„Na Podolu, pod Kamieńcem, stanął Turek gęstym wieńcem, chce wypatrzyć bród. Lecz Kamieniec, złoty wieniec, lecz Kamieniec nie słoboda; dookoła płynie woda, a na murach lud. Popod wojskiem jeździ basza, błyszczy słońce od pałasza, a on wzywa lud: Choć Kamieniec złoty wieniec, choć dokoła płynie woda, nam Kamieniec jak słoboda, bo w Kamieńcu głód. Uchodź baszo, nieboracze, bo nad twoją głową kracze lichej wróżby ptak. Nasz głód mniejsza, lecz straszniejsza nad cię, baszo, wschodzi zorza. Leci kawek rój od morza, jako czarny szlak. Lecą kawki, gwar się wszczyna, a od strony Husiatyna ciągnie polski król. Króla pana sroczka z rana szczebiotaniem siostry wita, a w Kamieńcu ludzi pyta sęp podolskich pól: jak wy baszę zabijecie, gdzie wy grób mu pościelecie, kto zabierze buńczuk złoty, kto zabierze te namioty, kto zje konie, strawi bronie, kto obejmie rząd? Jak my baszę zabijemy, to my grób mu pościelemy hen nad Dniestrem tam! W cerkwi damy złote bramy, ty z twą bracią pojesz konie, rdza pogańskie strawi bronie, rząd weźmie król sam!” – napisał Wincenty Pol w „Dumie Kamienieckiej”.
W tym to Kamieńcu zamknął się był Pan Wołodyjowski z Ketlingiem, którzy ślubowali bronić twierdzy do ostatka – a w sytuacji, gdy małoduszni dygnitarze postanowili warownię poddać, wysadzili się prochami w powietrze. Zanim jednak do tego doszło, Pan Wołodyjowski trzymał komendę nad stanicą w Chreptiowie. Jak pamiętamy, wśród tamtejszych oficerów był Azja Mellechowicz, który zapałał dziką namiętnością do Basi Wołodyjowskiej, żony komendanta. Kiedy wskutek zdradzieckiego buntu Azja usiłował porwać Basię, ta ugodziła go głownią pistoletu i uciekła, a po dramatycznych przygodach, ostatkiem sił dowlokła się do Chreptiowa. Życie jej wisiało na włosku, więc Pan Wołodyjowski rozkazał wachmistrzowi Luśni jechać co koń wyskoczy do Raszkowa po medyka. Jak pamiętamy, struchlały medyk wykurował Basię – a resztę, podobnie jak całą tę historię, przedstawił Henryk Sienkiewicz w ostatnim tomie trylogii, zatytułowanym „Pan Wołodyjowski”.
Gdzie się to wszystko dzieje? Gdzie leży Raszków, najbliższe chreptiowskiej stanicy miasto? Myślałby kto, że gdzieś na Ukrainie – ale nie. Raszków leży w Naddniestrzu, które – chociaż ogłosiło niepodległość – nie jest uznawane przez żadne państwo na świecie, poza Osetią i Abchazją, które też nie są przez nikogo uznawane, jako państwa. Ten obszar do II rozbioru Polski wchodził w skład województwa bracławskiego i oczywiście – od blisko 400 lat mieszkają tam Polacy w niewielkiej liczbie, bo około 1800 – ale kultywują polskość w Towarzystwie Polskiej Kultury „Jasna Góra” – a w Raszkowie jest XVIII-wieczny kościół pod wezwaniem św. Kajetana i polski cmentarz.
Z okazji 1 marca, kiedy to w Polsce obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości” pod protektoratem pana wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka postanowiło podjąć akcję pomocy Rodakom z Naddniestrza, Szczegóły zawarte są pod linkiem https://kochampolskę.org/ – a pod linkiem https://zrzutka.pl/kd5bjz – prezentacja planowanych wydatków. W imieniu organizatorów akcji, to znaczy – Młodzieży Wszechpolskiej i Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” oraz w imieniu własnym zachęcam Państwa do jej wsparcia – bo tamtejsi Polacy mogą liczyć przede wszystkim na nas.
Stanisław Michalkiewicz

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!”. Źródło: michalkiewicz.pl
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze