Salve, Regina, rosa de spina,
rosa d’amor, Madre del Signor.
Fa’ che mi no mora e che no mora pecador,
che no peca mortalmente e che no mora malamente.
Bądź pozdrowiona, Królowo, Różo wśród cierni,
Różo miłości, Matko Pana.
Spraw bym nie umarł, a z pewnością nie jako grzesznik,
bym nie grzeszył śmiertelnie i bym nie umarł źle.
Modlitwa marynarzy, odmawiana przez flotę wenecką przed bitwą na wodach Zatoki Patraskiej.
Drodzy przyjaciele,
pozwólcie mi skierować pozdrowienia do Was wszystkich, a jednocześnie złożyć podziękowania organizatorom tego wydarzenia. Wielką przyjemnością jest dla mnie dołączyć do Was w obchodach rocznicy Zwycięstwa pod Lepanto, uczestnicząc w dziewiątej edycji tej Konferencji, której przewodnim tematem w tym roku jest paradoks zsekularyzowanej, liberalnej i masońskiej Europy, która wypowiedziała wojnę chrześcijańskiej i antyglobalistycznej Rosji. Żyjemy w czasach ostatecznych, kiedy starcie pomiędzy Chrystusem i Antychrystem wymaga od nas zgromadzenia się pod sztandarami Boskiego Króla i Jego Najczcigodniejszej Matki, naszej Królowej, pamiętając o słowach Pana: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie” (Mt 12:30).
7 października 1571 roku, w Zatoce Patraskiej, flota Ligi Świętej odniosła wielki triumf miażdżąc osmańską dumę oraz spowalniając ekspansję islamu w zachodniej części Morza Śródziemnego. Ta ekspansja nie została powstrzymana przez jakiś „dialog” pomiędzy Krzyżem a Półksiężycem, ale za pomocą siły militarnej, poświęcenia niezliczonej ilości ludzi oraz za sprawą nadprzyrodzonej ochrony, którą Królowa Zwycięstw i Pośredniczka Wszelkich Łask, rozpostarła niczym płaszcz nad chrześcijaństwem, któremu zagrażał islam. Nawet u bram Wiednia, 12 września 1683 roku – zaledwie 112 lat po wydarzeniach spod Lepanto – Turcy zostali pokonani przez armie chrześcijan pod patronatem Najświętszego Imienia Maryi. Imieniem groźnym i straszliwym, jak wojsko gotowe do bitwy: samo wypowiedzenie tych słów zatyka nasze gardła, poruszone kontemplacją naszej Dostojnej Królowej, która stoi na czele anielskich i ziemskich armii. Pojawiła się ona w podobnej postaci 7 sierpnia 626 roku, kiedy Konstantynopol został oblężony przez Awarów, Słowian i Persów sasanidzkich, a lud chrześcijański zgromadzony w kościele Blacherny, wybłagał jej interwencję. Jaśniejąca światłem, z Dzieciątkiem Jezus w ramionach, Zwycięska Dowódczyni – jak została nazwana w akatyście – rozgromiła swoich wrogów, zdobywając dla stolicy Imperium tytuł „Miasta Maryi”.
Jeżeli boska pomoc i potężne wstawiennictwo Matki Boga, Wiecznie Dziewicy, w sposób cudowny i z pewnością ponadnaturalny, przyniosły zwycięstwa, które z ludzkiej perspektywy były trudne, jeśli nie całkowicie niemożliwe, nie możemy zapominać, że te cudowne i opatrznościowe interwencje, to wtargnięcie mocy Deus Sabaoth w ludzkie sprawy, jest możliwe tylko tam, gdzie to nieosiągalne i boskie „wszystko”, jest poprzedzone nicością naszej współpracy w dziele Odkupienia. Na mocy Wcielenia Drugiej Osoby Trójcy Świętej, Bóg-Człowiek przejmuje władanie nad ludzkością, której jest ustanowionym Panem i Królem za sprawą boskości, pochodzenia i prawa podboju. Jednakże to współistnienie boskiej natury Syna Bożego z ludzką naturą Jezusa Chrystusa, dokonane za sprawą unii hipostatycznej, daje pewność, że każdy członek Mistycznego Ciała, może jednocześnie zjednoczyć się z Pasją Chrystusa, Głowy Kościoła, dopełniając we własnym ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (Kol 1:24). W procesie Zbawienia, każdy jest wezwany do aktywnego udziału w dziele odkupienia i nie powinien szukać usprawiedliwienia dla własnej gnuśności w fatalizmie, który jest daleki od prawdziwego katolicyzmu.
