Adam Gmurczyk: Ekonomia Patriotyzmu

„Prawdziwy patriota przede wszystkim płaci podatki, bo podatki to rzecz święta” – sam nie wiem, ile set, jeśli nie tysięcy razy na tę wyjątkowo „wybitną” myśl trafiałem w minionych latach. Fakt, ostatnio jakby rzadziej, z czego można by wywnioskować, że owi „podatkowi patrioci” tłumnie wyjechali z kraju. Albo umarli. Szkoda, bo głębia owego przemyślenia zasługuje na równie głęboką nagrodę: na samym dole wyschniętej studni.

Rzecz nie w tym, że nikt podatków płacić nie lubi, a zawsze powinien. Szczególnie w społecznościach wybiedzonych, każde takie obciążenie jest życiowo bolesne. Istotne jest jednak, czy taka danina jest w danym momencie słuszna – czy też nie.

Ale – ab ovo, zacznijmy od początku. Podatki są świadczeniem pieniężnym mieszkańców danego terytorium na rzecz własnego Państwa, na jego funkcjonowanie. A co to jest Państwo?

Państwo (rozumiane jako instytucja, nie terytorium) jest swego rodzaju stowarzyszeniem, organizacją wyższego rzędu, pełniącą rolę służebną w stosunku do powołującej ją wspólnoty ludzkiej. Zadaniem Państwa jest wykonywanie zadań niezbędnych dla wszystkich, ale niemożliwych do zrealizowania przez pojedynczego członka tej społeczności lub grupę takich osób. Wskazać można pięć podstawowych cech, które z takiej instytucji wspólnotowej czynią państwo – instytucję, której suwerenem jest powołująca je społeczność, i zarazem strukturę, która jest (w relacjach z innymi państwami) niezależnym bytem prawnym. Cechy określające „państwo” są dosyć klarowne:

– kreowanie prawa wewnętrznego kraju, zgodnie z wolą wspólnoty, prawa, które nie jest ograniczane wolą i nakazami zewnętrznych ośrodków decyzyjnych oraz dbałość o przestrzeganie tego prawa w relacjach wewnętrznych;

– powołanie i kontrolowanie obrony zewnętrznej (wojsko), której zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa zewnętrznego terytorium i zamieszkującej go wspólnoty;

– powołanie i kontrolowanie obrony wewnętrznej (policja, sądy etc.), dla zapewnienia spokoju publicznego, zgodnie z prawem, określonym przez wspólnotę państwo tworzącą, nie zaś pod dyktando zewnętrznych ośrodków decyzyjnych;

– prowadzenie polityki zagranicznej na arenie międzynarodowej zgodnie z interesami i wytycznymi wspólnoty państwo tworzącej.

– realizowanie swoich zadań, poprzez Władzę/Rząd, odpowiadający wyłącznie przed wspólnotą państwo tworzącą, nie zaś przed obcymi, zewnętrznymi ośrodkami decyzyjnymi.

Aby więc można było mówić o zaistnieniu państwa spełnione być muszą powyższe warunki. I jak łatwo zauważy, Polska (o czym my, nacjonaliści, mówimy od dawna), państwem (instytucją) po prostu nie jest.

Najwyższa władza ustawodawcza – de facto nie istnieje. Każde bowiem prawo, każdy uchwalany przez sejm/senat przepis, musi być zgodny z prawem Unii Europejskiej, a nie z wolą wspólnoty polskiej. Badaniem tej zgodności zajmują się w parlamencie wyspecjalizowane komisje kontroli. W efekcie otrzymujemy prawo, które nie jest naszym prawem, otrzymujemy zasady życia prywatnego i publicznego, które nie są naszymi zasadami.

Własne wojsko? Owszem, służący w jednostkach zmilitaryzowanych Polacy noszą na rękawach biało-czerwone naszywki, ale na tym związek tej instytucji z „wojskiem niezależnego Państwa” się kończy. Jedyne, co zmieniło się w ostatnich dekadach, to centrala, z której zarządza się złożonymi z Polaków oddziałami. Teraz znajduje się ona nie w Moskwie, a w kwaterze głównej NATO, dziwnym trafem, w Brukseli.

Przejdźmy dalej: Polska nie ma prawa prowadzenia własnej polityki zagranicznej, gdyż umowy polityczne i handlowe mogą być zawierane jedynie zgodnie z wolą ośrodka decyzyjnego UE. Nosi to nawet wymowną nazwę: „europejska polityka zagraniczna”. Nie – „polska”, a jakaś tam „europejska”, ustalana przez ludzi, których interesy naszej wspólnoty obchodzą tyle, co nas piasek na Saharze.

Kolejne sprawy, tak samo. Struktury ochrony wewnętrznej funkcjonują wyłącznie w ramach przepisów narzuconych przez zewnętrzny ośrodek władzy Unii Europejskiej. Podobnie Rząd, który działa w ramach obowiązującego prawa unijnego a jednym z jego podstawowych zadań jest ochrona interesów Brukseli na ziemiach polskich etc.

Tak więc Polski, jako państwa, najzwyczajniej w świecie nie ma. Jest Polska, rejon geograficzny, rejon cywilizacyjny, historyczny, etniczny, poczucie wspólnoty z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. To czyni nas Polakami. Ale państwa polskiego „niet”. Bo nie czyni go administracja, podległa czynnikom zewnętrznym, ani urzędowe gadżety z nadrukiem „Rzeczpospolita Polska”.

Wróćmy do podatków i powtórzmy to, co na początku: są to obowiązkowe świadczenia pieniężne członków wspólnoty, przeznaczone na opłacenie funkcjonowania własnego Państwa. Jest to zależność wzajemna: powołane przez nas państwo, za nasze pieniądze, realizuje nasze wspólne interesy. Skoro jednak nie ma państwa, nie ma i podatków. Albowiem podatek, to składka na bonum commune, dobro wspólne. Nasze dobre wspólne, a nie dobro kogoś innego. W przypadku braku państwa nie mamy do czynienia z podatkami, a jedynie z najzwyklejszym, ordynarnym rabunkiem. Tyle że miejscowy Alibaba nazywa się „Rządem”, a jego czterdziestu rozbójników „naczelnikami urządów skarbowych”.

Tysiące naszych rodaków prowadzi codziennie swoje małe, lecz tytaniczne batalie z uciskiem fiskalnym. I naprawdę nie ma znaczenia, że ci dzielni ludzie, którym uda się uciec od przymusowych danin na rzecz obcych, albo – jeszcze lepiej – przeprowadzić restytucję finansową na zbójeckiej władzy (np. poprzez odzysk „nienależnego” VAT), nie kierują się zapewne patriotyczną motywacją. Cóż z tego, skoro ich działania są słuszne i moralnie uzasadnione?

Musimy bowiem sobie uświadomić dwie rzeczy: po pierwsze, że płacenie podatków w realiach braku państwa polskiego oznacza finansowanie obcej władzy. I po drugie, że nie płacenie takich danin jest działalnością ze wszech miar patriotyczną. I naszym obowiązkiem, równym zaangażowaniu na innych polach aktywności publicznej, jest destrukcja, każdym możliwym sposobem, systemu haraczu powszechnego, stosowanego przez quasi-państwo, jakim jest III Rzecza.

Bo „Poddać się tyranowi to tak samo, jakby padać na twarz przed szalejącą bestią” (św. Tomasz z Akwinu).

Adam Gmurczyk

Tekst ukazał się w 153. numerze magazynu „Szczerbiec”. Szczegóły wydawnictwa TUTAJ.

Przedruk całości lub części wyłącznie po uzyskaniu zgody redakcji. Wszelkie prawa zastrzeżone.

epag

Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.



Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom
Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:

  • 16 października 2017 -- Oszustwa podatkowe – nawet 500 mld zł strat? Głos nacjonalistów
    Od 2008 roku zaczęło się to, co można nazwać największą katastrofą fiskalną w historii - ocenił prof. Witold Modzelewski. Jego zdaniem w poprzednich latach na podatku VAT, CIT oraz...
  • 16 października 2017 -- Adam Gmurczyk: Symbol a Idea
    Dwa zszyte ze sobą kawałki materiału, biały i czerwony, nie czynią z tak przygotowanej płachty narodowego sztandaru. Tak samo, jak stadionowa przyśpiewka „Do boju, biało-czerwoni” ...
  • 30 września 2017 -- Klaudia Grzesica: O nacjonalistyczną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa
    Rok 1939 - agresja Niemiec hitlerowskich na Polskę. Przypomnijmy stan faktyczny. Państwo Merkel to obecnie dominujący składnik UE. Eurokraci świeccy i niestety kościelni podtrzymuj...
  • 4 sierpnia 2016 -- Adam Gmurczyk: Nasza Trzecia Rzecza
    Współczesna demokracja liberalna, łaskawie panująca nam na świecie (przynajmniej w sporej jego części), wyciągnęła praktyczne wnioski z porażki mało wydolnego – właśnie przez błąd ...
  • 8 kwietnia 2016 -- Polacy – tania siła robocza UE
    Przed wejściem do eurokołchozu demoliberalni politycy zarzekali się, iż szybko dogonimy Zachód w kwestii zarobków i dobrobytu. Oni z pewnością dogonili dzięki posadom w państwowych...
Subscribe to Comments RSS Feed in this post

Jeden komentarz

  1. Hello! I hope you can understand English? I am very interested in your work and the catholic philosophy behind it. In England there is a growing problem with Islam just like in Poland – I am in Krakow this week and will be visiting Warsaw would it be possible for is to meet?

    Thanks

    Damien

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*