<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Marian Zdziechowski: Dwie rewolucje &#8211; francuska i bolszewicka	</title>
	<atom:link href="https://www.nacjonalista.pl/2019/03/25/marian-zdziechowski-dwie-rewolucje-francuska-i-bolszewicka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.nacjonalista.pl/2019/03/25/marian-zdziechowski-dwie-rewolucje-francuska-i-bolszewicka/</link>
	<description>Portal Nacjonalistyczny. Nacjonalizm, Trzecia Pozycja, Narodowy Radykalizm</description>
	<lastBuildDate>Thu, 04 Feb 2021 19:11:55 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>
		Autor: Wewelsburg		</title>
		<link>https://www.nacjonalista.pl/2019/03/25/marian-zdziechowski-dwie-rewolucje-francuska-i-bolszewicka/comment-page-1/#comment-567100</link>

		<dc:creator><![CDATA[Wewelsburg]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 04 Feb 2021 19:11:55 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.nacjonalista.pl/?p=77020#comment-567100</guid>

					<description><![CDATA[Urodził się 30 kwietnia 1861 r. we wsi Nowosiólki koło Rakowa w rodzinie zamożnych kresowych ziemian. Jego rodzicami byli Edmund Zdziechowski i Helena z domu Pułjanowska. Po skończeniu nauki gimnazjalnej w Mińsku podjął studia w Petersburgu. Następnie kontynuował naukę w Dorpacie (1880-1883), potem w Genewie, Grazu i Zagrzebiu. W roku 1888 zamieszkał w Krakowie, gdzie szybko, pod opieką profesora Stanisława Tarnowskiego, uzyskał tytuł doktora na podstawie pracy Mesjaniści i słowianofile. Do wybuchu I wojny światowej Zdziechowski dalszą swoją karierę związał właśnie z Uniwersytetem Jagiellońskim. W 1894 r. habilitował się w oparciu o rozprawę Byron i jego wiek, a w 1905 r. został profesorem zwyczajnym.
.
Swoje zainteresowania w tym czasie koncertował na historii literatury i krytyki literackiej, szczególnie jego uwagę przyciągała epoka romantyzmu. Z okresu krakowskiego pochodzą takie prace jak m.in.: U opoki mesjanizmu (1912), Wizja Krasińskiego (1912), a przede wszystkim zbiór wykładów, ale i zwieńczenie wieloletnich studiów – Pesymizm, romantyzm a podstawy chrześcijaństwa (1915). W czasie działalności w Krakowie był również współzałożycielem Klubu Słowiańskiego, współpracował też z pismem „Świat Słowiański”. Po odzyskaniu niepodległości Zdziechowski związał się z reaktywowanym Uniwersytetem Stefana Batorego w Wilnie. Pełnił funkcję dziekana Wydziału Humanistycznego (1921) i zasiadał na stanowisku rektora (1925-1927). Jego nazwisko można odnaleźć wśród założycieli wileńskiego „Słowa” na łamach którego ukazało się wiele tekstów profesora.
.
W 1926 r. był wymieniany jako jeden z możliwych kandydatów na stanowisko prezydenta Rzeczpospolitej (cały epizod Zdziechowski opisał w teksie Wspomnienie o Piłsudskim i jego epoce z 1937 r. ). Szybko zyskał rozgłos wykraczający poza granice Rzeczpospolitej. Gościnie wykładał na Sorbonie, zagraniczne uczelnie przyznawały mu honorowe doktoraty (m.in. w Dorpacie i Szegedzie). W okresie wileńskim na twórczości Zdziechowskiego widoczne piętno odcisnęły wydarzenia z bolszewickiej Rosji.
.
Zdziechowski upatrywał, podobnie jak Mikołaj Bierdiajew (z którym notabene korespondował) w sowieckim komunizmie przejawów apokaliptycznych. Rewolucja rosyjska nie była dla niego wydarzeniem stricte politycznym czy cywilizacyjnym, ale metafizycznym. W pierwszym rzędzie komunizm – w jego opinii – był zaprzeczeniem idei człowieka jako istoty stworzonej na boski obraz i podobieństwo. Konsekwencją ateizmu była perspektywa radykalnie materialistyczna, która z jednej stron czyniła człowieka tylko i wyłącznie elementem wielkiej społecznej maszyny, który poza nią nie posiadał żadnej przyrodzonej wartości; z drugiej zaś w miejsce religii ustanowiono – karykaturalny i przybierający wedle Zdziechowskiego, sataniczny charakter, kult jednostki. Zdziechowski w swoich pracach z lat 30. jak np. Od Petersburga do Leningrada (1934), W obliczu końca (1937) czy Widmo przeszłości; szkice publicystyczno–historyczne (1939) bezkompromisowo zwalczał wpływy komunistyczne w Polsce. Kwestionował wymiar polityczny państwa sowieckiego w horyzoncie polskim i europejskim. Był z pewnością jednym z prekursorów sowietologicznej interpretacji Związku Sowieckiego jako Imperium Zła. Stwierdził: „Komunizm to socjalizm