Dr Tomislav Sunić: Święci patroni Chorwacji, Dynastia Habsburgów i Idea Rzeszy

Święty Jerzy, autor – Albrecht Dürer

Niniejszy tekst to angielskie tłumaczenie mojego wykładu, który wygłosiłem w języku niemieckim dla dżentelmenów z Zakonu Świętego Jerzego, 29 września 2012 w chorwackiej miejscowości Varazdin, na konferencji pod patronatem Dynastii Habsburgów i księcia Karla von Habsburga. Moja przemowa została potem opublikowana w grudniowym wydaniu austriackiego miesięcznika literackiego Die Aula.

***

Słowo „Rzesza” (imperium), jak i „idea Rzeszy”, kojarzą się dziś bardzo źle. Zgodnie z nowymi zasadami poprawnego politycznie języka, ten jeden wyraz wywołuje  ogromne zakłopotanie wśród austriackich i niemieckich polityków. W Stanach Zjednoczonych, lecz także w Anglii, słowo „Rzesza” przypomina ludziom o czymś złowrogim, czymś niebezpiecznym, o przysłowiowym Hitlerze – i jego Trzeciej Rzeszy. Tymczasem idea Rzeszy ma tysiącletnią historię i można natknąć się na ów wyraz zarówno w okresie Republiki Weimarskiej, jak i w powojennych Niemczech Zachodnich. W rzeczywistości należy przyznać, że i Unia Europejska nosi pewne znamiona Świętego Cesarstwa Rzymskiego (Narodu Niemieckiego), albo przynajmniej powinna je nosić.

Idea Rzeszy to również kwestia tożsamości. Przez długi czas owa idea była – w sensie metaforycznym – świętym patronem centralnych Europejczyków. Określenia, takie jak „tożsamość”, czy „idea imperium” nie pasują jednak do głębszych analiz społecznych, gdyż mogą nieść ze sobą zniekształcone znaczenia.

W Europie Środkowej za czasów „Monarchii Dunajskiej” i wewnątrz Świętego Cesarstwa Rzymskiego, każde miasto, każda wioska i każda posiadłość, miały własnego świętego patrona, którzy dawali męstwo i siłę każdemu wieśniakowi, obywatelowi bądź rycerzowi. W dzisiejszej Europie roli tej nie pełnią już święci, tacy jak Święty Jerzy, Święty Michał, czy Święty Izydor, lecz piłkarze, twórcy filmowi, gwiazdy Hollywoodu – albo spekulanci Europejskiego Banku Centralnego. Zostało to trafnie przepowiedziane sto lat temu przez Oswalda Spenglera, a mianowicie, że pozbawieni swych korzeni obywatele Europy będą dążyć do „drugiej religijności”. Teraz miast starych tożsamości, należy czcić nowych patronów bądź „idoli”. Spengler dodaje: „Towarzyszy temu w dzisiejszym euro-amerykańskim świecie okultyzm i teozoficzny szwindel, amerykańsko-chrześcijańska nauka, fałszywa i komfortowa kanapa, która zwie się Buddyzmem, etc.”

Ową „drugą religijność”, czy też „substytuty świętych patronów” można dziś napotkać praktycznie w całej dzisiejszej Europie. Nasi nowi patroni stanowią odzwierciedlenie systemu myślenia, który przyszedł z Ameryki i objawia się w politycznym moralizatorstwie oraz fantazyjnych gadkach, prowokujących dobre samopoczucie. Amerykańska klasa polityczna i jej gorliwi, unijni naśladowcy pozują dziś na nowych świętych patronów nowej klasy ulepszania świata.

Idea Rzeszy jako szansa

Odrodzenie idei imperialnej jest dziś najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich europejskich narodów. Może ona stanowić skuteczne remedium zarówno na bezduszny globalizm, jak i szowinizm. We wschodniej Europie, sytuacja inter-etniczna jest w dalszym ciągu napięta. Poniżej kilka przykładów:

- Tożsamość narodowa polskiego nacjonalisty, który zgodzi się ze swym niemieckim odpowiednikiem we wszystkich kwestiach, takich jak wspólna krytyka globalizmu, antykomunizm i antykapitalizm, jest w dalszym ciągu nierozerwalnie powiązana z jego silnymi, antyniemieckimi uprzedzeniami.