Przywołując pamięć o Lepanto, nie możemy pominąć heroicznej postaci Marcantonio Bragadina, weneckiego szlachcica, gubernatora Famagusty i Cypru w trakcie osmańskiego oblężenia w latach 1570-1571. Miasto upadło w sierpniu 1571 roku, a Bragadin wynegocjował z osmańskim dowódcą Lalą Mustafą Paszą, honorową kapitulację i obietnicę darowania życia obrońców. Turcy jednak złamali dane słowo i pogwałcili porozumienie: Bragadin był torturowany i poniósł okrutną śmierć; został żywcem obdarty ze skóry, którą wypchano słomą i wysłano, jako trofeum do sułtana Selima II. Ta potworna zbrodnia wywołała oburzenie wśród członków Ligi Świętej, a zwycięstwo pod Lepanto uznano jednocześnie za zemstę za oblężenie Cypru, okrucieństwa dokonane na Bragadinie [1] i karę za nielojalność Turków, która była nie do pomyślenia dla chrześcijańskiego rycerstwa. Heroizm Bragadina znalazł naśladowców w Zatoce Patraskiej: Don Juan de Austria, wielki strateg, Naczelny Dowódca Ligii Świętej w wieku zaledwie 24 lat, był człowiekiem wiary. W trakcie bitwy, zagrzewał wioślarzy i żołnierzy, krzycząc: „Nie ma raju dla tchórzy!”. Sebastiano Venier, wenecki Naczelny Kapitan, a zarazem weteran w wieku 75 lat, wyróżnił się odwagą i zapałem, zachęcając swoich współtowarzyszy: „Ten, kto nie walczy, nie jest wenecjaninem!”. Jego heroizm zapewnił mu wybór na stanowisko Doży w roku 1577. Wenecki dowódca Agostino Barbarigo zginął w trakcie bitwy – strzała wbiła mu się w lewe oko, a on nadal, chociaż już konał, dowodził lewym skrzydłem floty, przyczyniając się do zwycięstwa. Marcantonio Colonna, papieski Admirał wyróżnił się ratowaniem rannych i traktowaniem osmańskich jeńców po ludzku, zgodnie z wyznawanymi przez Ligę Świętą chrześcijańskimi wartościami.
To ich odwaga, poświęcenie, ale przede wszystkim szczera i żarliwa wiara, składały się na „nicość”, której Pan oczekuje od nas zanim przyłączy się do walki na polu bitwy u naszego boku i zagwarantuje zwycięstwo, które bez jego wsparcia byłoby nie do pomyślenia. Jego wszystko, nasza nicość. Nicość tych, którzy na fasadach budynków, nie wstydzili się wyryć Non nobis Domine non nobis, sed nomini tuo da gloriam. Spośród tych, którzy ustanowieni w autorytecie, jako członkowie Najjaśniejszego Senatu, nie wahali się zawdzięczać zwycięstwa chrześcijańskiej floty, nie sile floty morskiej lub sile zbrojnej, lecz wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny, jako Matki Boskiej Różańcowej, którą Święty Pius V – papież Lepanto – nakazał przywoływać odmawiając Różaniec Święty. Istniały bowiem czasy, kiedy mężczyźni byli mężczyznami, zaprawdę ludźmi męstwa, dotrzymującymi słowa, ludźmi wojny, ludźmi wiary. Grzesznikami? Na pewno! Lecz pełnymi odwagi, gotowymi ponieść śmierć za Kościół Święty i wygnać bałwochwalczych najeźdźców z powrotem do ich odległych krain. Ut Turcarum et hæreticorum conatus ad nihilum perducere digneris: Te rogamus, audi nos! Tak modlono się w Konstantynopolu, tak modlono się pod Lepanto, tak modlono się w Wiedniu: zawsze pewni, że nadejdzie Boża pomoc, ukazując się bezsprzecznie, jako boska i nadprzyrodzona, zawsze za pośrednictwem Matki Bożej, tej Która jest wszechmocna za sprawą Łaski. Nasz Bóg jest Bogiem zazdrosnym: zazdrosnym o swoich ludzi i zazdrosnym o swoje Władztwo nad nami. Władztwo, którego nie pozwala sobie uzurpować przez nikogo innego i które życzy sobie dzielić wyłącznie z Najświętszą Matką, Naszą Panią i Królową. On jest Królem i jako Król chce panować: oportet illum regnare, jest koniecznym by władał! Kiedy Chrystus panuje, ślubowanie psalmisty zostaje wypełnione: Beatus populus, cujus Dominus Deus ejus (Ps 144:15) – szczęśliwy lud, którego Bogiem jest Pan.