integralny, bezkompromisowy, czyli nie liczący się z rzeczywistością, pędzący do celu poprzez rewolucję i zniszczenie, bo innej drogi nie ma. Rewolucja i zniszczenie są prawem natury i na tym prawie natury stoją okrutne dogmaty materializmu marksistowskiego: »Niech zginie dziewięć dziesiątych ludności Rosji – mawiał Lenin – byleby jedna dziesiąta ujrzała nowy, na zasadach Marksa zbudowany świat«. W bolszewizmie rosyjskim odżył duch jakobinizmu francuskiego, tyle że podniesiony do najwyższej potęgi (Tragiczna Europa. W obronie liberalizmu)”. W jego krytyce bolszewizmu warto podkreślić jeszcze dwa wątki. Po pierwsze, bolszewizm był rezultatem przemian zachodzących w tożsamości europejskiej od czasów renesansu a polegających na stopniowym zawężaniu rozumienia człowieka da aspektu czysto doczesnego. Stąd brała się sympatia tego wileńskiego profesora dla wszystkich przejawów reakcji przeciwko materializmowi np. romantyzm. Po drugie, był jednym z tych autorów, którzy konsekwentnie odrzucali tezę „czerwonego caratu”. Bolszewizm nie był kontynuacją dawnej Rosji, ale jej zaprzeczaniem. Spoglądając na kondycję Europy, na kryzys parlamentaryzmu i na ruch hitlerowski w Niemczech Zdziechowski nie widział większych szans na ocalenie Europy przed komunizmem, gdyż utraciwszy żywą wiarę nie była ona w stanie przeciwstawić bolszewickiemu duchowi negacji – dynamiczną siłę twórczą. Niemcy Hitlera – zdaniem Zdziechowskiego – kroczyły tą samą drogą co Związek Radziecki. „Co nas – pisał – od zbliżającej się nawałnicy uratować może? Tylko świętość mogłaby zwyciężyć w tej strasznej walce. Świętość jest duchem Kościoła i Kościół ją wytwarza (Widmo przyszłości)”. Bolszewickiemu nihilizmowi Zdziechowski przeciwstawiał siłę ludzkiego ducha. To było, jego zdaniem, prawdziwe pole bitwy z komunizmem. Zdziechowskiego określano często mianem „sumienia narodu”. Było to związane z jego postrzeganiem polityki przez pryzmat moralności.
.
Był autorem jednej z niewielu polskich apologii Napoleona III (Napoleon III: szkice z dziejów jego życia i pracy, 1931). Nie uznawał kategorii racji stanu, która zawieszałaby racje moralne. Z perspektywy apokaliptycznej walki z bolszewizmem, nie można było zdaniem Zdziechowskiego, sięgać po totalitarne instrumentarium. Podobnie wielokrotnie apelował do sumień polskich polityków, m.in. w sprawie zwolnienia z więzienia generałów aresztowanych po zamachu majowym (Sprawa sumienia, 1927). Marian Zdziechowski zmarł 5 października 1938 r., pochowano go na Antokolu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Urodził się 30 kwietnia 1861 r. we wsi Nowosiólki koło Rakowa w rodzinie zamożnych kresowych ziemian. Jego rodzicami byli Edmund Zdziechowski i Helena z domu Pułjanowska. Po skończeniu nauki gimnazjalnej w Mińsku podjął studia w Petersburgu. Następnie kontynuował naukę w Dorpacie (1880-1883), potem w Genewie, Grazu i Zagrzebiu. W roku 1888 zamieszkał w Krakowie, gdzie szybko, pod opieką profesora Stanisława Tarnowskiego, uzyskał tytuł doktora na podstawie pracy Mesjaniści i słowianofile. Do wybuchu I wojny światowej Zdziechowski dalszą swoją karierę związał właśnie z Uniwersytetem Jagiellońskim. W 1894 r. habilitował się w oparciu o rozprawę Byron i jego wiek, a w 1905 r. został profesorem zwyczajnym.<br />
.<br />
Swoje zainteresowania w tym czasie koncertował na historii literatury i krytyki literackiej, szczególnie jego uwagę przyciągała epoka romantyzmu. Z okresu krakowskiego pochodzą takie prace jak m.in.: U opoki mesjanizmu (1912), Wizja Krasińskiego (1912), a przede wszystkim zbiór wykładów, ale i zwieńczenie wieloletnich studiów – Pesymizm, romantyzm a podstawy chrześcijaństwa (1915). W czasie działalności w Krakowie był również współzałożycielem Klubu Słowiańskiego, współpracował też z pismem „Świat Słowiański”. Po odzyskaniu niepodległości Zdziechowski związał się z reaktywowanym Uniwersytetem Stefana Batorego w Wilnie. Pełnił funkcję dziekana Wydziału Humanistycznego (1921) i zasiadał na stanowisku rektora (1925-1927). Jego nazwisko można odnaleźć wśród założycieli wileńskiego „Słowa” na łamach którego ukazało się wiele tekstów profesora.<br />
.<br />