- 1/3 Węgrów – ponad 2 miliony ludzi – zamieszkuje Słowację, Serbię i Rumunię; ich własna tożsamość jest często ujęta w ramach negacji sąsiadów.

- Pomimo pozornego pokoju między Serbami, a Chorwatami, owe jakże podobne do siebie i sąsiadujące z sobą nacje operują dwiema kompletnie odmiennymi narracjami historycznymi i mają dwa, wzajemnie wrogie schematy odnośnie tego, kto był katem, a kto ofiarą. Pokrótce, Serbowie i Chorwaci, mimo uderzających podobieństw ich łączących, wykazują dwie radykalne i wykluczające się nawzajem tożsamości. Chorwackiemu nacjonaliście trudno jest uważać siebie za „dobrego Chorwata”, jeśli najpierw nie upewni się, że jest „dobrym anty-Serbem”.

Po upadku Cesarstwa Habsburgów w 1918r., nastąpił kres idei imperialnej. Lecz nie nastała po nim era wiecznego pokoju. Wręcz przeciwnie. Bez Habsburgów, kurs XX wieku wrzucił wkrótce piąty bieg.  Rok 1945 był biologiczną katastrofą dla narodu chorwackiego, lecz również dla chorwackich obywateli niemieckiego pochodzenia, którzy osiedlali się na tym terenie za rządów cesarza Leopolda i cesarzowej Marii Teresy. I oto stajemy po raz kolejny przed ponadczasowym, a jednak bezużytecznym pytaniem: co by się stało, gdyby monarchia nie upadła? I co powiedziałby książę Eugeniusz Sabaudzki o obecnej sytuacji za bramą Wiednia?

Zakon Świętego Jerzego odziedziczył spadek po XIV-wiecznych krzyżowcach, którzy stanęli naprzeciw najeźdźcom usiłującym wedrzeć się do Europy centralnej – oczywiście nie po to, by krzewić prawa człowieka i ducha integracji, lecz raczej po to, by narzucić Europejczykom swoje własne wartości oraz religię. W owym czasie rycerze Świętego Jerzego nie mieli intencji działania w charakterze ulepszaczy świata, nauczających multikulturowej różnorodności. Zamiast tego, zwyczajnie bronili się przed tureckim zagrożeniem. Gdyby ich Zakon snuł wówczas pacyfistyczne dywagacje, to dzisiejsze miasto Varazdin wyglądałoby zupełnie inaczej, niż obecnie wygląda. W stanie wyższej konieczności „żyć znaczy zabić”, jak to ujął niemiecki pisarz, Ernst Jünger. Albo jeszcze trafniej, „wolny człowiek to wojownik”, jak to ujął Nietzsche, co zademonstrowali chorwaccy ochotnicy 20 lat temu podczas ich walk o niepodległość.

Rzesza – przeciwieństwo Imperium

Idea Rzeszy nie ma nic wspólnego z ideą imperium, na którą można się natknąć w historii Anglii i Francji. A zatem słowo „Reich” pozostaje nieprzetłumaczalne, tak samo jak jego polityczne zastosowanie nie powinno być mylone z angielskim bądź francuskim pojęciem „imperium”. W rozwoju francuskiego „imperium” główną rolę odgrywał zawsze centralizm – i później także, przy narodzinach nowoczesnego nacjonalizmu.  Nigdy tak nie było w przypadku Cesarstwa Habsburgów, którego przewodnią myślą przez stulecia pozostawały prądy wieloetniczne, supra-narodowe i federalne.

Idea Rzeszy wyklucza wściekłą wersję nacjonalizmu, poszukując zamiast tego swego głównego celu w postaci różnorodności poszczególnych narodów. Patrząc w przeszłość, można dostrzec katastrofalną spuściznę państwa-narodu, który pozostawił po sobie dewastujące wojny domowe, fałszywe mity narodowe, permanentne spory terytorialne, grabież ziemi oraz żałosny partykularyzm państwowy. W idealnej, a zarazem prawdopodobnej przyszłości, jedynym rozwiązaniem winno być odrodzenie się Europejskiej Rzeszy w Europie Środkowej. Pozwoliłoby to skłóconym ze sobą narodom europejskim, takim jak Serbowie i Chorwaci, Węgrzy i Rumuni, Słowacy i Czesi, Polacy i Niemcy, zachować własną narodową oraz terytorialną suwerenność, podtrzymywać swą specyficzną tożsamość, a co najważniejsze, osiągnąć swoje dążenia duchowe. Lecz odrodzenie tej idei wymaga bezwarunkowo nowej hierarchii wartości, która stanęłaby w ostrym kontraście w stosunku do obecnych liberalnych wartości. W dzisiejszych egalitarnych i napędzanych ekonomią systemach, kiedy rządzi pieniądz, a identyczność jednostek i kultur odgrywa najważniejszą rolę, idea Rzeszy nie może się zakorzenić. Mając na myśli „Rzeszę”, zakładam bowiem nie tylko  wielką przestrzeń geopolityczną, lecz także, a właściwie przede wszystkim duchowy, transcendentalny obowiązek nałożony na wszystkich jej obywateli.

Otto von Habsburg był wielkim zwolennikiem idei Rzeszy – ale także Unii Europejskiej. Jednocześnie ostro krytykował Unię. Wielu eurokratów powinno było się od niego czegoś nauczyć. Na krótko przed swą śmiercią, książę poczynił kilka krytycznych uwag względem nich. W wywiadzie udzielonym gazecie Bild, 27 czerwca 2007, powiedział: „Weźmy chociażby nasz biurokratyczny język. To jest język, którego nikt nie rozumie. Żadna zdrowa na umyśle osoba nie rozszyfruje ani jednego słowa ze strony unijnego przedstawiciela. Cesarzowa Maria Teresa pozostawiła po sobie pewne piękne zdanie: „Prawo obowiązuje tylko wtedy, jeżeli każdy galicyjski świniopas potrafi je zrozumieć”.

Zamiast słowa „Galicja”, możemy użyć słowa „Chorwacja”. Nieprzypadkowo w dzisiejszych czasach anemiczni chorwaccy dyplomaci nie rozumieją ani słowa w języku niemieckim i zmuszeni są posługiwać się w rozmowach ze swymi odpowiednikami z Austrii i Węgier łamaną angielszczyzną. To ogromne zacofanie w stosunku do czasów Akademii Dyplomatycznej ufundowanej przez Marię Teresę, nie wspominając już o wielojęzycznych cesarzach i generałach, jak choćby Karol V, książę Eugeniusz, czy Otto von Habsburg. To byli wybitni Europejczycy, w przeciwieństwie do obecnych biurokratów z Brukseli i Zagrzebia.

Co oznacza dla dzisiejszych Chorwatów idea Rzeszy? Nic. Większość z nich nie ma zielonego pojęcia o jej znaczeniu. W celu uzyskania dobrego certyfikatu świadczącego o poprawnym politycznie zachowaniu ze strony euro-komisarzy, dzisiejsi politycy chorwaccy muszą uginać się w przód i w tył, aby trzymać się wyznaczonego dyskursu. Używają pustych słów i frazesów, jak „globalizm”, „multikulturalizm”, „integracja euroatlantycka”, „transparentność”, czy „demokracja wolnorynkowa”, nie mając pojęcia, co którekolwiek z nich oznacza. Większość chorwackich polityków to ludzie skażeni komunizmem. Na krótko przed upadkiem Jugosławii, krzyczeli o wiecznej erze titoizmu. Teraz głoszą wieczność UE i demokracji liberalnej. Powstała więc nowa forma naśladownictwa, nowa forma mentalnego terroryzmu, bardzo podobna do tej z czasów byłej Jugosławii, jedynie odziana tym razem w inne słówka.

UE: Replika Jugosławii

Unijni komisarze odnaleźli wspólny język z chorwackimi postkomunistami. Ale przecież ci goście byli już dawno przyjaciółmi, jeszcze za czasów ery Tito, który był wychwalany w niebiosa przez zachodnich polityków i opiniotwórców jako wielki święty patron narodów Jugosławii. Dziś obie strony, czy to wschód czy zachód, ględzą o ratowaniu UE, gdyż jej supra-narodowy aparat przypomina znakomicie ex-Jugosławię i jest najwyraźniej ociosany w taki sposób, by stanowić przykrywkę dla różnych rzeczy „niepolitycznych”, zwłaszcza kiedy mówimy o „unii transferowej”. O tak, ci wszyscy niemieccy przysłowiowi Hansowie muszą dziś płacić i płacić, bez końca!

Rozpad Jugosławii i wynikająca z niego wojna na Bałkanach, jak również eksplozja skrajnego nacjonalizmu, były logiczną konsekwencją nieobecności idei Rzeszy. Poroniony pomysł o nazwie Jugosławia, był przez 50 lat utrzymywany na powierzchni przez liberalny Zachód, jak również zabezpieczany dzięki komunistycznemu terrorowi wewnątrz kraju. Podobnie do swych poprzedników, obecne elity chorwackie odziedziczyły sporo po tym okresie. Pomimo ich ultraliberalnej frazeologii, ledwie udaje im się ukryć swoje komunistyczne przekonania. Ich pozbawiona korzeni morfologia, jakkolwiek owinięta we wszelkie możliwe opakowania, jest łatwa do zaobserwowania w dzisiejszej Chorwacji.

Rzesza tamtych czasów, tj. od XV do XIX wieku, wraz z jej peryferyjnymi narodami, takimi jak Chorwaci, nie była fajnym miejscem, gdzie ktoś mógł rozebrać się do naga na chorwackiej plaży i uchlewać do nieprzytomności 24 godziny na dobę. Rozległe terytorium, sięgające od Karyntii po Macedonię, było miejscem straszliwym, gdzie każdy musiał rozwijać talenty wojskowe, żeby tylko móc przeżyć. Obywatele Rzeszy w Karyntii opisywali tureckie hordy, które niemalże dotarły do Alp i dosięgły Wenecji słowami „biegacze i podpalacze” (Renner und Brenner). Nawiasem mówiąc, byłoby mądrym posunięciem ze strony obecnych niemieckich dyplomatów rezydujących w Zagrzebiu zaangażować się w charakterze świętych patronów w ekshumacje austro-niemieckich żołnierzy Wehrmachtu. Zostali wymordowani przez komunistów w Jugosławii latem 1945 roku, a ich kości nadal leżą tuż za hotelem „Imperijal” w mieście Rab, na chorwackiej wyspie Rab.

Lecz idea Rzeszy nie może się odrodzić, dopóki cała Europa nasyca się duchowo i psychologicznie liberalnym i komunistycznym dziedzictwem. Pomimo upadku komunizmu w całej wschodniej i środkowej Europie, wciąż niemożliwe jest sprowadzenie choćby jednego byłego komisarza Jugosławii przed oblicze sprawiedliwości. Ani jeden stary komunista w dzisiejszej Chorwacji nie został osądzony za swój udział w zbrodniach na narodzie chorwackim.

Konkludując, można stwierdzić, że idea Rzeszy oferuje najlepsze rozwiązanie dla wzajemnie skłóconych europejskich narodów. Co więcej, jest to także najlepszy sposób na zachowanie ich tożsamości. W ciągu całej swojej historii, imperialna idea rycerzy Świętego Jerzego nigdy nie była zasilana szowinizmem, multikulturalizmem, czy chociażby motywami auto-nienawiści, tak bardzo powszechnymi pośród obecnej klasy politycznej w Europie.

Z punktu widzenia prawa międzynarodowego, Chorwaci nie osiągnęli zbyt wiele odzyskując niepodległość. Kraj jest mentalnie chory i semi-suwerenny, tak więc 20 lat po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości, jak również 16 lat po zakończeniu wojny, należy postawić pytanie, co tak naprawdę Chorwaci osiągnęli. Ich suwerenność jest dziś zdana na łaskę już nie Belgradu, ale Brukseli i Waszyngtonu.

Istnieje wiele paraleli pomiędzy Niemcami, Austrią, a Chorwacją. Geograficznie rzecz biorąc Chorwacja – aż do jej najdalszych zakątków sięgających Transylwanii – jest częścią Basenu Dunajskiego, głęboko nasiąkniętego duchem Europy Środkowej.  Mimo wszystko to właśnie idea Rzeszy po dziś dzień podtrzymuje siły życiowe w chorwackim narodzie. W oczach Chorwatów, Niemcy i Austria to nie tylko najważniejsze europejskie kraje, lecz również uosobienie całej Europy. To oczywiste, że niewielkie i wciśnięte między jednych a drugich europejskie narody, takie jak Chorwaci czy Słowacy, nigdy nie będą odgrywać kluczowej roli w wielkiej polityce. Cokolwiek wydarzy się w Berlinie bądź Wiedniu, będzie zawsze miało swoje skutki na następny dzień w Chorwacji. I w przypadku chorwackiej historii, tak było praktycznie zawsze.

Dla Chorwatów, Serbów, Niemców, Węgrów, Rumunów, Słowaków i pozostałych środkowych Europejczyków, jedyna droga do ich suwerenności prowadzi przez odrzucenie małostkowej wersji nacjonalizmu oraz zrzucenie z siebie jarzma abstrakcyjnego globalizmu. Celem wszystkich Chorwatów i wszystkich środkowych Europejczyków winno być wspólne przyjęcie idei Rzeszy.

Dr Tomislav Sunić – (www.tomsunic.com) eseista, politolog, tłumacz. Były chorwacki dyplomata i były wykładowca na California State University, współpracownik Portalu Nacjonalista.pl. Jest autorem rozlicznych felietonów na tematy filozoficzne, religijne, etniczne i społeczne, napisał także dwie książki: „Homo Americanus: Children of Postmodern Age” oraz „Against Democracy and Equality: The European New Right”. W najnowszym wydaniu tej drugiej znajdziemy przedmowę autorstwa Alaina de Benoist. Powyższy artykuł ukazał się na The Occidental Observer 10 grudnia 2012 i wzbudził ożywioną dyskusję czytelników.

Przedruk części lub całości tylko po uzyskaniu zgody Redakcji. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

Podoba Ci się nasza inicjatywa?
Wesprzyj portal finansowo! Nie musisz wypełniać blankietów i chodzić na pocztę! Wszystko zrobisz w ciągu 3 minut ze swoje internetowego konta bankowego. Przeczytaj nasz apel i zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia: APEL O WSPARCIE PORTALU.



Siepomaga.pl: wolontariat, pomoc dzieciom, potrzebującym, zwierzętom
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:

Subscribe to Comments RSS Feed in this post

12 Komentarzy

  1. Znakomity tekst, jeden z lepszych, jakie czytałem w ostatnim czasie. Na pewno ważny głos w dyskusji na temat geopolitycznej sytuacji Europy.
    „Tożsamość narodowa polskiego nacjonalisty, który zgodzi się ze swym niemieckim odpowiednikiem we wszystkich kwestiach, takich jak wspólna krytyka globalizmu, antykomunizm i antykapitalizm, jest w dalszym ciągu nierozerwalnie powiązana z jego silnymi, antyniemieckimi uprzedzeniami”
    W tym fragmencie Tom powinien dopisać „i vice versa”, choć z perspektywy lat obserwacji, antypolskie uprzedzenia wśród Niemców są dużo większe od tych antyniemieckich wśród Polaków. Nie znaczy to, iż „wątek polski” dominuje w narracji niemieckich nacjonalistów, bo w gruncie rzeczy pełni on tam rolę marginalną. Zaś w kwestii krytyki globalizmu, kapitalizmu i komunizmu, upadku Wartości, niemiecki nacjonalista nie różni się niczym od swojego polskiego odpowiednika i tu Sunić ma absolutną rację.
    Na pewno artykuł również prowokacyjny, gdyż znając życie, niektórzy widząc słowo „Rzesza” dostaną sraczki, podobnie jak ma to w przypadku słowa „Ukraina” i innych :)