Jak wiele czasu minęło od Zwycięstwa pod Lepanto! Czterysta pięćdziesiąt cztery lata: ponad pół tysiąclecia. Dziś żyjemy w świecie, który spogląda na wiarę i heroizm poległych pod Lepanto, z brakiem zrozumienia i pogardą, uznając ich za niebezpiecznych fanatyków. Świecie, gdzie muzułmańskie hordy nie tylko nie są odpierane na naszych granicach, ale „wita się je” i zapewnia mieszkania, karmi i opiekuje się nimi, a także pozwala swobodnie popełniać zbrodnie i przekształcać nasze ojczyzny w naród islamu. Trzysta dziewięćdziesiąt jeden lat po Lepanto, pierwszy „sobór nowego kościoła” – Watykan II, którego rocznica otwarcia przypada dzisiaj – teoretyzował ten synkretyczny ekumenizm potępiany przez papieży rzymskich, a w ciągu kilku lat doprowadził Pawła VI, 19 stycznia 1967 roku [2] do zwrotu sztandaru, który Mehmet Ali Pasha wzniósł na swoim okręcie flagowym Sultana. Tym bezmyślnym gestem, Paweł VI upokorzył Kościół i swojego poprzednika, Świętego Piusa V, który otrzymał tę flagę od Sebastiana Veniera, który zdobył ją w heroicznym akcie abordażu Sultany. Pomimo ekumenicznej manii soborowych i synodalnych papieży, nadal przechowujemy sztandar pobłogosławiony przez Świętego Piusa V i wciągnięty na maszt Reál, okrętu flagowego chrześcijańskiej floty. Purpurowa, obszyta złotem tkanina z jedwabiu, w centrum której znajduje się wizerunek Najświętszego Odkupiciela, otoczonego przez Świętych Apostołów Piotra i Pawła, oraz motto In hoc signo vinces. To Marcantonio Colonna zwrócił go do Gaety, jako spełnienie ślubów danych Świętemu Erasmusowi, patronowi żeglarzy [3]. Ten wizerunek i motto podsumowują sens chrześcijańskiego życia, tak samo istotnego w chwalebnych czasach Lepanto, jak we współczesnych czasach apostazji.
W imię wypaczonych pojęć „gościnności” i „inkluzywności” miliony muzułmanów są obecnie przewożone do naszych miast i wiosek, w których puste kościoły zamieniają się w meczety. W wielu miejscach, święte i uroczyste dźwięki dzwonów milkną, a na ich miejscu rozbrzmiewają głosy muezzinów, wzywających wyznawców Mahometa na modły. Jeżeli jest to współcześnie możliwe, a nawet zachęca się do tego i świętuje ten stan rzeczy, jako osiągnięcie cywilizacyjne, zawdzięczamy to Rewolucji: Rewolucji Francuskiej, która przypuściła atak na katolicką monarchię w sferze cywilnej; rewolucji „soborowej” i „synodalnej”, za ich ataki na świętą monarchię papieską w sferze eklezjalnej. Demokracja i „synodalność” to dwie strony tej samej, fałszywej monety. Z jednej strony znajduje się emblemat masońskiego liberalizmu, z drugiej strony synkretycznego, irenicznego ekumenizmu.