W 1926 r. był wymieniany jako jeden z możliwych kandydatów na stanowisko prezydenta Rzeczpospolitej (cały epizod Zdziechowski opisał w teksie Wspomnienie o Piłsudskim i jego epoce z 1937 r. ). Szybko zyskał rozgłos wykraczający poza granice Rzeczpospolitej. Gościnie wykładał na Sorbonie, zagraniczne uczelnie przyznawały mu honorowe doktoraty (m.in. w Dorpacie i Szegedzie). W okresie wileńskim na twórczości Zdziechowskiego widoczne piętno odcisnęły wydarzenia z bolszewickiej Rosji.<br />
.<br />
Zdziechowski upatrywał, podobnie jak Mikołaj Bierdiajew (z którym notabene korespondował) w sowieckim komunizmie przejawów apokaliptycznych. Rewolucja rosyjska nie była dla niego wydarzeniem stricte politycznym czy cywilizacyjnym, ale metafizycznym. W pierwszym rzędzie komunizm – w jego opinii – był zaprzeczeniem idei człowieka jako istoty stworzonej na boski obraz i podobieństwo. Konsekwencją ateizmu była perspektywa radykalnie materialistyczna, która z jednej stron czyniła człowieka tylko i wyłącznie elementem wielkiej społecznej maszyny, który poza nią nie posiadał żadnej przyrodzonej wartości; z drugiej zaś w miejsce religii ustanowiono – karykaturalny i przybierający wedle Zdziechowskiego, sataniczny charakter, kult jednostki. Zdziechowski w swoich pracach z lat 30. jak np. Od Petersburga do Leningrada (1934), W obliczu końca (1937) czy Widmo przeszłości; szkice publicystyczno–historyczne (1939) bezkompromisowo zwalczał wpływy komunistyczne w Polsce. Kwestionował wymiar polityczny państwa sowieckiego w horyzoncie polskim i europejskim. Był z pewnością jednym z prekursorów sowietologicznej interpretacji Związku Sowieckiego jako Imperium Zła. Stwierdził: „Komunizm to socjalizm integralny, bezkompromisowy, czyli nie liczący się z rzeczywistością, pędzący do celu poprzez rewolucję i zniszczenie, bo innej drogi nie ma. Rewolucja i zniszczenie są prawem natury i na tym prawie natury stoją okrutne dogmaty materializmu marksistowskiego: »Niech zginie dziewięć dziesiątych ludności Rosji – mawiał Lenin – byleby jedna dziesiąta ujrzała nowy, na zasadach Marksa zbudowany świat«. W bolszewizmie rosyjskim odżył duch jakobinizmu francuskiego, tyle że podniesiony do najwyższej potęgi (Tragiczna Europa. W obronie liberalizmu)”. W jego krytyce bolszewizmu warto podkreślić jeszcze dwa wątki. Po pierwsze, bolszewizm był rezultatem przemian zachodzących w tożsamości europejskiej od czasów renesansu a polegających na stopniowym zawężaniu rozumienia człowieka da aspektu czysto doczesnego. Stąd brała się sympatia tego wileńskiego profesora dla wszystkich przejawów reakcji przeciwko materializmowi np. romantyzm. Po drugie, był jednym z tych autorów, którzy konsekwentnie odrzucali tezę „czerwonego caratu”. Bolszewizm nie był kontynuacją dawnej Rosji, ale jej zaprzeczaniem. Spoglądając na kondycję Europy, na kryzys parlamentaryzmu i na ruch hitlerowski w Niemczech Zdziechowski nie widział większych szans na ocalenie Europy przed komunizmem, gdyż utraciwszy żywą wiarę nie była ona w stanie przeciwstawić bolszewickiemu duchowi negacji – dynamiczną siłę twórczą. Niemcy Hitlera – zdaniem Zdziechowskiego – kroczyły tą samą drogą co Związek Radziecki. „Co nas – pisał – od zbliżającej się nawałnicy uratować może? Tylko świętość mogłaby zwyciężyć w tej strasznej walce. Świętość jest duchem Kościoła i Kościół ją wytwarza (Widmo przyszłości)”. Bolszewickiemu nihilizmowi Zdziechowski przeciwstawiał siłę ludzkiego ducha. To było, jego zdaniem, prawdziwe pole bitwy z komunizmem. Zdziechowskiego określano często mianem „sumienia narodu”. Było to związane z jego postrzeganiem polityki przez pryzmat moralności.<br />
.<br />
Był autorem jednej z niewielu polskich apologii Napoleona III (Napoleon III: szkice z dziejów jego życia i pracy, 1931). Nie uznawał kategorii racji stanu, która zawieszałaby racje moralne. Z perspektywy apokaliptycznej walki z bolszewizmem, nie można było zdaniem Zdziechowskiego, sięgać po totalitarne instrumentarium. Podobnie wielokrotnie apelował do sumień polskich polityków, m.in. w sprawie zwolnienia z więzienia generałów aresztowanych po zamachu majowym (Sprawa sumienia, 1927). Marian Zdziechowski zmarł 5 października 1938 r., pochowano go na Antokolu.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: S		</title>
		<link>https://www.nacjonalista.pl/2019/03/25/marian-zdziechowski-dwie-rewolucje-francuska-i-bolszewicka/comment-page-1/#comment-555730</link>

