi lewica nawet antyamerykańskość wypala się – antyamerykański Rafael Correa został zastąpiony przez lewicowego zwolennika resetu w stosunkach z Ameryką Lenina Moreno. W Boliwii Evo Morales stracił władzę. W Wenezueli Maduro musiał uzależnić się od Rosji, żeby utrzymać władzę, a i tak niewiadomo, czy utrzyma władzę ze względu na kompromitację rządów lewicy. Lewica południowoamerykańska całkowicie wypaliła się, również jako siła antyimperialistyczna. W Brazylii Bolsonaro niby jest proamerykański, ale też do czasu, jak Brazylia sama stanie się supermocarstwem. Wtedy to prawica będzie głosem emancypacji polityczno-ekonomicznej Ameryki Południowej i będzie symbolem podniesienia standardu życia jej mieszkańców. Nie wiem nawet, czy Brazylia i Argentyna jeszcze ze sobą rywalizują. W każdym razie w przyszłości Ameryka Południowa będzie niezależnym kontynentem, a państwa południowoamerykańskie będą skupione pod przewodnictwem Brazylii.
    -
    Afryka mnie najmniej interesuje i tak naprawdę nie wiem, co się tam będzie działo, jest to wielka niewiadoma. Możliwe, że będą tam dalej wojny plemienne, które wraz z epidemiami będą dziesiątkować populację afrykańską, kraje afrykańskie będą eksploatowane przez zagranicę, a degradacja środowiska wywołana eksploatacją zasobów, wyrębem lasów, wypalaniami ziem i nadmiernym wypasem bydła doprowadzi do klęski głodu i suszy, która jeszcze bardziej zdziesiątkuje populację, będzie prowadzić do pustynnienia i w końcu wywoła wielką falę migracyjną mas ludności afrykańskiej w kierunku Europy i w ostateczności kontynent opustoszeje i stanie się polem do ekspansji nowych supermocarstw, które będą eksploatować tamtejsze zasoby i będą zakładać tam infrastrukturę wojskową i być może przemysłową (np elektrownie słoneczne). Druga możliwość to taka, że Afryka przezwycięży konflikty plemienne i emancypuje się spod neokolonializmu.
    -
    Największe zmiany mogą dosięgnąć Europę. W nowych czasach Europa nie będzie walczyła o odzyskanie wpływów na świecie, ale o odzyskanie siebie samej. Oczywiście, że struktury typu UE, czy NATO rozpadną się, NATO bez Ameryki nie jest nic warte, a w momencie zmian w USA opisanych wyżej przestanie mieć jakąkolwiek wartość, więc rozpadnie się. UE już się rozpada, Włosi już są na maksa zawiedzeni Unią Europejską i najprawdopodobniej wygra tam Salvini, który doprowadzi do Italexitu. A jak Włochy odpadną to i Grecja będzie chciała wyjść, bo nikt w Grecji nie poważa Unii, prawdopodobnie Syriza powróci do swojego eurosceptycyzmu, Złoty Świt wróci do gry i pewnie wygrają eurosceptycy w Grecji, którzy doprowadzą do Grexitu. Być może to będzie nawet Złoty Świt. A jak już dwa państwa odpadną, to i we Francji przy tych lub następnych wyborach Maryna może wygrać wybory prezydenckie, bo wybory prezydenckie pewnie będą w pierwszej kolejności walką o Frexit. No i to tak będzie się kręciło, efektem domina kolejne kraje będą występywać i UE rozpadnie sie niczym domek z kart. A jak w USA liberałów zmiotą, jak UE rozpadnie się to rozpadnie się cały liberalny zachód. Nie będzie komu finansować tych parad pedałów itd. Co wtedy? Propaganda lewacka będzie miała mniejszy zasięg oddziaływania, chociaż nie będzie to oznaczało, że od razu dojdzie do powrotu do normalności. W krajach o wysokim odsetku imigrantów najpierw musi w wyniku tej „tożsamościowej fali” dojść do nasilenia się napięć na tle etnicznym. Te napięcia stopniowo przerodzą się w rozruchy, będziemy mieli podobną sytuację, jaka wystąpiła u progu rozpadu Jugosławii. Stopniowo te niepokoje przerodzą się w stan wojny, w którym podziały nie będą przebiegały pomiędzy narodami europejskimi, a raczej będą przebiegały na linii biali – mniejszości rasowe. Wszelkie lewackie bzdury, tolerancje, prawa gejów przestaną mieć znaczenie dla większości, oni pierwsi jako zbędny element, siejący ferment w szeregach białych zostaną wyeliminowani. W ten sposób dojdzie do oczyszczenia cywilizacyjnego Europy. Historia Europy pierwszy raz zatoczyła koło w 476 roku, zatoczy ponownie.
    Powrót do tożsamości nie będzie polegał na porzuceniu paneuropeizmu i otoczeniu granic państw europejskich zasiekami, jak to było w przededniu IIWŚ, powrót do tożsamości będzie oznaczał wykreowanie się nowej tożsamości europejskiej opartej o „prawicowe”, „tradycjonalistyczne” rozumienie tożsamości. A więc zbiorowa tożsamość europejska będzie podobnym procesem, jakim było powstawanie tożsamości narodowych i nacjonalizmów w XIX wieku. Będziemy mieli do czynienia z narodzinami narodu – białego narodu europejskiego, tożsamość europejska będzie polegała na wspólnocie kulturowej i etno-rasowej Europy. Nie wiem, czy to przybierze postać duginowskiego eurazjatyzmu, czyli czy będzie to wspólnota geopolityczna pod przewodnictwem Rosji, jak tego chcą niektórzy, czy może przybierze to postać tercerystyczną, czyli Europy wolnych narodów od hegemonii zarówno Rosji, jak i USA. Być może przyjmie się forma białego nacjonalizmu skopiowanego od Amerykanów i odrodzona biała Ameryka będzie na czele nowej Europy. Albo w ogóle powstanie sojusz amerykańsko-europejsko-rosyjski. Ma to mniejsze, drugorzędne znaczenie. Najważniejsze to ocalenie, odzyskanie i odrodzenie Europy. A potem dopiero będzie się myślało nad geopolityką.
    ‐——————-
    W każdym razie nie dojdzie do żadnej wojny światowej, w białym świecie albo dojdzie do destabilizacji obecnego (nie)ładu, żeby na jego gruzach powstał nowy, probiały, tradycyjny i przyszłościowy ład, albo wszystko zostanie po staremu i biali będą się degenerować aż nic nie zostanie z ich kultury i spuścizny. Albo dojdzie do przełomu – a jeśli tak to na naszą korzyść (choć w bólach), albo nic się nie zmieni.
    W każdym razie raczej jest pewne, że Chiny, ani żadne wschodzące mocarstwo spoza białego świata nie upadnie, ani nie zostanie podporządkowane żadnym NWO, ani Klubom Rzymskim czy tam innym agendom światowym, w które wierzą wyznawcy teorii spiskowych (których nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam – znaczy się może mają pod kontrolą zachodnią część świata i wiele innych krajów, ale nie wszystkie kraje, realia międzynarodowe są trochę bardziej skomplikowane niż jak to mówią spiskowcy, że wszędzie i wszystkim rządzi masoneria).

    Link do artykułu: http://3droga.pl/felietony/leon-tressell-epidemia-covid-19-i-jej-wplyw-na-globalna-gospodarke/?unapproved=18402&moderation-hash=4369c4fc3c698910eb76cbb869bec10c#comment-18402

    • A żydowskie lobby co zrobi? Wycofa się do Izraela czy na Chiny się rzucą?

Odpowiedz na X Anuluj odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*