  2. Idea nowej „rzeszy” w której skład miałyby wejść narody słowiańskie pod dominacją Niemiec jest zupełnym intelektualnym niewypałem. Szkopi od jedenastu stuleci myślą że muszą koniecznie nauczyć Polaków jak rządzić,głównie za pomocą zabijania Polaków i polskości.Być też może że my nie jesteśmy najlepiej rządzeni, ale ten pomysł włączenia nas do nowej Rzeszy doprawdy wyrósł w głowie kogoś zniewolonego ślepą milością do wszystkiego co germańskie . Trudno wyobrazić sobie ideę bardziej sprzeczną z Polskim Nacjonalizmem.
    Żmud przetłumaczenia tego tekstu na poski daje mi do zrozumienia że ktoś musiał wyobrazić sobie że te marzenia o nowej dominacji nad słowianami przez Niemców mogą znależć między nami poparcie.Jeszcze taki Polak się nie urodził.

  3. Widocznie czytałem inny artykuł, bo nijak nie mogę się doszukać fragmentów o „dominacji Niemców nad Słowianami” tudzież „włączeniu do Rzeszy” (w domyśle jakiegoś biurokratycznego tworu, który ma nas germanizować jak sądzę). Jest za to mowa o pewnej idei zorientowanej w kierunku geopolitycznym i w pewnym sensie duchowym. Polskość od lat skutecznie zabiją sami Polacy, zachłystując się amerykańską podkulturą i „american way of life”. Europa Środkowa bez Niemiec to mrzonka i wystarczy przeanalizować historię gospodarczą i wzajemne powiązania w tym względzie pomiędzy krajami regionu. Należy mieć tylko nadzieję, że proces pojednania między naszymi narodami będzie przebiegał podobnie jak ma to miejsce w relacjach francusko-niemieckich. Ja bym jednak przy okazji tego tekstu mniej skupił się na semantyce pojęć, których używa Sunić, a bardziej na zagadnieniu państwa narodowego-twierdzy otoczonej przez wrogów, samowystarczalnego, potężnego, mocnego duchowo i ekonomiczne. Urocza koncepcja, powiedziałbym nawet atrakcyjna estetycznie, ale nieaktualna gdzieś tak od 65 lat. Brutalną lekcję otrzymały w ostatnich latach takie kraje jak była Jugosławia (Serbia), Irak, Libia, w kolejce czekają Syria, Iran, Wenezuela. Teraz albo będziemy prowadzić politykę „trunarodową i patriotyczną”, a więc antagonizmu ze wszystkimi sąsiadami (Niemcy be bo okupacja, Ukraina be bo Wołyń, Czechy be bo coś tam w XI wieku się wydarzyło, Białoruś be bo dyktator) i szukania „egzotycznych sojuszy” jak je określał klasyk, albo przyswoimy sobie podstawową zasadę – „przyjaciół szukaj blisko, wrogów daleko”, będącą punktem wyjścia do dalszych koncepcji.