		<dc:creator><![CDATA[S]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 Mar 2019 20:14:06 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.nacjonalista.pl/?p=77020#comment-555730</guid>

					<description><![CDATA[Zawsze jak czytam takich Ludzi ogarnia mnie żal. Jak pięknie byłoby w naszej Polsce gdyby tak mądrzy i przenikliwi ludzie mogli mieć wpływ na losy państwa w odpowiednim momencie...ehhhhh... 
Pozostaje tylko wyrażać szacunek i przypominać,  na każdym kroku, nazwisko zapomnianego myśliciela.
Pozdrawiam]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zawsze jak czytam takich Ludzi ogarnia mnie żal. Jak pięknie byłoby w naszej Polsce gdyby tak mądrzy i przenikliwi ludzie mogli mieć wpływ na losy państwa w odpowiednim momencie&#8230;ehhhhh&#8230;<br />
Pozostaje tylko wyrażać szacunek i przypominać,  na każdym kroku, nazwisko zapomnianego myśliciela.<br />
Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Yark		</title>
		<link>https://www.nacjonalista.pl/2019/03/25/marian-zdziechowski-dwie-rewolucje-francuska-i-bolszewicka/comment-page-1/#comment-555710</link>

		<dc:creator><![CDATA[Yark]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Mar 2019 11:21:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.nacjonalista.pl/?p=77020#comment-555710</guid>

					<description><![CDATA[&quot;Wodzowie rewolucji rosyjskiej są raczej wiwisekcjonistami, którzy na żywym ciele narodu robią swoje straszliwe doświadczenia, natomiast masom dali religię maszyny, bo maszyna jest najwyższym wyrazem postępu i symbolem przyszłej szczęśliwej ludzkości. Ferrero przed dwudziestu przeszło laty dowodził, że w ,,wieku, w którym wszystko odrzucić można – Boga, ojczyznę, rodzinę – o jednym nie wolno wątpić: o dobrodziejstwach postępu technicznego”[4]. Maszyny będą coraz doskonalsze, wytwarzać będą coraz więcej, coraz szybciej, kosztem coraz krótszego czasu i coraz mniejszego wysiłku, dawać więc będą rzeczy coraz lichsze, tandetę; żadna cywilizacja nie powstrzyma ich furii i tandetą zaleją one świat, „jakość upadnie pod ciosami ilości”. I to szczególnie bolało włoskiego historyka i myśliciela. Poza tym wobec tego, że maszyny potęgują produkcję, dla której w końcu nie ma popytu, trzeba wymyślać potrzeby sztuczne. „Maszyna żąda przeistoczenia człowieka w nienasycone zwierzę i to jest pobudką do wojen kolonialnych, do narzucania tej na maszynach toczącej się cywilizacji narodom, które pragnęłyby jednego tylko: żyć w spokoju”.

Ale pisząc przed 20 laty, nie zastanowił się Ferrero nad tym, że sztuczne potrzeby mają swoje granice, że granice ma także nasza kula ziemska i że przyjść może chwila, w której wobec ogromu produkcji nie będzie możliwości zbytu. Chwila ta dziś nadeszła.

O tym bolszewizm nie myśli. Postanowiono tam upodobnić człowieka do maszyny. Trzeba zwiedzić bolszewicką Rosję i ją poznać, trzeba wniknąć, przeżyć – jak wyraził się Fülöp Miller – bezradosne radości bolszewika[5], aby objąć całą grozę fantastycznie dzikiej myśli, jaka tam powstała, przeistoczenia ludzkości w jeden olbrzymi automat, w obrzydliwego potwora o tysiącach nóg i rąk, którego nazwano „człowiekiem kolektywnym”. Bolszewicki artysta Kryński przedstawił tego kolektywnego człowieka w postaci olbrzymiej maszyny, złożonej z malutkich klocków, z których każdy ma człowiecze kształty. Na innym jego rysunku widzimy wnętrze świątyni, w której nad ołtarzem, pod kopułą, zawieszono maszynę, a naokoło niej stoją, niby w pobożnym skupieniu, owe kloce o człowieczych kształtach, wszystkie do siebie podobne, bez wyrazu, bez życia, bez indywidualności. Bolszewizm powinien byłby dla konsekwencji skasować imiona i nazwiska, a oznaczać ludzi liczbami, ale czy zdoła on do takiego stopnia zatrzeć w jednostce ludzkiej jej indywidualność, że człowiek pod liczbą np. 125 niczym różnić się nie będzie od swego sąsiada pod liczbą 124? I czy można przypuścić, że istota żywa, czująca i myśląca zechce być bezmyślnym automatem, kółkiem w maszynie czy dodatkiem do niej?&quot;
&quot;Zdawałoby się, że bolszewicka koncepcja zmechanizowanego świata, w którym żywi ludzie staliby się bezdusznymi maszynami powinna budzić uczucie wstrętu. Niestety – nie! Z bólem stwierdzamy, że ma ona w sobie jakiś urok, który pociąga człowieka współczesnego. Ten jego nastrój określa Mereżkowski jako wolę, czy żądzę pozbycia się swego ja (wola k biezlicznosti); w tym się dziś streszcza – mówi on – wola nasza.

