Vladyslav Kovalchuk: Europejska Rekonkwista a przyszłość nacjonalizmu

Nacjonalizm XX wieku miał przed sobą zupełnie inne wyzwania, niż te, z którymi Europa spotyka się dzisiaj. Pisząc o współczesnym nacjonalizmie, nie możemy ominąć uwagą pracy u podstaw, czyli zjawisko, które określa się dzisiaj jak nacjonalizm przedwojenny. Odwoływanie się do ideologii przedwojennych jest dzisiaj popularne w większości ruchów nacjonalistycznych, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej, o czym dalej będzie mowa.

Nacjonalistyczny światopogląd zawsze opiera się na tradycjach narodowych, co łączy w sobie taki podstawowe rzeczy jak pochodzenie etniczne, język, kultura, teren zamieszkania, historia i pamięć zbiorowa, która razem tworzy mentalność narodu. Naród nie jest kosmopolitycznym zbiorem atomizowanych indywiduów, zjednoczonych tylko paszportem, terenem zamieszkania i nazwą „Polacy”, „Ukraińcy”, „Chorwaci” czy „Litwini”.

Naród jest najpierw organiczną wspólnotą żywych, martwych i nienarodzonych, która istnieje na podstawie prawa krwi i ziemi. Oczywiście, że jakiś słynny obrońca praw człowieka wykorzysta wymienione wyżej zdanie, żeby oskarżyć nacjonalistów o nazizm, rasizm czy ksenofobię, mówiąc, że my żyjemy w 21-wieku i podobne nazistowskie i prymitywne idee nie tylko są zakazane, ale już nie aktualne w czasie progresu, masowej migracji i wszechobecnej walki z nietolerancją i dyskryminacją.

Na liberalne podejście do narodu warto spojrzeć pod trochę innym kątem i zadać kilka pytań na podstawie historii. Bierzemy pod uwagę takie wielonarodowe twory jak Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Chociaż Związek Radziecki już nie istnieje na politycznej mapie świata, ale fakt pozostaje faktem, że przesiedlanie narodów, eksterminacje elit narodowych, celowa polityka niszczenia religii jak jednego z elementów tożsamości narodowej i próba stworzyć jeden sowiecki naród skończyły się tym, że Związek Radziecki upadł i wszystko stało na swoje miejsca, czyli narody byłego czerwonego imperium tak czy inaczej podzieliły się na państwa narodowe.

Stany Zjednoczone są najlepszym przykładem walki z jakąkolwiek dyskryminacją w firmach, szkołach, uniwersytetach, wojsku i służbie państwowej – niemniej jednak nikomu jeszcze nie udało się wykorzenić podstawowy instynkt człowieka „swój versus obcy”. Bez względu na propagandę multi-kulti w Stanach nadal istnieją dzielnice zamieszkiwane tylko i wyłącznie przez jedną etniczną albo rasową grupę. Masowe wydatki na walkę z dyskryminacją nie zmieniają faktu, że do dzisiaj istnieją China-towny, getta zamieszkiwane przez czarnoskórych, którzy nie utożsamiają się z białymi i którzy nigdy nie powiedzą, że między nimi a białymi nie ma żadnej różnicy. Nie można też negować faktu, że oprócz wymienionych wyżej przykładów istnieje też wielka meksykańska diaspora, która nie rezygnuje ze swojej tożsamości i mieszkańcy Ameryki Łacińskiej, którzy od lat mieszkają w Stanach.

Przykład Ukraińców w Kanadzie, którzy nie wyrzekli się swojej tożsamości czy Polaków na Litwie, którzy bez względu na to, że nie mieszkają w Polsce czują się Polakami i rozmawiają po polsku też jest dowodem tego, że liberalizm, który dąży do zniesienia państwowych i etniczno-rasowo-kulturowych granic jest anty-naturalną i antynarodową ideologią, celem której jest nie różnorodność czy kulturowe bogacenie narodów jak głosi oficjalna propaganda, a tworzenie jednego wielkiego stopu narodów bez tożsamości, pochodzenia etnicznego, płci i historii.