  4. @protorenaissance,
    Zacznijmy od tego, że nie istnieje coś takiego, jak „my, Słowianie”. To idiotyczny konstrukt społeczny wymyślony przez panslawistów XIX wieku. Polska odkąd stała się Polską, przestała być anarchicznym zlepkiem słowiańskich plemion. A tak poza tym, to miło mi – kłania się autor tłumaczenia.
    Nie było i nie ma czegoś takiego, jak „rasa słowiańska”, tak jak nie ma „rasy teutońskiej” – trzymanie się tych przestarzałych schematów, które obaliła praktyka do złudzenia przypomina trzymanie się tradycyjnej dychotomii lewica-prawica, również zupełnie nieadekwatnej do rzeczywistości. Jeśli polscy nacjonaliści będą w swych osądach kierować się tak durnymi konstruktami, to cały ten „polski NR/RN” naprawdę daleko nie zajedzie.
    Jak wykazał nie tylko Studnicki, ale i garść innych autorów (nawet spoza niemiecko-polskiego obszaru badawczego, choćby Anglosasów), zarówno ogromny odsetek Niemców (zwłaszcza w Niemczech wschodnich) posiada korzenie starosłowiańskie bądź polskie/czeskie, etc., jak i bardzo wielu Polaków ma pochodzenie niemieckie, sam znam takich osób całe mnóstwo. Jesteśmy związani przez krew, czy jak wolisz verbunden durchs blut ;-) A także przez cywilizację, co równie ważne.
    Oczywiście z obowiązku odpieram zarzut o „ślepą miłość do wszystkiego, co germańskie” i jednocześnie obracam ten miecz wymierzony we mnie – to prędzej Ty pałasz ślepą nienawiścią do wszystkiego, co niemieckie, tyle że dorabiasz sobie do tego odpowiednią ideologię.
    Wojtku, praktycznie ze wszystkim się zgadzam poza jednym. Napisałeś:
    „W tym fragmencie Tom powinien dopisać „i vice versa”, choć z perspektywy lat obserwacji, antypolskie uprzedzenia wśród Niemców są dużo większe od tych antyniemieckich wśród Polaków.”
    Z całym szacunkiem dla Twoich obserwacji (z pewnością o niebo bogatszych ode moich i opartych na doświadczeniu), ale ja mam wrażenie, że jest mniej więcej po równo. Ja już tysiąc razy i więcej słyszałem o słowiańskim Berlinie, nie wspominając nawet o żałosnych tekstach w stylu „nienawidzę Szwabów”, Drezno im się należało”, itd. Kolektywna mentalność judejska w wydaniu NR. Tragedia. Brednie endekomuny krążą nadal w najlepsze na „okołoruchowej” orbicie.
    Natomiast odnośnie tego państwa narodowego – twierdzy ogrodzonej murem, dobrze że poruszyłeś ten wątek, sam miałem zamiar to zrobić. Szkoła angielska wyróżnia dwa modele ładu państwowego: średniowieczny oraz post-westfalski. Średniowieczny to, w kalekim skrócie: uniwersalizm duchowy i ideowy, swoboda przepływu ludzi, postrzeganie sąsiadów jako partnerów, etc. I UE przyrównywana jest na podstawie tej klasyfikacji właśnie do modelu średniowiecznego. Szkopuł polega oczywiście na braku uniwersalizmu chrześcijańskiego, który był obecny w ładzie średniowiecznej Europy. Tymczasem ład post-westfalski to państwa otoczone murami i zasiekami, nacjonalizmy negujące i wykluczające się nawzajem, cuius regio eius religio, etc.
    Sunić podkreśla prymat ducha nad materią, gdy pisze, że Rzesza to przede wszystkim „transcendentalny obowiązek”, a dopiero potem „geopolityczna przestrzeń”. Moim zdaniem jest to zbieżne z tym, co pisał śp. generał Degrelle ;-) – mianowicie iż Europa musi być przede wszystkim zjednoczona duchowo, potem można myśleć o integracji na innych polach, ale takiej, która nie narusza integralności terytorialnej i suwerenności państw narodowych. Czyli konfederacja niepodległych państw członkowskich, ale jednak zobowiązanych w jakiś sposób, by pomagać sobie nawzajem. Żeby takowa mogła zaistnieć (i tu już schodzimy z czystej idei na drogę czystego realizmu), potrzebne jest silne centrum. Kto ma nim być? Kto jako jedyny MOŻE nim być? Jakie państwo i jaki naród? Wystarczy spojrzeć na mapę. Das Reich kommt wieder ;-)

  5. Podstawową tezą artykułu, choć nie wypowiedzianą wprost, jest stwierdzenie, że to właśnie bez ścisłego powiązania duchowego i geopolitycznego narodów Europy w ramach jednolitego bloku, ich niepodległość jest zagrożona. Pozostawione na pastwę losu, kierowane żałosnymi szowinizmami rychło zboczą w szał wojenek o jedną wioskę i jeden pagórek; będą stanowić same dla siebie zagrożenie, a co dopiero, gdy weźmiemy pod uwagę, że istnieje sobie coś takiego, jak USA, międzynarodowe korporacje, syjonistyczne lobby…wobec tak potężnych przeciwników, pojedyncza „Wielka Serbia/Polska/Ukraina” nie ma żadnych szans na przetrwanie.
    Doskonale to rozumiał Pułkownik Kadafi, który chciał tworzyć Pan-Afrykę jako alternatywę dla globalistów. Pomysł ambitny, ale niestety ponad siły samej Libii.

  6. Brawo Bracia Chorwaci. Ja w ogóle nie rozumiem tych proserbskich (promoskiewskich) tendencji Naszych Nacjonalistów. Za Dom Spremni.
    Ante Gotovina Heroj, ne zlocinac ! :)

  7. @consss
    Nie ma sensu popadać z jednego extremum w drugie. To fakt, że panująca w tzw. RN egzaltacja nad Serbami & całkowita olewka bliższych nam cywilizacyjnie Chorwatów jest co najmniej dziwna. Wynikać to może m.in. z tego, iż ci drudzy stanęli wręcz jednogłośnie po wiadomo której stronie w latach II Wojny Światowej. Inna rzecz, że z geopolitycznego punktu widzenia zdawali sobie sprawę, że nie mają innego wyboru (a wybranie opcji polskiej, czytaj – wrześniowego harakiri – jakoś im nie pasowało). Poza tym, Węgrzy też stali po wiadomo czyjej stronie, a jakoś im się tego nie wypomina. Nawiasem mówiąc – Węgrzy i Chorwaci bardzo się lubią po dziś dzień.

  8. Sigurd. Właśnie !!!! Czy może nie powinniśmy w obliczy wstąpienia Chorwacji do UE i naszej słabej pozycji międzynarodowej stworzyć jakiś konserwatywno – katolicko – narodowy front ? Mówię o relacjach zachodniej części Narodów Słowiańskich + OCZYWIŚCIE Węgry. Dużo interesowałem się Chorwacją i problemami tamtej wojny. Uważam, że może powstać jakaś siła kierująca Nasze bratnie narody na dobre tory. Tylko jak przekonać innych ? polecam obserwowanie stron hrvati.org i fun-pagy Ante Gotoviny. Może będziemy mogli stworzyć jakiś wspólny front ? :)

  9. Jakie są różnice pomiędzy Rzeszą a Imperium? Ja do tej pory Imperium rozumiałem jako to co autor właśnie opisał jako Rzeszę.

    Czy może to tylko nieznacząca gra słów?

  10. Jest poświęcony cały akapit temu zagadnieniu. W domyśle, Rzesza nie niszczy narodów wchodzących w jej skład, lecz czerpie z nich swą siłę. Tak to rozumiem. Imperium podbija, wynaradawia, skłóca wszystkich ze wszystkimi i tworzy centrum, wyzyskując peryferie (resztę świata). Przykład – ZSRR, USA..

  11. Dzięki za odpowiedź, w sumie jasna sprawa. Wcześniej się spotkałem z określaniem, tego co opisałeś, jako „imperium” i Imperium.

  12. W języku polskim nie istnieje różnica znaczeniowa między „Imperium”, a „cesarstwem”, tym niemniej określenie „Rzesza” stosujemy tylko odnośnie Niemiec/Austrii i ich historycznych tworów państwowych. Od katolickiej Rzeszy Cesarskiej (Kaiserreich) aż po narodowosocjalistyczną III Rzeszę Niemiecką. Wraz z 1945 rokiem skończyła się Rzesza. Ale ona powróci ;-) I oby była wolna od katastrofalnych błędów i majaków swojej ostatniej poprzedniczki. Obyśmy i my umieli tym razem uznać ją za naturalnego lidera Europy, a siebie samych – za jej prawą rękę i geopolityczny sworzeń na wschodzie Kontynentu.

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*