Przez dziesięciolecia Europa przekształciła się w kontynent podboju i wkrótce zostanie zdominowana przez muzułmanów, szczególnie w narodach rewolucyjnych takich, jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Ich zdrada Pana Naszego Jezusa Chrystusa i zbrodnie przeciwko Prawu Bożemu wołają o pomstę do Nieba i nie unikną kary. Lecz Włochy są nie mniej winne, ponieważ zapomniały o chwalebnym dziedzictwie, którego strzegły, a które ufundowane zostało na Cywilizacji Katolickiej, Królowaniu Chrystusa i kosmicznym porządku, który w swoim centrum umiejscawia Boga, który stał się człowiekiem, a nie człowieka, który czyni się bogiem. Wrogowie Boga ukarzą jego zbuntowane dzieci, jak działo się to już wielokrotnie w toku historii.
W jaki sposób możemy powrócić pod Lepanto? Czy powołamy do życia nową Ligę Świętą przeciwko wrogom chrześcijaństwa? Opatrzność wskaże nam drogę w odpowiedniej chwili. Jednak niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdujemy, jakie przeciwności losu lub jakie zagrożenia dla naszej wiary i tożsamości mogą nas spotykać, nigdy nie wolno nam zapominać o jednym z powodów zwycięstwa: nie możemy uchylać się od obowiązku niesienia świadectwa wiary, którą wyznajemy, chrztu, dzięki któremu zostaliśmy włączeni w Chrystusa oraz tradycji, do której przynależymy. Nie możemy szukać wymówek, by stać bezczynnie i przyglądać się jak wrogowie Chrystusa demolują Kościół Święty, szczególnie kiedy ci zdrajcy znajdują się na szczycie hierarchii. Nie możemy wykorzystywać posłuszeństwa, jako zasłony, pod którą ukrywamy własne tchórzostwo i przeciętność, przedstawiane przez współczesne społeczeństwo, jako wzorzec uspokajającego konformizmu, akceptującego wyłącznie jeden, słuszny sposób myślenia. Wykonajmy swoje zadanie z odwagą i hartem ducha żołnierzy Chrystusa: a wówczas nasz Pan dokona Swego, z Wszechmocą Wszechmogącego Boga.
Abp Carlo Maria Viganò
Tłumaczenie: Mariusz Skrobała
Przedruk wyłącznie po uzyskaniu zgody redakcji Nacjonalista.pl.

Przypisy:
1 – Jego skóra została później odzyskana przez Wenecjan i przewieziona do Wenecji, gdzie zachowała się, jako relikwia w Bazylice Świętych Jana i Pawła. Bragadin stał się symbolem weneckiego poświęcenia w walce przeciwko osmańskiej ekspansji.
2 – Paul VI, Discorso al nuovo Ambasciatore di Turchia accreditato presso la Santa Sede, Januari 19, 1967. Cfr. https://www.vatican.va/content/paul-vi/it/speeches/1967/january/documents/hf_pvi_spe_19670119_ambasciatore-turchia.html: «Chcieliśmy wyrazić nasze uczucia za pomocą gestu, który mógłby zostać doceniony przez władze współczesnej Turcji. W związku z tym było dla Nas wielką radością móc zwrócić ten sztandar, zdobyty podczas bitwy pod Lepanto, który do tej pory spoczywał w zbiorach Watykanu».
3 – Początkowo przechowywany w małej skrzyni, w XVIII wieku został rozciągnięty i oprawiony do publicznego wystawienia. W roku 1943 został uszkodzony przez niemiecką bombę, choć nie nieodwracalnie. Odrestaurowany po wojnie, Sztandar Lepanto przetrwał i jest obecnie wystawiony na widok publiczny w Muzeum Diecezjalnym w Lazio.
Przemowa na Konferencji Stowarzyszenia Kulturalnego „Veneto Rosja”, Settimo di Pescantina (Werona, Włochy) – 11 października, 2025 roku.
Błąd, grupa nie istnieje! Sprawdź składnię! (ID: 9)







Najnowsze komentarze