Warto jednak poświęcić dodatkową uwagę kwestii krwi i ziemi jak podstawie państwa narodowego i nacjonalizmu jako ideologii, celem której jest dobro i rozwój narodu. Idąc w stronę metafizyki i historii nie można odrzucać symbolizmu krwi. Nawet kiedy człowiek jeszcze nie urodził się na świat i żyje w łonie swojej matki to dostaje od niej krew, która w przyszłości służy mu gwarancją życia. Dzięki krwi serce wybija rytm życia i jeżeli człowiek ją straci, to umiera.

Ziemia czyli państwo jest twierdzą narodu, a wojownik jej obrońcą. Kiedy człowiek idzie na wojnę w imieniu ojczyzny, narodu i jego wartości, on jednocześnie zgadza się z tym, że w jakiejś chwili może zginąć, zostać ranionym, albo niepełnosprawnym. W każdej z tej opcji człowiek zgadza się na ofiarę krwi, którą on złoży w imieniu tego, żeby naród przetrwał, a nieurodzeni mieli szansę urodzić się na świat wolnymi ludźmi. Ziemia zroszona krwią przodków jednocześnie nakłada na ich potomków odpowiedzialność i obowiązek bronić to, co zostało zdobyte ceną życia i krwi poprzednich pokoleń.

To jest główną przyczyną dlaczego krew i ziemia służą podstawą przynależności do narodu, a nie utożsamianie się z nim tylko i wyłącznie na słowach, małpowanie zewnętrznych atrybutów i mówienie, że narodowość to tylko i wyłącznie stan umysłu. Innym przykładem są Niemcy, gdzie próby asymilacji Turków i ich dzieci skończyły się klęską multi-kulti. Warto brać pod uwagę fakt, że można zasymilować 10, 20, 30 osób które po prostu się rozpuszczą w tej grupie, która dominuje na terenie zamieszkania.

Co innego, kiedy grupa obcokrajowców jest większa, niż 30 osób. Z punktu widzenia natury człowiek zawsze będzie szukał kontaktu z tymi, kogo uważa za swoich i ma z nimi więcej wspólnego, niż zbieranie pocztowych marek czy picie piwa podczas meczu z piłki nożnej. To powoduje sytuację, kiedy duże grupy obcokrajowców z innego etnicznego, religijnego i kulturowego środowiska zbierają się w większe grupy, istniejące na podstawie więzy krwi, języka, kultury i tradycji narodowych. Oczywiście, że taka grupa nie utożsamia się z tytularnym narodem i przy zbyt wysokim poziomie liberalizmu neguje prawo państwa, w którym mieszka i wartości jego narodu.

Przykład no-go areas w Paryżu czy Sharia-patrols w Londynie sprawiają temu najlepsze świadectwo. W przeciwieństwie od taktyki komunistów, którzy zwalczali nacjonalizm siłą, liberałowie czasami mogą nawet mówić, że wspierają nacjonalizm, mówić „Sława Ukrainie” czy „Czołem Wielkiej Polsce”, ale robić to co jest sprzeczne z ideą narodową.

Na przykład podczas Rewolucji Godności w Kijowie liberałowie też krzyczeli „Sława Ukrainie” i mówili, że trzeba robić rewolucję, walczyć przeciwko przemocy i swawoli w wymiarze sprawiedliwości, ale potępiając przemoc policji w stosunku do spacyfikowanej manifestacji studentów jednocześnie i bez żadnych zarzutów sumienia dokonywali konfidenckiego czynu, oddając w ręce milicji tych, którzy jeszcze wczoraj bronili Majdan i walczyli z policją. Wtedy każdy, kto nie bał się walczyć z siłami rządowymi był nazywany prowokatorem. I nie chodzi tutaj o umowę z UE, gdyż Majdan, jak my go zapamiętaliśmy był wynikiem represji przeciwko nacjonalistom, korupcji i celowego fałszowania spraw sądowych przeciwko tym, komu nie podobała się polityka Partii Regionów.

Ideologiczny obskurantyzm w ruchach nacjonalistycznych jest tym, co przeszkadza budować normalne relacje i razem zwalczać te rzeczy, które grożą wszystkim, nie tylko Szwedom, Niemcom czy Francuzom. Będąc daleko od Zachodu, nacjonaliści w krajach Europy Wschodniej często uważają, że ich większym wrogiem jest sąsiad, a nie panowie w garniturach, którzy mają potężny kapitał i wpływ na proces podejmowania decyzji.

Szowinizm wśród nacjonalistów jest obecny i często on wynika nie tylko z ideologicznego obskurantyzmu w stylu „Tak powiedział Stepan Bandera” albo „Pan Roman przewraca się w grobie…”, ale również z tego, że często ideologia takich ludzi jest sprzeczna z realnym życiem. Węgrzy marzą o państwie w granicach przed podpisaniem Trianon i ciągle kłócą się z słowackimi i rumuńskimi nacjonalistami, Greccy nacjonaliści mają swój konflikt z Macedończykami, Polacy mają konflikt z Ukraińcami, który w dużej mierze też polega na ideologicznym obskurantyzmie i marzeniach o nowym terytorialnym rewizjonizmie.

Po ukraińskiej stronie „SWOBODA”, znana ze swoich antypolskich wypowiedzi, a z polskiej strony Ruch Narodowy, który też ostatnio uderza antyukraińskimi tematami. Wiadomo, że jak ze strony „SWOBODY”, tak i ze strony Ruchu Narodowego były zarzuty o terytorialnym rewizjonizmie „bo kiedyś to było nasze, a wy nam zabraliście”. Kiedy nacjonaliści po obie strony zaczynają się spotykać między sobą, to dostają oskarżenia o zdradę narodową, słysząc coś w stylu „Jak mogliście zapomnieć o głosie zamordowanych kresowiaków, wołających o pomoc” albo „Jak mogliście zapomnieć o pacyfikacji Galicji Wschodniej, Berezie Kartuskiej i operacji Wisła”. Nikt nie zapomina o tym, co się stało między naszymi narodami, wręcz przeciwnie, musimy o tym pamiętać, żeby mieć przestrogę na przyszłość, ale siedzenie na własnym podwórku i wymiana przekleństwami przez płot na pewno nie doprowadzi do jakiegokolwiek wyniku, pojednania czy chociaż neutralnych relacji między Ukraińcami i Polakami.

W wieku XX-m Ukraińcy i Polacy mieli wspólne interesy, UPA i AK przeprowadzały wspólne antybolszewickie akcje, niejednorazowo miały miejsce próby dialogu, ale w XX wieku nasze narody dzieliła nie tylko kwestia ciężkiej historii, ale również kwestia granic państwowych, czego nie ma dzisiaj.

Jeżeli obu stronom naprawdę zależy na pojednaniu, a nie na tymczasowych kalkulacjach politycznych, to warto wreszcie wyjść z własnego podwórka i zamiast wymian bluzgów i stawiania ultimatów chociaż spróbować się dowiedzieć jakie zdanie na ten temat ma sąsiad. Przynajmniej w obliczu wspólnych zagrożeń, warto spojrzeć w kierunku paneuropejskim, tym bardziej, że wszyscy nie tylko Ukraińcy i Polacy jesteśmy zagrożeni z jednej strony zwariowanym liberalizmem Zachodu i dzikim neobolszewizmem ze Wschodu z drugiej.

W rozmowach o tych zagrożeniach często się pojawia temat Europejskiej Rekonkwisty jak przyszłości nacjonalizmu, coraz więcej europejskich nacjonalistów i osób, które nie mają stosunku do nacjonalizmu, zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że Europejczycy muszą zacząć walczyć o to, co my wszyscy kojarzymy i Cywilizacją Europejską.

