ZL: Koniec z narodowym cierpiętnictwem!

Za nami kolejna, 73. już rocznica wybuchu powstania warszawskiego. I tradycyjne już ogólnopolskie korowody, barwnie i głośno upamiętniające ten tragiczny zryw, okupiony tysiącami ofiar i obróconą w perzynę stolicą. Cześć dla bohaterskich uczestników powstania jest poza wszelką dyskusją – jakkolwiek patetycznie może to zabrzmieć, ci ludzie zapewnili sobie wieczna chwałę, mimo tak fatalnego końca. Każdy, komu drogie są biało-czerwone barwy i polska tożsamość, winien jest pamiętać, choć ogólnopolskie celebrowanie lokalnego powstania, w dodatku sromotnie przegranego, jest już dla mnie sprawą niezrozumiałą. Podobnie też powinniśmy pamiętać o egzekucjach w lesie katyńskim, krwawej rzezi na Wołyniu czy straceńczej walce Niezłomnych. Pamięć to twarda skała, wypada powtórzyć za klasykiem.

Czy o pamięć jednak chodzi w tym corocznym wyścigu miast, miasteczek, a pewnie i wsi, jak Polska długa i szeroka? Czy pamięć o powstaniu czy innych, równie tragicznych wydarzeniach z naszej historii należy mierzyć w ilości odpalanej pirotechniki i liczbie okazjonalnych transparentów (im dłuższy, tym lepszy!), zniczy i wieńców? Feeria barw, zadęcie i martyrologiczny fetyszyzm. Nie chciałbym tutaj powielać mojego tekstu sprzed kilku lat, który był swoistym apelem o powagę i faktyczną cześć dla bohaterów na co dzień, nie na pokaz. Powtórzę też, że nie mam zamiaru kwestionować zasadności oddania czci tym naszym rodakom, którzy jak najbardziej na cześć i pamięć zasłużyli. Pragnę jednak, a niedawna rocznica wydaje się być ku temu dobrą okazją, zwrócic uwagę na problem, który ginie gdzieś w dymie z palących się rac, morzu flag i sztandarów oraz okazjonalnym wrzasku.

Jako Polacy mamy dość długie tradycje w fetowaniu porażek, zaznaczając je nawet na czerwono w kalendarzu (3 maja). Tragizm naszej historii: straceńcze powstania, masowe mordy na Polakach, jest bez przerwy obecny w przestrzeni publicznej, biegunowo odbiegając jednak od pamięci narodowej, zadumy oraz refleksji. Staje się za to pożywką dla rozmaitych demagogów, szowinistów czy garstki obmierzłych „biznesmenów”, którzy na polskiej martyrologii są w stanie zarobić całkiem pokaźny grosz. A że naśladowców jest aż nadto, końca tego szaleństwa nie widać. Przy okazji utrwala się w ten sposób i tak już mocno zakorzeniony w polskiej świadomości (a może i mentalności) specyficzny kult przegranych bitew i przelanej krwi. W tym roku na trybunach warszawskiej Legii sympatycy stołecznej jedenastki zaprezentowali olbrzymią sektorówkę, której wymowa i treść jest przedmiotrm niemilknących sporów, z pominięciem jednak bardzo ważnej kwestii, jaką jest złe rozłożenie akcentów. O ile w latach ubiegłych tematyka rocznicowych opraw sławiła męstwo i heroizm powstańców, tak teraz wydaje się być jedynie skomleniem oraz przedstawianiem Polaków jako wieczne ofiary i jedynych sprawiedliwych w Europie. Śmieszą więc zarówno głosy z prawicy, majaczące coś o konieczności uświadomienia Zachodowi ogromu zbrodni dokonanych na polskim narodzie (jakby kogokolwiek i kiedykolwiek to rzeczywiście tam obchodziło), jak i liberalni tchórze, akceptujący oskarżanie tylko Polski i Polaków, trzęsący jednak portkami na samą myśl o konfrontacji z tymże Zachodem.

Mają rację ci, którzy zauważają, że z roku na rok ta zbiorowa histeria fetowania krwawych rocznic powoli zaczyna przybierać kształt wiecznego lamentowania i pochlipywania, będących wizytówką pewnego narodu, zauroczonego liczbą sześciu milionów i tak zwanym „holocaustem”. Z tą różnicą, że owe płacze i jęki w wykonaniu typów spod pewnej gwiazdy, choć ohydne i żałosne, zamiast marnych złotówek, przynoszą liczone w miliardach dolary, franki szwajcarskie czy euro. Skoro jednak na licznych wiecach czy pochodach rocznicowych, żelaznym punktem są okrzyki o narodowej dumie, należałoby jednak tę dumę najpierw okazywać. Narodowy masochizm i epatowanie trupami oraz zgliszczami dalece odległe są od tej dumy. Albo, albo. Albo rzeczywista pamięć, narodowa duma, tożsamość i dziedzictwo, pomocne w kreowaniu teraźniejszości i przyszłości, albo postawienie się wśród wiecznych ofiar, domagających się chusteczek na otarcie łez, najlepiej takich szeleszczących, ze znakiem wodnym i paskiem magnetycznym. Ale to już chyba specjalność kogoś innego…

Zbigniew Lignarski

polskadlapolakow

Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.

Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom
Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy: