WT: Unia Europejska utrwali naszą peryferyjność – NIE dla eurokołchozu

W ostatnim czasie w mainstreamowych mediach pojawia się coraz więcej krytycznych głosów wobec dominujących narracji w zasadniczych sprawach. Rzeczywistość realnego kapitalizmu i globalizacji, bilans integracji z Unią Europejską, analizy wielu naukowców mogą i powinni wykorzystywać, przynajmniej częściowo, nacjonaliści. „Dziennik Gazeta Prawna” opublikował wywiad z prof. Leonem Podkaminerem, ekonomistą, który od 20 lat pracuje w Wiedeńskim Instytucie Międzynarodowych Porównań Gospodarczych (WIIW) i specjalizuje się w krytycznych analizach polityki makroekonomicznej Unii Europejskiej. Tytuł jest znamienny: „Porzućmy nadzieję na dogonienie Zachodu. Unia utrwali naszą peryferyjność”. To nie słowa, jak uwielbiają stygmatyzować establishmentowi klakierzy, „oszołoma, zacofańca, etc.”, ale człowieka, który zawodowo zajmuje się obserwacją i analizą procesów gospodarczych oraz ich skutków dla obywateli.

Prof. Podkaminer wśród korzyści z integracji wymienia przede wszystkim wzrost produktywności, modernizację technologiczną oraz napływ funduszy strukturalnych, pomijając jednak milczeniem, iż wkład Polski to nie tylko składka członkowska, ale także wymierne korzyści, jakie kraje Europy Zachodniej odnosiły w rezultacie otwierania gospodarki III RP na nierówną konkurencję od początku lat 90-tych. Lista strat wymienionych przez profesora jest już dłuższa i obejmuje: permanentnie wysokie bezrobocie, migrację młodych, wzrost nierówności społecznych, pogłębienie przepaści pomiędzy „zwycięzcami” i „przegranymi” transformacji, spadek jakości i dostępności wielu usług publicznych (niejednokrotnie nawet w porównaniu z czasami PRL-u), negatywny bilans handlowy, wyciekanie sporej części dochodu narodowego za granicę.

Odpowiadając na reżimową propagandę o „10 latach świetlnych”, naukowiec konkluduje, iż faktycznie bazując na doświadczeniach historycznych, mamy przykłady krajów, które przez pierwszych 5, 10 albo 15 lat po wejściu w eksperyment integracji prosperowały świetnie, albo tak się wszystkim wydawało. Wymienia tu przede wszystkim Grecję i Portugalię, choć warto byłoby także wspomnieć o Hiszpanii, gdzie bezrobocie obecnie wynosi ok. 25% (wśród młodych przekracza 55%), a gospodarka od kilku lat nie może wyjść z kryzysu. Słusznie również przywołuje przykład Słowenii, stawianej swego czasu za wzór do naśladowania. Kraj ten w 2007 roku jako pierwszy z 10-ciu nowych członków UE przystąpił do unii walutowej, by później wpaść w najgorszą od momentu uzyskania niepodległości recesję oraz zmierzyć się z galopującym wzrostem długu publicznego w relacji do PKB. „Kraje peryferyjne i zacofane zawsze w pierwszym zetknięciu z nowymi bodźcami idą odważnie do przodu. Ale potem dochodzą do ściany. To widać nie tylko na przykładzie południa czy wschodu Europy. Podobnie było z NRD. Tuż po zjednoczeniu Niemiec wydawało się, że wschodnie landy zaraz doszlusują do reszty. Ale one zatrzymały się na poziomie 60 proc. zachodniego poziomu PKB. I teraz się wręcz cofają.”

W kwestii ewentualnego przyjęcia wspólnej waluty, ekonomista daje krótką radę: „Jak najdalej od euro. Korzystajmy z tego ostatniego wentylu bezpieczeństwa, który nam daje jeszcze oddychać. Strefa euro jest obszarem stagnacji. Jeśli popatrzeć na tempo wzrostu w krajach, które dziś ją tworzą, to wychodzą z tego takie schodki w dół, które zatrzymały się w ostatniej dekadzie na poziomie tuż powyżej zera. Wychodzi więc na to, że im więcej takiej integracji walutowej, tym gorzej z gospodarką„. W temacie członkostwa w UE nie można pominąć także zagadnienia napływu obcego kapitału, który korzysta ze swobód określanych przez politykę wspólnego rynku:

Jeżeli zacznie on napływać poza kontrolą, to możemy mieć pewność, że ulokuje się w takich branżach, jak bankowość, ubezpieczenia albo nieruchomości. Czyli tam, gdzie są największe zyski do wzięcia. I tak się stało w Polsce. Nie można przy tym zapominać, że to też jest rozdział naszej eurointegracji. Podobnie jak wszystkie negatywne konsekwencje niekontrolowanego napływu inwestycji zagranicznych, które do dziś mają swoje konsekwencje dla polskiej gospodarki. Czyli wielki odpływ zysków obserwowany we wszystkich krajach nowej Unii. Bo musimy pamiętać, że spora część polskiego PKB odpływa z kraju poprzez zagraniczne firmy. W żaden sposób nie dokładając się do dochodu narodowego. Czyli mówiąc wprost, do tego, co krajowi rezydenci mają z całego tego wzrostu. Do tego dochodzi negatywna presja związana z nadzieją utrzymania zagranicznych inwestycji oraz przyciągnięcia nowych. Zagraniczny kapitał o tym wie i umiejętnie lobbuje w celu zapewnienia sobie jak największych przywilejów. Zwykle na zasadzie szantażu: jak nie dostanę taniej siły roboczej i ulg podatkowych, to się stąd zabieram. Władze się w końcu uginają, za co zazwyczaj płaci rodzimy producent. Pod warunkiem że już wcześniej uprzywilejowany zagraniczny kapitał nie zajął jego rynków. Drugim kosztem jest osłabienie popytu wewnętrznego poprzez utrzymywanie niskich płac. Tak, mówiąc w skrócie, utrwala się peryferyjna pozycja takich gospodarek jak nasza, polska. I to też są konsekwencje polskiego członkostwa w Unii Europejskiej, o których zapominać nie wolno„.

W wywiadzie naturalnie skoncentrowano się na bilansie ekonomicznym, pomijając takie aspekty bilansu członkostwa w UE jak masowa emigracja Polaków. Naturalnie trudno wymagać od osób pozostających bez pracy lub pracujących za urągające godności wynagrodzenia, aby w imię fałszywie rozumianego „patriotyzmu” zostały w III RP, ale nie można pominąć konsekwencji społecznych (rozpad wielu rodzin, zjawisko „eurosierot” etc.), demograficznych (wyludnienie się całych obszarów) oraz gospodarczych (brak wpływów z podatków; pogłębiająca się „dziura” w systemie emerytalnym etc.). Informowaliśmy o tym TUTAJ. Czy możemy dostrzec u rządzących krytyczną refleksję poświęconą tym zagadnieniom? Nie, demoliberalni zarządcy III RP, tej, używając słów jednego z przedstawicieli niemieckiej Rewolucji Konserwatywnej, „pseudopaństwowości rządzonej przez politycznych bankrutów i impotentów”, cieszą się z „mobilności Polaków”. Reżimowi propagandyści wolą na ten temat milczeć, gdyż tak naprawdę zjawisko zarobkowej emigracji uwalnia ich od konieczności stawienia czoła strukturalnym problemom demoliberalnego tworu zwanego szumnie przez nich samych „wolną Polską”. Fiskalizm, biurokratyzm, korupcja, wyprzedaż majątku narodowego, brak polityki gospodarczej, serwilizm i uzależnienie od obcych ośrodków decyzyjnych, to przyczyny masowego bezrobocia i nędzy wśród Polaków. Normalne państwo nie ma zapewniać „raju na ziemi”, gdyż jest to niewykonalne. Normalne państwo ma stwarzać warunki do tego, aby Polacy – jako naród i jako jednostki -  mieli szansę na rozwój we wszystkich aspektach – nie tylko materialnym, ale także kulturowym, duchowym. Tak widzieli rolę państwa nasi poprzednicy, gdy pisali o idei Wielkiej Polski. III RP w żadnym aspekcie nie spełnia kryteriów zdrowego państwa, to raczej quasipaństwo, protektorat obcych mocarstw, coś na kształt przedwojennej Republiki Weimarskiej, którą Ernst Niekisch określał jako „zwierzę ofiarne pochylające pokornie kark pod krwiożerczym spojrzeniem prześladowcy”.

Odnowione zabytki, wybudowane (i nierentowne) stadiony (z których korzysta garstka), autostrady, kolorowe krajobrazy, tak wygląda podsumowanie 10 lat w UE według establishmentu. Za to wszystko jednak zapłacili Polacy, a rzetelny audyt finansów publicznych oraz bilans zysków i strat wynikających z obecności w eurokołchozie szybko obnażyłby reżimową propagandę. Na pewno w dwóch aspektach wzrost jest niepodważalny i permanentny – liczby urzędników oraz marnotrawstwa pieniędzy podatników. Na koniec małe zestawienie wskaźników wzrostu przed wstąpieniem i po wstąpieniu do UE (dane GUS za „Uważam Rze”).

1. Średnie wynagrodzenie po uwzględnieniu inflacji

1995-2004:  +56%

2004-2013: +18%

2. Wzrost PKB

1995-2004: +46,2%

2004-2013: +38,8%

3. Wartość handlu zagranicznego

1995-2004: +130% (eksport +112%)

2004-2013: +58% (eksport +63%)

Dodajmy do zestawień statystyki długu publicznego, koszty absurdalnych regulacji, wzrostu podatków, pakiet klimatyczny, a otrzymamy realny obraz rzeczywistości, dziś skrywany za obrazkami uśmiechniętych biurokratów i możliwością podróżowania bez paszportu. Byłoby nierzetelnością pisać, iż nie ma żadnych korzyści członkostwa w UE. Naturalnie są, będące owocem wyrzeczeń oraz pracy i przedsiębiorczości Polaków, bo to oni są dostarczycielami środków finansowych (podatków). Według oficjalnych informacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych korzyści z obecności w UE zwiększają PKB o, uwaga, zawrotne 0,7% rocznie. W tym samym czasie drenaż przez zagraniczne koncerny i spekulantów naszego kraju z kapitału powoduje straty roczne na poziomie 5% PKB…Eurofilom wypada na koniec przypomnieć, iż dobrobyt bierze się z pracy, a nie dotacji. Nacjonaliści nie są przeciwnikami Europy, nacjonaliści są przeciwnikami UE. Z pewnością należy na nowo przemyśleć ideę współpracy oraz jedności europejskiej w obliczu wyzwań XXI wieku. To wszystko jednak po ostatecznym upadku Unii Europejskiej.

Wojciech Trojanowski

Przedruk całości lub części wyłącznie po uzyskaniu zgody redakcji. Wszelkie prawa zastrzeżone.

antyUE

Wszelkie cytaty prof. Podkaminera za: forsal.pl


Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.

Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom
Tagi: , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:

  • 21 lipca 2016 -- Emigracja młodych: Polska traci, Zachód zyskuje
    Nawet środowiska międzynarodowej finansjery i globalistów potwierdzają to, o czym piszemy od lat. Pamiętamy zachwyty prawicowych i lewicowych idiotów nad "mobilnością" Polaków po "...
  • 10 maja 2014 -- AMDG: Europa gnije
    Miesiąc maj bieżącego roku, choć formalnie dopiero się rozpoczął to i tak z pewnością zapisze się w naszej pamięci jako miesiąc w całości przesiąknięty unijną propagandą, która wyl...
  • 4 września 2011 -- Nick Griffin: Kto tak naprawdę stoi za unijną grabieżą władzy?
    Prezentujemy tekst, którego autorem jest poseł na Parlament Europejski i przewodniczący Brytyjskiej Partii Narodowej (BNP) Nick Griffin. Materiał zamieszczamy ze względu na jego ba...
  • 19 marca 2015 -- Neokolonia: Gigantyczny drenaż Polski z kapitału
    W okresie "Polski Ludowej" gospodarka była przedmiotem eksploatacji ze strony radzieckich towarzyszy oraz ich krajowej agentury. Po roku 1989 roku dawni aparatczycy szybko zmienili...
  • 6 września 2014 -- „Unia Europejska to straszne dziadostwo”
    Coraz więcej środowisk nie patrzy już bezkrytycznie na Unię Europejską. To oczywiście cieszy. Prezentujemy komentarz redaktora naczelnego "Nowego Obywatela", który jest potwierdzen...

Comments

Komentarzy