Najbardziej popularne idee Rekonkwisty są na Ukrainie, przez co ukraińskich nacjonalistów często oskarża się o to, że chcą mieć na ten temat monopol, co jednak warto sprostować. Jeszcze w czasie Rewolucji Godności ukraińscy nacjonaliści mieli ogromne wsparcie od swoich pobratymców z Rosji, Szwecji, Polski, Białorusi i innych krajów. Z początkiem wojny większość z nich dołączyła się do batalionu, a później pułku „AZOW”, walcząc ramie w ramie z ukraińskimi nacjonalistami przeciwko neobolszewickiemu zagrożeniu ze Wschodu.

 Razem z europejskimi nacjonalistami Ukraińcy robili różne akcje solidarności na przykład akcja czczenia pamięci Dominika Vennera pod francuską ambasadą w Kijowie i pomagali ochotnikom z innych państw otrzymać status uchodźcy politycznego jak na przykład Rosjanom czy Białorusinom.

Przez jakiś czas doszło do dyskusji na temat trudnych relacji z Polakami po wizycie pierwszych polskich nacjonalistów w Kijowie 20 maja 2016 roku w wyniku czego bez względu na wrogą propagandę powstała bardzo owocna współpraca i międzynarodowa solidarność. Solidarność ta opiera się najpierw na ideę Międzymorza i Europejskiej Rekonkwisty jak projektu, celem którego jest tworzenie wspólnej ideologicznej platformy, gdzie nacjonaliści będą w stanie znaleźć najpierw to co ich łączy, a nie dzieli.

Zanim powiemy o założycielach projektu Rekonkwista, który jest aktywnie promowany przez Ruch Azowski, warto wytłumaczyć hasło „Dzisiaj Ukraina, jutro Ruś i cała Europa”. Hasło jak widać mocno odwołuje się do Ukrainy i tradycji Rusi Kijowskiej, z którą utożsamiają się członkowie Ruchu Azowskiego.

Rekonkwista jako idea ogólnoeuropejskiego frontu i międzynarodowej solidarności urodziła się z ognia Rewolucji i w okopach wojny na Wschodzie Ukrainy, gzie europejscy nacjonaliści razem z Ukraińcami zrosili ją krwią we wspólnej walce przeciwko z jednej strony neobolszewizmu, który zaczął pochód przeciwko Europie a z drugiej liberalizmu, który broni tych, którzy dzisiaj niosą odpowiedzialność za ataki terrorystyczne i tysiące śmierci i złamanych losów Europejczyków. Zdając sobie sprawę z tego, że świat stoi przed nowymi wyzwaniami, my jako nacjonaliści nie możemy pozwolić na to, by zwalczać nawzajem, i musimy przynajmniej podjąć próbę dialogu, żeby obronić Europę i nasze wspólne dziedzictwo. Twórcami projektu „Rekonkwista” są były dowódca pułku „AZOW” i lider Ruchu Azowskiego Andrij Biłecki, były dowódca centrum werbunkowego i współzałożyciel batalionu „Azow” Jarosław Babycz, cześć jego pamięci i Olena Semeniaka aspirantka Akademii Mohylańskiej w Kijowie, badaczka Rewolucji Konserwatywnej i twórczości Ernsta Jungera, która dowodzi projektem i odpowiada za stosunki międzynarodowe Ruchu Azowskiego. Celem projektu, oprócz tworzenia wspólnej platformy ideologicznej jest także wymiana doświadczeniem, zwłaszcza wiedzą ideologiczną, organizacja konferencji międzynarodowych, zwalczanie szowinizmu, międzynarodowa solidarność przed wspólnymi zagrożeniami i promocja europejskiej przyjaźni z respektowaniem praw innych narodów na swoją tożsamość narodową, w tym respektowanie uczuć sąsiadów, związanych z kontrowersyjnymi stronami wspólnej historii i dążenie do pojednania. Bez względu na krytykę, że projekt nie ma przyszłości ilość jego zwolenników w całej Europie staje się coraz większą i europejska solidarność oraz interesy narodowe zaczynają dominować nad szowinizmem i prymitywnym ideologicznym obskurantyzmem.

Vladyslav Kovalchuk

Źródło

Autor jest ukraińskim nacjonalistą i działaczem partii Korpus Narodowy.

REC

Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.



Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom
Tagi: , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*