Nie być sobą, ale za to być w Bogu, tonąć w przedwiecznym, absolutnym pięknie Bożym, czyli z natury wznosić się nad naturę – stanowi to najgłębszą treść religii. Nie być, przestać być sobą, ażeby się stać kółkiem w maszynie nakręcanym, jak zegar, w oznaczonej porze na oznaczony czas, jest najohydniejszą karykaturą religii, jaką wyobrazić sobie można.&quot;
Dostrzegam podobieństwa w tym co pisze Marian Zdziechowski do filozofii Unabombera. 
Ted Kaczyński krytykował kapitalizm z pozycji sprzeciwu wobec uzależniania człowieka od technologii, Zdziechowski z tej samej pozycji krytykuje bolszewizm. 
Chętnie przeczytałbym porównanie tych dwóch osób.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Wodzowie rewolucji rosyjskiej są raczej wiwisekcjonistami, którzy na żywym ciele narodu robią swoje straszliwe doświadczenia, natomiast masom dali religię maszyny, bo maszyna jest najwyższym wyrazem postępu i symbolem przyszłej szczęśliwej ludzkości. Ferrero przed dwudziestu przeszło laty dowodził, że w ,,wieku, w którym wszystko odrzucić można – Boga, ojczyznę, rodzinę – o jednym nie wolno wątpić: o dobrodziejstwach postępu technicznego”[4]. Maszyny będą coraz doskonalsze, wytwarzać będą coraz więcej, coraz szybciej, kosztem coraz krótszego czasu i coraz mniejszego wysiłku, dawać więc będą rzeczy coraz lichsze, tandetę; żadna cywilizacja nie powstrzyma ich furii i tandetą zaleją one świat, „jakość upadnie pod ciosami ilości”. I to szczególnie bolało włoskiego historyka i myśliciela. Poza tym wobec tego, że maszyny potęgują produkcję, dla której w końcu nie ma popytu, trzeba wymyślać potrzeby sztuczne. „Maszyna żąda przeistoczenia człowieka w nienasycone zwierzę i to jest pobudką do wojen kolonialnych, do narzucania tej na maszynach toczącej się cywilizacji narodom, które pragnęłyby jednego tylko: żyć w spokoju”.</p>
<p>Ale pisząc przed 20 laty, nie zastanowił się Ferrero nad tym, że sztuczne potrzeby mają swoje granice, że granice ma także nasza kula ziemska i że przyjść może chwila, w której wobec ogromu produkcji nie będzie możliwości zbytu. Chwila ta dziś nadeszła.</p>
<p>O tym bolszewizm nie myśli. Postanowiono tam upodobnić człowieka do maszyny. Trzeba zwiedzić bolszewicką Rosję i ją poznać, trzeba wniknąć, przeżyć – jak wyraził się Fülöp Miller – bezradosne radości bolszewika[5], aby objąć całą grozę fantastycznie dzikiej myśli, jaka tam powstała, przeistoczenia ludzkości w jeden olbrzymi automat, w obrzydliwego potwora o tysiącach nóg i rąk, którego nazwano „człowiekiem kolektywnym”. Bolszewicki artysta Kryński przedstawił tego kolektywnego człowieka w postaci olbrzymiej maszyny, złożonej z malutkich klocków, z których każdy ma człowiecze kształty. Na innym jego rysunku widzimy wnętrze świątyni, w której nad ołtarzem, pod kopułą, zawieszono maszynę, a naokoło niej stoją, niby w pobożnym skupieniu, owe kloce o człowieczych kształtach, wszystkie do siebie podobne, bez wyrazu, bez życia, bez indywidualności. Bolszewizm powinien byłby dla konsekwencji skasować imiona i nazwiska, a oznaczać ludzi liczbami, ale czy zdoła on do takiego stopnia zatrzeć w jednostce ludzkiej jej indywidualność, że człowiek pod liczbą np. 125 niczym różnić się nie będzie od swego sąsiada pod liczbą 124? I czy można przypuścić, że istota żywa, czująca i myśląca zechce być bezmyślnym automatem, kółkiem w maszynie czy dodatkiem do niej?&#8221;<br />
&#8222;Zdawałoby się, że bolszewicka koncepcja zmechanizowanego świata, w którym żywi ludzie staliby się bezdusznymi maszynami powinna budzić uczucie wstrętu. Niestety – nie! Z bólem stwierdzamy, że ma ona w sobie jakiś urok, który pociąga człowieka współczesnego. Ten jego nastrój określa Mereżkowski jako wolę, czy żądzę pozbycia się swego ja (wola k biezlicznosti); w tym się dziś streszcza – mówi on – wola nasza.</p>
<p>Nie być sobą, ale za to być w Bogu, tonąć w przedwiecznym, absolutnym pięknie Bożym, czyli z natury wznosić się nad naturę – stanowi to najgłębszą treść religii. Nie być, przestać być sobą, ażeby się stać kółkiem w maszynie nakręcanym, jak zegar, w oznaczonej porze na oznaczony czas, jest najohydniejszą karykaturą religii, jaką wyobrazić sobie można.&#8221;<br />
Dostrzegam podobieństwa w tym co pisze Marian Zdziechowski do filozofii Unabombera.<br />
Ted Kaczyński krytykował kapitalizm z pozycji sprzeciwu wobec uzależniania człowieka od technologii, Zdziechowski z tej samej pozycji krytykuje bolszewizm.<br />
Chętnie przeczytałbym porównanie tych dwóch osób.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>

<!--
Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: https://www.boldgrid.com/w3-total-cache/

Page Caching using Disk: Enhanced 

Served from: www.nacjonalista.pl @ 2026-08-01 09:53:04 by W3 Total Cache
-->